Symboliczny koniec. Odsunięcie Rogowskiego może zamknąć ważną epokę w historii "GW"
Mecenas Piotr Rogowski jest w „Gazecie Wyborczej” postacią legendarną (fot. Paweł Kula/PAP)
Ten facet to opoka. Odsunięcie go od „Gazety Wyborczej” jest jak wycięcie serca zapewniającego krwiobieg gazecie i wyrzucenie go w krzaki – mówi o Piotrze Rogowskim, prawniku „Gazety Wyborczej”, jeden z byłych prominentnych szefów tej redakcji.
Autorka: Małgorzata Wyszyńska
Sprawa wybuchła w lutym br., gdy szefowa „Solidarności” Agory Aleksandra Szyłło poinformowała pracowników, że „trwa walka o utrzymanie działu prawników »Gazety Wyborczej« z mec. Piotrem Rogowskim na czele”.
Według wtajemniczonych w temat dziennikarzy „GW” zarząd zamierza odsunąć Rogowskiego i jego zespół od obsługi prawnej „Gazety Wyborczej”. Tytuł miałyby obsługiwać zewnętrzne kancelarie lub dział prawny Agory. Sam Rogowski z zespołem stałby się jednym z wielu podmiotów prawnych współpracujących z Agorą. Co więcej, materiały zgromadzone przez lata przez zespół Rogowskiego miałyby być przekazane do działu prawnego Agory.
JEDEN Z NAS
Dla wielu dziennikarzy „GW” był to wstrząs. Oto gwarancja dziennikarskiego bezpieczeństwa przestanie istnieć. Dziennikarze Rogowskiemu ufają, bo wygrał dla nich setki procesów i zawsze stał po ich stronie. Nie chcą nikogo innego i nie widzą powodu, żeby cokolwiek zmieniać w obsłudze prawnej gazety, skoro dotąd wszystko działało na najwyższym poziomie.
Piotr Rogowski jest w „Gazecie Wyborczej” postacią legendarną. Wojciech Czuchnowski, dziennikarz „GW” i lider protestu w obronie prawnika, wylicza: – Za kolejnych rządów PiS wygrywał sprawy wytaczane przez partię rządzącą, m.in. o mój komentarz ze słowami „Mafijne państwo PiS” z samym Jarosławem Kaczyńskim, co najmniej trzy razy z Danielem Obajtkiem, z Ziobrą, Święczkowskim, całą serię wyjątkowo uciążliwych procesów ze SKOK-ami. Przeważnie strona pozywająca zatrudnia do jednej sprawy po kilku prawników i najdroższe kancelarie, zwłaszcza gdy można za to płacić państwowymi pieniędzmi. Naprzeciwko staje jeden Piotr Rogowski i oskarżany dziennikarz. To nieraz walka Dawida z Goliatem. A zwycięstwa są nieraz gorzkie. Pamiętam proces z Kaczyńskim, który był wtedy niemal pewny wygranej, bo to był czas, kiedy duża część opinii publicznej mu sprzyjała. Na ogłoszeniu wyroku zjawiło się kilkunastu dziennikarzy, parę kamer. W powietrzu było czuć, że czekają, aż wreszcie powinie nam się noga. Gdy sąd ogłosił wyrok oddalający pozew przeciwko nam, te wszystkie media nagle zniknęły. Na uzasadnieniu nie został dosłownie nikt, nikogo nie interesował też nasz komentarz po wyroku – wspomina Czuchnowski.
– Rogowski to fundament tej gazety. Ograniczenie jego roli to gest samobójczy zarządu – mówi były, długoletni dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który chce pozostać anonimowy.
Inny ważny były dziennikarz „GW”, który też woli nie zdradzać swojego nazwiska: – To najodważniejszy prawnik, jakiego znam. Kiedy inni ostrzegali: „Lepiej nie puszczać tego tekstu”, on mówił: „Puszczamy. Teraz procesu nie wygramy, ale mogę tę sprawę przeciągnąć i za pięć lat wygramy”. I wygrywaliśmy.
