Onet złamał sądowy zakaz publikacji. "Media nie powinny lekceważyć wyroków"
Onet złamał sądowy zakaz, publikując artykuł Magdaleny Rigamonti poświęcony reżyserce Joannie Kos-Krauze (fot. Radek Pietruszka/PAP)
Onet (Ringier Axel Springer Polska) złamał sądowy zakaz, publikując artykuł Magdaleny Rigamonti o reżyserce Joannie Kos-Krauze. Prawnicy do decyzji redakcji odnoszą się krytycznie.
W zamieszczonym w poniedziałek w Onecie tekście Magdalena Rigamonti opisała sytuacje zaistniałe w czasie przygotowywania filmu "Ptaki śpiewają w Kigali", podczas których Joanna Kos-Krauze miała dopuszczać się mobbingu oraz przemocy psychicznej i fizycznej.
Onet świadomie złamał decyzję sądu
"Joanna Krauze de Lendorff co najmniej od 21 października ub.r. wie, że przygotowuję artykuł na temat jej działalności. Rozmawiałyśmy wówczas ponad dwie godziny" – napisała w Onecie Magdalena Rigamonti. "W kwietniu złożyła do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko mnie. Reprezentuje ją mec. Bartosz Lewandowski, adwokat prawicowych polityków, w tym zbiegłych na Węgry Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego" – zaznaczyła w swoim artykule dziennikarka Onetu.
Czytaj też: Tomasz Sakiewicz reaguje na informacje o Zondacrypto. "Zalegają nam pół miliona zł"
W ocenie Magdaleny Rigamonti pozew reżyserki to klasyczny SLAPP (ang. Strategic Lawsuit Against Public Participation), którego głównym celem jest zastraszenie, uciszenie lub zniechęcenie dziennikarza do zajmowania się tematem. "To forma cenzury prewencyjnej" – uważa Rigamonti.
Jak napisała: "Pozew reżyserki to też reakcja na wywiad, który przeprowadziłam z Kamilą Dorbach, dyrektorką Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w programie "Onet Rano Wiem" 12 lutego 2026 r. Pytałam ją m.in. o to, dlaczego Joanna Krauze de Lendorff, oskarżana o mobbing, przemoc psychiczną i fizyczną, wykluczona orzeczeniem sądu koleżeńskiego Stowarzyszenia Filmowców Polskich, jest przedstawicielką PISF w komisji oscarowej i ekspertką oceniającą projekty filmowe".
Natomiast Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu, w oddzielnym tekście poinformował, że sąd "bez wiedzy redakcji Onetu podjął w tym miesiącu absurdalną decyzję zakazującą dziennikarce Onetu Magdalenie Rigamonti wypowiadania się przez rok na temat znanej reżyserki Joanny Kos-Krauze". Tłumaczył, że redakcja świadomie złamała decyzję sądu, bo "jako dziennikarze i obywatele demokratycznego kraju nie możemy się podporządkować tak jaskrawemu łamaniu Konstytucji".
– Nie wiemy, jakie konkretnie kroki prawne podjęła Joanna Kos-Krauze – mówi w rozmowie z "Presserwisem" Bartosz Węglarczyk. – Od jej pełnomocnika dostaliśmy tylko drogą mailową informację, że sąd w drodze zabezpieczenia powództwa wydał zakaz publikacji materiału dotyczącego Joanny Kos-Krauze. Wcześniej sąd nie prosił nas o żadne wyjaśnienie. Nie znał tekstu poświęconego reżyserce, bo w dniu wydania zakazu nie był on jeszcze napisany. Nie wiemy też, jakie konkretnie pozwy czy oskarżenia wystosowała wobec nas Joanna Kos-Krauze – dodaje Węglarczyk.
Węglarczyk: "Wybraliśmy mniejsze zło"
Naczelny Onetu wskazuje na art. 54 Konstytucji RP, który każdemu zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów, rozpowszechniania informacji oraz zabrania stosowania cenzury prewencyjnej w środkach społecznego przekazu. – Kuriozalnym zakazem publikacji sąd postawił nas przed trudnym wyborem. Musieliśmy albo dostosować się do wydanego orzeczenia i tym samym zgodzić się na zastosowanie cenzury prewencyjnej w Polsce, albo złamać sądowy zakaz. Wybraliśmy mniejsze zło – tłumaczy Bartosz Węglarczyk.
Czytaj też: KRRiT chce wyjaśnień od TVP ws. braku emisji materiału TVP 3 Wrocław o Jacku Sutryku
– Sądy mogą wydawać tzw. zabezpieczenia nowacyjne, również w tym przypadku wymagane jest uprawdopodobnienie twierdzeń wskazanych w pozwie. Standardowo orzeka się bez udziału drugiej strony – tłumaczy prof. Maciej Gutowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Natomiast Prof. Marcin Górski, kierownik Katedry Europejskiego Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, zaznacza, że zabezpieczenia nowacyjne mają rygor natychmiastowej wykonalności. – Można złożyć zażalenie lub wnieść o uchylenie zakazu, ale zakaz ma moc obowiązującą od dnia doręczenia stronie – mówi Górski.
– Zabezpieczenia nowacyjne kształtują stan prawny. Gdy obowiązują, nie można publikować objętych nimi materiałów, nie można korzystać z wolności słowa i wolności prasy – zaznacza prof. Maciej Gutowski. W jego ocenie, do orzeczeń ustanawiających zabezpieczenia w sprawach dotyczących pozwów o ochronę dóbr osobistych w mediach sądy powinny podchodzić ze szczególną ostrożnością.
– Generalnie, o tym, czy czyjeś dobra osobiste zostały naruszone, sądy powinny orzekać po przeprowadzeniu postępowania dowodowego i dokładnym zbadaniu sprawy. Gdy sprawa dotyczy publikacji, nie ma takiego ryzyka, jak np. w sprawach dotyczących wierzytelności czy innych praw majątkowych. Redakcja przecież nie ucieknie z majątkiem, problem jest z czasem oddziaływania spornej publikacji na opinię publiczną. Sąd mógłby – choć nie jest to typowe – wyznaczyć posiedzenie celem wysłuchania drugiej strony i sprawdzenia, czy dziennikarz dysponuje wiarygodnymi źródłami informacji i po uzyskaniu tej wiedzy ewentualnie podjąć decyzję o zabezpieczeniu powództwa – tłumaczy prof. Maciej Gutowski.
"Niestosowanie się do orzeczeń jest niedopuszczalne"
Prof. Marcin Górski wskazuje, że w sprawach dotyczących mediów zakazy publikacji orzekane w formule zabezpieczenia powództwa mają uzasadnienie, gdy np. sprawa dotyczy ochrony osób małoletnich lub publikowanych systematycznie materiałów dokonujących publicznego linczu, tak jak to się działo np. w Telewizji Polskiej pod rządami Jacka Kurskiego.
Czytaj też: Tomasz Stawiszyński i Kamil Wróblewski odchodzą z radia Tok FM
– Zakaz publikacji obszernego artykułu w Onecie nie wydaje się uzasadniony, bo na bazie pozwu i bez wysłuchania drugiej strony sąd nie powinien praw osoby fizycznej do ochrony swoich dóbr kłaść ponad prawa prasy do swobodnej wypowiedzi – ocenia prof. Górski.
Jednak jego zdaniem, niezależnie od oceny orzeczenia sądu, redakcja Onetu powinna zastosować się do wydanego zakazu. – Onet powinien wnieść o uchylenie wydanego zakazu i dochodzić swoich praw na drodze sądowej. Skoro media krytykują polityków i rządzących za lekceważenie wyroków sądów, same nie powinny tego robić – mówi prof. Marcin Górski. Zaznacza też, że Onetowi za złamanie sądowego zakazu publikacji materiału prasowego grozi kara grzywny do 3 tys. zł. na mocy art. 163 Kodeksu Postępowania Cywilnego.
– Niestosowanie się do orzeczeń sądów jest niedopuszczalne. Konflikt dóbr, jakimi z jednej strony są dobra osobiste, a z drugiej zagwarantowane w Konstytucji prawo wolności słowa, należy podnosić w zażaleniu na zakaz publikacji, wnosząc o szybkie jego rozpoznanie. Finansowa kara za złamanie sądowego zakazu publikacji jest być może niewielka, ale koszty mogą okazać się dla redakcji Onetu zdecydowanie wyższe, bo złamanie nawet niesłusznego zakazu nie jest obojętne dla losów zażalenia i może mieć wpływ na wyrok sądu w sprawie – ocenia prof. Maciej Gutowski.
Czytaj też: Cham to jest cham. Politycy obrażają dziennikarzy, bo im się to opłaca
(JF, 28.04.2026)










