Licytacja 24. Telewizja Biznes24 sama nie potrafi prowadzić biznesu
– Paradoks polega na tym, że całe życie sprzedawałem, a tutaj nie potrafię zbudować zespołu działu sprzedaży – mówi prezes Biznes 24 Kamil Bilecki (fot. Krzysztof Boczek, screen: magazyn „Press”, nr 09-10/2026)
Straty, zadłużenie w ZUS i u kontrahentów, a także byłych pracowników. Telewizja dla ludzi biznesu sama nie potrafi go prowadzić.
Autor: Krzysztof Boczek
W pomieszczeniu nazywanym kozą, gdzie jest stanowisko do montażu i nagrywania przebitek w telewizji Biznes 24, widać spory bałagan. – Proszę tutaj nie robić zdjęć. Pracownicy zbierają tu w workach butelki z kaucją – tłumaczy Kamil Bilecki, prezes Biznes 24.
Wybucham śmiechem.
– Tu jest ze 20 złotych – dodaje prezes poważnie.
Nie robię zdjęć.
W 2021 roku prawie 80 proc. udziałów w Biznes 24 wykupił Tier Investment – fundusz inwestujący w rynek nieruchomości. Jego prezes Kamil Bilecki ma od tego czasu duży wpływ na firmę. Gdy w grudniu 2024 roku współtwórca stacji Roman Młodkowski zrezygnował z prezesowania Biznes 24, stery spółki przejął właśnie Bilecki. Teraz jest w spółce właściwie alfą i omegą – nie tylko przedstawicielem głównego udziałowca, prezesem, ale też redaktorem naczelnym, dyrektorem programowym, szefem newsroomu, a według pracowników czasem też wydawcą.
To na niego moi rozmówcy się skarżą.
PRESJA
„Mobbing – szeroki, upokarzający, wręcz upadlający (traktowanie stażystów w sposób absolutnie poniżej godności), (…) szantaże dotyczące wypłat, krzyki, wyzwiska – norma dnia codziennego” – czytam w e-mailu, który dostałem na początku lipca od byłego współpracownika Biznes 24. Brzmi poważnie.
Autor nie jest sam. Pięciu byłych pracowników i współpracowników tej stacji, wymienionych z imienia i nazwiska, w styczniu br. złożyło skargi na swojego byłego już pracodawcę do: Państwowej Inspekcji Pracy, ZUS i urzędu skarbowego. Dokument wysłany do PIP nosi tytuł: „Zbiorowe zawiadomienie o podejrzeniu systemowych naruszeń przepisów prawa pracy oraz przepisów BHP”.
Lista zarzutów jest długa, zajmuje cztery strony. To m.in. nieterminowe wypłacanie wynagrodzeń i innych należności wobec współpracowników, praca bez umowy lub na umowie cywilnoprawnej „w warunkach odpowiadających cechom stosunku pracy”, naruszenie zasad BHP, zwolnienie kobiety na urlopie macierzyńskim bez poinformowania jej o tym. Najpoważniejsze zarzuty dotyczą wspomnianego „mobbingu i nękania”, który miał polegać na „publicznym poniżaniu”, „długotrwałej presji psychicznej”, „nagłym i nieprzewidywalnym rozwiązywaniu współpracy”. Autorzy skarg twierdzą, iż podobne sytuacje „nie miały charakteru incydentalnego” i mają na to dowody, które chętnie przedstawią organom państwa. Są skłonni zeznawać. Pismo kończy się apelem o „kompleksową kontrolę”.
Sprawdzam w KRS sytuację finansową spółki – od początku działalności przynosi tylko straty, nawet ponad 1,3 mln rocznie. W 2023 roku osiągnęła większe przychody – ponad 2,5 mln zł, przy stracie ponad 400 tys. zł. W 2024 roku przychody spadły do 2,27 mln, a strata wzrosła do 665 tys. zł. Łącznie rezerwy i zobowiązania sięgnęły już prawie 1,8 mln zł. Danych za 2025 rok nadal w KRS nie ma.
Docieram do raportu o sytuacji firmy, z lutego br. Analizowano w nim m.in. wiarygodność płatniczą na KRD BIG SA (Krajowy Rejestr Długów Biura Informacji Gospodarczej). Biznes 24 miał wówczas „istotne zadłużenie”. Spółka winna była m.in. ponad 55 tys. zł Canal+ Polska. Dotarłem też do danych z konta Biznes 24 na eZUS. Według screenu zaległość spółki wobec ZUS 1 lipca br. wynosiła ponad 113 tys. zł.
ROTACJA
Dzwonię do autorów skarg – potwierdzają tezy z zawiadomień. Prawie wszystkim, z którymi rozmawiam, Biznes 24 ma zalegać pieniądze za pracę – od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
– Swoją fakturę sprzedałam windykatorowi za 30 proc. wartości – mówi jedna osoba.