Piotr Rogowski rozmawia z dziennikarzami o wytoczonych już procesach i sprostowaniach, ale także przed publikacją tekstów, które są ważne, a niosą ze sobą ryzyko procesowe. – To jest twarda szkoła, ale nie do zapomnienia. Rogowski jest bardzo surowy, często można mieć wrażenie, że jest bezwzględny. Wciela się w drugą stronę, szuka dziur i słabych punktów. To może być trudne doświadczenie dla dziennikarza, który dopiero na sali sądowej widzi, że Piotr walczy o niego jak lew. Ja nawet po latach zawsze te rozmowy czy raczej przesłuchania przeżywam. Ale jest też odważny, on czuje media, czuje wagę spraw, jego to po prostu kręci. Przy tym jest szaleńczo pracowity i takich też ludzi ma w zespole. Teraz zostały tam Ania Mańkowska i Agnieszka Całka, kiedyś to było kilkoro prawników. Ta pracowitość idzie w parze z pasją. Parę razy miałem możliwość przeżyć ten moment, gdy Piotr, po rozważeniu wszystkich za i przeciw, dokonaniu oceny ryzyka i ważności tematu mówił: „Publikujemy!”. To jest niesamowita adrenalina, bo on wtedy jest po prostu jednym z nas – opowiada Czuchnowski.
Jacek Harłukowicz, były dziennikarz śledczy „GW”, dziś w portalu Onet, był zaskoczony, gdy się dowiedział o próbie odsunięcia Rogowskiego. – To jest skarb, który chciałaby mieć każda redakcja. Dzięki Rogowskiemu nie przegrałem żadnego procesu. Pracując w gazecie, w której był Rogowski, czułem się bezpiecznie – mówi.
Także Tomasz Patora, były dziennikarz śledczy „GW”, dziś w TVN, mówi o Rogowskim z podziwem: – To najlepszy prawnik, z którym przyszło mi pracować. Minimalizuje ryzyko, ale nie stara się go wyłączać, bo to kończy się kasowaniem materiału. Nie ma też tendencji do zmieniania kolokwializmów i języka potocznego na określenia prawnicze, a taką skłonność ma wielu prawników. Z Rogowskim pracowało się jak z najlepszym redaktorem. Próba jego odsunięcia oznacza, że korporyzacja Agory dobiegła końca. Ducha dawnej „Wyborczej” już nie ma.
Środowisko prawnicze też go ceni. – Stawałem przeciwko Piotrowi Rogowskiemu kilka razy. Zawsze był doskonale przygotowany, co wymagało też od nas dobrego przygotowania. To wysokiej klasy specjalista w dziedzinie dóbr osobistych i prawa prasowego. Zderzyliśmy się w sprawie Lwa Rywina. Pamiętam, że stał murem za dziennikarzami. Wielu prawników nie jest tak zaangażowanych, traktują swoich klientów z dystansem. To bardzo ciekawy człowiek, erudyta – opisuje Rogowskiego Marek Małecki, znany warszawski adwokat.
ŁASKA LUDZI OD EXCELA
Oburzeni na decyzję zarządu dziennikarze zwracają się więc o wsparcie do redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Adama Michnika i piszą list do zarządu spółki Wyborcza.
Stanowisko Michnika pojawia się już na początku pisma: „Adam Michnik jako Redaktor Naczelny »Gazety Wyborczej« nie wyraża zgody na rozwiązanie umowy z mec. Piotrem Rogowskim i jego zespołem, nie zgadza się tym samym na zmianę prawnika »Gazety Wyborczej«”.
Dalej piszą: „Rozwiązanie umowy z Piotrem Rogowskim i jego zespołem odbiera nam poczucie bezpieczeństwa, a redakcję »Gazety Wyborczej« pozostawia bez najwyższej jakości pomocy prawnej. Nie wyobrażamy sobie dalszej pracy bez zaplecza i osłony, jaką zapewnia nam zespół Piotra Rogowskiego. Spodziewamy się, że nasz list przyniesie wycofanie się z decyzji o rozwiązaniu umowy z Piotrem Rogowskim i jego zespołem”. List podpisało 75 osób, oprócz Adama Michnika wicenaczelni Roman Imielski, Bartosz T. Wieliński i byli wicenaczelni Jarosław Kurski i Piotr Stasiński.
Dlaczego dziennikarze „GW” napisali list w tej sprawie? – pytam Wojciecha Czuchnowskiego.
