Temat: internet

Dział: INTERNET

Dodano: Sierpień 15, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Scambook. Jak oszuści internetowi używają wizerunków dziennikarzy ekonomicznych

Zgłaszanie scamu Facebookowi przynosi efekt odwrotny do zamierzonego (screen: magazyn „Press”, nr 11-12/2025)

Oszuści, aby zwabić zainteresowanych inwestycjami giełdowymi, sięgają po wizerunki dziennikarzy ekonomicznych, blogerów zajmujących się finansami i analityków.

Autor: Grzegorz Kopacz

„Jedna akcja wkrótce gwałtownie wzrośnie. Obecna cena: 8 PLN. Za tydzień wzrośnie do: 38 PLN” – nęci post sponsorowany na Facebooku, ozdobiony wizerunkiem Marcina Iwucia, jednego z najpopularniejszych blogerów i youtuberów zajmujących się finansami osobistymi. Po kliknięciu w link wirtualny Iwuć opowiada: „Przygotowałem dokładną listę spółek dywidendowych i wzrostowych z Polski, Europy i USA”. Zapewnia, że nie pobiera „jakichkolwiek opłat”, wystarczy dołączyć do jego grupy na WhatsAppie. Jednak tam okazuje się, że darmowa lista spółek z potencjałem wzrostu obejmie tylko trzy podmioty, bo „wszystkie treści są całkowicie darmowe tylko przez ograniczony czas!”. „Odpowiedz szybko, aby system nie rozpoznał Cię błędnie jako bota. Dziękujemy za zrozumienie!” – pogania profil Marcin Iwuć CFA, który ma tylko czterech obserwujących i sam pisze jak bot.

Moje zainteresowanie fałszywym Iwuciem algorytm Facebooka wziął na poważnie. Zaczął mi wyświetlać inne profile z jego zdjęciem, żaden nie miał nawet kilkunastu obserwujących. Pisały do mnie: „Zaufaj mi przyjacielu – przed świętami odmienisz swoje życie!”. Albo mniej gramatycznie: „Jako Analityk Roku wskazują szanse: akcje z zyskiem 30–50%+ i stabilny wzrost – wszystko za darmo!”. Były też zapewnienia: „Jeśli stracisz po naszych sygnałach, zwrócimy Twoje straty!”.

Jednak ani razu Facebook nie pokazał mi wpisu prawdziwego blogera, choć jego fanpage Marcin Iwuć – Finanse Bardzo Osobiste ma 116 tys. obserwujących. Na nim od razu widoczne jest ostrzeżenie. „Nie daj się nabrać na fałszywe konta!”. „Pamiętaj, że moje działania opierają się na edukowaniu, a nie namawianiu na konkretny produkt inwestycyjny, który zapewni Ci »spektakularny zwrot«” – pisze prawdziwy Iwuć. Pod wpisem obserwujący wrzucili wiele przykładów wykorzystywania jego wizerunku przez scamerów – nie tylko z Facebooka, ale też z Instagrama i komunikatora Messenger, czyli innych produktów Mety.

CHWYCIĆ PRECYZYJNIE

Scam to internetowe oszustwo, którego celem jest wyłudzenie pieniędzy lub kryptowalut poprzez wzbudzenie zaufania przyszłej ofiary. Z kwietniowego raportu Revoluta (fintech działający także w Polsce) wynika, że platformy należące do Mety odpowiadają za 54 proc. oszustw zgłaszanych przez klientów w 29 krajach Europy. W samej Polsce odsetek ten jest jeszcze wyższy – 58 proc. W naszym kraju najczęściej wykorzystywaną platformą do inicjowania oszustw w internecie jest Facebook (36 proc.). Potem są WhatsApp (19 proc.) i Telegram (16 proc.).

Oszuści, aby zwabić zainteresowanych inwestycjami giełdowymi, sięgają po wizerunki dziennikarzy ekonomicznych, blogerów zajmujących się finansami, analityków, a także logotypy banków czy platform inwestycyjnych. Liczą na finansowych laików, którzy nie wiedzą, że aby doradzać w zakresie instrumentów finansowych, trzeba mieć zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego.

