Wydanie: PRESS 03/2017

Telewizja postarza

Wesley Sneijder, 32-letni piłkarz holenderski i jego żona Yolanthe jako pierwsi na oczach widzów programu „The Story of My Life” przeszli do przyszłości.

90-letni Robert Lewandowski siedzi na fotelu w studiu telewizyjnym i nie może ukryć wzruszenia, kiedy po raz pierwszy widzi swoją 90-letnią żonę Annę. Prowadząca pyta staruszków, gdzie teraz mieszkają, co robią i co im się w życiu udało. Anna przegląda się w lusterku i nie wierzy w to, co widzi. Robert powtarza, że jest piękna i dotyka jej pomarszczonej twarzy. Anna, prowadząca i – jeśli wszystko dobrze pójdzie – tysiące widzów płaczą ze wzruszenia.

Tak mógłby wyglądać pierwszy odcinek polskiej edycji „The Story of My Life”, nowego formatu telewizyjnego stworzonego przez Talpę, holenderską „fabrykę formatów” Johna de Mola, (współ)twórcy m.in. programów „Big Brother”, „The Voice” i wielu innych hitów telewizyjnych pokazywanych na całym globie.

We wrześniu 2016 roku pierwszy trwający 43 minuty odcinek nowego programu wyemitowała holenderska stacja RTL 4. Na 2017 rok zaplanowano emisję kolejnych pięciu części. – Od dawna szukaliśmy pomysłu na talk-show, który byłby formatem i który moglibyśmy sprzedać na międzynarodowym rynku. Taki mamy przecież model biznesowy – tłumaczył we wrześniu 2016 roku de Mol w rozmowie z dziennikarzem programu telewizyjnego „De Wereld Draait Door” („DWDD”). Producent przyznał, że już od dawna zastanawiał się, jak wykorzystać charakteryzatorów, potrafiących całkowicie zmienić czyjś wygląd, do stworzenia nowego show telewizyjnego. – W Stanach są nawet zawody charakteryzatorów, w których postarza się ludzi albo robi z nich rannych w wypadku. To nas bardzo zainteresowało i zaczęliśmy się w Talpie zastanawiać, co z tym możemy zrobić? Jednocześnie powstaje coraz więcej filmów o starszych ludziach i my także pracujemy obecnie nad dwoma programami, w których staruszkowie odgrywają główne role. W pewnym momencie połączyło nam się to w całość – mówił w „DWDD” John de Mol.

Jedną z inspiracji był też filmik „100 Years of Beauty: Aging”, który zrobił furorę na YouTube (ponad 18 mln wyświetleń!). W tym kilkuminutowym nagraniu para 30-latków dzięki pomocy charakteryzatorów przemienia się w starsze wersje samych siebie, co prowadzi do wzruszających rozmów. „The Story of My Life” to pod wieloma względami rozbudowana, dostosowana do wymogów telewizji, sformatowana wersja „100 Years of Beauty: Aging”.

– Dzięki połączeniu osobistych, odważnych, emocjonalnych pytań oraz fantastycznych, realistycznych metamorfoz widzowie zobaczą wrażliwe, intymne, na co dzień nieznane oblicze ulubionych gwiazd – tłumaczy mi Charlotte van Bochove (strategy & PR manager w Talpie) zapytana o to, co ma odróżniać „The Story of My Life” od innych programów.

Poczekalnia w krematorium

Jak to wygląda w praktyce? Holenderską edycję prowadzi Linda de Mol, siostra wspomnianego magnata medialnego i jedna z najpopularniejszych holenderskich prezenterek telewizyjnych. – Jak będziesz wyglądać, jeśli dożyjesz dziewięćdziesiątki? Będziesz nadal ze swoim partnerem? Czy spełniły się twoje marzenia? Kto okazał się prawdziwym przyjacielem? Wszyscy czasem zadajemy sobie takie pytania. W tym programie moi goście otrzymają unikalną szansę przeniesienia się w przyszłość i zobaczą jak w lustrze, dosłownie, co oznacza starzenie się – mówi na początku prowadząca. W czołówce (oczywiście z piosenką „Story of My Life” One Direction) widzimy zdjęcia z albumu rodzinnego, od chwili urodzin po późną starość.

Studio, jak na miejsce intymnych wzruszeń i głębokich rozważań o życiu, sprawia trochę chłodne wrażenie. Utrzymane w białych, szpitalnych barwach, na środku trzy fotele, dla prowadzącej i dwojga gości, na ścianie duży zegar. Jedynie elektryczny kominek w tle wyłamuje się z tego zimnego wystroju, choć i on może wywoływać mieszane uczucia. „Zdaje się, że ten program kręcili w poczekalni krematorium”, podsumował złośliwie Hans Lips, recenzent telewizyjny amsterdamskiego dziennika „Het Parool”.

