Temat: technologie

Dział: TECHNOLOGIE

Dodano: Luty 14, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Kto zarabia na AI. Inwestycje już przynoszą niektórym zyski. Nielicznym

Jensen Huang, prezes Nvidia, przewidział, że AI będzie potrzebowała znacznie mocniejszych chipów do trenowania (fot. Jeon Heon-Kyun/PAP/EPA)

Sam Brannan został milionerem, bo kierował się prostą zasadą: kiedy wszyscy chcą kopać złoto, sprzedawaj im łopaty.

Wyścig globalnych big techów w konkurencji generatywna sztuczna inteligencja to czas rekordowych inwestycji. Według szacunków „The Wall Street Journal” tylko Amazon, Microsoft, Alphabet i Meta wydały na nią w 2025 roku 400 mld dol. To ponad dwa razy więcej niż roczne dochody budżetu Polski (ok. 175 mld dol.), a przecież w grze są jeszcze Tesla, Apple, Oracle i wielu, wielu innych.

Według ekspertów rewolucja technologiczna związana z AI dopiero nabiera rozpędu. Trenowanie najpopularniejszych modeli językowych – ChatGPT (OpenAI), Gemini (Google), Claude (Anthropic), Llama (Meta), Grok (Twitter) – będzie pochłaniało kolejne setki miliardów dolarów. Na razie tylko właściciel Google zaczął monetyzować AI i utrzymuje wysoką rentowność mimo gigantycznych wydatków na inwestycje w jej rozwój. OpenAI, chociaż ma ze swojej aplikacji już około miliarda dolarów przychodu miesięcznie, na rozwój infrastruktury i usług AI wraz z partnerami technologicznymi w ciągu pięciu najbliższych lat planuje wydać ponad bilion dolarów. McKinsey szacuje, że do 2030 roku łączne nakłady na centra danych dla AI pochłoną 5,2 bln dol. Większość tych pieniędzy trafia do dostawców łopat i kilofów ery AI.

KRÓL AKCELERATORÓW

Największego z nich zna każdy, kto choć trochę interesuje się giełdą lub sztuczną inteligencją. To Nvidia. Kalifornijska firma przez lata dostarczała procesory graficzne (GPU) dla użytkowników gier komputerowych 3D. Miała jednak szczęście do prezesa wizjonera. Jensen Huang przewidział, że dzięki generatywnej sztucznej inteligencji każdy będzie mógł np. programować, ale zanim do tego dojdzie, AI będzie potrzebowała znacznie mocniejszych chipów do trenowania. Jego firma wyprzedziła konkurentów i uzależniła branżę AI od swoich potężnych procesorów. Na liście jej klientów są wszystkie big techy, a jej flagowy chip H100 był w ostatnich latach jednym z najcenniejszych produktów branży IT – płacono za niego nawet 50 tys. dol. W 2025 roku Nvidia wprowadziła na rynek jego następcę (Blackwell), co tylko spowodowało kolejny wystrzał cen jej akcji na giełdzie. Nowy chip pozwoli sztucznej inteligencji przejść na wyższy poziom – np. będzie mogła generować wideo 3D z dźwiękiem czy sterować robotami humanoidalnymi. Jest wykupowany na pniu, firma chwali się zamówieniami przekraczającymi prawie trzykrotność jej rocznych przychodów.

Kwartalne przychody Nvidii z samej sprzedaży dla centrów danych przekroczyły już próg 50 mld dol. (dane za trzeci kwartał 2025 roku). To dwa razy więcej niż np. kwartalne przychody Tesli, i to przy 74-procentowej marży brutto. Spółka dosłownie śpi na pieniądzach. W gotówce i papierach krótkoterminowych ma prawie 60 mld dol.

Wskaźnikiem obrazującym zyskowność działalności jest też wysokość sprzedaży przypadająca na jednego zatrudnionego. We wspomnianej Tesli to 0,8 mln dol., w Microsofcie – 1,3 mln dol., w przypadku właściciela Google’a – 2 mln dol., a Facebooka i Instagrama – 2,4 mln dol. W Nvidii na jednego pracownika przypada sprzedaż warta 5,2 mln dol.

Na giełdzie Nvidia, od chwili, kiedy OpenAI pokazał światu swój chatbot (30 listopada 2022 roku), czyli w ciągu niecałych trzech lat, zdrożała o 1230 proc. W grudniu 2022 roku jej akcje kosztowały 15 dol., a w październiku br. przekroczyły próg 200 dol. Stała się najcenniejszą spółką świata i jako pierwsza w historii została wyceniona najpierw na 4 bln dol. (połowa lipca 2025) i krótko później na 5 bln dol. (koniec października 2025).

Analitycy spodziewają się, że w nowym roku będzie warta jeszcze o bilion dolarów więcej. Zwracają uwagę, że bez chipów Nvidii rozwój AI praktycznie by zamarł, bo konkurencja pozostała daleko w tyle. Nawet pęknięcie bańki AI dla Nvidii nie będzie wielką tragedią, bo z drogi do sztucznej inteligencji świat już nie zawróci. Co najwyżej któryś z amerykańskich big techów przeinwestuje i wypadnie z wyścigu, ale dla Nvidii to nie jest problem. Chiny tylko czekają na złagodzenie amerykańskich ograniczeń eksportowych wobec układów Nvidii, choć na razie na zasadzie wzajemności wprowadziły na ich zakup własne restrykcje.

Co ciekawe, Nvidia pieniądze zarobione na dostarczaniu łopat i kilofów też inwestuje w poszukiwanie złota, czyli generatywną sztuczną inteligencję. We wrześniu zawarła umowę o strategicznym partnerstwie z OpenAI i zobowiązała się do systematycznych wpłat po 10 mld dol. (wszystkie obiecane transze mogą w sumie dać 100 mld dol.) w rozwój infrastruktury obliczeniowej właściciela ChatGPT.

