Temat: na weekend

Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 08, 2022

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Co czytam, słucham, oglądam - ujawnia Marcin Żyła, wicenaczelny "Tygodnika Powszechnego"

Marcin Żyła z "Tygodnika Powszechnego": Czytam „Politykę” oraz weekendowe wydania „Dziennika Gazety Prawnej” i „Rzeczpospolitej” (fot. mat. pras.)

Pracuję w prasie, lecz nie wyobrażam sobie życia bez radia. Kupiony kilka lat temu mały tranzystor, wciąż działający na tej samej płaskiej baterii, zabieram w każdą podróż. Czy w Oksfordzie, czy w Ugandzie, słuchanie lokalnych stacji pomaga zrozumieć, gdzie się jest i czym żyje najbliższa okolica. Nieco ułomnie, ale to samo umożliwia aplikacja RadioGarden - pisze Marcin Żyła, zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego".

Dobrze wstać i zorientować się w tym, co się dzieje w świecie, pomagają mi w dni robocze poranne programy BBC Radio 2. Z kolei Elizabeth Alker, co sobotę prowadząca na antenie BBC Radio 3 audycję śniadaniową, jak nikt inny komentuje cały tydzień muzyką (dźwięki fortepianu przyspieszają zaś pisanie tekstów, których deadline minął poprzedniego wieczoru). Brytyjskie publiczne stacje radiowe dostępne są w aplikacji BBC Sounds.

Po „Newsweeka” już nie sięgam

Chciałbym, aby główny odcinek podcastu „Raport o stanie świata” Dariusza Rosiaka trwał dłużej niż dwie godziny i cieszę się na jego nową odsłonę – „Raport z przyszłości” ze świetnymi reportażami Agaty Kasprolewicz. W radiu Tok FM słucham „Światopodglądu” Agnieszki Lichnerowicz i audycji Tomasza Stawiszyńskiego. Przypadkowe włączenie RMF FM przypomina, jak do odbioru dziennikarstwa potrafi zniechęcić muzyczna sieczka.

Czytaj też: Marek Kęskrawiec szefem działu krajowego "Tygodnika Powszechnego"

Święto czytania to głównie czwartek wieczór, kiedy w wydaniu cyfrowym pojawia się nowy numer „The Economist”, dla mnie wciąż najlepszego tygodnika na świecie. Lubię jego analizy i dbałość o styl („nie zadzieraj nosa, nie bądź arogancki, zbyt z siebie zadowolony ani rozgadany, nie pouczaj, pisz przejrzyście” – chciałbym tak, jak każe jego stylebook); piszącym po angielsku zazdroszczę precyzji, zwięzłości i lekkości, którą daje ten język. W „The Guardian” czytam komentarze znawcy współczesnej Rosji Luke’a Hardinga; śledzę też relacje byłego korespondenta migracyjnego tej gazety Patricka Kingsleya, dziś szefa jerozolimskiego biura „New York Timesa”. Obywatelski portal śledczy Bellingcat.com pokazuje, jak wielki dziennikarski potencjał tkwi w masowości internetu. Cenię też portal TheConversation.com, efekt współpracy wielu brytyjskich uczelni, na którym badacze, pod okiem redaktorów, przedstawiają swoje odkrycia w języku zrozumiałym nie tylko dla nich samych – marzy mi się podobny projekt w Polsce.

Czytam „Politykę” oraz weekendowe wydania „Dziennika Gazety Prawnej” i „Rzeczpospolitej”. Po „Newsweeka” już nie sięgam – nieznośna bywa jego gra na antypisowskich emocjach, której lustrzanym odbiciem bywa kompulsywne oglądanie propagandowych „Wiadomości” w TVP. Cenię wiele materiałów OKO.press (ostatnio np. z pogranicza białoruskiego), choć serwis ryzykownie balansuje na granicy dziennikarstwa i aktywizmu; liczę na to, że gdy zmieni się władza, będzie jej równie uważnie patrzył na ręce. Upadek biskupów Kościoła katolickiego, jedno z najciekawszych obecnie zjawisk w Polsce, śledzę w insiderskich tekstach Zbigniewa Nosowskiego i innych autorów „Laboratorium Więzi”.

Bywa, że świat najlepiej widać z jego peryferiów

Życie dzielę między Kraków i góry, gdzie kupuję „Tygodnik Podhalański”, od lat niewygodny dla każdego samorządu pod Tatrami. Uprawianie dziennikarstwa w trudnych warunkach i wbrew okolicznościom jest normą również dla redaktorów bośniackiego dziennika „Oslobođenje” i wyrosłego z dysydenckiego radia z Belgradu serbskiego portalu B92 – podczytuję oba, choć teraz już głównie z sentymentu. Timothy Snyder zadedykował jedną ze swoich książek korespondentom; uważa, że to oni ocalą źródła dla przyszłych historyków. Staram się pamiętać, ile zawdzięczamy nieznanym nam z nazwiska dziennikarzom i pracownikom mediów lokalnych z całego świata.

Czytaj też: Nowy „Press”: Wolność Poczobuta bez ceny, Durczoka obraz prawdziwy, Trzódka się zgadza

Od wielu lat nie oglądam telewizji, ale jeśli płonie Notre Dame lub trwają zamieszki w Kongresie, włączam France 24 – to pomaga przyswoić sobie inny niż anglosaski punkt widzenia. I jeszcze jedno: bywa, że świat najlepiej widać z jego peryferiów. Pewnie dlatego regularnie czytam wydawany na Wyspie św. Heleny (południowy Atlantyk, ok. 5 tys. mieszkańców) „The Sentinel” oraz „Nunatsiaq News”, tygodnik z Iqaluit (arktyczna Kanada, ok. 8 tys. mieszkańców). Wiadomości o przybiciu do portu ostatniego na świecie statku pocztowego lub o tym, jak kryzys klimatyczny już teraz rujnuje życie na Północy, potrafią pokazać więcej kontekstów niż niejedna agencyjna depesza.

Marcin Żyła, "Tygodnik Powszechny"

Pozostałe tematy weekendowe

Po Trójce do celu. Stacja traci, ale ktoś ma swoje pięć...
Nowszy model. Poprawianie badania oglądalności i...
Coś dla koneserów. I śmieszno, i straszno, czyli Michał...
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.