Cała na Rafała. Wybory przegrał nie tylko Trzaskowski, ale także media
Kiedy kampanijny kurz opadł i okazało się, że wygrał kandydat konkurencji, w mediach sprzyjających Trzaskowskiemu zaczęto szukać winnych porażki. Nie było uderzenia we własne piersi (fot. Leszek Szymański/PAP)
Wybory prezydenckie przegrał nie tylko Rafał Trzaskowski, ale także TVP, TVN i Onet, które chciały je wygrać za niego.
Najpierw był chaos. To od niego zaczęły się kłopoty kandydata Koalicji Obywatelskiej i sprzyjających mu mediów w kampanii prezydenckiej. Będąc pewnym wygranej, 9 kwietnia Rafał Trzaskowski wyzwał na pojedynek w telewizji swojego głównego rywala, czyli Karola Nawrockiego, popieranego przez Prawo i Sprawiedliwość. Do organizacji natychmiast zgłosiła się TVP, która poinformowała, że „debata przedwyborcza 2025” odbędzie się w piątek 11 kwietnia w Końskich. Telewizja publiczna szybko się dogadała z TVN-em i Polsatem w sprawie wspólnej transmisji, a zasady debaty sztaby ustalały w jej siedzibie. Jedyną kością niezgody było żądanie sztabu Nawrockiego, aby do wydarzenia włączyć sprzyjające mu telewizje, czyli Republikę i wPolsce24.
DEBATA Z POLECENIA
Problemy zaczęły się, kiedy pozostali uczestnicy wyścigu do pałacu prezydenckiego zorientowali się, że sztab Trzaskowskiego wspólnie z TVP już miesiąc przed wyborami chce ich odstawić na boczny tor. Pierwszy zareagował marszałek Sejmu Szymon Hołownia (Polska 2050 – Trzecia Droga). „Nie pozwolę wykluczyć połowy Polski z wyborów. O ich wyniku mają rozstrzygać ludzie, nie kandydaci z TV na telefon. Telewizja publiczna ma obowiązek bronić zasad wolnych i uczciwych wyborów. Jadę dziś do Końskich, by wystąpić w debacie” – napisał na platformie X. Wkrótce także Magdalena Biejat (Nowa Lewica) ogłosiła, że wybiera się do Końskich, a sztab Hołowni wystąpił do prezesa TVP Tomasza Syguta o zaproszenie wszystkich zarejestrowanych kandydatów. „Nie może być tak”, mówił dziennikarzom marszałek Sejmu, że partia rządząca „wybiera sobie kogoś na solówkę”, a „media publiczne lecą organizować debatę”.
Wtedy nagle TVP zaczęła odcinać się od przekazu, że jest organizatorem debaty Trzaskowskiego i to ostatecznie jego sztab rozesłał zaproszenia do wszystkich rywali. „Rafał Trzaskowski o 18.20 zaprosił kandydatów na debatę do TVP, która miała się odbyć o godz. 20.00. To jest skandal, to są standardy białoruskie” – komentował w mediach społecznościowych Sławomir Mentzen, kandydat Konfederacji. Tym naraził się TVP Info, która tłumaczyła swoim widzom, że w ten sposób Mentzen „starał się wybrnąć” z faktu, iż nie wziął udziału w debacie, bo przecież taki Hołownia odwołał spotkania z wyborcami i bez zaproszenia zapowiedział swój przyjazd do Końskich. Ostatecznie w debacie wzięło udział ośmioro kandydatów (zarejestrowanych było 13), a niektórzy z nich mieli nawet problem z wejściem do hali, w której ją zorganizowano.
Kiedy poniewczasie w TVP zorientowano się, że organizować debaty tylko z dwoma kandydatami jej nie wypada, a może nawet nie wolno, zaczęła się tłumaczyć, że ostatecznie jej organizatorem był komitet wyborczy Trzaskowskiego. Sławomir Nitras, członek sztabu kampanii Trzaskowskiego, ogłosił nawet, że należało ją traktować jako konferencję, a nie debatę organizowaną przez telewizję publiczną. Wyszło więc na to, że Joanna Dunikowska-Paź (TVP), Grzegorz Kajdanowicz (TVN 24) i Piotr Witwicki (Polsat News) byli jedynie moderatorami na konferencji Trzaskowskiego, a TVP z grzeczności zapewniała techników i sygnał.