ALTERNATYWA

Szacuje się, że Nvidia ma ok. 80 proc. rynku procesorów dla AI (zachowała też dominującą pozycję na rynku kart graficznych do komputerów – ok. 95 proc.). Big techy nie chcą jednak polegać na jednym dostawcy i próbują ten stan rzeczy zmienić.

W listopadzie Alphabet ogłosił, że we współpracy z firmą Broadcom rozwija własne procesory TPU, na których już trenuje swój model Gemini 3. Zainteresowanie tymi niestandardowymi chipami ogłosiła także Meta, bo przy wysokiej wydajności charakteryzują się niższym zużyciem energii. Po tych informacjach cena akcji Nvidii zanotowała kilkuprocentową korektę. „Nvidia wycisnęła już prawie wszystko z dotychczasowego modelu rozwoju branży AI. W tym samym momencie Alphabet zaczyna prezentować realną alternatywę” – tłumaczył przecenę Kamil Szczepański, młodszy analityk rynków finansowych XTB.

Broadcom to dopiero szósty co do wielkości producent półprzewodników na świecie. Firma poprzez przejęcia rozszerzyła działalność na oprogramowanie infrastrukturalne m.in. z zakresu cyberbezpieczeństwa, które sprzedaje dużym instytucjom finansowym i rządom. Za sprawą gorączki AI w grudniu 2024 roku dołączyła do grona spółek wartych bilion dolarów, a w kolejnym swoją wycenę giełdową prawie podwoiła – w ciągu trzech lat jej akcje wzrosły o 630 proc. (do 400 dol.). Co kwartał prezentuje wyniki powyżej oczekiwań analityków – w trzecim kwartale 2025 roku miała 8,5 mld dol. zysku netto, przy 18 mld dol. przychodu.

Broadcom pracuje nie tylko nad akceleratorami dla Google’a, na które ochotę ma również Meta. W październiku zawarł strategiczne porozumienie także z Open AI dotyczące wdrożenia potężnego systemu obliczeniowego zaplanowanego na najbliższe czterolecie. Według „The Wall Street Journal” tylko na tym zleceniu zarobi co najmniej kilka miliardów dolarów.

Kolejnym wielkim partnerem sprzętowym dla twórcy ChatGPT jest Advanced Micro Devices (AMD). Firma ta przez lata żyła z projektowania i produkowania półprzewodników cyfrowych do komputerów PC i konsoli gier (PlyStation i Xbox). Na tym polu była jedynym znaczącym rywalem Intela, do którego należało 80 proc. tego rynku. Z Nvidią rywalizowała o rynek kart graficznych. Miała szczęście do odważnej prezeski Lisy Su, która w idealnym momencie zdecydowała o przejęciu spółki Xilinx, będącej liderem w dziedzinie programowalnych macierzy bramek (pełnią podobne funkcje co układy scalone, ale mogą być wielokrotnie programowane bez demontażu). Dzięki tej transakcji AMD poszerzyła działalność o produkcję akceleratorów dla centrów danych. To zaowocowało wspomnianym kontraktem z OpenAI na wdrożenie 6 gigawatów mocy obliczeniowej. Współpraca ta może przynieść AMD nawet 100 mld dol. w ciągu czterech lat. W ramach jej pogłębienia OpenAI ma prawo do objęcia 10 proc. akcji AMD po symbolicznej cenie 1 centa za sztukę, a kurs tych akcji nieustannie rośnie. W ciągu trzech lat spółka potroiła giełdową wartość – obecnie kosztuje ok. 350 mld dol. i jest prawie dwa razy droższa od swojego odwiecznego rywala, czyli korporacji Intel, która przespała boom na AI. Spółka raportuje z kwartału na kwartał wyniki lepsze o kilkadziesiąt procent. W trzecim kwartale 2025 roku miała 1,2 mld dol. zysku przy 9,2 mld dol. przychodu.

MILIADRY PŁYNĄ NA TAJWAN...

Nvidia, Broadcom, AMD mają też koszty. Ich pieniądze płyną do cichego wygranego boomu na AI. Jest nim wąskie gardło w produkcji półprzewodników – spółka Taiwan Semiconductor Manufacturing (TSMC). Ten producent procesorów do iPhone’ów i iPadów ma fabryki nie tylko na Tajwanie, ale także w USA i Japonii. Jest największą na świecie odlewnią półprzewodników i chipów wykonywanych według projektu klienta. Nikt nie jest w stanie jej dorównać pod względem technologii i skali produkcji. W produkcji półprzewodników TSMC wyprzedził takich potentatów jak Intel czy Samsung, ale w odróżnieniu od nich pracuje wyłącznie na zlecenie. Jako firma niezależna nie musi się martwić, komu sprzedaje swój produkt, a klienci nie muszą się obawiać, że ich pomysły zostaną wykorzystane przez konkurenta.

Szef TSMC Che-Chia Wei podczas dorocznego spotkania z akcjonariuszami powiedział: „Nieważne, kto wygra na rynku AI, bo i tak zamówienia trafią do TSMC”.

***

To tylko fragment tekstu Grzegorza Kopacza. Pochodzi on z najnowszego numeru „Press”. Przeczytaj go w całości w magazynie.

„Press” do nabycia w dobrych salonach prasowych lub online (wydanie drukowane lub e-wydanie) na e-sklep.press.pl.

Czytaj też: Nowy „Press”: Michał Przedlacki, afera z książką Opolskiej i kto zarabia na AI

Press

Grzegorz Kopacz

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.