– Byłem głównym autorem tego listu, ale podpisał go Adam Michnik, a 75 dziennikarzy poparło jego stanowisko. Myślę, że podpisani pod nim zrozumieli, że doszliśmy do granicy, za którą nie będzie już niezależności ekonomicznej „Gazety Wyborczej”. A bez niezależności ekonomicznej wolność słowa zdana jest na łaskę i niełaskę „ludzi od Excela”. W pewnym momencie mogą oni np. uznać, że nie opłaca nam się pisać tekstów niewygodnych dla władzy, bo nie dostaniemy ogłoszeń. Albo że nie powinny się ukazywać artykuły niekorzystnie przedstawiające reklamodawców – aktualnych i potencjalnych – wyjaśnia Czuchnowski. Początek odpowiedzi zarządu brzmiał obcesowo – dziennikarze mają nie rozpowszechniać plotek i czytać komunikaty. Potem ton zmienił się na uspokajający. Zarząd zapewnił, że nie planuje zakończenia współpracy z mecenasem Rogowskim i będzie on nadal zajmował się sprawami „Wyborczej”, a redakcja nie zostanie pozbawiona obsługi prawnej. Przekazał też jednak, że dyskutowana jest możliwość reorganizacji obsługi prawnej „Wyborczej”, ale o niczym jeszcze nie zdecydowano. Jedyną zmianą ma być zastąpienie rozliczenia ryczałtowego rozliczeniem per sprawa. Zarząd podkreślił też, że wynagrodzenie Rogowskiego będzie wyższe od stawek rynkowych.
Dziennikarze przyjęli odpowiedź zarządu nieufnie. Zażądali gwarancji na piśmie, że w obsłudze prawnej „Wyborczej” nic się nie zmieni. Wysłali też do zarządu protokół, w którym wyszczególnili w punktach najistotniejsze kwestie.
ZAWSTYDZIĆ I OŚMIESZYĆ
Odpowiedź nie nadeszła. Zniecierpliwiony Czuchnowski zaczął rozklejać w budynku Agory i na parkingu ulotki samoprzylepne. Wyjaśniał w nich, dlaczego w interesie dziennikarzy „Wyborczej” jest obrona Rogowskiego i jego zespołu. „Ręce precz od prawników »Gazety Wyborczej«” – można było przeczytać na innych ulotkach.
Właściciel budynku poinformował pracowników, że sprawdzi monitoring, żeby ustalić, kto rozklejał ulotki broniące mecenasa Rogowskiego. Wysłał film zmontowany z materiałów z kamer. Autor filmu zadał sobie wiele trudu, bo okrasił go muzyką z serialu komediowego „The Benny Hill Show”.
– Czy spotkały cię jakieś przykrości? Czy tylko cię w ten sposób zastraszano? – pytam Czuchnowskiego. – Nie wiem, czy to było zastraszanie. Raczej próbowano mnie zawstydzić i ośmieszyć. Uważam, że to rzeczywiście wstyd, żeby 61-letni facet, laureat najważniejszych nagród dziennikarskich w Polsce, biegał z naklejkami. Powinien to zrobić ktoś inny. Ale nie zrobił. Widocznie mi najbardziej zależy. Od początku do końca przeprowadziłem tę akcję sam. Nie chciałem nikogo obciążać odpowiedzialnością. Na film bardzo właściwie zareagowali zastępcy naczelnego „Gazety Wyborczej” Roman Imielski i Bartosz Wieliński oraz prezeska Wyborczej Aleksandra Sobczak. Dzwonili do mnie ze wsparciem, a następnego dnia ostentacyjnie razem ze mną ściągali te naklejki. Z tego, co wiem, wystosowali też protest do tzw. dużego zarządu [Agory SA – red.] w sprawie tego filmu i naruszenia moich dóbr osobistych. To był bardzo dobry moment w czasie tego sporu, dawał nadzieję, że wróci niepokorny duch dawnej „Wyborczej” – mówi Czuchnowski.
__________________________________________________________
Bartłomiej Chmiel (fot. materiały prasowe)
Na pytania wysłane do trzech zarządów w Agorze, już po napisaniu tego tekstu odpowiedział Bartłomiej Chmiel, odpowiedzialny m.in. za obszar prawny, sprzedaż i technologię.