Pomieszanie z poplątaniem mediów ze sztabami wyborczymi to zaraza, której efekty obserwowaliśmy za czasów prezesury Jacka Kurskiego. Po odsunięciu od władzy Zjednoczonej Prawicy przeniosła się wraz z byłymi pracownikami TVP do telewizji Tomasza Sakiewicza (Republika) i braci Karnowskich (wPolsce24). Zaraza jednak szerzy się dalej.
NAJINTELIGENTNIEJSZY I NAJMĄDRZEJSZY
Promocja Trzaskowskiego w TVP zaczęła się długo przed oficjalnym startem jego kampanii. Już w listopadzie Dorota Wysocka-Schnepf przeprowadziła wywiad z jego przyjacielem, popularnym aktorem Michałem Żebrowskim. Tak idealizował on prezydenta Warszawy: „To najinteligentniejszy, najmądrzejszy człowiek, jakiego spotkałem w życiu”. Potem w TVP Info pokazywano, jak Trzaskowski jeździ tramwajem, robi zakupy na osiedlowym ryneczku czy wkłada tylko polskie produkty do koszyka w sklepie w Łomży. Można było odnieść wrażenie, że TVP Info jest na każde zawołanie otoczenia Trzaskowskiego. W mediach społecznościowych krąży wideo, jak przerywa relację korespondenta z Londynu, opowiadającego o pożarze na lotnisku Heathrow, aby ni stąd, ni zowąd pokazać Trzaskowskiego odwiedzającego farmę wiatrową.
„Zamiast propagandowej zupy chcemy państwu zaproponować czystą wodę. Nie dlatego, że jest szlachetna, ale dlatego, że nie niesie żadnych nachalnych smaków” – deklarował 20 grudnia 2024 roku Marek Czyż, zapowiadając start programu „19.30” i odcinając się od „Wiadomości” z czasów telewizji Jacka Kurskiego.
Niestety „nachalnych smaków” było aż nadto. W programie „19.30” Rafał Trzaskowski był przedstawiany jako doświadczony polityk, który chce zjednoczyć Polaków, a Karol Nawrocki jako wymysł Jarosława Kaczyńskiego i bohater niezliczonych afer. Nawet jeśli te tezy są prawdziwe, to nachalność ich powtarzania mogła uśpić wyborców Trzaskowskiego, a zwolenników Karola Nawrockiego pobudzić do zaangażowania.
W wydaniu „19.30” z piątku 16 maja najpierw był sześciominutowy materiał Anny Łubian-Halickiej o tym, jak kandydat KO przemierza Polskę, rozmawia z kierowcą tira, odwiedza piekarnię o świcie, mówi o uczciwości i pojednaniu Polaków. W jego szczerość nie wątpią posłanka KO Magdalena Filiks, premier Donald Tusk ani żona kandydata, czyli Małgorzata Trzaskowska. Na dnie tej beczki pełnej miodu znalazła się odrobina dziegciu – informacja, że Ośrodek Analiz Dezinformacji NASK wykrył reklamy wspierające Trzaskowskiego, które mogły być finansowane z zagranicy i że prezydent Andrzej Duda oraz marszałek Szymon Hołownia domagają się wyjaśnień.
Drugi materiał o kandydacie popieranym przez PiS trwał cztery minuty. Zaczynał się od tego, jak rozdaje wyborcom drożdżówki, ale zaraz przypomniano, że jego kampania toczy się „w cieniu afer”, a co gorsza, „pytań jest coraz więcej”. Przypomniano opisywaną w mediach głównego nurtu od wielu dni historię przejęcia przez niego kawalerki pana Jerzego, który ostatecznie znalazł się w domu pomocy społecznej, a potem dla utrwalenia pokazano wyborcom na grafice pozostałe afery Nawrockiego – wynajmowanie przez 200 dni apartamentu w Muzeum II Wojny Światowej i związki ze światem przestępczym. Do tego były atakujące komentarze polityków rządzącej koalicji i wypowiedź szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który go bronił. Na koniec redakcja „19.30” wypomniała Nawrockiemu, że cztery razy wysyłała do niego zaproszenie, ale on nie zdecydował się na rozmowę.
