"Presserwis" to płatny newsletter o mediach i reklamie – z newsami i analizami, o których potem dyskutują inni  |  Newsletter przychodzi na skrzynkę pocztową codziennie rano  |  Możesz zamówić "Presserwis" – kliknij tutaj, daj nam znać  |  Od początku stycznia w salonach prasowych także nowy numer magazynu "Press"  |  Kliknij tutaj, by zobaczyć zapowiedź nowego numeru. Michał Przedlacki Dziennikarzem Roku 2025, afera z książką Opolskiej, a także „Tygodnik Powszechny” wchodzi w nową erę i kto zarabia na AI – polecamy!  | 

"Presserwis" to płatny newsletter o mediach i reklamie – z newsami i analizami, o których potem dyskutują inni  |  Newsletter przychodzi na skrzynkę pocztową codziennie rano  |  Możesz zamówić "Presserwis" – kliknij tutaj, daj nam znać  |  Od początku stycznia w salonach prasowych także nowy numer magazynu "Press"  |  Kliknij tutaj, by zobaczyć zapowiedź nowego numeru. Michał Przedlacki Dziennikarzem Roku 2025, afera z książką Opolskiej, a także „Tygodnik Powszechny” wchodzi w nową erę i kto zarabia na AI – polecamy!  | 

"Presserwis" to płatny newsletter o mediach i reklamie – z newsami i analizami, o których potem dyskutują inni  |  Newsletter przychodzi na skrzynkę pocztową codziennie rano  |  Możesz zamówić "Presserwis" – kliknij tutaj, daj nam znać  |  Od początku stycznia w salonach prasowych także nowy numer magazynu "Press"  |  Kliknij tutaj, by zobaczyć zapowiedź nowego numeru. Michał Przedlacki Dziennikarzem Roku 2025, afera z książką Opolskiej, a także „Tygodnik Powszechny” wchodzi w nową erę i kto zarabia na AI – polecamy!  | 

Temat: prasa

Dział: PRASA

Dodano: Styczeń 25, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Wyrok na Kąckiego. W wirtualnym sądzie liczą się emocje, nie fakty

„Jedna z tych osób twierdzi, że ta druga zachowała się wtedy nieobyczajnie, a ta druga zaprzecza. Mamy słowo przeciwko słowu. I nic więcej się już nie wyjaśni” – uważa Cezary Łazarewicz, reporter, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego, a także wykładowca w Polskiej Szkole Reportażu, po przeczytaniu książki Marcina Kąckiego (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Wyborcza.pl, screen: magazyn „Press” nr 01-02/2026)

– Mamy dwa kościoły. Tych, którzy we mnie uwierzyli i teraz się zastanawiają, a może ona ma rację, i tych, którzy od początku bezwarunkowo uwierzyli Karolinie Rogaskiej – mówi Marcin Kącki.

Powódka przedstawia nagranie rozmowy telefonicznej z piątku 15 grudnia 2023 roku. Przed sądem wyjaśnia: „Po raz kolejny nie mogę milczeć i udawać, że nic się nie dzieje”. Na nagraniu słychać, jak tłumaczy, że dzień wcześniej nie odebrała telefonu, ale teraz oddzwania. „To, co było dla mnie przegięciem w tamtej sytuacji, która się zdarzyła, to to, że bez mojej zgody – trudno mi się to mówi – ale wyciągnąłeś penisa i bez mojej zgody se zwaliłeś konia, mimo że ja mówiłam, że nie mam ochoty na seks. To jest to, co mnie rusza w tej sytuacji” – mówi na nagraniu Karolina Rogaska, dziennikarka „Newsweeka”, wtedy jeszcze reporterowi i redaktorowi „Gazety Wyborczej” Marcinowi Kąckiemu.

