Dział: PUBLIC RELATIONS

Dodano: Luty 11, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Pekao, pożyczając Fratrii pieniądze na zakup Radia Zet, popadnie w kryzys wizerunkowy

"To kolejna sytuacja, w której Pekao wymieniane jest jako bank realizujący cele wskazane przez partię rządzącą" - podkreślają eksperci (fot. materiały prasowe)

Według nieoficjalnych informacji Bank Pekao prowadzi poszukiwania agencji PR. Jednym z zadań ma być stworzenie komunikacji po ogłoszeniu informacji, kto kupi Eurozet. O kredyt w tym banku stara się bowiem Fratria. Według ekspertów, jeśli państwowy bank pomoże w transakcji wydawcy prorządowych mediów, to kryzys wizerunkowy marki Pekao może trwać lata.

Czech Media Invest nabył Eurozet w ub.r. za 73 mln euro, a teraz chce nadawcę Radia Zet sprzedać. Dla Fratrii – z przychodami rocznymi 34 mln zł (dane za 2017 rok) – taka kwota jest poza zasięgiem. Dlatego wydawca "Sieci" i wPolityce.pl po pomoc zwrócił się do państwowego Pekao, od którego miał uzyskać promesę na kredyt w wysokości ok. 51 mln euro. Dla Pekao to obecnie niewygodny temat, gdyż ostatnio na ujawnionych przez "Gazetę Wyborczą" tzw. taśmach Kaczyńskiego wyszło na jaw, że bank miał skredytować budowę wartego 300 mln euro biurowca w Warszawie dla powiązanej z środowiskiem PiS spółki Srebrna.

- To kolejna sytuacja, w której Pekao wymieniane jest jako bank realizujący cele wskazane przez partię rządzącą. Nie jest to dobre dla wizerunku spółki giełdowej, która powinna być postrzegana jako podmiot działający w interesie wszystkich swoich akcjonariuszy, a nie realizujący partykularne interesy jednego z nich – komentuje Krzysztof Tomczyński, partner, account director Alert Media Communication. - Przy obecnej, szczególnie silnej polaryzacji społeczeństwa, tego typu działania mogą doprowadzić do pojawienia się większej grupy osób nawołujących do bojkotu produktów oferowanych nie tylko przez Pekao, ale też przez inne spółki państwowe angażujące się zbyt mocno w realizację projektów wspieranych przez konkretną opcję polityczną - ostrzega Tomczyński. I dodaje, że wychodzenie z takiego kryzysu może potrwać lata.

Według Elżbiety Radzkiej-Ferenc, partnera w agencji Marketing & Communications Consultants, Pekao przyjmie strategię obrony po linii biznesowej. – Argumentacja pewnie będzie taka: Fratria to wprawdzie mały gracz, ale kupuje podmiot potencjalnie przynoszący duże zyski, więc kredyt zostanie spłacony – mówi Radzka-Ferenc. Zaznacza jednak, że taka komunikacja trafi wyłącznie do zwolenników PiS. – Dla opozycji i przeciwników partii rządzącej nie da się stworzyć wystarczająco dobrej argumentacji, bo faktu udzielania kredytu dla Fratrii nie da się racjonalnie obronić – stwierdza.

Udzielenie promesy Fratrii przez Pekao Dariusz Ćwiklak, szef działu biznes w "Newsweek Polska", w swojej publikacji zaliczył do największych absurdów gospodarczych 2018 roku. Mimo to dziennikarze nie wszczęli protestów przeciw możliwemu przejęciu Eurozetu przez firmę kierowaną przez braci Jacka i Michała Karnowskich, należącą do spółki senatora PiS Grzegorza Biereckiego i Apelli SA (dawniej Media SKOK). Na problem, jako jeden z nielicznych, zwrócił uwagę Jarosław Kurski, wicenalczelny "Gazety Wyborczej", który nagrał wideo pt. "Zetko, jesteśmy z Wami". Trzeba jednak pamiętać, że Agora jest jednym z potencjalnych nabywców Eurozetu.

– Przejęcie Zetki przez braci Karnowskich byłoby jak wydanie decyzji o zamordowaniu tego radia. To całkowicie sprzeczne z tym, co głosił Andrzej Woyciechowski. Spotkałoby się z ostrym protestem całego środowiska dziennikarskiego i zespołu Zetki. Ta transakcja wydaje mi się tak absurdalna, że aż niemożliwa – mówi Wojciech Czuchnowski.