Stereotypowy był materiał (też cztery minuty) o liderze Konfederacji, bo od razu zaczynał się pytaniem „Przed czym ucieka Sławomir Mentzen?” i zdjęciami, jak szybko odjeżdża z wieców na hulajnodze. Przypomniano, co „odstrasza od niego wyborców”, czyli jego wypowiedzi o „nieprzyjemności”, jaką ma być dla kobiety gwałt, „klapsach”, które nie szkodzą dzieciom, i płatnych studiach w jego „idealnym świecie”. Sięgnięto też do archiwów internetu i zacytowano jego słynną „piątkę”: „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”. Nie podano kontekstu, czyli że jest to fragment z jego wykładu o marketingu politycznym sprzed sześciu lat, w którym analizował on, jakie hasła mogą skutecznie trafiać do określonej grupy wyborczej. Wielokrotnie zaznaczał, że to nie są jego poglądy. Na koniec padł inny jego cytat, w którym krytykował PiS za politykę migracyjną.
Reszcie kandydatów na prezydenta redakcja „19.30” tego dnia poświęciła cztery minuty, a na koniec widzów zaproszono do wysłuchania rozmowy Aleksandry Pawlickiej z... Rafałem Trzaskowskim.
„DAĆ KOMUŚ W RYJ”
Ostatnie wydanie programu „19.30” przed decydującą turą wyborów, czyli w piątek 20 maja, było w całości omówieniem kampanii prezydenckiej.
Zaczynało się od relacji z wiecu Trzaskowskiego w Gdańsku, kolebki „Solidarności”, gdzie, jak przypomniano, wygrał on z dużą przewagą w pierwszej turze. W sześciominutowym materiale wypowiedzi popierających go anonimowych wyborców przeplatano wypowiedziami polityków z jego obozu: Sławomira Nitrasa, Barbary Nowackiej, Patryka Jaskulskiego i Cezarego Tomczyka. Była też wypowiedź jego żony, a nawet ciotki.
W materiale o Nawrockim reporter Mateusz Dolatowski od razu zaznaczył, że postawił on na wiece poparcia organizowane w bastionach PiS, czyli w Małopolsce, na Podlasiu i Podkarpaciu, zamiast na konferencję prasową, bo to „jedna z najbezpieczniejszych dla niego opcji”. „Nie można było mu zadawać pytań, a tych pytań o przeszłość kandydata wciąż jest wiele, a odpowiedzi jeszcze mniej” – zaznaczył dziennikarz „19.30”. Potem było o gwizdach i buczeniu na spotkaniu z wyborcami w Gorlicach, pokazano jego przeciwników i bannery z hasłami, które „wprost nawiązywały do kawalerki starszego mężczyzny przejętej przez Nawrockiego”. Oczywiście była też powtórka z zarzutów stawianych mu przez „niezależne media”: kontakty z półświatkiem, udział w ustawkach, sprowadzanie prostytutek. Dla równowagi były wypowiedzi jego zwolenniczek. „Bardzo mi pasuje kontakt z kibolami, bo największy patriotyzm w Polsce jest teraz wśród kiboli. Fajnie, że będzie teraz taki prezydent, który trenuje boks i będzie umiał dać komuś w ryj” – powiedziała jedna z nich.
W pozostałej części programu przypomniano, że za Zielony Ład odpowiada rząd Mateusza Morawieckiego (dwukrotnie przypomniano spot z komisarzem Januszem Wojciechowskim).
W materiale Bartosza Filipowicza o kluczowych momentach kampanii, którymi miały być według zapowiedzi błędy sztabów, było tylko o wpadkach Nawrockiego (przyznanie się do walk w ustawkach kiboli; uzależnienie od nikotyny, które pokazał podczas debaty telewizyjnej w TVP; zgodę na wszystkie postulaty Mentzena; brak procesu z Onetem w trybie wyborczym ws. udziału w sprowadzaniu prostytutek dla gości hotelu). Przypomniano też marsze poparcia w Warszawie, aby zaznaczyć, że za Trzaskowskim poszło 150 tys. osób, a za Nawrockim „trzy razy mniej”.
