ZUS nie chce płacić rekompensat. "Stażysta i korespondent to nie dziennikarz"
Urzędnicy ZUS samodzielnie interpretują definicję zawodu dziennikarza, co ma skutki finansowe (graf. PAR)
Zakład Ubezpieczeń Społecznych odmawia zaliczenia do stażu pracy zatrudnienia na stanowiskach dziennikarz-stażysta i dziennikarz-korespondent. – ZUS opiera się na definicji zawodu dziennikarza z Ustawy prawo prasowe z 1984 roku. A ta jest dość enigmatyczna. Stąd problemy – mówi "Presserwisowi" Andrzej Maślankiewicz, sekretarz generalny Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej.
Andrzej Bęben, który złożył wniosek do sosnowieckiego ZUS-u, w dziennikarskim zawodzie przepracował niemal 35 lat. Zaczynał pod koniec 1981 roku jako stażysta w katowickim "Dzienniku Zachodnim". Na liście tytułów, z którymi był związany, ma m.in. nieistniejące już "Zarzewie", "Sztandar Młodych" czy śląską popołudniówkę "Wieczór". Pracował też w "Super Expressie" czy Rynku Zdrowia.
ZUS decyduje o tym, czy było się dziennikarzem
Kiedy Bęben przeszedł na emeryturę, postanowił ubiegać się o rekompensatę dla dziennikarzy. To dodatek do świadczeń emerytalnych. Stanowi odszkodowanie za utratę możliwości nabycia prawa do wcześniejszej emerytury z tytułu pracy w szczególnych warunkach lub szczególnym charakterze dla osób niemających ustalonego prawomocną decyzją prawa do emerytury pomostowej. Taki dodatek przysługuje dziennikarzom, którzy pracę wykonywali przed 1 stycznia 2009 roku przynajmniej przez 15 lat. Może wynosić od kilkuset do nawet ponad tysiąca złotych miesięcznie.
Czytaj też: Do czasu powołania KRiBSI nieoznaczanie treści generowanych przez AI pozostanie bezkarne
Bęben przygotował zestawienie swojego zatrudnienia w redakcjach i wysłał do ZUS-u w Sosnowcu. Urzędnicy zakwestionowali jednak jego staż. Chodziło o "dziennikarza-stażystę" i "dziennikarza-korespondenta" – mimo że zatrudniony był na podstawie umowy o pracę. Według ZUS-u jednak nie była to praca dziennikarska. Urzędnicy przyczepili się również do okresu pracy po 1989 roku, zauważając, że Bęben nie był wtedy objęty zbiorowym układem pracy. Rzecz w tym, że po 1989 roku i likwidacji Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch" żaden dziennikarz w Polsce nie był objęty takim układem.
– Gdyby nie padła PRL, to od ośmiu lat byłbym na dziennikarskiej emeryturze – mówi Andrzej Bęben. – Polska Ludowa przestała istnieć, a wraz z nią układ zbiorowy pracy dla dziennikarzy i prawo do wcześniejszej emerytury. Parę lat temu usłyszałem, że z tego ostatniego powodu przysługuje dziennikarzom rekompensata do "zwykłej" emerytury – dodaje.
Jak stwierdza, problem w tym, że to urzędnicy ZUS-u decydują o tym, czy było się dziennikarzem, czy nie. – Kilka dni temu dowiedziałem się, że dla ZUS-u dziennikarz-korespondent nie jest dziennikarzem. Gdyby Ryszard Kapuściński dożył dzisiejszych czasów i przyszło mu się ubiegać o rekompensatę, to dowiedziałby się, że nie był dziennikarzem. Mnie to sosnowiecki oddział ZUS-u wykazał. Stwierdzono, że pracując w wielu redakcjach między 1980 a 2008 rokiem, wykonując zadania dziennikarskie wynikające z Ustawy prawo prasowe, ani dnia nie byłem… dziennikarzem – mówi "Presserwisowi".
Bęben: "To kim oni byli? Pytam się? Księgowymi?"
Beata Kopczyńska, regionalna rzeczniczka prasowa ZUS-u na Śląsku, w odpowiedzi na pytanie "Presserwisu" napisała: – Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem sądowym oraz aktualnym stanowiskiem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przy ustalaniu prawa do rekompensaty za pracę, o której mowa w art. 32. ust. 3 pkt 4 ustawy emerytalnej (w warunkach szczególnych lub szczególnym charakterze – red.), należy uznać pracę dziennikarzy zatrudnionych w redakcjach dzienników, czasopism, w radiu, telewizji oraz w organach prasowych, informacyjnych, publicystycznych albo fotograficznych (bez względu na fakt, czy byli objęci układem zbiorowym dziennikarzy) – wykonywaną stale i w pełnym wymiarze czasu pracy. Jednak pozostaje to w sferze opinii.
Czytaj też: Wydawca portalu iBytów skazany wyrokiem zaocznym. Prawniczka: "To dziwna sytuacja"
Andrzej Maślankiewicz, sekretarz generalny SDRP, przyznaje, że nie byłaby to pierwsza sprawa przekazywana ZUS-owi w związku z błędną interpretacją zapisów o zawodzie.
– Nie zaliczono mi okresu pracy w jednej z redakcji. Kolega, z którym siedziałem biurko w biurko w tym samym czasie i w tej samej redakcji został uznany za uprawnionego do pobierania rekompensaty. No tak, ale taką decyzję wydał częstochowski ZUS – mówi Andrzej Bęben. – Kiedy robiłem rozeznanie w jednym z zachodnich oddziałów ZUS-u i przedstawiłem sprawę, powiedziałem urzędnikowi, że w sądzie pracy mam wygraną na 98 proc. On mnie poprawił: "Ma pan wygraną na 99 procent!". Zatem jak to jest, że jeden oddział ZUS-u tak sobie prawi, a inny inaczej?
Bęben jest zdecydowany na spór sądowy z ZUS-em. – Pójdę do sądu nie tylko dla siebie, ale dla innych, których ZUS nie uznaje za dziennikarzy, bo byli kierownikami działów ekonomicznych w redakcjach prasowych, radiowych, telewizyjnych i internetowych – mówi "Presserwisowi". – To kim oni byli? Pytam się? Księgowymi?
Czytaj też: Kanał Zero zwiększył w 2025 roku przychody o połowę i zysk o 75 proc.
(PAR, 17.08.2026)