– Jeśli zmiana własnościowa odbywa się legalnie, to takie jest prawo rynku. Ale jeżeli braciom Karnowskim się wydaje, że jeżeli zaczną wykorzystywać radio do własnych treści i utrzymają słuchalność, to są w głębokim błędzie – jest przekonany Bogusław Chrabota, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" i prezes Izby Wydawców Prasy.

Biuro prasowe Banku Pekao nie odpowiedziało na pytania "Presserwisu".

Sprawdź, o czym piszemy
w najnowszym numerze

Okładka

(AMS, IKO, KW, 11.02.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

Dział: PUBLIC RELATIONS

Dodano: Luty 11, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Producenci wołowiny gromadzą pieniądze na kampanię, która pomoże wyjść z kryzysu

Kadr z reportażu "Superwizjera" - "Chore bydło kupię" (screen Tvn24.pl)

Producenci zrzeszeni w Radzie Sektora Wołowiny przeprowadzą kampanię informacyjną, która ma zażegnać kryzys wizerunkowy, jaki dotknął polską wołowinę.

Producenci wołowiny od końca stycznia mierzą się z kryzysem wizerunkowym wywołanym ujawnieniem przez reporterów "Superwizjera" TVN 24, że w Polsce do uboju trafiają chore zwierzęta, a ich mięso bez wymaganych badań jest sprzedawane konsumentom.

Polski rynek wołowiny jest uzależniony od popytu z zagranicy, bo na eksport trafia niemal 90 proc. produkcji. Wątpliwości co do jakości polskiego mięsa zaczynają się przekładać na spadek jego sprzedaży.

Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego w oświadczeniu odcina się od pokazanej przez TVN ubojni, zaznaczając, że sytuacja, do której doszło, jest "niechlubnym wyjątkiem", a "winni powinni zostać surowo ukarani". Związek zapewnia, że sytuacja jest analizowana przez Radę Sektora Wołowiny, a jedną z propozycji jest obowiązek instalowania kamer monitorujących linie ubojowe.

- Decyzję o dalszych działaniach komunikacyjnych będziemy podejmować w ramach Rady Sektora Wołowiny, zespołowo – poinformował "Presserwis" Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Rada Sektora Wołowiny złożyła wniosek do Funduszu Promocji Mięsa Wołowego o dofinansowanie na podjęcie działań kryzysowych. - Przeprowadzimy kampanię informującą o tym, że produkujemy bezpieczną, smaczną i wysokiej jakości wołowinę, która do tej pory była naszym hitem eksportowym. Musimy ten kryzys wizerunkowy przetrwać i wyciągnąć z niego wnioski. Mam nadzieję, że branża wyjdzie z niego wzmocniona – mówi Jacek Zarzecki, prezes PZHiPBM. Kampania ma wykraczać poza granice Polski.

Zdaniem Magdaleny Zwolińskiej, partnera Lighthouse Consultants, specjalizującego się w komunikacji kryzysowej, producenci wołowiny powinni zareagować dwutorowo. - Przede wszystkim trzeba jak najszybciej ugasić pożar doraźnymi działaniami, czyli uspokoić konsumentów, zapewniając o bezpieczeństwie produkowanego mięsa i pokazać im plan poprawy sytuacji. Jednocześnie branża powinna podjąć długofalowe i o dużym zasięgu działania mające na celu odczarowanie wizerunku mięsa jako takiego – komentuje Zwolińska.

W mediach wciąż trwa ogólnopolska kampania pod hasłem "Pewne jest jedno. Polskie mięso", którą Związek "Polskie Mięso" rozpoczął w połowie stycznia, czyli na tydzień przed wybuchem afery. Kampania nie została wycofana, ponieważ jak zwraca uwagę w rozmowie z "Presserwisem" prezes Związku "Polskie Mięso" Witold Choiński, ma ona na celu zwiększenie świadomości i wiedzy wśród konsumentów na temat walorów mięsa wieprzowego i drobiowego, nie zaś wołowego. Koszt tej kampanii wyniósł 1,6 mln złotych. Została ona sfinansowana z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego i z Funduszu Promocji Mięsa Drobiowego.

Sprawdź, o czym piszemy
w najnowszym numerze

Okładka

(IKO, 11.02.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.