Był też materiał, z którego wynikało, że Rafał Trzaskowski jako prezydent będzie lepszym rzecznikiem praw kobiet niż Karol Nawrocki, o czym zaświadczyły Małgorzata Trzaskowska i Joanna Senyszyn. A na koniec była prezentacja żon kandydatów, przy czym prowadząca już na wstępie zaznaczyła: „Małgorzata Trzaskowska, bardziej jako walcząca i niezależna liderka, Marta Nawrocka raczej w cieniu”. W materiale było dużo i sympatycznie o tej pierwszej, a o tej drugiej mało, bo „do niedawna unikała kamer i rzadko pojawiała się publicznie”. Jednak zaraz po wyborach portal TVP.info już wiedział o niej więcej. „To osoba o nietypowej, pełnej wyzwań drodze zawodowej, która podkreśla znaczenie wartości rodzinnych i odwagi” – zachwalał 2 czerwca.
I pisał dalej: „Jej codzienność to wchodzenie do nielegalnych punktów hazardowych, wyważanie drzwi, zatrzymywanie osób i zabezpieczanie dowodów. To praca wymagająca nie tylko odwagi, ale i ogromnej sprawności fizycznej oraz odporności psychicznej”. Portal TVP solidarnie z Onetem i TVN24.pl dopiero po wyborach donosił, że przyszła pierwsza dama ukończyła „prestiżową szkołę baletową”, że balet „nauczył ją wytrwałości i samodyscypliny”. Cytowano jej wypowiedź o początkach znajomości z Karolem Nawrockim: „Ujął mnie tym, że nie było dla niego żadną przeszkodą to, że mam 19 lat i dwuletniego synka”. „Wysportowana, lojalna, matka trojga dzieci. Obroni kobiety czy zamilknie?” – zaczęto się zastanawiać nawet na Wyborcza.pl.
NIE SZKODZIĆ
Jednak przed wyborami w TVP Info, wzorem znanym z TVN 24, przez całą dobę przeżuwano i trawiono na antenie wyłącznie informacje niekorzystne dla kandydata PiS. Jeżeli pojawiała się jego żona, to w kontekście przejętej kawalarki. Tymczasem co do kandydata KO nie było żadnych wątpliwości, szczególnie po pierwszej turze, kiedy został jedynym przedstawicielem „strony demokratycznej”. Nie było więc pytań o to, jak kandydat na prezydenta Polski sprawdził się w roli prezydenta Warszawy. Nie pytano, dlaczego remont Sali Kongresowej w Pałacu Kultury i Nauki trwa ponad dziesięć lat, a więc dwa razy dłużej niż odbudowa po pożarze katedry Notre Dame, dlaczego tak wolno idzie zazielenianie stolicy, wprowadzanie nocnego zakazu sprzedaży alkoholu, walka z bałaganem outdoorowym i gdzie są te mieszkania komunalne, o których wybudowaniu Trzaskowski opowiadał, jeżdżąc po Polsce.
Dlaczego tych pytań nie było, z rozbrajającą szczerością wyznał na Facebooku Wojciech Szeląg, który w styczniu 2024 roku przeszedł do telewizji publicznej, aby, jak tłumaczył, wziąć udział w „zmianie złych skojarzeń Polaków z TVP”. Tydzień po rozstrzygnięciu wyborów odważnie zaczął jeden ze swoich postów: „Nie pisałem o tym podczas kampanii, by nie narazić się na zarzut, że »szkodzę Najlepszemu Kandydatowi«”. Z jego wpisu wynika, że „szkodzić” miałoby mu nawet opisywanie bałaganu z parkowaniem samochodów na jednej z warszawskich ulic.