Gośćmi pilotażowego odcinka byli Wesley Sneijder i jego żona Yolanthe. 32-letni Sneijder to jeden z najlepszych holenderskich piłkarzy minionej dekady, choć najlepsze lata ma już za sobą (kiedyś grał w Realu Madryt i Interze Mediolan, teraz występuje w lidze tureckiej). Piękna Yolanthe to hiszpańsko-holenderska celebrytka, aktorka i prezenterka telewizyjna, choć bez większych dokonań.

Na początku program niewiele różni się od typowego talk-show z gwiazdami. Prowadząca rozmawia z gośćmi o ich związku, dzieciach i karierze. Po kilku minutach Linda de Mol ogłasza, że „przesunie czas o 30 lat” i zaprasza uczestników do charakteryzatorni. Przez kilka godzin eksperci od make-upu pracują nad postarzeniem obojga o trzy dekady. Odbywa się to w osobnych pomieszczeniach, tak by się nawzajem nie widzieli. Zmieniają też stroje na bardziej pasujące do ich nowego wieku. Po przerwie na reklamy Yolanthe i Wesley wracają do studia i siadają na odwróconych do siebie tyłem fotelach, które powoli się obracają, aż w końcu 62-letni Wesley i 61-letnia Yolanthe widzą się ponownie. Pierwsza reakcja: wybuch śmiechu. – Facet, wyglądasz jak osiemdziesięciolatek – mówi Yolanthe. Wesley ma mniej problemów z postarzałą żoną. – Superpiękna – mówi wpatrzony w małżonkę. Ta jednak nadal nie może się pozbierać, powtarza „straszne, straszne” i dotyka twarzy męża. – Nie, musimy iść razem do chirurga plastycznego – żartuje. Prowadząca próbuje ratować sytuację, mówiąc, że Wesley wcale nie wygląda tak staro. Piłkarz nadal komplementuje żonę, podkreślając, że mimo charakteryzacji wciąż widzi „dawną Yolanthe”. – Bo ja ci się zawsze podobam – odpowiada żona.

Następnie Linda de Mol pozwala Yolanthe jako pierwszej spojrzeć w lustro. – O nie, wyglądam jeszcze gorzej niż ty! – mówi. – Jakbym miała jakiś wypadek – dodaje. Po chwili się uspokaja, bo zauważa, że ma stosunkowo niewiele zmarszczek („jakbym miała botoks”). Kiedy Wesley spogląda w lustro, na moment zamyśla się. – Jakbym widział swego dziadka – odzywa się w końcu. Cała ta rozmowa prowadzona jest w wesołej, żartobliwej atmosferze, choć widać, że oboje są pod wrażeniem tego, co zrobili z nimi charakteryzatorzy. Dla widza może to być zaskakujące, gdyż pomijając trochę dodatkowych zmarszczek i zmieniony kolor skóry, na pierwszy rzut oka tak bardzo się nie różnią od siebie młodszych o 30 lat.

Starość nie radość

Realizatorzy pokazują następnie małe drzewo genealogiczne obojga uczestników, ze zdjęciami rodziców i dziadków. Prowadząca informuje widzów, że charakteryzatorzy w swej pracy kierowali się m.in. zdjęciami przodków. Linda de Mol przez chwilę rozmawia z nimi o tym, do kogo są podobni. Następnie pyta Yolanthe, czy planuje się poddać jakiejś operacji plastycznej. – Może coś z tym podbródkiem – brzmi odpowiedź. Dalsza część rozmowy nie dotyczy już wyglądu, ale innych aspektów życia. Prowadząca pyta, gdzie – według nich – będą mieszkać za 30 lat i czy nadal będą pracować. Próbuje się też dowiedzieć, skąd mają pewność, że w ogóle będą ze sobą za 30 lat („co trzecie małżeństwo kończy się przecież rozwodem”). Następnie męczy ich pytaniami o ewentualną zdradę i to, ile razy tygodniowo będą w tym wieku uprawiać seks. Pyta też, czy wzięliby do domu starzejących się i schorowanych rodziców oraz czy lepiej dożyć w zdrowiu 75 lat czy 90 lat, ale w chorobie.