Czy Zarząd uważa, że zmiana zasad współpracy z prawnikami „Gazety Wyborczej” pod kierownictwem Piotra Rogowskiego jest dobrym ruchem pod względem wizerunkowym?
Decyzje dotyczące formuły współpracy z kancelariami prawnymi nigdy nie są podejmowane z przyczyn ani w celach wizerunkowych. O wyborze modelu obsługi prawnej oraz konkretnych prawników decydują wyłącznie kwestie bezpieczeństwa prawnego, aspekty merytoryczne oraz finansowe. Rolą wydawcy – w tym przypadku zarządu spółki Wyborcza – jest zapewnienie dziennikarzom bezpieczeństwa i wsparcia organizacyjnego, żeby mogli oni spokojnie pracować.
Czy względy finansowe są kluczowym powodem zmian?
Powodem zmian są przede wszystkim kwestie merytoryczne i organizacyjne. „Wyborcza” funkcjonuje dziś w świecie nowych mediów, w tym w obszarach, które wykraczają poza prawo prasowe. Dlatego oprócz kancelarii mec. Piotra Rogowskiego „Wyborcza” korzysta z usług innych renomowanych kancelarii, doświadczonych w sprawach dotyczących wysokospecjalistycznych obszarów, które rozwijają się wraz z nowymi technologiami.
Niemniej kwestie finansowe są też istotne. Trendy w mediach wynikające ze zmian technologicznych i zmiany nawyków odbiorców w sposobie korzystania z treści wymagają od wydawcy kontrolowania kosztów nie tylko w redakcji i działach wsparcia, ale również usług świadczonych przez podmioty zewnętrzne. Obowiązkiem zarządu jest analizowanie zasad współpracy z usługodawcami i weryfikowanie z rynkiem stawek oraz modelu rozliczeń. Dotyczy to również osób i podmiotów, które z „Wyborczą” łączy wiele lat owocnej współpracy.
Czy dziennikarze „Gazety Wyborczej” niesłusznie obawiają się przekazania archiwów działu prawnego „GW” głównemu działowi prawnemu Agory? Czy ich obawy, że szczegóły ich dziennikarskiej działalności i tajemnic zawodowych mogą trafić w niepowołane ręce, są pozbawione podstaw?
Ochrona tajemnicy dziennikarskiej jest jednym z filarów niezależnego dziennikarstwa i jest dla nas świętością. Nie ma „Wyborczej” bez odważnych śledztw dziennikarskich, dlatego bezwzględnie będziemy chronić prawa naszych dziennikarzy do zachowania tajemnicy zawodowej. Obawy, że miałoby się to zmienić w momencie, gdy rozszerzamy zakres obsługi prawnej naszych redakcji, są bezzasadne.
Tajemnica zawodowa obowiązuje też prawników. Niezależnie od tego, z jakiej kancelarii wywodzi się pełnomocnik procesowy, któremu zlecana jest sprawa dziennikarska, do wszelkich dokumentów i akt mają dostęp wyłącznie osoby umocowane ze strony wydawcy do prowadzenia danego postępowania. Ta sama zasada dotyczy zamkniętych spraw, które można określić jako archiwalne. Akta wszystkich spraw prawnych „Wyborczej” były i są całkowicie bezpieczne.
Dlaczego Zarząd nie słucha w tej kwestii Adama Michnika, który podpisał się pod listem zespołu w obronie Rogowskiego? Czy jego zdanie już w sprawach „Gazety Wyborczej” się dla Państwa nie liczy?
Adam Michnik stworzył „Gazetę Wyborczą”, jest jej redaktorem naczelnym. Jego zdanie jest dla nas bardzo ważne. To się nigdy nie zmieni.
Natomiast przywołany list protestacyjny opierał się na kolportowanym w redakcji fake newsie o rzekomym zakończeniu współpracy z mec. Piotrem Rogowskim. To była nieprawda. Wyborcza stale z nim współpracuje, ale na zasadach dopasowanych do dzisiejszych potrzeb redakcji i spółki. Wiele osób, które podpisały się pod protestem, po wyjaśnieniu istoty i celu planowanych zmian, nie kontynuowały udziału w nim.
__________________________________________________________
Niedługo potem doszło do spotkania Piotra Rogowskiego, jego zespołu oraz protestujących dziennikarzy z zarządem. Atmosfera była napięta. Rogowski próbował przedstawić swoją sytuację, mówił też, że niezależność dziennikarska „Gazety Wyborczej” jest zagrożona. Jednak przerwała mu Aleksandra Sobczak, prezeska spółki Wyborcza, która brała udział w spotkaniu zdalnie, upominając go, że mówi za długo. Podniosła się wrzawa, dziennikarzom nie podobało się, że Rogowski nie może się swobodnie wypowiedzieć. Członkowie zarządu nie odpowiedzieli na pytania dziennikarzy, czy Piotr Rogowski będzie podlegał działowi prawnemu Agory i czy kierowany przez niego zespół będzie jednym z wielu podmiotów prawnych obsługujących „Gazetę Wyborczą”. Nastroje były fatalne. Wtedy Ewa Walas, członkini zarządu Wyborczej, zaproponowała, żeby się spotkać w tym samym gronie jeszcze tego samego dnia. Drugie spotkanie przebiegło w znacznie lepszej atmosferze. Wszystko wskazywało na to, że porozumienie zostanie osiągnięte. Wspólnie ustalono, że wszyscy zainteresowani, także protestujący dziennikarze, spotkają się za tydzień. Po paru dniach do dziennikarzy dotarły jednak informacje, że zarząd zamierza zaprosić na zebranie tylko Piotra Rogowskiego i pierwszego zastępcę redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Romana Imielskiego. Mimo to dziennikarze postanowili na spotkanie iść. Od Aleksandry Sobczak dowiedzieli się jednak, że nie są zaproszeni. Członek zarządu Wyborczej Bartłomiej Chmiel stwierdził nawet, że dziennikarze nie są odpowiednio umocowani, żeby brać udział w spotkaniu. W rewanżu oburzony Rogowski nazwał Chmiela samcem alfa z Biedronki. Na tym spotkanie się skończyło.
MATKOBÓJSTWO
Czy zarząd Wyborczej chce usunąć Rogowskiego z powodu oszczędności, czy z innej przyczyny? – pytam Wojciecha Czuchnowskiego.
– Piotr Rogowski i jego zespół są solą w oku zarządu Agory, symbolem niezależności redakcji od właściciela i wierności zasadom, które wyznajemy. Wyborcza ma być jedyną spółką Agory, która nie posiada swojego działu prawnego – sądzi Czuchnowski.
Nie ma złudzeń, że zarząd Agory chce „Gazetę Wyborczą” osłabić. – Uważam, że w trwającym co najmniej od 2021 roku sporze z „Gazetą” Agora dąży do jej degradacji. Najpierw „Gazeta” płaciła kolejnymi falami zwolnień dziennikarzy i pracowników za błędy finansowo-inwestycyjne Agory. Gdy w 2022 roku Agora pozbyła się Jerzego Wójcika, dyrektora wydawniczego „Gazety Wyborczej”, nikt już nie był w stanie się przeciwstawić polityce redukowania „Gazety Wyborczej” do roli jednej ze spółek Agory, i to takiej, która nie jest najważniejsza, a stanowi źródło problemów. To w jakimś wymiarze jest jakiś rodzaj ojco-, matkobójstwa, odcinanie się od korzeni, negowanie przeszłości. Ze zwolnieniem Wójcika, przypominam – w trybie dyscyplinarnym, o co do dzisiaj toczy się proces, zniknęła największa przeszkoda. Na przełomie roku 2025 i 2026 nastąpiły kolejne zwolnienia połączone z nieprzemyślanym połączeniem redakcji „Wyborczej” i Gazeta.pl, przeniesieniem redakcji „GW” do gorszej lokalizacji, a wreszcie próba odebrania „Wyborczej” jej działu prawnego z mecenasem Rogowskim na czele – relacjonuje Wojciech Czuchnowski.
Jeden z byłych funkcyjnych „Gazety Wyborczej” potwierdza: – Tu nie chodzi o pieniądze, ale o kontrolę nad „Wyborczą”. Za rządów PiS „Gazeta Wyborcza” była zasypywana pozwami spółek skarbu państwa i partii rządzącej. Postawiliśmy na prenumeraty cyfrowe, bo musieliśmy być silni. Udało się – prenumeraty spektakularnie zaczęły rosnąć. Pod względem zysków z nich byliśmy w ścisłej czołówce. Ale nasza walka z PiS była nie w smak zarządowi.
