Temat: telewizja

Dział: TELEWIZJA

Dodano: Luty 21, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Szczyty zawiści. Medialne sukcesy Doroty Rasińskiej-Samoćko nie spodobały się w środowisku

Rasińska-Samoćko bywała w swych medialnych wypowiedziach nieprecyzyjna. Media jednak wszystko podkręcają (fot. Andrzej Jackowski/PAP)

Ikonom rodzimego himalaizmu nie spodobało się, jak pierwsza Polka z Koroną Himalajów i Karakorum Dorota Rasińska-Samoćko opowiada w mediach o swoich wyczynach.

Śniadaniówka w TVN – wywiad na kanapie z Marcinem Prokopem i Dorotą Wellman. Rozmowa z Mariuszem Szczygłem w TVP w ramach cyklu „Rozmowy (nie)wygodne”. Podcast w Tok FM, a potem rozmowa z Przemysławem Iwańczykiem na antenie tej samej stacji. Ośmiominutowy materiał w TVN 24, ale też kolejny w TV Republika. Do tego niezliczone podcasty i wywiady na YouTubie. Jedne mają ledwie kilkaset wyświetleń, ale inne – po kilkadziesiąt tysięcy. Szczytomaniak, Momenty, Coolturystyka, Kobieta Górom, wPolsce24, Poznańskie Archiwum Historii Mówionej, Magazyn Na Szczycie, Radio Katowice, Radio Republika – to tylko kilka kanałów. Dorota Rasińska-Samoćko korzysta ze swoich pięciu minut chwały, bo twierdzi, że jest pierwszą kobietą na świecie, która zdobyła Koronę Himalajów i Karakorum oraz Koronę Ziemi.

Jej bardziej doświadczeni koledzy alpiniści postanowili to ukrócić. Chociaż koledzy to chyba złe określenie, bo polscy alpiniści uznali, że Rasińska-Samoćko nie gra z nimi w tej samej lidze.

WYZWANIE

Dorota Rasińska-Samoćko skończyła wydział prawa, interesowała się prawem międzynarodowym. Po zdaniu egzaminów dostała się do służby dyplomatycznej. Pięć lat pracowała w Belgradzie jako rzecznik polskiej ambasady. Potem przeniosła się do polskiego Stałego Przedstawicielstwa przy Unii Europejskiej, gdzie jako radca zajmowała się kwestiami politycznymi, aż w końcu postanowiła zostawić dyplomację. Dla gór.

– Wcześnie zainteresowałam się górami. Mając 11 lat, pojechałam z rodzicami w Tatry, gdzie weszliśmy na Giewont. Tam, na tej grani, trzymając się łańcuchów, postanowiłam, że będę Polką, która osiągnie wszystkie szczyty Korony Himalajów i Karakorum. Bardzo namacalne uczucie. To była zapewne też kwestia nie tylko zauroczenia naturą, ale i inspiracji książkami o himalaizmie i górach wysokich. Potem robiłam różne kursy, w tym skałkowy i taternicki – tłumaczy mi dzisiaj.

Potem dużo podróżuje, zwiedza, nurkuje. Ameryka Południowa i Wyspy Galapagos, Ameryka Północna, podróż Koleją Tanssyberyjską do Irkucka, Australia i Nowa Zelandia. Jak wylicza – w sumie 140 krajów. Wchodzi na pierwsze znaczące szczyty – Mauna Kea i Mauna Loa na Hawajach, Fuji w Japonii, wulkan Bromo, alpejski Großglockner czy liczący 7134 m n.p.m. Szczyt Lenina położony na granicy Tadżykistanu i Kirgistanu. Aż w 2021 roku rusza w Himalaje, od razu na najwyższy szczyt świata Mount Everest. – Miałam świadomość, że 8 tys. metrów to jest niezwykłe wyzwanie, granica ludzkich możliwości, a zarazem test wielkiej wytrzymałości naszego organizmu – wspomina.