Press

(screen: magazyn „Press”, nr 11-12/2025)

Maciej Samcik, Subiektywnie o Finansach: – Ostatnio informuję gdzie się da, żeby ludzie uważali. Mam wrażenie, że paserstwo platform społecznościowych przyjmuje już całkiem bezczelną formę.

Przeglądając Facebook, można odnieść wrażenie, że każdy influencer ma takie zezwolenie, bo wprost rekomenduje, co i po ile kupić. Przykład: post ze zdjęciem dziennikarza i blogera ekonomicznego Macieja Samcika krzyczy obietnicą „Cena akcji 53,30 PLN, kup teraz 800 akcji. Docelowa wartość na 2026 rok: 2 050 000 PLN”. Wychodzi, że wystarczy zainwestować 42 640 zł, aby za rok mieć 48 razy więcej. Samcik ma oferować „przewodnictwo dedykowanego analityka”, który pozwoli „chwycić precyzyjnie” moment kupna i sprzedaży. Jest też coś o „wyraźnym trendzie”, „stabilnym wzroście”, „korzyści z krótkoterminowego procentu składanego”, czyli giełdowy groch z kapustą.

Pytam Macieja Samcika, założyciela serwisu Subiektywnie o Finansach, czy walczy z żerowaniem oszustów na jego wizerunku. – Codziennie na komunikatorach oraz w skrzynce mailowej mam po kilka zapytań, czy rzeczywiście udzielam tego typu porad inwestycyjnych, ludzie wysyłają screenshoty i piszą, że zgłaszają strony jako podszywanie się pod kogoś – opowiada Maciej Samcik. – Zgłaszałem do administratorów te grupy i profile, ale raczej bez większego powodzenia. Raz się dowiedziałem, że niewystarczająco udowodniłem, że ja to ja, a za drugim razem, że zgłoszenie przyjęto i zostanie rozpatrzone. Zablokowanie jednej takiej grupy natychmiast powoduje powstanie kolejnych. W zasadzie mógłbym nic innego nie robić, tylko zajmować się ich blokowaniem. Ostatnio odpuściłem i po prostu informuję gdzie się da, żeby ludzie uważali. Mam wrażenie, że paserstwo platform społecznościowych przyjmuje już całkiem bezczelną formę – dodaje.

MODERATOR RZADKO ZAGLĄDA

Zgłaszanie scamu Facebookowi przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Po tym, jak sam zgłosiłem platformie, że post sponsorowany z Iwuciem jest próbą oszustwa, mój feed zalały zaproszenia do grup sygnałowych z ukradzionymi wizerunkami analityków (m.in. Przemysława Kwietnia z XTB, Piotra Kuczyńskiego z Xeliona) i zarządzających wielkimi funduszami (m.in. Jarosława Niedzielewskiego i Pawła Borysa). Niektórzy nawet przedstawili mi swoją ofertę w deepfake’owym wideo.

Jakub Mrugalski, youtuber i programista zajmujący się automatyzacją z użyciem sztucznej inteligencji, zbadał, jak działają algorytmy fb. Okazuje się, że system śledzący serwisu raportuje każdą interakcję we wpisie reklamowym, także tę związaną z jego zgłaszaniem, jako zainteresowanie użytkownika tematem. Mrugalski przeprowadził eksperyment i przez pół godziny zgłaszał wszystkie podejrzane treści. Efekt pokazał na konferencji Oh My Hack 2024. Uczestnikom zaprezentował wideo, na którym było widać, że jego Facebook zamienił się w „Scambooka” i pokazywał mu już tylko sponsorowane posty od oszustów. „Tyle razy zgłaszałem podejrzane treści, że nie są mi już wyświetlane żadne normalne reklamy” – opowiadał. Z jego doświadczeń wynika, że blokowanie sponsorowanego postu powoduje, że nie zobaczymy już tego konkretnego, ale podobnych będziemy widzieli jeszcze więcej.

Mrugalski rozgryzł też, w jaki sposób oszuści omijają moderację reklam, bo teoretycznie Facebook nie pozwala promować treści „wyświetlających fałszywy efekt działania produktu lub usługi”. Jeszcze przed publikacją reklama weryfikowana jest przez automat po słowach kluczowych, a niektóre oglądane są także przez człowieka, który je akceptuje. To jednak nie działa w przypadku klientów dysponujących dużymi budżetami. Reklamy tzw. VIP-ów są od razu wyświetlane, a dopiero potem podlegają weryfikacji. Reklamodawca może się zorientować, z jakich adresów IP następuje ta weryfikacja, i wie, że po akceptacji support już do niej nie zagląda.

Może więc ją podmienić i oszukiwać do woli.

Prostym patentem na podmienienie reklamy jest ustawienie jej jako linku, a nie grafiki. Facebook generuje wtedy podgląd zawartości spod linku, a gdy przejdzie ona akceptację, wystarczy potem zmienić zawartość i odświeżyć link. Oszuści wiedzą, że weryfikacja post factum na zgłoszenie od użytkowników jest mocno nieskuteczna. Na 38 reklam z oszustwami zgłoszonych przez Mrugalskiego Facebook nie usunął żadnej.

– Niemal codziennie nasz zespół cyberbezpieczeństwa zgłasza fałszywe reklamy, strony podszywające się pod XTB i naszych ekspertów – mówi Adam Dubiel, chief product & technology officer w platformie inwestycyjnej XTB Polska. – Fałszywe reklamy zgłaszamy za pomocą narzędzia Meta Brand Protection, które działa również w trybie automatycznym. Od początku września 2025 roku zgłosiliśmy już 54 takie przypadki, a w całym 2025 roku – łącznie 90 stron podszywających się pod XTB. Proces rozpatrywania zgłoszeń jest zazwyczaj długi, co niestety daje oszustom czas na tworzenie kolejnych fałszywych stron i naraża użytkowników na dalsze oszustwa. Dodatkowo każde zgłoszenie, które do nas trafia, przekazujemy bezpośrednio do sektorowego zespołu cyberbezpieczeństwa dla rynku finansowego (CSIRT KNF). Aktualnie sami rozwijamy narzędzia do monitorowania takich incydentów i w przyszłości pozwoli to nam jeszcze precyzyjniej wykrywać i blokować tego typu sytuacje – dodaje Dubiel.

Jacek Barszczewski, dyrektor departamentu komunikacji społecznej KNF, informuje: – Działający w strukturach Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego zespół CSIRT KNF na bieżąco monitoruje sposoby działania cyberprzestępców oraz ostrzega przed aktualnie identyfikowanymi zagrożeniami, m.in. za pośrednictwem mediów społecznościowych. CSIRT KNF wykrył w 2025 roku około 50 tys. stron phishingowych, z czego ponad 40 tys. było powiązanych z oszustwami inwestycyjnymi. Wykorzystują one logotypy dużych spółek skarbu państwa, wizerunki celebrytów, nakłaniając użytkowników do ulokowania pieniędzy w nieistniejące, fałszywe inwestycje. Na strony takie kierują reklamy wyświetlane na dużych platformach cyfrowych, w mediach społecznościowych, ale też w znanych serwisach informacyjnych – dodaje Barszczewski.

DOSTAWCY SYGNAŁÓW

Oszuści podszywają się pod tzw. grupy sygnałowe. To społeczności, które na platformach Telegram, Discord czy WhatsApp dzielą się wskazówkami dotyczącymi potencjalnych okazji rynkowych. Mogą być otwarte i dostępne dla wszystkich albo prywatne, czyli ograniczone do wąskiej grupy inwestorów, często znających się osobiście. Są też takie, do których można dołączyć, płacąc abonament. Darmowe grupy sygnałowe często są narzędziem promocji różnych produktów finansowych. Dostawca sygnałów, trafnie polecając inwestycje, chce w ten sposób reklamować swoje usługi – np. szkolenia, wydawnictwa.

Maciej Samcik z Subiektywnie o Finansach mówi: – Gdy ktoś zna niezawodne sposoby zarabiania pieniędzy, to nie rozumiem, dlaczego sam nie jest miliarderem, tylko musi się zajmować robieniem miliarderów z innych. Przecież to z daleka pachnie ściemą. Kiedyś zajmowałem się spekulacjami giełdowymi i stosowałem do zarabiania pieniędzy analizę techniczną, więc wiem, że nie istnieją żadne niezawodne ani stuprocentowo skuteczne sposoby zarabiania. Jeśli ktoś to obiecuje, to kłamie. Zresztą w dobie handlu algorytmicznego i AI w ogóle coraz mniej jest miejsca dla żywego człowieka łapiącego górki i dołki na podstawie wykresów – dodaje.

Michał Żuławiński, redaktor w Stowarzyszeniu Inwestorów Indywidualnych, stwierdza: – Przemyślane decyzje inwestycyjne powinny być podejmowane na bazie rzetelnej analizy, przy uwzględnieniu sytuacji danego inwestora. W tym duchu od lat prowadzimy nasz Portfel SII, w ramach którego zawieramy realne transakcje i dokładnie opisujemy stojące za nimi motywy. Krytycznie podchodzimy do sygnałów ograniczonych do kup/sprzedaj, pozbawionych jakiejkolwiek analizy – tym bardziej gdy są wysyłane przez anonimowe osoby, nie wspominając już o oszustach podszywających się pod cudzy wizerunek. Nie można także zapominać o ryzyku uczestniczenia w łamaniu prawa w postaci manipulacji instrumentami finansowymi czy wykorzystywania informacji poufnych – ostrzega ekspert.

Grupy sygnałowe, wykorzystując algorytmy, analizują rynki i dostarczają w czasie rzeczywistym swoim członkom sygnały w formie powiadomień. Podają cenę, po której należy kupić, stop-loss (poziom, poniżej którego należy zamknąć pozycję, jeżeli zacznie przynosić straty), take-profit (poziom, powyżej którego należy zamknąć pozycję, aby zrealizować zysk). Jeżeli tego nie robią, to na pewno służą oszustom. Ale nawet jeśli tak robią, to może im chodzić tylko o wzbudzenie zaufania.

JAK OSZUKUJĄ

Wystarczy poczytać dyskusje poszkodowanych, np. na Reddit, by poznać strategie oszustów i sposoby na zarabianie na naiwnych.

Metoda pump and dump polega na tym, że uczestnicy grupy są naganiani do kupowania akcji od oszustów. Wyszukują oni spółki o niewielkiej płynności, np. na giełdzie w Hongkongu, i polecają ich kupno wszystkim uczestnikom grup, co szybko winduje kurs. Kiedy oszuści sprzedadzą swój pakiet po sztucznie zawyżonej cenie, przestają polecać akcje i kurs nagle się załamuje. „Kupiłem po 39,41 $. Następnego ranka, po tym jak sprzedali wszystko, kosztowało 1 $. Straciłem wszystko” – żali się na Reddit użytkownik o nicku affiliatebrk.

Kolejna metoda to fałszywe platformy inwestycyjne. Pierwszym krokiem jest niewielka wpłata, by nie wzbudzać podejrzeń, ale wystarczająca do rozpoczęcia manipulacji ofiarą. To zwykle 250–500 dol. Strangedeepwell_ na Reddit relacjonował, jak stracił 2,5 tys. dol. na fałszywej aplikacji do handlu o nazwie TASAFERDVR: „Aplikacja wyglądała na legalną. Była to aplikacja do handlu forex. Ciągle dodawałem BTC do portfela, aby »zasilić moje konto«, a »profesor« w tej grupie WhatsApp dawał nam codziennie sygnały handlowe około 15.20. Inne osoby w grupie (które prawdopodobnie były tylko botami) wysyłały codziennie zrzuty ekranu swoich zarobków. Szczerze mówiąc, wydawało się to bardzo legalne. Ludzie byli przyjaźni. Wiadomości inwestycyjne wydawały się edukacyjne i prawdziwe. Moje zyski rosły. Po czterech dniach spróbowałem wypłacić. Nie mogłem”. W tym momencie oszuści najczęściej tłumaczą się, że za sygnały trzeba najpierw zapłacić i wtedy inwestycje zostaną odblokowane. Gdy klient zapłaci, pojawia się potrzeba uregulowania podatków, a na koniec problemy techniczne uniemożliwiają jakąkolwiek wypłatę.

Metoda na fałszywego brokera. Oszust po zdobyciu zaufania ofiary, np. oferując jej trafne sygnały inwestycyjne (mogą być kradzione z prawdziwych grup sygnałowych), zaczyna od niej wyłudzać informacje – np. prosi o skany dokumentów, informacji bankowych, numery kart, a nawet instaluje w jej komputerze oprogramowanie zdalnego pulpitu. Potem proponuje atrakcyjne oferty inwestycyjne, np. zamknięte fundusze dostępne tylko dla zaufanych klientów. Jak trzeba, to nawet pomaga przelać pieniądze na wskazane przez siebie konto.

Metoda na przelej dalej. W ostatnim czasie banki zaczęły ostrzegać klientów, że jeżeli otrzymały nieznany przelew na swój rachunek, to w żadnym wypadku nie wolno im przekazywać tych pieniędzy dalej. Oszuści zaczęli wykorzystywać konta swoich ofiar do prania pieniędzy pochodzących z kradzieży. W ramach uwiarygodniania się przesyłają kwoty, które należy natychmiast zainwestować dalej. Jeżeli ktoś to zrobi, bierze udział w przestępstwie.

OCZYWISTY WAŁEK

– Grupy sygnałowe obiecujące szybkie i pewne zyski powinny wzbudzać naszą czujność. Na rynkach finansowych nie istnieją proste recepty ani gwarancje zarobku. Dlatego zawsze apelujemy o ostrożność – zanim powierzymy swoje pieniądze i dane, powinniśmy się upewnić, że korzystamy z wiarygodnego źródła informacji i sprawdzonej instytucji – mówi Adam Dubiel z XTB Polska.

– Inwestowanie to maraton, a nie sprint, a droga na skróty często wiedzie na manowce – ostrzega Michał Żuławiński ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

– Przestępcy wciąż korzystają z klasycznej socjotechniki, wzbogacając ją o nowe elementy, często także wykorzystują bieżącą sytuację geopolityczną i konkretne, aktualne wydarzenia w kraju i na świecie. Dzięki temu ich kampanie trafiają do tysięcy osób i zyskują pozory wiarygodności. Coraz chętniej i częściej sięgają także po narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, w tym przede wszystkim deepfake, co znacząco utrudnia rozpoznanie oszustwa – mówi Jacek Barszczewski z KNF.

Revolut domaga się, by właściciele mediów społecznościowych wzięli finansową odpowiedzialność za oszustwa, które mają swój początek na ich platformach, bo tylko to zmobilizuje ich do rzetelnego monitorowania treści i rygorystycznej weryfikacji reklam. A że jest to możliwe, pokazuje przykład Google – tylko 0,1 proc. zgłaszanych oszustw jest inicjowanych na tej platfomie (tak wynika z raportu Revoluta).

„Nie jestem w stanie zrozumieć, jak to możliwe, że legalnie działająca platforma społecznościowa, która wydaje dziesiątki miliardów złotych na inwestycje w sztuczną inteligencję, nie umie (nie chce?) wykryć tak oczywistego »wałka« jak ten, że ktoś poleca ryzykowne inwestycje i posiłkuje się twarzą, która nie ma z tym profilem nic wspólnego” – pisał Maciej Samcik w tekście do czytelników serwisu Subiektywnie o Finansach.

– Widząc skalę tego zjawiska, które wykracza daleko poza polskie środowisko inwestorskie, wydaje się, że bez dalszych zdecydowanych działań ze strony mediów społecznościowych – dobrowolnych lub wymuszonych odpowiednimi regulacjami – problemu ostatecznie rozwiązać się nie uda – mówi Michał Żuławiński ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Pod koniec września koncern Meta poinformował o rozszerzeniu wykorzystania technologii do rozpoznawania twarzy na swoich platformach w Unii Europejskiej. „Technologia rozpoznawania twarzy pozwoli na porównanie zdjęcia profilowego na podejrzanym koncie z prawdziwym kontem osoby publicznej na Instagramie i Facebooku. Jeżeli będą przedstawiać tę samą osobę, Meta usunie fałszywe konto” – napisano w komunikacie.

Jak na razie widać, że ta technologia nie działa.

***

Ten tekst Grzegorza Kopacza pochodzi z magazynu Press wydanie nr 11-12/2025. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Poczobutem, zmiany w Tok FM i odzyskiwanie mediów na Węgrzech

Press

Grzegorz Kopacz

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.