Piotr Stasiński, długoletni zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, dziś na emeryturze, ma podobne obserwacje: – Zarząd Agory nigdy nie powiedział tego wprost, ale dawano nam odczuć, że walcząc z PiS-owskim niszczeniem rządów prawa i demokracji, „Gazeta Wyborcza” sprawia spółce kłopoty. Ta niechęć skupiała się też na Piotrze Rogowskim, który analizował nasze teksty pod względem prawnym i bronił nas w sądach przed lawiną nękających pozwów, w tym typu SLAPP. W zarządzie Agory powstało wrażenie, że niedbale wykonujemy swój zawód.
Kością niezgody stały się też przechowywane przez zespół Rogowskiego archiwa, które miały trafić do działu prawnego Agory. Już w 2021 roku Paweł Czajkowski, nowo mianowany dyrektor biura prawnego Agory, zwrócił się do redakcji „GW” o przekazanie tych materiałów do swojego działu. Publicznie sprzeciwił się temu Jerzy Wójcik, dyrektor wydawniczy „GW”, rok później zwolniony z pracy.
Redakcja miała też wątpliwości co do samej osoby Czajkowskiego. Jego kancelaria prowadziła wcześniej sprawy SKOK-ów, które miały procesy z „Wyborczą”. Redakcja poprosiła więc zarząd Agory, żeby sprawdził, czy nowy dyrektor nie spowoduje konfliktu interesów. Zarząd był oburzony tą propozycją, a potem stwierdził, że nie ma powodu do niepokoju. W tych okolicznościach Rogowski stał się wrogiem zarządu. – Uznali, że on nie jest ich. Wcześniej czy później go zwolnią – kwituje jeden z dziennikarzy „Wyborczej”, prosząc o anonimowość.
– Materiały zgromadzone przez 34 lata pracy zespołu mecenasa Rogowskiego to nasze zeznania, wyjaśnienia, dowody, jakimi dysponowaliśmy, pisząc teksty, nazwiska świadków, dane na temat źródeł. Przechowywane przez zespół Rogowskiego były bezpieczne. Przekazanie ich w ręce osób, które przyszły do Agory z zewnętrznych kancelarii, w przeszłości występowały w sprawach przeciwko redakcji i nie wiadomo, gdzie będą pracowały w przyszłości, jest niebezpiecznym precedensem i zagrożeniem dla tajemnicy dziennikarsko-radcowskiej – ostrzega Czuchnowski.
BILANS KWARTALNY
Sprzeczne opinie krążą wokół zarobków Piotra Rogowskiego. Podsycane są przez sam zarząd. „Dziś, gdy trendy na rynku wynikające z rozwoju nowych technologii wymagają od nas kolejnych cięć kosztów, gdy w procesie zwolnień grupowych musieliśmy rozstać się z dziesiątkami dziennikarzy i dziennikarek, szczególnie silnie czujemy obowiązek kontrolowania kosztów usług świadczonych dla nas przez podmioty zewnętrzne” – pisał zarząd Wyborczej w odpowiedzi dziennikarzom. Mecenas Piotr Rogowski w rozmowie z „Presserwisem” wyjaśniał: „Ze zdumieniem odnotowuję, że zarząd publicznie dywaguje na temat mojego wynagrodzenia. To obce mi standardy i sam nigdy nie dyskutowałem publicznie o zarobkach osób całkiem niedawno nominowanych do tak zaszczytnych funkcji. Mogę jedynie powiedzieć, że moje wynagrodzenie nie było waloryzowane od 21 lat, więc zjadła je inflacja. Także nominalnie jest stale zmniejszane, łącznie z oczekiwaniem prowadzenia spraw bez wynagrodzenia, na co – dla dobra Wyborczej – się godziłem. Apeluję zatem do osób, które publicznie debatują o moim wynagrodzeniu, o równie odpowiedzialne podejście do sprawy, aby tak jak ja obniżały systematycznie swoje wynagrodzenie” – dodał prawnik.
Zaznaczył też, że nie zna stanowiska Wyborczej, ponieważ zarząd spółki nie rozmawiał z nim na temat zmian w jego przyszłych obowiązkach.