Jak opowiada – przed wyprawą stara się o wsparcie Polskiego Związku Alpinistycznego i ministerstwa. Ostatecznie sama wynajmuje agencję w Himalajach i jedzie na dach świata na własną rękę. Pierwszy raz jest na 8 tys. metrów i od razu wchodzi na szczyt. Jeszcze w tym samym roku staje na Manaslu. W kolejnym bije rekord – w ciągu trzech miesięcy wchodzi na kolejnych siedem ośmiotysięczników. Ostatni szczyt Korony Himalajów i Karakorum Sziszapangmę zdobywa w październiku 2024 roku. Koronę Ziemi kończy w sierpniu 2025 roku, docierając na szczyt Elbrusu. Tym samym staje się pierwszą Polką, która ma podwójną koronę – wszystkie 14 ośmiotysięczników i najwyższe wzniesienia wszystkich kontynentów.

– Chciałam być pierwszą Polką na tych wszystkich szczytach. Wydawało mi się, że to będzie mieć znaczenie nie tylko dla mnie, ale też dla całej idei polskości – mówi z emfazą. – Znam doskonale himalaistki z południa Europy, które mają bezpośrednie dofinansowanie z rządu, natomiast nasze instytucje stwierdziły, że nie ma takiej możliwości. Uznałam, że borykanie się z tym wszystkim nie ma sensu, obciąża mnie psychicznie, a ja nie koncentruję się na wspinaniu. W górach głowa musi być spokojna – mówi. W marcu 2025 roku Dorota Rasińska-Samoćko wydaje książkę – „Speed Lady” – w której opisuje swoje osiągnięcia. Tytuł to pseudonim, jaki miała otrzymać w górach od Pakistańczyków. Sama też tak o sobie mówi, promując książkę i udzielając kolejnych wywiadów oraz na spotkaniach z czytelnikami. Za swój wyczyn dostaje też nagrodę Kolosa, czyli najważniejszą polską nagrodę podróżniczo-eksploracyjną.

LIST

Hałas wokół niej nie podoba się jednak wszystkim, a już najmniej tym, którzy też coś osiągnęli w najwyższych górach, ale – jak twierdzą – w lepszym stylu. 1 października 2025 roku na branżowym portalu Wspinanie.pl ukazuje się „Apel wspinaczy w sprawie etyki oraz rzetelności w relacjonowaniu dokonań górskich” skierowany do Doroty Rasińskiej-Samoćko. Podpisuje się pod nim duża część śmietanki polskiego środowiska alpinistycznego. W tej grupie są m.in. Leszek Cichy, Janusz Gołąb, Ryszard Pawłowski, Adam Bielecki, Aleksander Lwow i Piotr Krzyżowski. Są też kobiety – Magdalena Arcimowicz, Agnieszka Bielecka, Monika Witkowska i Anna Okopińska, która wspinała się jeszcze z Wandą Rutkiewicz. Elita.

Główne przesłanie apelu brzmi: doceniamy sukces Rasińskiej-Samoćko, nawet jej gratulujemy, ale „problem tkwi w przekazach informujących, jak wyglądały jej wejścia na ośmiotysięczne szczyty, i właśnie wobec tej kwestii nie możemy pozostać obojętni”.

Sygnatariusze listu wyliczają, że nieprawdą jest, iż Rasińska-Samoćko została piątą kobietą, która zdobyła Koronę Himalajów i Karakorum. Twierdzą, że można ją wpisać w tym rankingu najwyżej na miejsca między 10. a 16. „Dorota mija się także z prawdą, mówiąc, że jest pierwszą kobietą na świecie, która zdobyła Koronę Himalajów i Karakorum oraz Koronę Ziemi, ponieważ rok wcześniej takim osiągnięciem mogła pochwalić się Meksykanka Viridiana Álvarez Chávez”.

