Wydanie: PRESS 03-04/2018

Będziemy krzyczeć wszyscy

Z reporterką Polsat News Ewą Żarską rozmawia Renata Gluza

Operator jedną ręką mnie osłaniał, a drugą trzymał kamerę i próbował nas wyprowadzić z tłumu. A że musiał się rozpychać, ludzie odbierali to jako atak. Ktoś mnie popychał, ktoś dźgał, jedna starsza pani cały czas mnie szczypała. Inna kłuła mnie pilniczkiem. Wkoło nas był rozemocjonowany tłum, który dostał pozwolenie na agresję.

Skąd Pani wiedziała, że trup jest w wersalce?

To był piątek, zaczęłam szukać tematów do serwisu na kolejny dzień. W internecie trafiłam na historię 20-letniej Kai ze Zduńskiej Woli, która już od dwóch tygodni była poszukiwana przez rodzinę. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak długo to trwa. W komunikatach rodziny była sugestia, że może dziewczyna została wywieziona do Niemiec. Pomyślałam, że jak poinformujemy o sprawie Kai w „Wydarzeniach” w Polsacie i pokażemy jej zdjęcie, to może wśród 3,5 miliona widzów znajdzie się ktoś, kto ją widział. Zadzwoniłam do rzecznika policji w Zduńskiej Woli z prośbą, by się z nami spotkał w sobotę.

Kaja ostatni raz była w Łodzi u niejakiego Artura, z którym się spotykała. Gdy nie wróciła do domu, bliscy dziewczyny pojechali do jego mieszkania, a potem wezwali policję. Ta przyjechała ze strażą, przeszukano mieszkanie i nic nie znaleziono. Co więcej chciała Pani uzyskać?

Gdy rzecznik policji ze Zduńskiej Woli odpowiedział mi, że w sobotę się ze mną nie spotka, bo ma sprawy osobiste – coś mi się przekręciło w głowie. „Cholera, to my dajemy mu dużą antenę, olbrzymią szansę, że dziewczyna może się znajdzie – a on nic?”. Wkurzył mnie. W sobotę spotkałam się więc z rodziną Kai i wtedy usłyszałam o wszystkich nieprawidłowościach, jakie – ich zdaniem – już popełniono przy tej sprawie. Na klatce mieszkania Artura czuć było straszny smród, fetor unoszący się zza drzwi. Dlatego wezwano policję. Przyjechała też straż pożarna, podstawiła podnośnik pod okno, strażak zajrzał do mieszkania i zapytał policjanta, czy on chce wejść. „A widzisz coś?” – miał zapytać policjant. „Nie, nic tu nie ma” – miał odpowiedzieć strażak, więc policjant stwierdził, że nie ma po co wchodzić. A w notatkach zapisali, że byli w mieszkaniu dwukrotnie.

Renata Gluza

Dostęp do pełnej treści artykułu jest płatny

Kup dostęp poprzez SMS wysyłając treść KOD.PRESS na numer 7255 (koszt 2,46 zł). Otrzymasz kod, który należy wpisać w pierwsze okno poniżej. Na koniec wciśnij "Prześlij". Więcej informacji w regulaminie.

Tutaj wpisz kod dostępowy otrzymany bezpośrednio od PRESS. Więcej informacji w regulaminie.

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo