Wydanie: PRESS 09-10/2026

Ach.Polski

Z Sofią Lebedievą, twórczynią profilu ax.polski, rozmawia Grzegorz Kopacz

W kraju Szymborskiej i Miłosza, profesorów Miodka i Bralczyka, w internecie specjalistką od piękna języka polskiego została młoda Ukrainka. Taki miałaś plan?

Nie, chciałam tylko dobrze nauczyć się języka polskiego, a jako obcokrajowiec uczyłam się z książek, a nie jak inni – z rozmów w domu, na ulicy czy od cioć i wujków na polskim weselu. Nawiasem mówiąc, chciałabym się kiedyś na takim znaleźć.

Poznawałam język w wersji okrojonej, podręcznikowej, literackiej, a zależało mi na tym, by swobodnie przełączać się pomiędzy jego różnymi odmianami. By nie mówić wyłącznie językiem Miłosza czy profesora Bralczyka.

No i oczarowałaś Polaków swoimi rolkami czy shortsami o języku. Sam nie wiem, jak te internetowe formaty nazwać.

Lubię o nich mówić „felietony”.

To, że z nimi ruszyłaś, świadczy o Twoim wysokim poczuciu pewności siebie?

Nie, nie. To efekt bólu, nędzy i pasji. Miałam w sobie studnię bez dna, którą wypełniłam językiem polskim. Chciałam mieć jeszcze więcej tego języka w swoim życiu, ale brakowało mi odwagi. Z tym pomysłem nosiłam się siedem lat.

Czyli już jako dziecko?

Nie. Mam prawie 32 lata.

Wyglądasz znacznie młodziej.

Mały piesek nie zawsze jest szczenięciem.

Co Cię ostatecznie przekonało do mediów społecznościowych, które są zwulgaryzowane?

To zależy, w jakiej bańce informacyjnej. W mojej bańce jest na przykład profesor Jerzy Bralczyk, a nie ma w niej wulgaryzmów.

I dostrzegłaś, że jest potrzeba…

Żadna potrzeba. No, chyba że potrzeba mojego serca, by mieć jeszcze więcej języka polskiego w swoim życiu. Przez jakiś czas pracowałam jako lektor polskiego dla początkujących. Miałam swoje spostrzeżenia, którymi chciałam się podzielić. Szczerze się zachwycam niektórymi tematami, a do internetu można wejść z czymkolwiek, nawet z głupimi felietonami o języku polskim.

Nie spodziewałbym się, że filmiki o gramatyce mogą kogokolwiek zainteresować.

I dlatego bardzo długo nikt mnie nie oglądał. Na Instagramie miałam 500 obserwujących przez trzy, cztery lata. Dopiero w październiku 2025 roku oglądających zaczęło przybywać, co bardzo mnie zaskoczyło. To, że prawie nikt mnie nie oglądał, nie przeszkadzało mi nagrywać, bo robiłam to dla własnej przyjemności. I nadal staram się tego trzymać.

Na Instagramie masz ponad 110 tysięcy obserwujących, na Facebooku ponad 90 tysięcy. Jesteś też na TikToku i YouTubie.

Czy statystki są ważne? Opublikuję jeden nietrafny felieton i odsubskrybuje mnie połowa.

Wszyscy skarżą się, że algorytmy głęboko zakopują wartościowe treści. Masz z tym problem?

Algorytmy są świetne. Kiedyś moje treści pomijały i uważałam to za coś naturalnego. Bardziej dziwię się, że teraz tak przybyło mi oglądających.

Który film był przełomowy?

Felietonik z końca października. Żartuję w nim, że nie rozumiem polskich idiomów, choć tak naprawdę je rozumiem. Było w nim o grzecznościowej formule „cała przyjemność po mojej stronie”. Zastanawiałam się: a co z moją przyjemnością, jeżeli ktoś mi tak dziękuje? Przecież też bym jej chciała troszkę. Film był prosty, lekki, krótki i chwycił.

Czyli u nikogo pomysłu na czułe rozprawianie o języku nie podpatrzyłaś?

Nawet chciałabym podpatrzyć. Słyszałam, że jest Niemiec, który mieszka w Polsce i mówi po polsku, ale nawet nie widziałam jego konta. Próbowałam po omacku sama robić różne filmy, ale nie pod kątem tego, co podchwycą algorytmy, tylko sprawdzałam, gdzie będę najprawdziwsza i w czym będę miała najwięcej przyjemności z nagrywania dla siebie. Miałam taki czas, kiedy byłam zachwycona etymologią i nagrywałam o tym, że dzisiaj słowo znaczy to, ale jeszcze sto lat temu znaczyło coś innego. Te ścieżki życia słowa są fascynujące. Słowa, którymi się posługujemy, nie są płaskie, mają głębię, kształt. Nie są ze szkła, ale są raczej jak pomarańcza, można je naciskać, wyginać. A to, że moje felietony są oglądane, tłumaczę tym, że Polacy kochają swój język.

No nie wiem.

Ależ tak! Polacy kochają swój język, i to na różne sposoby. Niekoniecznie kochają go w sposób zdrowy. Są puryści językowi, są obrońcy, są niezadowoleni z tego, że polski zaśmiecają anglicyzmy… Ale to właśnie pokazuje przywiązanie do języka polskiego.

Ja raczej widzę, że ludzie nie dbają o język. Nawet w mediach.

No widzisz, ty też należysz do obrońców języka, czyli kochasz go na swój sposób.

Razi mnie, gdy słyszę podczas transmisji sportowej, że piłkarz „włancza” się do gry.

A wiesz, z jakim słowem jest spokrewnione słowo „razić”? Z „wrażliwością”.

***

To tylko fragment rozmowy Grzegorza Kopacza z Sofią Lebedievą. Pochodzi ona z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj ją w całości w magazynie.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Sofią Lebedievą, Leszek Kraskowski i premier Tusk dla wybranych

Grzegorz Kopacz

Aby przeczytać cały artykuł:

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.