TVP Info tak bardzo nie chciało szkodzić „najlepszemu kandydatowi”, że nawet nie broniło się, kiedy z jego ust padł postulat jej likwidacji. Podczas rozmowy na YouTubie Sławomir Mentzen zapytał go wprost: „TVP Info to tuba propagandowa władzy i należy ją zlikwidować. Tak czy nie?”. „Uważam, że TVP Info można by zlikwidować, bo każda kolejna władza chciałaby jej używać jak tuby” – odpowiedział Trzaskowski. „To tak czy nie?” – dopytywał Mentzen. „Ja bym likwidował TVP Info” – usłyszał w odpowiedzi. „Bardzo się cieszę. Też mi się nie podoba obecne TVP Info” – skomentował Mentzen. W TVP przeszło to bez echa.
Kiedy jednak były prezes TVP Jacek Kurski podczas marszu poparcia dla Nawrockiego zażartował dziennikarzom telewizji publicznej do kamery, żeby byli „grzeczni”, bo jeszcze do nich wróci, to ta wypowiedź stała się tematem nawet dla głównego wydania programu „19.30”. Wielokrotnie przedstawiano ją widzom jako realne zagrożenie związane z ewentualną wygraną Nawrockiego.
KIBOL ZAWSZE BĘDZIE KIBOLEM
TVP jedną ręką straszyła powrotem Kurskiego, a drugą sięgała po jego praktyki, jak zmiana ramówki głównych kanałów w celach propagandowych. Po tym, jak okazało się, że kandydat popierany przez PiS brał udział w walkach kiboli, do czego sam się przyznał w rozmowie z Mentzenem, określając je „formą szlachetnej, męskiej walki wręcz”, w wieczornym paśmie TVP 1 nagle znalazło się w tygodniu przedwyborczym miejsce na miniserial „Furioza”. Opowiada on o środowisku pseudokibiców, pokazuje przestępczość, ale także obowiązujące w nim zasady. „Kibol zawsze będzie kibolem!” – przekonywała swoich widzów TVP, promując „Furiozę”.
Przeciwko wykorzystywaniu filmu do celów politycznych zaprotestował jego reżyser Cyprian T. Olencki. „To nieco paradoksalne, że jesteśmy obecnie na takim etapie, że mój film, całkowicie wbrew moim zamierzeniom, może być z powodzeniem wykorzystany przez obie strony politycznego sporu do okładania się nawzajem. Nie mam na to zupełnie wpływu. Nie ma na to mojej zgody” – powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską.
„Furioza” była TVP potrzebna, bo wespół z innymi mediami głównego nurtu ze szczegółami relacjonowała materiał Szymona Jadczaka z Wirtualnej Polski o ustawce pseodokibiców pod Gdańskiem, w której przed laty miał wziąć udział Karol Nawrocki. Kiedy jednak ten sam portal dzień wcześniej zamieścił inny materiał Szymona Jadczaka (drugim autorem był Patryk Słowik) o ingerencji w polskie wybory zewnętrznych podmiotów poprzez finansowanie reklam internetowych wspierających Trzaskowskiego i atakujących Nawrockiego i Mentzena, główne media prawie go nie zauważyły.
„Po prostu doszło do tak zwanego morderstwa tematu przez brutalne zamilczenie. Nic się nie wydarzyło, nie ma o czym gadać. A w oczywisty i niepodważalny sposób widać, że zostało złamane prawo i sprawa wymaga dogłębnego wyjaśnienia przez odpowiednie służby” – zauważył z rozgoryczeniem Paweł Kapusta, redaktor naczelny WP. On, jak i autorzy tekstu, mieli usłyszeć od innych dziennikarzy pytanie: „Dlaczego publikujecie to teraz?”. Kiedy natomiast opisali ustawkę pod Gdańskiem, „cisza zamieniła się w raban, staliśmy się oczywiście najrozleglej cytowanym medium w kraju, najrzetelniejszym, wspaniałym źródłem informacji” – relacjonował Kapusta.
POWTÓRNE ODKRYWANIE TAJEMNICY
Prawie przez wszystkie dni kampanii „wspaniałym źródłem informacji” dla TVP, TVN i reszty był Onet, który od 30 kwietnia drążył temat komunalnej kawalerki przejętej przez Nawrockiego od mężczyzny, którym jakoby prezes IPN miał się opiekować. Ustalenie przez Andrzeja Stankiewicza i Jacka Harłukowicza, że kandydat na prezydenta wbrew temu, co zadeklarował w debacie telewizyjnej, ma nie jedno, ale dwa mieszkania, było newsem, który mocno podważał jego wiarygodność. Do tego prawie codziennie dochodziły kolejne wątpliwości co do sposobu, w jaki „zaopiekował się” on panem Jerzym i jego kawalerką.