ZROZUMIENIE I PRZEPROSINY

Ujawnienie nagrania jest odpowiedzią dziennikarki na mowę obrończą Kąckiego, zawartą w jego książce „Bez znieczulenia”, która właśnie się ukazała. Na zaprezentowanym publicznie na Facebooku nagraniu Kącki nie zaprzecza temu, co mówi mu Rogaska, nie protestuje, krew go ze złości nie zalewa, jak każdego, kto czułby się wrabiany w tak kompromitującą historię. Prosi Rogaską: „Spotkaj się ze mną i powiedz mi to prosto w oczy. Gadasz z gościem, który ma cztery córki. Ja muszę to rozumieć”.

„Nie czujesz, że to jest nie w porządku? Zanim ta rozmowa się odbędzie, chciałabym, żebyś wiedział, że to było złe, co mi zrobiłeś” – zastrzega Rogaska.

Kącki przyznaje: „To jest bezdyskusyjne. Nie mam prawa się bronić: alkoholem, zamkniętą przestrzenią, luzackim charakterem”.

Rogaska zgadza się na spotkanie. Dokładne miejsce i czas mają ustalić. Pokazuje sądowi i publiczności zebranej na sali screeny korespondencji z Kąckim. Niedługo po rozmowie pisze do Kąckiego na Messengerze, że mogą się spotkać w barze Hygge Warszawa. „Ok, świetnie. Ok. 16?” – pyta Kącki. Rogaska nie odpowiada. Dopiero dwa dni później informuje Kąckiego: „Cześć, ale jednak odwołam nasze spotkanie. To dla mnie za trudne. Mam też poczucie, że nie do końca wiem, co miałabym tu tłumaczyć: mówiłam »nie«, ty się zmasturbowałeś, co było przekroczeniem. Myślę, że jedyna rada, jaką mogę dać, to słuchać, jak ktoś mówi »nie«. I tyle”.

Kącki dziś twierdzi, że masturbacja była wymysłem Rogaskiej, a to ona już wcześniej była wobec niego „nachalna i ekspansywna”. Mimo to odpowiada na jej SMS: „Rozumiem, przepraszam”.

Sprawa Karolina Rogaska przeciwko Marcinowi Kąckiemu toczy się wyłącznie przed wirtualnym sądem społecznościowym od dwóch lat, głównie na Facebooku. W tym sądzie liczą się znajomości, ciosy poniżej pasa, często wygrywa ten, kto głośniej krzyczy lub siła koterii, które popierają strony sporów. Nie obowiązuje tu zasada domniemania niewinności, ale domniemanie winy. Wyroki są jednak realne, dotyczą prawdziwych osób i zapadają przed zakończeniem procesów. Zasądzane kary są surowe.

WIĘCEJ SŁÓW NIE TRZEBA

Karolina Rogaska przerywa ciszę, podkreślając, że wydaje się jej, iż „więcej słów nie trzeba”. „Na koniec dodam tylko, że zdecydowałam się zabrać głos nie tylko po to, by bronić swojego dobrego imienia. Wiem, że od ofiar często wymaga się milczenia, ale we mnie nie ma na to zgody. I wiem, że dziewczyny, które doświadczyły podobnych rzeczy, często dalej żyją w strachu. Ja się już nie boję. I chcę pokazać, że można głośno mówić o swoich krzywdach. Że można walczyć, nie będąc »ofiarą idealną«. Że chociaż oczywiście zdarzają się oskarżenia fałszywe, to w większości przypadków opowieści o przemocy są prawdziwe. Nie chcę, żeby sprawcy mieli przyzwolenie na swoje zachowania i żeby im przyklaskiwano” – dodaje dziennikarka na Facebooku.

Słychać poruszenie, rozlegają się okrzyki na wirtualnej sali sądowej: „Karolina Rogaska, jestem z Tobą. Trzymaj się” – słychać głos Renaty Kim z „Newsweeka”, redakcyjnej koleżanki Karoliny. Wstaje Michał Gostkiewicz, piszący do polskiej edycji serwisu Deutsche Welle i „Gazety Wyborczej”: „Karolina, wiesz, że jestem z Tobą. Trzymaj się”. Karolina Oponowicz, redaktorka, pisarka i autorka podcastów: „Jest to przeodważne, co robisz. Szkoda tylko, że w ogóle musisz”. Aleksandra Rutkowska z TVP Info: „Dzięki, że walczysz o prawdę!”.

W wirtualnej sali ze strony publiczności słychać, że Karolina Rogaska przedstawiła koronny dowód, iż Marcin Kącki jest winny nadużycia seksualnego, którego miał się dopuścić – jak niektórzy twierdzą – używając przemocy. „Straszny bełkot przemocowca, który kocha siebie samego” – skomentowała wypowiedzi Kąckiego Aleksandra Łojek, pisarka i korespondentka z Irlandii Północnej Polsat News.

Niektórzy zaczęli się domagać natychmiastowej egzekucji. „Można już dodać tylko jedno – brzmi brutalnie, ale myślę, że słusznie: Kącki, przeproś i spierdalaj” – zaapelowała Rutkowska.

WARIAT, ALE ROMANTYCZNY

Publiczność ze sprawą Kącki – Rogaska zaczęła się zapoznawać od czegoś w rodzaju autodonosu Marcina Kąckiego. Opublikowała go „Gazeta Wyborcza” w serwisie Wyborcza.pl 5 stycznia 2024 roku, czyli dokładnie trzy tygodnie po tym, jak jego autor próbował umówić się przez telefon z Karoliną Rogaską na spotkanie. Tytuł brzmiał „Moje dziennikarstwo – alkohol, nieudane terapie, kobiety źle kochane, zaniedbane córki i strach przed świtem”.

Kącki przyznał się do alkoholizmu i złego traktowania kobiet. Opisał, jak np. wdrapywał się po balkonach do koleżanki, która przerażona ukrywała się przed nim w łazience. W książce „Bez znieczulenia” wyjaśnił, że po ukazaniu się jego tekstu na Wyborcza.pl dostał od niej SMS: „Hahaha!!! Wyszło, jakbyś się do mnie zakradał i laski cię rozerwą, bo teraz zakradanie jest zakazane, no, ale chociaż dobrze się czyta. Wpadnij kiedyś wariacie na ten bimber od mojego ojca. PS. Zostawiam otwarty balkon”.

– Moja ówczesna dziewczyna miała pretensje, a mieszkaliśmy tam razem i wracałem do swojego domu, tyle, że przez dach albo przez okno, bo miałem 25 lat i w głowie różne zwariowane pomysły – tłumaczy Kącki. – I to był powód jej nerwów: troska o moje bezpieczeństwo. Karina, bohaterka tej sceny, chciała nawet to sprostować publicznie, ale prosiłem ją, by niczego nie ogłaszała, bo zniszczy mi puentę książki.

Jednak to już nikogo nie zainteresowało, bo czytelnikom zapadł w pamięć styl jego specyficznego donosu na siebie. Pozował w nim na romantycznego wariata, który nie stroni od ryzykownych zachowań, bo psychikę zryła mu śmierć brata, praca dziennikarza śledczego i reportera ujawniającego pedofilów, faszystów czy pracę za seks w partii Samoobrona.

Wspomina w tekście na Wyborcza.pl, jak po latach próbuje rozmawiać z kobietami, które mogły mieć do niego pretensje, bo, jak pisze: „pytałem, jaki byłem, co zrobiłem, komu mogłem wyrządzić krzywdę”. Opisuje, że zadzwonił do jednej z kobiet, ale nie podaje jej nazwiska. „Powiedziała, co wtedy zrobiłem, że była zdziwiona, bo przecież znała mnie też z książek, w których ścigałem ludzkie bestie, że tak, siedzi w niej to, nazwała moje zachowanie przekroczeniem i powiedziała, że mam pamiętać, że nie znaczy nie”. Jak się później okaże, Kącki tak opisał swoją rozmowę telefoniczną z Karoliną Rogaską. Nie napisał, jakich „przekroczeń” miał się dopuścić wobec niej. Nie zaprzecza, że zachował się źle. Przeciwnie, w następnym akapicie pisze, że „to, co ona nazwała przekroczeniem, to mogłem po tych latach, wszystkich terapiach, lekturach, miłości szczęśliwej nazwać nawet mocniej, upokorzeniem”.

Kierownictwo redakcji „GW” jest zachwycone. „Artykuł ma tylko jedną wadę – powinien być książką. Dawałabym ją w prezencie wszystkim kolegom i koleżankom” – pisze Aleksandra Sobczak, zastępczyni naczelnego. Mariusz Szczygieł, prezes Fundacji Instytut Reportażu, pisze: „Należy docenić, gdy ktoś rozbiera się do naga z pożytkiem dla innych. Ten tekst to prezent dla wielu ludzi w podobnej sytuacji. Może im pomóc coś zrozumieć. Zawsze szanuję takie wyznania, które mogą służyć innym” – napisał Szczygieł w komentarzu.

SKRZYWDZONA ABSOLWENTKA

Karolina Rogaska rozpoznała siebie w tekście Kąckiego, mimo że nie była wymieniona z imienia i nazwiska. W sobotę 6 stycznia 2024 roku, dzień po publikacji, pisze na Facebooku akt oskarżenia: „Marcin, skoro byłeś tak szczery w swoim tekście, dlaczego nie napisałeś wprost, co zrobiłeś mi i innym dziewczynom? Czemu nie napisałeś, że moje wielokrotne NIE potraktowałeś jak niebyłe, czemu nie padło, jak rzuciłeś do mnie, że »teraz odmawiasz, a po 30-stce nie będziesz już tak wybrzydzać i będziesz ruchać się jak popadnie«? Jak za stosowne uznałeś rozebranie się i masturbację mimo mojego ewidentnego przerażenia? Obrzydliwe zachowanie. Obrzydliwe. Przepraszam za dosłowność, ale już nie mam siły na półsłówka” – napisała Rogaska.

„Spowiedź Kąckiego”, jak na początku wiele osób nazywało jego tekst, momentalnie przestaje się podobać. Szefowie „GW” wydają serię oświadczeń. W jednym z nich zastępcy naczelnego Roman Imielski, Aleksandra Sobczak i Bartosz Wieliński komunikują: „Przepraszamy za publikację tekstu Marcina Kąckiego, usuwamy go z sieci. (…) Zdajemy sobie sprawę – niestety po czasie – że ta publikacja wyrządziła krzywdę osobom, które bez własnej woli stały się jej bohaterkami. Jedną z nich jest Karolina Rogaska, która w sobotę zamieściła w tej sprawie obszerny wpis na Facebooku”.

Swoje oświadczenie już 6 stycznia wydaje też Instytut Reportażu. Zaznacza w nim: „Karolina Rogaska jest absolwentką PSR i naszą koleżanką. Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się, że została skrzywdzona przez Marcina Kąckiego. Odsunęliśmy go od pracy ze studentkami i studentami PSR, poinformowaliśmy go o powodach tej decyzji. Wczoraj opublikował na łamach »Gazety Wyborczej« tekst-wyznanie, a dziś swoją odpowiedź na ten tekst na swoim FB zamieściła Karolina Rogaska. Karolino, wspieramy Cię, jesteśmy z Tobą. Wierzymy w to, co mówisz, i szanujemy Twoją odwagę”. Podpisali się m.in. Mariusz Szczygieł i koordynatorka szkoły Aleksandra Pakieła.

Agora i „GW” powołały dwie komisje – jedna bardziej tajna od drugiej. W sierpniu 2024 roku zastępcy naczelnego „GW” opublikowali komunikat, w którym oświadczyli: „Powołana przez Agora S.A. (wydawca »Wyborczej«) komisja zajęła się publicznym oskarżeniem Marcina przez Karolinę Rogaską o nadużycie seksualne. Ustalenia zawarte w raporcie z prac tej komisji, jak i jej rekomendacje, zgodnie z zasadami obowiązującymi w Grupie Kapitałowej Agora, pozostaną poufne, ale nie wpłynęły na nasze decyzje kadrowe”.

Decyzja była taka, że Kącki kończy pracę w „GW”. „Przeprowadziliśmy też szczegółowo drugą procedurę sprawdzającą, wewnątrz redakcji – na wniosek Marcina – dotyczącą okoliczności powstania tekstu. Wyniki prac komisji redakcyjnej zostały przedstawione Marcinowi. Ponieważ w ich przypadku istotnie różnimy się w ich ocenie, uznaliśmy wspólnie, że nasza dalsza współpraca nie jest możliwa. Powodem zakończenia współpracy są wyłącznie kwestie redakcyjne” – zapewnili w oświadczeniu szefowie „GW”.

W facebookowym sądzie akt oskarżenia odczytywała społeczna prokuratura. Według niej Marcin Kącki dopuścił się molestowania, przemocy, a nawet gwałtu. Ofiarami jego przestępstw miały paść nie tylko Karolina Rogaska, ale też inne kobiety. „Ogromne wyrazy szacunku dla Karoliny i innych osób, które zostały skrzywdzone przez Marcina Kąckiego. Nic nie usprawiedliwia przemocowych zachowań” – napisał Jacek Hołub, były dziennikarz „GW”. Natomiast dziennikarka i rysowniczka Małgorzata Halber komentowała, że przykro jej, iż Kącki: „miał depresję, że jest uzależniony, że ma na koncie próby samobójcze (chociaż to w opisie raczej nie brzmi tak do końca, ale OK). Ale jeszcze bardziej mi jest przykro, kiedy pomyślę jednak o wszystkich kobietach i dziewczynach, które Z JEGO POWODU mają depresję”.

Społecznościowa prokuratura zapowiedziała dalsze śledztwa. „Ustaliliśmy, że powstanie szerszy materiał o sprawie i w ogóle o zamiataniu pod dywan molestowania w świecie mediów. Reportaż będzie pisać Renata Kim [koleżanka redakcyjna Rogaskiej z „Newsweeka” – red]. Ale przychodzę z prośbą – jeśli macie jakieś historie z Kąckim, którymi chciałybyście się podzielić, piszcie do mnie, proszę, połączę Was z Renatą” – zaapelowała Rogaska na grupie Instytutu Reportażu na Facebooku. Tekst do tej pory nie powstał, a Kim pytana w 2024 roku przez dziennikarkę „Press”, czy znalazła już inne ofiary, odpisała: „Niestety nie”.

Po odejściu z „GW” Marcin Kącki zamilkł prawie na półtora roku. Znajomi Karoliny Rogaskiej dbali o to, żeby Kącki zupełnie zniknął z przestrzeni publicznej. Magdalena Kicińska, wtedy redaktorka naczelna magazynu „Pismo”, i Szymon Jadczak, dziennikarz Wirtualnej Polski, domagali się nawet od organizatorów festiwalu literackiego w Brześciu Kujawskim, żeby nie zapraszali tam Kąckiego.

SZUKANIE DRÓG NA SKRÓTY

Kącki pisał swoją mowę obrończą. Ukazała się na początku listopada 2025 roku, w formie książki pt. „Bez znieczulenia”. Twierdzi w niej, że pierwszy kontakt z Karoliną Rogaską miał pod koniec 2016 roku. Z jego relacji wynika, że od kolegi dostał do zredagowania tekst Rogaskiej, wówczas studentki Polskiej Szkoły Reportażu, który kilka miesięcy później ukazał się w „Dużym Formacie”, dodatku do „GW”. Pracując nad tekstem, komunikowali się mailowo.

Kącki pierwszy raz miał zobaczyć Rogaską latem 2017 roku na festiwalu literackim Miedzianka, gdzie – jak opisuje – „nieznana mi osobiście pijana dziewczyna siada mi na kolanach na oczach mojej ośmioletniej córki, obłapia mnie i przypomina, że pracuje nad kolejnym tekstem, i przedstawia się jako Karolina Rogaska”.

– Nieznana mi osobiście dziewczyna dobierała się do mnie na oczach dziecka. Tak ją poznałem – potwierdza w rozmowie Kącki.

Chcę zapytać Karolinę Rogaską, jak zapamiętała początek znajomości z Kąckim i czy łączyło ją z nim coś więcej niż relacje zawodowe. Dzwonię kilka razy, nie odpowiada. Wysyłam jej pytania przez Messenger. Brak reakcji, mimo że – jak widzę w aplikacji – zostały u niej wyświetlone.