Kolejny zarzut dotyczy rzekomego rekordu świata Doroty w wejściu na siedem ośmiotysięczników w czasie trzech miesięcy: „jest to konkurencja wykreowana przez nią samą prawdopodobnie w celach marketingowych, ale jeśli nawet taką konkurencję uznać, to i tak Dorota nie jest w niej rekordzistką, ponieważ dokładnie w tym samym okresie Norweżka Kristin Harila zdobyła aż dziewięć ośmiotysięczników” – czytamy.

Następny fragment: „To, co jednak nas, himalaistów, szczególnie zaskakuje, to wypowiedzi Doroty, w których podkreśla, że jej wyprawy odbywały się »bez udziału komercyjnego teamu«, podczas gdy w rzeczywistości organizowała je największa górska agencja Seven Summit Treks, zabezpieczająca całe wejście, logistykę, namioty, butle z tlenem, wyżywienie, przewodników, tragarzy, wniesienie sprzętu itp. Jeśli agencja zapewnia wszystko od początku do końca, jest to jak najbardziej komercyjna wyprawa, co należy odróżnić od sportowego stylu, o którym w tym przypadku w ogóle nie ma mowy”.

Lista zarzutów jest zatem spora, w skrócie jednak chodzi o to, że Dorota Rasińska-Samoćko ma wyolbrzymiać swoje sukcesy, a przecież na wszystkie szczyty weszła z butlami tlenu i przy pomocy szerpów. Zrobiła to więc w gorszym stylu niż krajowa czołówka himalaistów, którzy zresztą też podczas wypraw najczęściej korzystają w pewnym stopniu z lokalnych pomocników. „Uważamy, że podawanie nieprawdziwych lub zmanipulowanych informacji jest nie w porządku zarówno w stosunku do opinii publicznej, jak i do innych wspinaczy, tym bardziej, że taki nierzetelny przekaz jest często bezrefleksyjnie powielany przez różne media” – konstatują autorzy apelu.

Dorota Rasińska-Samoćko następnego dnia odpowiada swoim oświadczeniem. „Dla mnie statystyki nie są istotne. Istotna jest idea bycia w górach i niesamowite poczucie wolności oraz podążanie za pasją. Jestem pierwszą i jedyną Polką z Koroną Himalajów i Karakorum – to dla mnie kluczowe. Nie ma niestety kogoś, kto na szczycie stoi ze stoperem, mierzy czas i daje miejsce. W dodatku Nepal i Pakistan nie prowadzą dokładnych baz danych. Wtedy, kiedy sprawdzałam informacje w różnych źródłach, byłam piątą kobietą m.in. według Wikipedii, ale nie jest to istotne dla mnie, bo moje wejścia nie były po to, by stawać na podium”.

Pytam Rasińską-Samoćko, czy ktoś z autorów listu dzwonił do niej wcześniej, czy faktycznie ktoś zwracał jej uwagę na te nieścisłości. Zaprzecza, ale chwilę później zaprzecza też sobie. – Nikt ze mną osobiście nie rozmawiał na ten temat. Nikt nie przedstawił swoich wątpliwości czy uwag – twierdzi. – Zresztą à propos wiarygodności dziennikarskiej, to przed publikowaniem takiego apelu chyba najpierw lepiej zwrócić się do drugiej strony, a do mnie media, które to opublikowały, odezwały się już po zamieszczeniu apelu.

Jednak za chwilę dodaje: – Do mnie zadzwoniła jedna osoba, wieczorem, kilka godzin przed publikacją listu, i powiedziała, że coś takiego powstało. Po krótkiej rozmowie telefonicznej dostałam treść mailem, żebym się z tym zapoznała. Z częścią osób podpisanych pod tym listem spotkałam się wcześniej na festiwalu w Lądku-Zdroju. Nikt nic mi nie powiedział. Niektórzy mi gratulowali. Oni słuchali moich prelekcji. Zawsze wtedy wspominam o szerpach. W górach konieczny jest indywidualizm, ale też współpraca i to należy wypośrodkować. Dla mnie to zastanawiająca i dziwna tendencja, że niektórzy starają się podnosić jakieś insynuacje – nieoparte na faktach – nie dostrzegając głębszych wartości – komentuje zdobywczyni Korony Himalajów i Karakorum.

Przeglądając media społecznościowe Doroty Rasińskiej-Samoćko, trudno nie odnieść wrażenia, że cała medialna oprawa, która towarzyszyła jej wyprawom, była początkowo mocno amatorska. Zresztą jej profil na Facebooku obserwuje ledwie 7,5 tys. osób. Zdobywając pierwsze szczyty, w swoich relacjach była dość oszczędna. W trakcie wyprawy zamieszczała pojedyncze posty ze zdjęciami, jakieś krótkie filmiki. Nie oznaczała sponsorów, co jest potwierdzeniem tego, że nie miała żadnego wsparcia. Pieniądze zbierała na portalu Zrzutka.pl. Dziś jej wpisy są już obrandowane. Jej partnerami są m.in. Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego, stowarzyszenie Alpenverein Austria PL, producent butów górskich La Sportiva czy polska marka odzieży termicznej Brubeck.

Rasińska-Samoćko bywała w swych medialnych wypowiedziach nieprecyzyjna. Zwłaszcza na początku swoich sukcesów. A to – wśród prawdziwych himalaistów – grzech śmiertelny. Teraz, gdy ją proszę o rozmowę, wysyła mi najpierw dokładną rozpiskę wszystkich swoich wejść na ośmiotysięczniki. Wypisane jest tam m.in., z którym szerpą się wspinała, od jakiej wysokości używała tlenu, że korzystała z zastanych już lin poręczowych i agencji górskiej. Dokładnie ten sam spis ukazuje się kilkanaście dni później jako jej odpowiedź na prośbę Klubu Wysokogórskiego Warszawa, do którego należy, by doprecyzowała informacje o swoich wyprawach.

Media jednak wszystko podkręcają. W lidzie wywiadu dla Onetu Pauliny Ermel czytamy, że „niewielu osiągnęło w himalaizmie tyle co Dorota”. Anna Sobańska z Radia Tok FM, zapowiadając swoją rozmowę z Rasińską-Samoćko, mówi, że Kukuczce ukończenie Korony Himalajów i Karakorum zajęło osiem lat, a jej gościni tylko trzy. Nie dopowiada, że Kukuczka wspinał się bez tlenu, na kilka gór wszedł zimą (Rasińska-Samoćko tylko latem), wyznaczał też nowe trasy, a na Makalu dostał się solo. Dagmara Kaczmarek-Szałkow, która na co dzień jest jedną z twarzy TVN 24, robiąc przegląd najważniejszych wydarzeń w programie „Dzień Dobry TVN”, stwierdza, że „ona zrobiła to w trzy lata, a przecież zazwyczaj himalaiści robią to całe życie”. Marszałek województwa lubuskiego Jarosław Stawiarski (PiS) przed kamerą TV Republika stawia Rasińską-Samoćko na równi z Kukuczką, Rutkiewicz i Pustelnikiem.

Paweł Kempa, dziennikarz National Geographic Traveler, komentuje: – Nikt nie odbiera Dorocie, że zdobyła szczyty. Natomiast zabrakło staranności w doborze słów przy prezentowaniu wyników w oficjalnych komunikatach, na przykład doprecyzowania, co rozumie przez wyprawę realizowaną bez pomocy sponsorów czy wejście samodzielne. Jej posługiwanie się Wikipedią przy ocenie osiągnięć było niefrasobliwe. Środowisko górskie zawsze było wyczulone na styl wspinaczki i sposób realizacji wyprawy. A właśnie jej brak precyzji w informowaniu o stylu wejść uderzył w rzetelność całego środowiska górskiego.

CZY KTOŚ SYSZAŁ O SPEED LADY?

Proszę kilka osób podpisanych pod listem o komentarz. Pytam, dlaczego poparły apel i kto był jego autorem.

***

To tylko fragment tekstu Jakuba Gudera. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.

„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy „Press”: Michał Przedlacki, afera z książką Opolskiej i kto zarabia na AI

Press

Jakub Guder

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.