Jednak w celu wywołania burzy, która miała ostatecznie zmieść kandydaturę Nawrockiego, Onet sięgnął po temat odgrzewany. 26 maja Stankiewicz i Harłukowicz opisali, że Nawrocki, pracując w ochronie Grand Hotelu w Sopocie, miał uczestniczyć w sprowadzaniu pracownic seksualnych dla gości. Tylko że „Gazeta Wyborcza” pisała o tym już w październiku 2024 roku. „Jeśli gość hotelowy potrzebował kobiety, starczyło dać znać Nawrockiemu” – donosił Piotr Głuchowski, powołując się na dawnego kolegę prezesa IPN. Nowością w tekście Onetu było dotarcie do dwóch świadków, również anonimowych, ale gotowych potwierdzić swoje słowa w sądzie.
Chociaż temat nie był nowy, redakcja Onetu postanowiła mu poświęcić całą główną stronę. W dniu publikacji były na niej przekierowania do ponad 20 materiałów o „jednej z największych tajemnic kandydata PiS”. Tak redaktor naczelny portalu Bartosz Węglarczyk tłumaczył czytelnikom powód odsłonięcia tej tajemnicy: „Nie robimy tego, by zniechęcić jego wyborców. Piszemy o przeszłości kandydata PiS, bo taki jest obowiązek mediów”. Dodał też, że „od tygodni szeptali o niej politycy, również z obozu pana Nawrockiego”. A tak naprawdę to musieli o niej szeptać co najmniej od pół roku, skoro już wtedy ujawniła ją „Gazeta Wyborcza”. Jej redakcja tym razem nie protestowała, że była z tym newsem pierwsza, zapewne aby nie szkodzić demokracji.
Na dokładkę w sukurs pospieszyła TVP – ogłosiła, że dotarła do świadka, który ma odwagę mówić o Nawrockim pod nazwiskiem. W głównym wydaniu „19.30” o współpracy kandydata PiS z trójmiejskimi przestępcami w zakresie ochrony agencji towarzyskich (miał on „doglądać, żeby klient zapłacił”) opowiadał Jacek Murański. Postać o co najmniej wątpliwej reputacji, w internecie kojarzony z patostreamerami, uczestnik walk freakfightowych. Po tym, jak został skazany na więzienie za pobicie, próbował wykazać w programie „Sprawa dla reportera” Elżbiety Jaworowicz, że to on jest ofiarą policji. Okazał się wiarygodny nawet dla samego premiera, który powołał się na Murańskiego w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Polsat News.
„Tutaj mamy również błąd ze strony premiera Donalda Tuska, bo był bardzo ciekawy materiał dziennikarzy Onetu, przygotowany bardzo rzetelnie, pod nazwiskiem, konkretne postaci. No i wygląda na to, że media publiczne niestety postanowiły sprawę dogrzać i dołożono jeszcze postać umiarkowanie wiarygodną, która miała teoretycznie jeszcze wzmocnić, uwyraźnić ten obraz. A się okazało, że być może kompromituje całą opowieść” – ubolewał cztery dni przed drugą turą wyborów na antenie Tok FM Michał Sutowski z „Krytyki Politycznej”.
Do Murańskiego jako świadka odnieśli się także autorzy Onetu, którzy zaprzeczyli, że był ich informatorem, ale w oczach wielu wyborców sięganie po tego typu świadka ośmieszyło wszystkich, którzy próbowali jeszcze coś znaleźć na kandydata PiS.