Kącki zapewnia też, że dalsza jego znajomość z Rogaską wyglądała tak, jak opisał w „Bez znieczulenia”. Opowiadając swoją wersję, sugeruje, że Rogaska chciała pomóc sobie w opublikowaniu kolejnego tekstu. „Kilka dni po festiwalu Rogaska jakby nigdy nic pisze do mnie, co z jej kolejnym tekstem. Przychodzi do redakcji i mówię, że jej zachowanie było żenujące, ale Rogaska jest zdeterminowana, przychodzi do mnie do mieszkania służbowego obok Agory. Po kilku godzinach i butelce wina chcę iść spać, wzywam jej taksówkę, ale ona nie chce wyjść. Taksówka odjeżdża, a ja się kładę. I nie było seksistowskich tekstów, jak pisała później, ale bezradność, że dziewczyna nie chce wyjść z mieszkania. Gdy budzę się w środku nocy, Rogaska nadal jest w mieszkaniu (!), nadal nie chce wyjść, za to wchodzi mi do łóżka. Znika nad ranem i tego samego dnia przysyła mi tekst, na którym tak bardzo jej zależało, ale nigdy na to nie odpowiedziałem” – relacjonuje w swojej książce Kącki. Zachowanie Rogaskiej określa jako „nachalność” i „szukanie dróg na skróty”.

ZAPĘDZENI DO SYPIALNI

Marcin Kącki, opisując te wydarzenia, nie stawia jednak kropki nad „i”, nie informuje jednoznacznie, co się wydarzyło. Gdy pytam go o to, prosi mnie, żebym mu przeczytał fragment jego książki o wizycie Rogaskiej w jego mieszkaniu, po czym sam go odnajduje i czyta zacytowany wyżej fragment.

– Dlaczego nie napisałeś, do czego doszło? – pytam ponownie Marcina Kąckiego.

– Ludzie chcą pornografii? – odpowiada pytaniem.

– Skoro twierdzisz, że nie było żadnej pornografii, mogłeś to jednoznacznie napisać, na przykład, że wyrzuciłeś ją ze swojego łóżka – mówię.

– Nie było żadnych zachowań okołoseksulanych. Nie wyrzuciłem jej z łóżka, bo ona weszła do niego, leżała w nim, a potem zniknęła – odpowiada Kącki.

Wersja Karoliny Rogaskiej o tym, co się wydarzyło, jest zupełnie inna. Rogaska pisze na Facebooku już po ukazaniu się książki Kąckiego: „Po opublikowaniu mojego reportażu o kenijskich biegaczach w prowadzonym przez Kąckiego numerze »Dużego Formatu« (to nie był mój pierwszy tekst tam i nie miałam wpływu na to, w czyim numerze zostanie opublikowany) napisał do mnie z pytaniem, czy szykuję jakieś tematy. Było to w maju, na długo i przed Miedzianką, i przed przekroczeniem moich granic. Zgłosiłam temat o śląskiej nacjonalistce, a Kącki się zachwycił i pisał, że to postać »arcyciekawa«. To on zaprosił mnie do redakcji, by o temacie gadać. I nie, po skrzywdzeniu mnie na początku września wcale nie przestał ze mną konwersować – wymienialiśmy maile aż do listopada. Tekstu ostatecznie nie skończyłam. Marcin chciał, bym coś dozbierała, uzupełniła, ale ja jednocześnie pracowałam etatowo w Wirtualnej Polsce i nie miałam już siły, chęci, przestrzeni. I uprzedzając pytania: a czemu z nim pracowałaś, skoro cię tak skrzywdził? Początkowo wypierałam to, co się wydarzyło” – twierdzi Rogaska, zapewniając, że ma zarchiwizowaną korespondencję z Kąckim z tego okresu, ale jej nie upubliczniła.

***

To tylko fragment tekstu Mariusza Kowalczyka. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.

„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy „Press”: Michał Przedlacki, afera z książką Opolskiej i kto zarabia na AI

Press

Mariusz Kowalczyk

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.