Dział: TELEWIZJA

Dodano: Grudzień 28, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Prokuratura ma wątpliwości wobec autorów reportażu „Polscy neonaziści”

Kadr z filmu "Polscy neonaziści" (screen: "Superwizjer"/TVN 24)

Akt oskarżenia przeciwko sześciu organizatorom rocznicy urodzin Hitlera ma zawierać informację o wątpliwościach wobec dziennikarzy TVN, z pytaniem, czy ich zachowanie nie wypełniało znamion przestępstwa propagowania neonazizmu - informuje „Rzeczpospolita”.

Główne śledztwo dotyczące ubiegłorocznej imprezy neonazistów w lasku w Wodzisławiu Śląskim prowadziła od końca stycznia Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Jedna z siedmiu osób przyznała się do winy i poddała karze.

W połowie grudnia gliwicka prokurator Agnieszka Marcińczyk stworzyła akt oskarżenia przeciwko reszcie podejrzanych, którzy nie przyznają się do winy. Materiały śledztwa wraz z aktem oskarżenia trafiły do katowickiego nadzoru.  W pierwotnej wersji była teza, że udział dziennikarzy TVN miał „charakter działalności pod przykryciem, stanowił element pracy nad tworzeniem reportażu”.

„Rzeczpospolita” ustaliła, że ten fragment został usunięty w wyniku nadzoru Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Jej rzecznik poinformował „Rz”, że prokurator nadzorujący śledztwo w piśmie instruktażowym do gliwickiej prokuratury zalecił m.in. „rozważenie zawarcia w uzasadnieniu aktu oskarżenia informacji o wyłączeniu ze śledztwa do odrębnego postępowania materiałów dotyczących zachowania dziennikarzy w związku z ich uczestnictwem w zdarzeniu z 13 maja 2017 roku, w Wodzisławiu Śląskim, podczas którego doszło do publicznego propagowania nazistowskiego ustroju państwa”. Może to oznaczać, że prokuratura nie wyklucza postawienia zarzutów dziennikarzom TVN.

Prokuratura Regionalna w Katowicach od lutego prowadzi śledztwo w sprawie podżegania do zorganizowania urodzin Hitlera. Badane jest m.in. zachowanie dziennikarzy TVN.

(PAZ, 28.12.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: TELEWIZJA

Dodano: Grudzień 28, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Producenci niemieckiego serialu mają przeprosić i zapłacić zadośćuczynienie

Fragment serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" (screen: Youtube.com/NorthManCZlp)

Producenci serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" mają zamieścić przeprosiny w telewizji polskiej i niemieckiej, na swojej stronie i zapłacić 20 tys. zł zadośćuczynienia - zdecydował krakowski sąd okręgowy. Muszą także zamieścić przed emisją serialu oświadczenie nt. roli żołnierzy AK podczas wojny.

W piątek Sąd Okręgowy w Krakowie wydał wyrok w procesie, który wytoczyli 94-letni obecnie żołnierz Armii Krajowej Zbigniew Radłowski oraz Światowy Związek Żołnierzy AK. Wystąpili oni przeciwko producentom trzyczęściowego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie", tj. UFA Fiction oraz ZDF (II program niemieckiej telewizji) za naruszenie - ich zdaniem - dóbr osobistych rozumianych jako prawo do tożsamości narodowej, dumy narodowej i narodowej godności oraz wolności od mowy nienawiści.

Według powodów w serialu znalazły się sceny, które mają dowodzić, że AK rzekomo była współwinna zbrodni na osobach narodowości żydowskiej, Niemcy zaś są przedstawieni jako ofiary II wojny światowej.

Powodowie domagali się przeprosin we wszystkich telewizjach, w których film był emitowany (w 2013 r. wyemitowała go TVP), lub poprzedzenia pierwszej emisji w pozostałych telewizjach, do których go sprzedano, informacją historyczną - że jedynymi winnymi Holocaustu byli Niemcy. Podobny komunikat miałby też się znaleźć na stronie internetowej twórców serialu. Chcą także usunięcia z filmu znaku graficznego AK na biało-czerwonych opaskach noszonych przez aktorów (według powodów w AK nie było takiego zwyczaju) i zapłaty jako zadośćuczynienie 25 tys. zł.

Sąd, ogłaszając wyrok, podkreślił, że powód - Zbigniew Radłowski - ma legitymację, żeby walczyć o dobre imię AK jako organizacji rozwiązanej, podobnie jak Światowy Związek Żołnierzy AK. Sąd zaznaczył, że sprawa jest "trudna i precedensowa".

Proces ruszył w lipcu 2016 r.

"Producenci pragną podkreślić z całą stanowczością, że już w 2013 r. jasno wyrażali publicznie, że nie było ich intencją przy produkcji tego filmu zaprzeczanie prawdzie historycznej. Prawda historyczna jest oczywista i nie było ich intencją zaprzeczanie tej prawdzie" – podkreślił pełnomocnik jego twórców adwokat Piotr Niezgódka. Dodał, że w produkcji filmu wzięło udział "kilku uznanych w skali międzynarodowej historyków", a ich głos został wysłuchany.

"Producenci przyłożyli niezwykłą wagę do tego, aby ten film został wyprodukowany w sposób wyważony i aby w taki sposób przedstawiał wszelkie wydarzenia. W moim przekonaniu – jako pełnomocnika – wymóg rzetelności i proporcjonalności został spełniony" – podkreślił adwokat.

"Po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku złożymy apelację" – zapowiedział Piotr Niezgódka.

(PAP, PAZ, 28.12.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.