WALIĆ KASTETAMI
Pod koniec kampanii zagrożenia dla wyniku wyborów zaczęto dopatrywać się nawet w sondażach, jeżeli nie były korzystne dla Trzaskowskiego. Kiedy portal WP w przeddzień drugiej tury (dokładnie w piątek 30 maja) zamieścił wyniki badania Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, w którym prognozowano wygraną kandydata popieranego przez PiS (dawano mu 50,6 proc. głosów, czyli o 0,3 proc. mniej, niż dostał ostatecznie), oburzył się wicenaczelny „GW” Bartosz Wieliński. „Bardzo ciekawy zabieg, puścić sondaż wskazujący na Batyra dzień po serii sondaży wskazujących na Trzaska i jeszcze podpisywać go jako najnowszy, choć wcale najnowszy nie jest. Dużo klików, dużo znaków zapytania. Jedyny plus to zwiększenie mobilizacji” – napisał na platformie X.
Kiedy w wieczór wyborczy ogłoszono pierwsze wyniki exit poll, według których minimalnie prowadził Trzaskowski, o sondażu WP przypomniał sobie Tomasz Lis. Wśród wielu triumfalnych wpisów na platformie X zdążył zamieścić też taki: „Pamiętacie mediaworkerów, którzy jeszcze 3 dni temu mówili, że Nawrocki jest niedoszacowany i sugerowali, że wygra? Pamiętacie suwartowców, którzy jeszcze przedwczoraj pompowali lewy sondaż dający wygraną Nawrockiemu? Oni nie złożą broni. Będą jątrzyć dalej. Ale za 2 lata dostaną w dupę znowu”.
Były redaktor naczelny „Newsweeka” nawet przez pięć minut kampanii nie krył się z poparciem dla Trzaskowskiego. Na swoim kanale na YouTubie zaraz po ogłoszeniu wyników pierwszej tury radził jego sztabowi totalny atak: „Czas zdjąć aksamitne rękawiczki, czas założyć kastety i walić”. I wołał: „Na mój rozkaz rozpętajcie piekło!”.
Redakcja „Gazety Wyborczej” od początku popierała kandydata KO. Wręcz za nim agitowała. Kilka dni przed głosowaniem na pierwszej stronie zamieściła zdjęcia obu kandydatów z krzyżykiem postawionym obok Trzaskowskiego i hasła „Wybieram przyszłość”. Przy zdjęciu Nawrockiego i haśle „Wybieram przeszłość” krzyżyka nie było. Tego samego kandydata wspierał także należący do Agory portal Gazeta.pl, który zrobił sondę, pytając swoich czytelników, kto wygrał starcie w Końskich. Nie było zaskoczeniem, że najwięcej wskazań padło na Trzaskowskiego – 36,7 proc. Zwycięstwo Nawrockiego wskazało 10,6 proc. głosujących.
OBWE KRYTYKUJE
Przebiegowi drugiej tury wyborów przyglądali się zagraniczni obserwatorzy z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz Zgromadzenia Parlamentarnego i Praw Człowieka (ZPRE). Dostrzegli nie tylko nielegalne finansowanie kampanii w internecie na rzecz Trzaskowskiego przy biernej postawie NASK. Dostało się też mediom. W raporcie OBWE napisano wprost: „wbrew swojemu ustawowemu obowiązkowi, telewizja publiczna – podobnie jak prywatna stacja TVN oraz portal Onet – często przedstawiały Karola Nawrockiego w negatywnym świetle, podczas gdy przekaz dotyczący Rafała Trzaskowskiego był w dużej mierze niekrytyczny”. Obserwatorzy nie mieli wątpliwości, że Republika prezentowała jeszcze większą stronniczość, przedstawiając Trzaskowskiego niemal wyłącznie w sposób negatywny.
„Ze wszystkim można przedobrzyć. Jeśli się powtarza pięćsetny raz argument o sutenerskiej przeszłości kandydata, odbiorca ma prawo być zmęczony i zirytowany – być może wystarczy mu to przypomnieć »tylko« sto razy” – skomentował raport OBWE publicysta „Tygodnika Powszechnego” Marek Kęskrawiec.
„Selektywność, wygodne milczenie i oburzenie na zamówienie nie są tylko branżową anegdotą. To realne zagrożenia dla zaufania społecznego do mediów – zaufania, które już i tak znajduje się na granicy zapaści. Jeśli odbiorcy mają wierzyć, że dziennikarstwo jeszcze różni się czymkolwiek od propagandy, muszą mieć pewność, że fakty mają znaczenie zawsze, a nie tylko wtedy, gdy są wygodne” – alarmował jeszcze w trakcie kampanii Paweł Kapusta, redaktor naczelny WP.
