Zakrwawiona koszula Maduro. Media przegrywają z zalewem treści generowanych przez AI
Kiedy świat obiegła wiadomość, że USA przeprowadziły błyskawiczną operację wojskową w Wenezueli, w wyniku której pojmano prezydenta Nicolása Maduro i jego żonę, nawet renomowane media opublikowały treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję: zdjęcie Maduro w poplamionej krwią koszuli (screen: faktencheck.afp.com)
Media przegrywają z zalewem treści generowanych przez sztuczną inteligencję.
Główne wydanie wiadomości w drugim programie niemieckiej telewizji publicznej ZDF śledzi w niedziele zwykle około 3,5 mln widzów. Tak też było w wieczór 15 lutego br. Jednym z tematów dnia były naloty służb imigracyjnych ICE w Stanach Zjednoczonych. Prezenterka „Heute Journal” stwierdziła w zapowiedzi, że w sieci krąży wiele filmów o akcjach oddziałów ICE Donalda Trumpa. „Nie wszystkie są prawdziwe, ale wiele z nich jest. A przemoc, z jaką często działają służby deportacyjne, i widoczna samowola na pewno osiągnęły już jedno: panuje atmosfera strachu, która nie oszczędza nawet dzieci” – mówiła.
Potem ZDF pokazał materiał swojej nowojorskiej korespondentki. „Prowadzą pojmanych rodziców na oczach ich dzieci” – relacjonowała Nicola Albrecht. Na ekranie widać, jak dwóch agentów ICE prowadzi zrozpaczoną kobietę, przytrzymując jej z tyłu ręce. Dwójka małych dzieci wokół matki próbuje zapobiec deportacji. Widoczny na nagraniu znak wodny – logo „Sora” – wskazuje na pochodzenie materiału. Wykreował go generator wideo oparty na sztucznej inteligencji (AI), należący do firmy OpenAI – twórcy ChatGPT.
Potem w korespondencji z USA pojawia się jeszcze inna scena. Widać na niej, jak szeryf wyprowadza chłopca. Nie jest to akcja ICE, ale nie jest to też scena wygenerowana przez AI, lecz materiał z 2022 roku dotyczący dziesięciolatka, który groził rzezią w szkole.
PÓŹNE SPROTSTOWANIE
To, co w ZDF wydarzyło się później, dolało tylko oliwy do ognia. Kiedy widzowie i zaalarmowani dziennikarze wskazali na manipulację, telewizja odpowiedziała, że zdjęcia wygenerowane przez sztuczną inteligencję w reportażu „powinny były zostać oznaczone”.
„Z przyczyn technicznych oznaczenie to nie zostało przeniesione podczas przegrywania materiału. Redakcja skorygowała ten błąd i odpowiednio dostosowała wideo” – oświadczył rzecznik prasowy ZDF na zapytanie branżowego serwisu „Übermedien”. Pominął to, że zdjęcia oznaczone już były (tyle że nie przez ZDF, tylko Sorę), a w materiale nowojorskiej korespondentki nie miały prawa się znaleźć. Nie mówiła ona bowiem: „Oto, jak wyglądają nieprawdziwe ujęcia”, tylko twierdziła, że nagranie pokazuje rzeczywistość. Sceny wygenerowane przez sztuczną inteligencję miały służyć jako dowód brutalnych działań ICE.
(fot. www.faktencheck.afp.com, YouTube, screen: magazyn „Press”, nr 05-06/2026)
ZDF pokazał materiał swojej nowojorskiej korespondentki. „Prowadzą pojmanych rodziców na oczach ich dzieci” – relacjonowała Nicola Albrecht. Widoczny na nagraniu znak wodny – logo „Sora” – wskazuje, że wykreował je generator wideo oparty na AI. Potem pojawia się inna scena: szeryf wyprowadza chłopca. Nie jest to akcja ICE, ale nie jest to też scena wygenerowana przez AI, lecz materiał z 2022 roku dotyczący dziesięciolatka, który groził rzezią w szkole. O sprawie donosił m.in. „Bild”.
Obserwatorzy zwracają uwagę, że nie tylko sam materiał był pogwałceniem standardów dziennikarskich, ale i cały proces prostowania ich.
Najpierw ZDF usunął odcinek „Heute Journal” ze swoich platform, a potem opublikował go ponownie, ale już bez relacji z USA. W poprawionym miejscu widnieje napis: „Wideo zostało skrócone ze względów redakcyjnych”. Z kolei na stronie ZDFheute.de, w zakładce poświęconej korektom, podano początkowo, że wygenerowane przez AI zdjęcia nie zostały oznaczone, co potem odpowiednio poprawiono – zgodnie z wytycznymi dotyczącymi sztucznej inteligencji.
Telewizja potrzebowała dwóch dni, zanim na antenie w wieczornym wydaniu „Heute Journal” szefowa aktualności Anne Gellinek przeprosiła za błędy. „Ten materiał nie spełnia naszych standardów i nie powinien był zostać wyemitowany w tej formie” – powiedziała Gellinek. Mówiła o „profesjonalnych błędach”. „Wykorzystanie wygenerowanych przez AI zdjęć i wideo pokazujących ludzi, wydarzenia i polityczny kontekst jest niemożliwe w przypadku wiadomości. Wyjątek: w relacji chodzi wyraźnie o fejki AI” – głosiło wyemitowane sprostowanie. A ponieważ w kontrowersyjnej korespondencji z 15 lutego tak nie było, „nie wystarczyłoby także stosowne oznaczenie”. Gellinek mówiła o „podwójnym błędzie”, który jest tym bardziej bolesny, bo „my w ZDF inwestujemy dużo siły, by dostarczać Państwu sprawdzone informacje”.
PROCEDURY ZAWIODŁY
Dla dziennikarzy pracujących w niemieckich mediach publicznych, a szczególnie w telewizji, niewytłumaczalne jest, jak ZDF mogła wyemitować materiał w tak oczywisty sposób wygenerowany przez AI. W procesie produkcji i odbioru materiałów przed emisją uczestniczy przecież wiele osób i żadna nie zauważyła znaku wodnego Sora AI?
„W pierwszym etapie za wybór i sprawdzenie materiałów zdjęciowych odpowiada sam autor. Po przekazaniu gotowej korespondencji do redakcji w drugim etapie sprawdza ją odpowiedzialny redaktor, po czym zatwierdza do emisji. W tym przypadku przewidziane procedury kontrolne nie zostały konsekwentnie zastosowane” – odpowiada na moje pytanie dział prasowy ZDF w Moguncji.
Po skandalu telewizja odwołała z Nowego Jorku swoją korespondentkę Nicolę Albrecht. „Szkody, jakie powstały w wyniku nieprzestrzegania zasad dziennikarskich, są ogromne” – podkreśliła redaktor naczelna ZDF Bettina Schausten, cytowana w komunikacie prasowym. „W gruncie rzeczy chodzi o wiarygodność naszych materiałów”.
Miesiąc po skandalu redakcja naczelna ZDF poinformowała o pięciopunktowym katalogu działań, jaki opracowała w związku z incydentem. Mówi on o systematycznym i trwałym poszerzaniu wiedzy na temat sztucznej inteligencji, rozwoju kompetencji w zakresie weryfikacji materiałów zdjęciowych w redakcjach. Obce materiały będą emitowane wyłącznie po sprawdzeniu ich źródła. Procesy odbioru materiałów mają być dostosowane do czasów wyzwań związanych z cyfryzacją oraz wzmacniana będzie kultura, w ramach której błędy będą transparentnie nazywane, konsekwentnie rozpracowywane i korygowane.
Wszystko to ma być wprowadzone podczas obowiązkowych szkoleń dla redakcji.
OGROMNE ZADANIE
A te są bardzo potrzebne. I to nie tylko w ZDF, bo wraz z rozwojem AI pracownikom mediów coraz trudniej jest ocenić, czy materiał jest prawdziwy. – Potrzebujemy szkoleń, i to na różnych płaszczyznach – uważa David Schraven, twórca kolektywu śledczego Correctiv. W 2017 roku Correctiv – jako pierwsza organizacja dziennikarska w Niemczech – utworzył własną, wyspecjalizowaną redakcję zajmującą się weryfikacją faktów. Obecnie pracuje w niej kilkanaście osób.
W Faktenforum Correctiv stworzył własną i niezależną od wielkich firm technologicznych infrastrukturę, za pomocą której szkoli ludzi i przygotowuje ich do szkolenia następnych. Forum skupia już 2,5 tys. osób. – Na poziomie profesjonalnym trzeba się nieustannie rozwijać. To oznacza, że trzeba mieć wysoko wykwalifikowanych ludzi, którzy stale się uczą i szkolą innych. To jest ogromne zadanie naszych czasów – stwierdza Schraven.
(fot. www.spiegel.de, screen: magazyn „Press”, nr 05-06/2026)
W marcu br. do niemieckiej agencji Picture Alliance trafiły zmanipulowane zdjęcia dotyczące wojny z Iranem. Przedstawiały m.in. irański lotniskowiec.
Szczególnie że redakcje przegrywają z zalewem treści generowanych przez AI.
ZAKRWAWIONA KOSZULA
Można było przekonać się o tym na początku stycznia, kiedy świat obiegła wiadomość, że USA przeprowadziły błyskawiczną operację wojskową w Wenezueli, w wyniku której pojmano prezydenta Nicolása Maduro i jego żonę.
Nawet renomowane media opublikowały wtedy treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Gazety niemieckiej grupy medialnej Funke (m.in. „Berliner Morgenpost”, „Hamburger Abendblatt”, „Westfalenpost”, „Thüringer Allgemeine”) zamieściły w swoich wydaniach internetowych (a niektóre następnego dnia w drukowanych) zdjęcie Maduro w poplamionej krwią koszuli. Jak się później okazało – sprawdziła to agencja informacyjna AFP – obraz był wytworem AI.
Redakcje grupy Funke otrzymały to zdjęcie od hamburskiej agencji DDP – należącej do Action Press – jednej z największych agencji fotograficznych na świecie. W rozmowie z serwisem „Übermedien” szef DDP Ulli Michel opisał sytuację, w której pojawiają się pilne informacje z ostatniej chwili i trzeba działać szybko. Wiadomość o akcji Amerykanów w Caracas nadeszła niespodziewanie w weekend, zdjęcia musiały szybko trafić do klientów. Renomowana nowojorska agencja fotograficzna Polaris, z którą DDP i Action Press współpracują od dziesięcioleci, miała w swojej ofercie materiały z zatrzymania Maduro. Redakcja DDP sprawdziła zdjęcia – nie zostały one więc automatycznie przejęte od partnerskiej agencji. Nie zauważono żadnych problemów, więc zaoferowano je klientom za pośrednictwem własnego serwisu.
Pojawiło się w nim jeszcze inne zdjęcie z zatrzymania wenezuelskiego dyktatora – w białej koszuli i marynarce prowadzonego przez czterech funkcjonariuszy Agencji ds. Walki z Narkotykami (DEA). W tle samolot. Źródło w prawym dolnym rogu zdradzało, że zdjęcie pochodzi z DDP/Polaris.
Agencja prasowa AFP przeanalizowała obydwa zdjęcia za pomocą narzędzi do wykrywania AI i prześledziła historię obrazu w wyszukiwarce Google. W przypadku zdjęcia z funkcjonariuszami DEA okazało się, że motyw został wygenerowany przez sztuczną inteligencję Google. W przypadku zakrwawionej koszuli narzędzie InVID WeVerify wskazało na AI z prawdopodobieństwem 84 proc. Ponadto dziennikarze AFP poddali zdjęcia dokładnym oględzinom i zauważyli kilka nieścisłości. Okazało się np. że blizna na czole Maduro jest bardziej widoczna niż w rzeczywistości, a u jednego z żołnierzy prawie nie widać małego palca u ręki.
Po doniesieniach AFP dzienniki grupy Funke szybko zamieściły sprostowanie, opisały sprawę i zadeklarowały, że do wyjaśnień zrezygnują z publikacji materiałów fotograficznych DDP.
NIELOGICZNE CIENIE
Na kolejny poważny incydent nie trzeba było długo czekać.
W marcu br. do niemieckiej agencji Picture Alliance, która współpracuje z ponad 350 agencjami fotograficznymi na całym świecie, trafiły zmanipulowane zdjęcia dotyczące wojny z Iranem. Pochodziły z agencji SalamPix, która dostarczyła materiał francuskiej Abaca Press. Stamtąd zdjęcia trafiły do portfolio niemieckich agencji. W swoich serwisach i wydaniach drukowanych wykorzystało je potem wiele niemieckich mediów (m.in. „Der Spiegel”, „Die Zeit”, „Süddeutsche Zeitung”, WDR, „Stern”, Deutschlandfunk, Deutsche Welle, „Die Welt”).
W Niemczech podejrzenia, że są jakieś nieprawidłowości, pojawiły się najpierw w „Spieglu”. Zdjęcia przedstawiały m.in. irański lotniskowiec z lotu ptaka, eksplozję w Teheranie oraz nowego najwyższego przywódcę Modżtabę Chameneiego u boku swojego ojca Alego Chameneiego. W przypadku zdjęcia irańskiego lotniskowca przy silnym powiększeniu widoczne były nieprawidłowości, takie jak nielogiczne cienie śmigieł przerwane przez białą linię na lotniskowcu.
Inne zdjęcie przedstawiające wybuch w stolicy Iranu, Teheranie, zostało co najmniej zmodyfikowane za pomocą sztucznej inteligencji. W ukrytych informacjach o zdjęciu znaleziono ślady wskazujące na użycie narzędzia AI Flux 2 – donosił „Der Spiegel”. Wygenerowane przez sztuczną inteligencję zostało także z dużym prawdopodobieństwem zdjęcie Alego Chameneiego i jego syna. Podobnie zdjęcie budynku ambasady w Nigrze.
Pierwsze podejrzenia, że SalamPix ma w ofercie zmanipulowane zdjęcia, nadeszły z Holandii. Alarm wszczęły tamtejsza agencja prasowa ANP i holenderska telewizja RTL. Potem w Niemczech sprawę zbadał „Der Spiegel”, prosząc o pomoc bawarski start-up Neuramancer, specjalizujący się w kryminalistyce multimedialnej.
DETEKTYWI AI
– W ostatnim czasie takich zapytań przybywa – mówi Anika Gruner z Neuramancer. Start-up założyła w 2024 roku z Anatolem Maierem – programistą i badaczem, jednym z nielicznych w Niemczech specjalistów od kryminalistyki multimedialnej. Na tym rynku firma chce być – jak mówi Gruner – „europejską marką zaufania”, a klientami mają być media, agencje fotograficzne, ale i branża ubezpieczeniowa. – Stworzyliśmy kompleksowe oprogramowanie do analizy mediów, możemy badać zdjęcia i filmy pod kątem autentyczności, manipulacji oraz śladów stosowania sztucznej inteligencji – wyjaśnia Gruner. Firma specjalizuje się w trudnych przypadkach, na przykład silnie skompresowanych materiałach pochodzących z nieznanych źródeł.
Analizy zdjęć są możliwe w 20 sekund, badanie wideo jest w fazie testów beta, a zespół pracuje już nad narzędziami do analizy materiałów audio. – Technologia bazuje na opracowanej przez nas samodzielnie sztucznej inteligencji, którą szkolimy własnymi danymi. Nie jesteśmy zależni od żadnych big techów – podkreśla Anika Gruner. Integrując interfejs Neuramancer ze swoimi systemami redakcyjnymi, media mogą zeskanować setki tysięcy zdjęć pod kątem podejrzenia o manipulacje AI albo mogą przesłać podejrzane zdjęcia do ekspertyzy do firmy. Raport wskaże, gdzie znaleziono ślady manipulacji – z udziałem lub bez udziału sztucznej inteligencji. – Osiągamy wysoką niezawodność detekcji, ale nadal mamy ok. 2 proc. analiz, których nie jesteśmy w stanie przeprowadzić albo gdzie występują błędy. Nie chodzi o całkowitą perfekcję, ale o to, by umieć wyjaśnić błędy, gdy się pojawią – przyznaje Gruner. Technologia start-upu bazuje na tzw. szumach obrazu, czyli zmianach jasności lub koloru pikseli. – Im bardziej obraz był przetwarzany, tym trudniej jest rozpoznać jeszcze wzorce. Zdarza się, że nie mamy jednoznacznego wyniku, ale możemy stwierdzić, że w przypadku danego zdjęcia wiele się wydarzyło i nie jest to oryginalne zdjęcie – tłumaczy.
W Europie rynek detektorów AI jest jeszcze niewielki, bo instytucji, które prowadzą w tej dziedzinie badania, jest mało, a większość firm w tej dziedzinie to start-upy. Potrzeby są jednak duże. – Ryzyko manipulacji lub generowania całości materiałów przez sztuczną inteligencję jest wszechobecne i szybko rośnie. Potrzebujemy automatyzacji, żeby móc opanować ten problem – twierdzi szefowa Neuramancer. Przyznaje jednak, że redakcje, które szkoli, nie mają zabudżetowanych środków na detekcję AI. – A tymczasem walutą jest zaufanie czytelników i użytkowników – mówi.
Podkreśla to także David Schraven z Correctiv. Jego kolektyw szkoli nie tylko twórców mediów, ale i ich odbiorców. Mówi, że jeżeli nie będziemy się bronić przed dezinformacją, to zginiemy. W ubiegłym roku Correctiv zorganizował 600 imprez. Dotyczyły m.in. dezinformacji, manipulacji i fejków. Uczestniczyli w nich różni ludzie. – Cały przekrój społeczny. Robimy warsztaty dla każdego – mówi Schraven. Często słyszy na nich, że ludzie nie mają już zaufania do mediów. To jeszcze bardziej motywuje go do działania.
Bo zmanipulowanych materiałów w sieci będzie przybywać.
Autorka jest dziennikarką Deutsche Welle w Bonn
***
Ten tekst Katarzyny Domagały-Pereiry pochodzi z najnowszego numeru magazynu „Press”. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": rozmowa z Pawłem Płuską, Newsmax w Polsce i prawnik "Gazety Wyborczej"
Katarzyna Domagała-Pereira











