Sąd zakazał "Nowej Gazecie Trzebnickiej" i "Gazecie Wyborczej" publikacji o aferze w lokalnym szpitalu
Ordynatorka jednego z oddziałów i koordynatorka fizjoterapeutów zażądały od gazet usunięcia z tekstów wszystkiego, co ich dotyczy (fot. Nowa Gazeta Trzebnicka)
Daniel Długosz, wydawca "Nowej Gazety Trzebnickiej", złożył zażalenie na decyzję miejscowego sądu, który zakazał pisania o dwóch funkcyjnych pracownicach szpitala w Trzebnicy. Kobiety zażądały takiego zabezpieczenia po wspólnym tekście "NGT" i wrocławskiej "Gazety Wyborczej" o molestowaniu, jakiego dopuszczał się zatrudniony w szpitalu fizjoterapeuta. Obie są przełożonymi molestowanych.
Daniel Długosz i Marcin Rybak z "GW" opisali wspólnie sprawę w lipcu ubiegłego roku. Od skarżących – ordynatorki jednego z oddziałów i koordynatorki fizjoterapeutów – usiłowali się dowiedzieć, dlaczego nie zareagowały na informacje o tym, że jeden z pracowników dopuszcza się molestowania względem swoich koleżanek.
Sędzia wydał decyzję o zabezpieczeniu
Chodziło o dotykanie, seksistowskie uwagi, sugestie, łapanie za szyję, dociskanie do ściany, przyduszanie. Ordynatorka i koordynatorka nie zareagowały, choć molestowane im się poskarżyły.
Czytaj też: Sąd umorzył sprawę Figurskiego i Słowika. Chodziło o brak autoryzacji wypowiedzi Kaczmarczyka
– Panie nie chciały z nami rozmawiać. Wręcz odmawiały wyjaśnień – mówi "Presserwisowi" Marcin Rybak. – Zasłaniały się śledztwem w sprawie molestowania. Ale nie pytaliśmy ich o śledztwo, a o to, czemu nie zareagowały, kiedy dotarły do nich informacje.
Ordynatorka i koordynatorka zażądały usunięcia z tekstu wszystkiego, co ich dotyczy oraz przeprosin. Sędzia, nie przesłuchując stron, wydał decyzję o zabezpieczeniu, czyli zakazał dziennikarzom pisać o ich roli w szpitalnej aferze.
– I tu ciekawostka. W aktach sprawy znalazł się wydruk naszego materiału z "NGT", ale z "Wyborczej" był tylko wstęp i komentarze – mówi Daniel Długosz. – Sędzia nawet nie sprawdził, czy materiały były jednobrzmiące.
Andrysiak mówi o typowym działaniu SLAPP
Postępowanie karne w sprawie molestującego jest w toku, a akt oskarżenia niebawem trafi do sądu. Obie przełożone fizjoterapeutek będą musiały zeznawać, ale decyzja sądu w Trzebnicy zakazuje dziennikarzom "NGT" i "GW" opisywania ich zeznań. Nawet jeżeli sąd nie wyłączy jawności sprawy.
Czytaj też: Nowelizacja ustawy o KSC włącza PAP do grona podmiotów działających w kluczowych sektorach
Andrzej Andrysiak, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, mówi o typowym działaniu SLAPP, a wręcz o cenzurze.
– Pamiętam taką samą historię, gdy sąd w Zamościu wydał zabezpieczenie przeciwko "Tygodnikowi Zamojskiemu". Bohater tamtego artykułu też wylądował w sądzie. Dopiero sąd drugiej instancji cofnął zabezpieczenie. Wcześniej kilkadziesiąt tytułów lokalnych opublikowało w proteście tamte teksty na swoich portalach – przypomina Andrysiak. – Myślałem, że to już się nie powtórzy. Gdzie tam. Na zainteresowanie Ministerstwa Sprawiedliwości i ministra Żurka nie liczę, oni zajęci są ważniejszymi sprawami niż sprawiedliwość, ale wszystkim innym sprawę polecam – dodaje.
Wspólny tekst "Nowej Gazety Trzebnickiej" i "Gazety Wyborczej" to druga taka współpraca tytułów w ciągu ostatnich lat. Dwa lata temu Daniel Długosz i Marcin Rybak pisali o fikcyjnym zatrudnieniu siostry ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego w Urzędzie Miejskim w Trzebnicy.
Czytaj też: Dziś ruszają mediacje Repropolu z Google, prowadzone przez UKE
(PAR, 23.02.2026)