Kiedy kampanijny kurz opadł i okazało się, że wygrał kandydat konkurencji, w mediach sprzyjających Trzaskowskiemu zaczęto szukać winnych porażki. Wskazywano na błędy jego sztabu, słabości kandydata, malejące poparcie rządu, który opieszale realizuje swoje obietnice.
Wcześniej tego wszystkiego w mediach mainstreamu nie dostrzegano albo nie chciano widzieć.
Nie było też uderzenia we własne piersi. Bartosz Węglarczyk w podcaście „Naczelni” tłumaczył Tomaszowi Sekielskiemu, który teraz pracuje dla TVP: „Są dwie teorie, obie są oparte na tym, że Onet wybiera prezydenta Polski. Jedna jest taka, że byliśmy w spisku ze sztabem pana Trzaskowskiego, ale przedobrzyliśmy, nieprofesjonalnie podeszliśmy do hejtowania. To prawda, mistrzem w tej sprawie jest pan Dariusz Matecki, poza nim ludzie mają niewielkie pojęcie, jak się hejtuje ludzi. Jest też druga, że byliśmy w spisku ze sztabem pana Nawrockiego i według niej specjalnie przesadziliśmy, ponieważ sztab Nawrockiego wykoncypował, że będzie jak z Trumpem, im bardziej źle mówią o kandydacie, tym lepiej dla niego”. A potem tłumaczył, dlaczego jego portal skupił się tylko na Nawrockim: „Rafał Trzaskowski jest w polityce od wielu lat i nikt nie potrafił wyciągnąć o nim żadnej nowej historii, bo ich naprawdę nie ma. Natomiast pan Nawrocki, nawet dzisiaj, w poniedziałek powyborczy, jest osobą, o której bardzo mało wiemy”. I dodał: „Nie jest moją winą, że większość plotek na temat pana Nawrockiego okazała się prawdziwa. A tych plotek jest więcej”.
– W szeroko rozumianych mediach informacyjnych powinien rządzić news, ale ta sama informacja powtarzana po raz setny newsem już nie jest. Nie dość, że nuży, to wręcz irytuje i staje się argumentem przeciwko mediom, które je podają. Łatwo jest im potem postawić zarzut, że uczestniczą w nagonce na kandydata – zauważa Adam Szynol, medioznawca z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego zdaniem media głównego nurtu, które sympatyzowały z Rafałem Trzaskowskim, chciały dać odpór głównie Republice i wPolsce24, które, korzystając z parasola ochronnego KRRiT, nie trzymają się żadnych zasad obowiązujących media. – TVN czy Onet w ramach źle pojętego symetryzmu dały się wmanewrować w pojedynek z nimi i choć nie są orężem w ręku polityków, tak jak telewizja Sakiewicza, to dały argumenty tym, którzy chcą je tak postrzegać.
Zdaniem Bogusława Chraboty, redaktora naczelnego grupy Gremi Media, dziennikarze prześwietlający przeszłość Nawrockiego wykonywali swoją pracę i z zawodowego obowiązku wywiązali się znakomicie. Jednak także on zauważa, że w krytyce kandydata popieranego przez PiS przedobrzyły. – Atak na Nawrockiego zwiktymizował go w oczach jego elektoratu. Wyzwolił efekt współczucia, solidarności, obrony. To była dodatkowa mobilizacja, która zadziałała przeciw Rafałowi Trzaskowskiemu.
W powyborczy wtorek szef TAI Grzegorz Sajór osobiście podziękował dziennikarzom i wydawcom za pracę przy wyborach i uspokoił, że żadnych zmian personalnych nie będzie. Tydzień później wszyscy otrzymali premie motywacyjne za pracowity maj – po 15 proc. zasadniczego wynagrodzenia.
***
Ten tekst Grzegorza Kopacza pochodzi z magazynu „Press” – wydanie nr 7-8/2025. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości dla najaktywniejszych Czytelników.
„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": Antoni Słodkowski, bracia Karnowscy, Szymon Hołownia i AI
Grzegorz Kopacz