Po ok. 23 minutach goście ponownie idą do charakteryzatorów – teraz postarzeją się jeszcze bardziej i wrócą jako dziewięćdziesięciolatkowie. Ponownie zmieniają się stroje, na mocno „dziadkowe”. Po przerwie znów siadają na ruchomych fotelach i widzą siebie po raz pierwszy jako staruszkowie. Reakcja jest zupełnie inna niż za pierwszym razem. Zamiast śmiechów i żartów, wzruszenie, milczenie i płacz. Wesley wstaje i obejmuje płaczącą żonę, która nie jest w stanie nic powiedzieć. – To jest bardzo trudne. Pierwsze, co pomyślałem, to to, że być może nigdy nie zobaczę jej w tym wieku – mówi Wesley. Tym razem to on jako pierwszy ogląda się w lustrze. – Wow, to jest tak dobrze zrobione – dodaje i ponownie podają sobie ręce. Yolanthe ciągle walczy ze łzami, prowadząca też się wzrusza. Kiedy już się uspokajają, Linda de Mol wraca do rozmowy. Pyta o rolę religii w życiu (oboje są katolikami i codziennie się modlą), życie pośmiertne i strach przed śmiercią. Yolanthe przy okazji opowiada o Hiobie i dzieli się ciekawym spostrzeżeniem. – Dla naszych rodziców oglądanie nas teraz musi być bardzo dziwne, bo oni nas jako dziewięćdziesięciolatków w prawdziwym życiu na pewno nie zobaczą – zauważa.

Postarzanie uczestników ma być w „The Story of My Life” jedynie pretekstem do głębszych rozmów o życiu, śmierci czy miłości, choć, jak pokazuje pierwszy odcinek, gości mocno zajmuje także samo omawianie nowego/starego wyglądu. Według Hansa Beerekampa, recenzenta telewizyjnego wpływowego dziennika „NRC Handelsblad”, to znak naszych czasów i być może zdecyduje o komercyjnym sukcesie programu. „Z tego eksperymentu i rozmowy całej trójki przebija nadmierne zainteresowanie wyglądem. W przypadku ludzi zawodowo występujących w telewizji jest to zrozumiałe, ale piłkarz powinien się chyba mniej przejmować tym, że będzie miał przebarwienia od słońca. (…) Dla wielu widzów ta obsesja na punkcie wyglądu jest czymś, co znają i z własnego życia. Zdaje się, że jest tak na całym świecie, więc rzeczywiście: to jest mocny format”, napisał w „NRC Handelsblad” Beerekamp.

Press

Staruszkowie ruszą w świat?

De Mol miał nadzieję, że pierwszy odcinek, wyemitowany w poniedziałek 5 września 2016 roku przez telewizję RTL 4, zobaczy co najmniej 1,5 mln widzów. Celu nie udało się osiągnąć i widownia wyniosła jedynie 1,1 mln. Być może wynikało to z nagłej decyzji o przyspieszeniu emisji. Początkowo planowano pokazać wszystkich sześć części dopiero w 2017 roku. Ponieważ jednak Wesley i Yolanthe zdradzili w programie kilka osobistych sekretów (najpewniej chodziło o plany adopcyjne pary), RTL 4 w porozumieniu z Johnem de Molem uznała, że takie celebryckie newsy nie powinny miesiącami leżeć na półce i premierowe „The Story of My Life” holenderscy widzowie zobaczyli już w ub.r.

John de Mol był też optymistą, jeśli chodzi o ewentualny międzynarodowy sukces „The Story of My Life”. – Zanim jeszcze wyemitowaliśmy pierwszy odcinek, zrobiliśmy około 6-minutowy filmik promocyjny z napisami w różnych językach. Dzięki temu już sprzedaliśmy ten format do bodajże sześciu czy siedmiu krajów – mówił we wrześniu 2016 roku w „DWDD”. – Myślę, że sprzedamy ten format do większej liczby krajów niż „The Voice”, bo „The Voice” to jest jednak dużo droższy program – dodał. Kiedy jednak pod koniec stycznia zapytałem Charlotte van Bochove, strategy & PR manager w Talpie, o zainteresowanie zagranicznych telewizji „The Story of My Life”, okazało się, że format kupiły nadal telewizje tylko z sześciu państw. Oprócz Holandii są to Niemcy, Rosja, Finlandia, Bułgaria i Brazylia.

Być może „The Story…” zobaczą również polscy widzowie. – Od czasu prezentacji formatu na targach MIPCOM [telewizyjne targi w Cannes, październik 2016 – przyp. Ł.K.] zainteresowanie formatem wykazało kilka polskich podmiotów i mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli ogłosić, że powstanie również lokalna, polska wersja – stwierdza van Bochove.

Program ma szanse, by wzbudzić emocje i zainteresowanie, i tylko jedną istotną wadę. W czasach kultu młodości przypomina, jak szybko się ona kończy.

Łukasz Koterba

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo