Andrzej Poczobut wreszcie na wolności
Wczoraj o godz. 13.12 premier Donald Tusk poinformował na platformie X: "Andrzej Poczobut wolny!" (fot. KPRM)
Po 1860 dniach spędzonych w białoruskich łagrach Andrzej Poczobut, wieloletni korespondent m.in. "Gazety Wyborczej" na Białorusi, odzyskał wczoraj wolność. Jest wychudzony i wymęczony, jednak po przekroczeniu granicy od razu pytał, czy będzie mógł wrócić na Białoruś.
– Nie wiem, w jakim dokładnie stanie jest zdrowie fizyczne Andrzeja, bo lekarze go dopiero badają, ale jest w dobrej formie psychicznej – mówił we wtorek po południu "Presserwisowi" Bartosz Wieliński, zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", który towarzyszył Poczobutowi w drodze z polsko-białoruskiej granicy do Warszawy.
Wczoraj o godz. 13.12 premier Donald Tusk poinformował na platformie X: "Andrzej Poczobut wolny! Witaj w polskim domu, Przyjacielu". Tusk zamieścił też zdjęcia z granicy, na których widać wychudzonego Andrzeja Poczobuta.
Dziennikarz przeszedł wstępne badania lekarskie na terenie placówki granicznej w Białowieży. "Ściągnął koszulę i zobaczyłem człowieka, który wygląda jakby wyszedł z obozu koncentracyjnego, jakby ze zdjęcia z lat 40. Stanął mi przed oczami całkowicie wychudzony. Stan jest po prostu koszmarny" – mówił Bartosz Wieliński.
– Rozmawiałem z Andrzejem przez internet – mówi "Presserwisowi" Roman Imielski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "GW". – Na ekranie zobaczyłem połowę wcześniejszego Andrzeja, ale w rozmowie jest taki sam, jak dawniej, dużo żartuje – dodaje Imielski.
Droga Andrzeja Poczobuta z kolonii karnej w Nowopołocku do Polski zaczęła się we wtorek o trzeciej nad ranem. "Powiedzieli, że mnie przenoszą. Pomyślałem, że pojadę do ciężkiego więzienia w Mohylewie. Nawet się ucieszyłem, bo tam lepsze warunki niż w Nowopołocku. Ale zdziwiło mnie, że kazali zabrać rzeczy. Gdy kagiebiści powiedzieli, że wyjeżdżam do Polski, odmówiłem. Kazałem zagwarantować, że będę mógł wrócić. Ściągnęli urzędnika administracji prezydenckiej, zadzwonili do polskiego chargé-d’affaires. Zapytałem, czy będę mógł wrócić na Białoruś. Potwierdził. Potwierdzili też białoruscy urzędnicy" – relacjonuje opowieść Bartosz Wieliński na Wyborcza.pl. Andrzej Poczobut polsko-białoruską granicę przekroczył przed godz. 13 na nieczynnym przejściu granicznym Białowieża-Piererow.
Doszło do tego po długich i skomplikowanych negocjacjach, w których udział brały służby specjalne i dyplomaci. Wczoraj białoruska agencja BELTA pisała, że negocjacje rozpoczęły się już we wrześniu 2025 roku. Na polecenie Aleksandra Łukaszenki kontrolę nad nimi po stronie białoruskiej przejęło KGB. Miały się odbywać tajne rozmowy między stroną białoruską a polską Agencją Wywiadu, w które potem zaangażowały się służby specjalne innych krajów (Rosji, Kazachstanu, Rumunii i Mołdawii). W uwolnienie Andrzeja Poczobuta zaangażowany był też specjalny wysłannik prezydenta Stanów Zjednoczonych ds. Białorusi John Coale. W efekcie doszło do wymiany więźniów. Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski podczas konferencji prasowej poinformował, że w zamian za Andrzeja Poczobuta Polska wydała "rosyjskiego historyka, który był w trakcie tranzytu do Ukrainy". Chodzi o Aleksandra Butiagina, aresztowanego w zeszłym roku w Polsce. Władze Ukrainy oskarżają go o prowadzenie nielegalnych wykopalisk i kradzież zabytków archeologicznych na okupowanym przez Rosję Krymie.
Andrzej Poczobut z granicy do Warszawy jechał minibusem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Podczas podróży zaczął opowiadać Bartoszowi Wielińskiemu o swoim pobycie w białoruskich aresztach i koloniach karnych. "Ciężko się pisze, bo Andrzej ciągle opowiada. O tym, jak przewieziono go do łagru w Nowopołocku i zaraz po wejściu słyszał krzyki katowanego więźnia. Obozowy kapo kazał nowoprzybyłym krzyczeć, by zagłuszyć wycie bitego. Poczobut jako jedyny nie krzyczał. Od wicenaczelnika więzienia usłyszał: »Poczobut, nam nie chodzi o to, byś był martwy, tylko byś był żywy«. Ale o jego zdrowie nie dbali" – relacjonował Wieliński. "Dwa lata żyłem przy otwartym oknie. Zima, lato. A w szizo, czyli w karcerze, nie miałem niczego. Spałem na deskach" – opowiadał Poczobut. Wspominał też, jak w 2021 roku posadzono go w części więzienia przeznaczonej dla skazanych na śmierć. "Myśleli, że mnie zastraszą, złamią, a ja się nie dałem" – mówił Poczobut do Wielińskiego.
Andrzej Poczobut w Warszawie został zawieziony do szpitala, gdzie lekarze rozpoczęli badania stanu jego zdrowia. - Andrzej mówi, że chce wrócić na Białoruś, znów pracować jako korespondent – relacjonuje Roman Imielski.
– Od początku wierzyłem, że Andrzej da sobie radę, ale bałem się o jego zdrowie – mówi "Presserwisowi" Jerzy Jurecki, wydawca i dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego", dobry znajomy Poczobuta. – Słyszałem od jego żony, że cierpi na różne choroby, a tam, gdzie przebywał, nie miał szansy na leczenie. To dobra wiadomość, że Andrzej od razu po przyjeździe do Polski trafił do szpitala. Mam nadzieję, że polscy lekarze porządnie się nim zajmą – zaznacza Jurecki.
I dodaje, że nie ma wątpliwości, iż Andrzej Poczobut za jakiś czas powróci do walki o wolną Białoruś i będzie chciał działać na rzecz uwolnienia innych dziennikarzy przetrzymywanych przez reżim Łukaszenki. – Znając charakter Andrzeja, pewnie będzie się rwał do powrotu na Białoruś, ale mam nadzieję, że jego żona go od tego odwiedzie. Jego działania w Polsce są dziś bardziej potrzebne niż obecność w łagrze na Białorusi – podkreśla Jurecki.
Agnieszka Romaszewska-Guzy, była dyrektorka Telewizji Biełsat, słyszała wiele opowieści o warunkach w białoruskich koloniach karnych, w których Andrzej Poczobut przebywał ponad pięć lat. – Patrząc na pierwsze zdjęcie Andrzeja Poczobuta, wykonane tuż po przekroczeniu granicy z Polską, mam świadomość, że to jego wychudzenie może wynikać z wielokrotnego przetrzymywania w karcerze. Więźniowie trafiają tam w zwykłych drelichach, śpią na gołych deskach, bez poduszki i koca. Wiele osób opowiadało mi, że musiało w środku nocy wykonywać ćwiczenia gimnastyczne, bo nie było w stanie wytrzymać zimna. Więźniowie przetrzymywani w karcerze dostają mniejsze racje żywnościowe. To powolne wykańczanie człowieka – przypomina Romaszewska-Guzy.
Uwolnienie Andrzeja Poczobuta wywołało radość w środowisku dziennikarskim. – Wypuszczenie go na wolność to wspaniała wiadomość. Mamy nadzieję, że będzie miał swobodę decyzji, gdzie chce mieszkać, w Polsce czy na Białorusi. Liczymy również na uwolnienie kolejnych dziennikarzy przetrzymywanych przez reżim Łukaszenki – zaznacza Krzysztof Bobiński z Towarzystwa Dziennikarskiego.
Andrzej Poczobut został zatrzymany 25 marca 2021 roku po rewizji w jego mieszkaniu w Grodnie. Białoruskie władze zarzuciły mu podżeganie do nienawiści i rehabilitację nazizmu oraz wzywanie do działań na szkodę Białorusi. Jego "przestępcza" działalność miała polegać m.in. na tym, że atak ZSRR na Polskę w 1939 roku nazywał "agresją", interesował się historią Polaków na Grodzieńszczyźnie i opisywał działania polskiego ruchu oporu prowadzone po zajęciu tych terenów przez ZSRR. Tak jak w przypadku wielu innych dziennikarzy, przestępstwem okazała się też jego praca, w ramach której przekazywał informacje z Białorusi. W 2023 roku Poczobut został skazany na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Trafił do łagru w Nowopołocku, słynącego z wyjątkowo ciężkich warunków.
Andrzej Poczobut urodził się 16 kwietnia 1973 roku w polskiej rodzinie w Brzostowicy Wielkiej koło Grodna. W 1998 ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa Grodzieńskiego Uniwersytetu Państwowego im. Janki Kupały. Chciał zostać adwokatem, jednak coraz bardziej represyjny reżim Aleksandra Łukaszenki zlikwidował niezależną adwokaturę na Białorusi. Działał w Związku Polaków na Białorusi, który wydawał m.in. tygodnik polonijny "Głos znad Niemna". Zaczął pisać do tego tygodnika.
"Wiadomo, że płacy dziennikarzy nie da się porównać do zarobków prawników, ale z drugiej strony cały czas jesteś tam, gdzie się coś dzieje, no i możesz być wolny" – mówił Andrzej Poczobut w artykule w magazynie "Press" z 2011 roku pt. "Kaskader", przedstawiającym jego sylwetkę. Pracował m.in. w grodzieńskich gazetach "Pahonia", "Dień", "Miestnoje Wriemia", "Głos znad Niemna" czy ogólnokrajowym, niezależnym dzienniku "Narodnaja Wola". Pisał też do serwisów internetowych "Biełorusskij Partizan" oraz "Karta'97". Od 2006 roku był korespondentem "Gazety Wyborczej".
W swoich artykułach Andrzej Poczobut krytykował białoruski reżim. Z tego powodu był wielokrotnie zatrzymywany i aresztowany. W 2011 roku został skazany na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata za znieważanie Aleksandra Łukaszenki.
Andrzej Poczobut dwukrotnie był wybierany Dziennikarzem Roku – w latach 2011 i 2021. W 2021 roku otrzymał również Medal Wolności Słowa w kategorii Media. Pod koniec października 2025 roku został laureatem Nagrody im. Andrieja Sacharowa za Wolność Myśli, przyznawanej przez Parlament Europejski. W listopadzie 2025 roku prezydent RP Karol Nawrocki przyznał mu Order Orła Białego. Wczoraj prezydent zaprosił Andrzeja Poczobuta do Pałacu Prezydenckiego po odbiór odznaczenia.
Na Press.pl przypominamy teksty z magazynu "Press" związane z Andrzejem Poczobutem, w tym wywiady z dziennikarzem. "Szczęście jest wtedy, kiedy się ma czyste sumienie. Mogę bez obrzydzenia patrzeć na swoją twarz w lustrze" – mówił Poczobut po tym, jak został Dziennikarzem Roku 2011.
(MAK, MZD, 29.04.2026)