Piotr Stasiński nie ukrywa frustracji. – Piotra Rogowskiego nawet nie zapytano o zdanie. W ogóle z nim nie rozmawiali, zanim stworzyli koncepcję zmian w obsłudze prawnej „Wyborczej”. A broniący go dziennikarze okazali się dla zarządu osobami niegodnymi rozmowy. To jest oburzające – mówi.
Zdaniem Wojciecha Czuchnowskiego zarówno zarząd Agory SA, jak i zarząd spółek Wyborcza i Gazeta.pl mówią w tej sprawie do bólu konsekwentnie: – Unikają spotkań z zespołem, lekceważą nasz głos, nie traktują nas jak partnerów, lekceważą też wyraźną wolę Adama Michnika. To jest zaprzeczenie demokratycznego standardu, jaki obowiązywał w „GW” od momentu jej powstania.
ODWAGA MA SENS
Co spowodowało tak drastyczne rozejście się oczekiwań redakcji „Wyborczej” i zarządu Agory? – Zarząd myśli w kategoriach bilansu kwartalnego. Od kiedy „Gazeta Wyborcza” nie przynosi już solidnych dochodów, czyli od powstania do około 2007 roku – jej rola jest marginalizowana, staje się „obciążeniem”. Jednak jej prawdziwa wartość jest nie do przecenienia. To silna, rozpoznawalna marka. Gdyby ją wycenić, byłaby wiele warta. Zarząd tego nie dostrzega. Nie docenia też albo nie rozumie zasadniczej wartości „Wyborczej”, jaką jest dziennikarstwo. Ono działa na rzecz świadomych, dobrze poinformowanych obywateli, a tym samym służy demokracji w Polsce. Bez dziennikarstwa demokracja przestanie funkcjonować. Zapanują już bez reszty „narracje”, propaganda, dezinformacja – diagnozuje problem Piotr Stasiński.
Jest krytyczny wobec forsowanego przez zarząd pomysłu połączenia „Gazety Wyborczej” i portalu Gazeta.pl. – To „Wyborcza” jest marką, nie Gazeta.pl. Agora powstała dla „Gazety Wyborczej” i dzięki niej spółka się rozwinęła. Teraz powinna dbać o rozwój „Wyborczej” i jej modelu zarabiania na treściach dziennikarskich, a nie tylko na reklamach – sądzi Stasiński.
Czy Wojciech Czuchnowski, broniąc Piotra Rogowskiego, nie broni siebie, obawiając się niepewnych losów swoich procesów? Dziennikarz zaprzecza i zapewnia, że potrafi poradzić sobie sam. – Pracując z Piotrem Rogowskim przez tyle lat, bardzo wiele się nauczyłem. Jego metodą jest aktywne włączanie dziennikarza w postępowanie. Potrafię sprawnie odpowiedzieć na sprostowanie, napisać oświadczenie, przygotować materiał do pisma procesowego. Bywało, że się z Piotrem nie zgadzaliśmy, wchodziliśmy w ostre spory. Dwa razy sam stawałem przed sądem, rezygnując z obrońcy, bo nie chciałem obciążać redakcji, ale też nie zgadzałem się z linią proponowaną przez Piotra. Udało mi się wygrać i nawet Rogowski mnie pochwalił – mówi. I dodaje: – Nie wiem, jak zakończą się moje procesy, ale na swoją obronę mam mocny materiał. W sądzie, zwłaszcza w sprawach o publikacje, nigdy nie można być pewnym siebie ani pewnym wygranej. To podstawowa zasada. Rogowski zawsze nam to przypomina i chociaż wygrałem z nim bardzo poważne sprawy, każda kolejna jest wyzwaniem.
Pytam Czuchnowskiego, czy wierzy jeszcze w możliwość dobrego rozwiązania sprawy Rogowskiego. – Wierzę, że odwaga cywilna i upór mają sens. Nawet jeśli przegramy, to to po nas zostanie – stwierdza.
***
Ten tekst Małgorzaty Wyszyńskiej pochodzi z magazynu „Press” – wydanie nr 05-06/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Poczobutem, zmiany w Tok FM i odzyskiwanie mediów na Węgrzech
Małgorzata Wyszyńska