– Po nagłym zwolnieniu powinienem wystawić faktury za trzy miesiące, ale wystawiłem tylko za jeden. Po konsultacji z prawnikiem uznałem, że szkoda mi zdrowia na chodzenie po sądach – tłumaczy mi inna osoba.
Kolejna zapowiada dalsze kroki w celu odzyskania wierzytelności.
Byli pracownicy informują, że Biznes 24 płacił im czasem faktury częściowo, np. sam VAT. – Czasem płacili całość, ale dopiero jak się człowiek postawił – mówi jeden z moich rozmówców.
Pytam informatorów, na czym konkretnie polegało „publiczne poniżanie”.
– Kamil mówił: „wypier..alaj”, „trzymajcie mnie, bo go zaraz rozszarpię” – cytuje jedna osoba. – Albo „jesteś poje.any”, „jesteś idiotą”, „kretyn”, „debil” itp. – dodaje inna. Kolejna nie potrafi podać konkretnych przykładów, ale gdy wymieniam powyższe określenia, konkluduje krótko: – Potwierdzam.
Tylko jedna osoba z pytanych przekonuje, że nie spotkała się z takimi zachowaniami prezesa.
Moi rozmówcy twierdzą, że prezesowi Kamilowi Bileckiemu zdarzało się rzucić w pracownika np. teczką z dokumentami. Czasem straszył wyrzuceniem z pracy lub wyrzucał kogoś jednego dnia, by tego samego lub następnego przyjąć go z powrotem.
– Potrafił kogoś zwolnić, a potem powiedzieć: przyjdź jutro do pracy – opisuje moja rozmówczyni. Niektórym przytrafiało się to kilka razy.
Podobne traktowanie miało skutkować dużą rotacją personalną w firmie. Ludzie odchodzili po miesiącu lub półtora pracy, a czasem szybciej.
TRZY MAŁPKI
O efekty tych skarg pytam adresatów: PIP, Izbę Administracji Skarbowej w Warszawie i ZUS. Ich odpowiedzi najlepiej obrazują słynne azjatyckie trzy małpki. Jedna zakrywa oczy: „Nie widzę nic złego”. Druga zakrywa uszy: „Nie słyszę nic złego”, a trzecia usta – „Nie mówię nic złego”.
Izba Administracji Skarbowej odmówiła udzielenia mi jakichkolwiek informacji. Nawet tej, czy skarga, której autorów podaję w piśmie do IAS – wpłynęła do Izby. „Informacje dotyczące prowadzonych analiz, planowanych lub podejmowanych czynności kontrolnych oraz postępowań organów podatkowych podlegają ochronie wynikającej z przepisów o tajemnicy skarbowej, w szczególności art. 293 i nast. ustawy Ordynacja podatkowa” – wytłumaczyła Dorota Beznosik-Majchrzak, rzecznik prasowy IAS.
Podobnie zasłania się ZUS. „Zadane przez Pana pytania dotyczą indywidualnych danych zawartych na koncie konkretnego płatnika składek. Dane te są chronione i mogą być ujawnione przez Zakład tylko tym podmiotom, które zostały wskazane w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych (art. 50). Nie ma wśród nich wymienionych przedstawicieli mediów” – tłumaczy Grzegorz Dyjak z Biura Prasowego ZUS, były dziennikarz.
Moi rozmówcy twierdzą, że prezesowi Kamilowi Bileckiemu zdarzało się rzucić w pracownika np. teczką z dokumentami (fot. Krzysztof Boczek, screen: magazyn „Press”, nr 09-10/2026)
Najważniejszy adresat skarg – Państwowa Inspekcja Pracy – w ogóle nie odpowiedziała na moje pytania przez półtora miesiąca.
Inicjatorka zawiadomień również nie dostała żadnych informacji dotyczących efektów ewentualnych kontroli.
Gdy w połowie sierpnia br. pytam Główny Inspektorat Pracy o powód tej ciszy, odzywa się do mnie rzecznik PIP w Warszawie i tłumaczy brak odpowiedzi urlopami. Okazuje się, że PIP przez ponad pół roku od zarejestrowania skargi nie wykonał kontroli. – Duże obłożenie pracą. Jest nas tylko 190 inspektorów na całe województwo – tłumaczy w rozmowie Przemysław Worek, rzecznik PIP w stolicy. Oficjalnie w mailu dodaje: „Kontrola jest zaplanowana i będzie przeprowadzona zgodnie z planem kontrolnym. Jednocześnie informuję, że zgodnie z art. 44 ust. 3 Ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, OIP w Warszawie nie jest uprawniony do udzielania informacji w zakresie skarg”.
NIE JESTEM Z TEGO DUMNY
Bileckiemu zadałem mailem siedem pytań, prosząc o odniesienie się do stawianych mu zarzutów. W mailu zwrotnym nie odpowiedział na żadne pytanie, za to dwa akapity poświęcił na straszenie konsekwencjami prawnymi, m.in. „natychmiastową i bezkompromisową” reakcją prawną, jeśli w publikacji „pojawią się informacje nieprawdziwe, niesprawdzone, oparte na niewiarygodnych źródłach lub stanowiące pomówienia godzące w moje dobre imię bądź renomę stacji Biznes 24”. „Działania prawne zostaną skierowane w sposób bezwzględny zarówno przeciwko wydawcy i redakcji magazynu „Press”, jak i osobiście przeciwko Panu jako autorowi tekstu” – podkreślał.
Napisał też na mnie skargę do redaktora naczelnego „Press”.
Kiedy następnego dnia powtórnie poprosiłem o odpowiedzi na pytania, odpisała mi jakby zupełnie inna osoba – konkretne, obszerne odpowiedzi, bez prób zastraszenia.
Bilecki wyjaśniał, że nic nie wie o zawiadomieniach, jakie byli pracownicy złożyli do PIP, ZUS i US. „Żadna z instytucji nie wszczęła żadnej kontroli, nie wysłała do Spółki żadnego pisma ani nie zadała żadnego pytania”.
Przekonywał, że nie było mobbingu. Przyznawał, że stacja z płaceniem składek ZUS miała w przeszłości „ciężkie chwile”. „Na ten moment sytuacja jest wyprostowana, ZUS się zgodził na rozłożenie zobowiązania na raty, a od kilku miesięcy spółka reguluje comiesięczne zobowiązanie”.
W kwestii „manipulacji fakturami i VAT” tłumaczył, że mieli bałagan w księgowości i dopiero pod koniec roku wiele faktur kosztowych zostało zaksięgowanych, a US „większość zaakceptował i uznał nadwyżkę VAT”.
Nie przypominał sobie, by w ferworze jakiejś dyskusji do pracowników rzucił: „idiota”, „kretyn”, „debil”, „jesteś poj...y”, ani by kogoś zwalniał i przyjmował tego samego dnia. Z jednym wyjątkiem – pracownika, którego definitywnie zwolnił. „Na koniec jest prawdopodobne, że powiedziałem mu – wypierdalaj”.
Twierdził też, że nie zdarza mu się rzucać rzeczami w pracowników, choć znowu był wyjątek: rzut plecakiem o krzesło owego zwalnianego, gdy rozmowa stała się emocjonalna. „Czy jestem z tego dumny? Na pewno nie” – dodał.
Zaznacza, że nie jest w firmie wydawcą. „Chociaż zastępując nieraz kogoś, zdarzało mi się wydawać” – przyznał, a spłata zadłużenia wobec Canal+ Polska jest regulowana od lutego br. i obecnie saldo jest „niższe”.
Bilecki wymienił też pięcioro byłych współpracowników, w tym trzech z imienia i nazwiska (do wiedzy redakcji), którym nie zapłacił za ich faktury lub im zalega z płatnościami. Tłumaczy, że zwalnianemu z dnia na dzień P. nie należy się wynagrodzenie za trzy miesiące. Inna pracownica – A. – „zniknęła i przestała odbierać telefony, a dodatkowo nie wykonała żadnej pracy w styczniu”. Kolejny zaś były pracownik miał wystawić fakturę na kwotę zawyżoną i nie skorygował tego. Bilecki przekonuje, że kolejnym dwóm osobom firma spłaca zaległości „regularnie”.
Kilka tygodni później dzwonię do jednej z nich – ta osoba nic nie wie, by dostała ostatnio jakieś pieniądze z Biznes 24. – Na początku tego roku coś spłacił, ale cały czas ma zaległość – twierdzi.
CZASAMI JESTEM SKURCZYBYKIEM
Bilecki zaprosił mnie na wizytę do telewizji, więc 30 lipca korzystam z zaproszenia. Biznes 24 mieści się na warszawskim Grochowie, przy Alei Stanów Zjednoczonych 53, w kilkupiętrowym starym biurowcu typu Lipsk. Adres dobrze znany w mediach – tutaj w latach 90. XX w. działał Polsat – od założenia stacji do 2002 roku. Potem funkcjonowała tu Superstacja. Gdy w styczniu 2020 roku Roman Młodkowski, Radosław Wróblewski (obaj wcześniej w TVN CNBC) i Michał Winnicki (założyciel MWE Networks, nadawcy m.in. Antena HD) zakładali Biznes 24, zarejestrowali firmę pod tym właśnie adresem.
Biznes 24 ma dużo mniejszą powierzchnię biur niż poprzednicy. Przeszklony sekretariat o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych jest też recepcją, poczekalnią, salą konferencyjną, a najczęściej korytarzem. Gdy rozmawiam z prezesem, między nami przechodzą ludzie – można usiąść tylko tak, że dzieli nas dojście do drzwi. Potem się dowiaduję, że w tym miejscu jest jeszcze… biuro sprzedaży – pracuje tu osoba sprzedająca reklamy. Nie ma jej dziś. – Jest na długim zwolnieniu – mówi mi później były pracownik.

(screen: magazyn „Press”, nr 09-10/2026)
Niektóre studia urządzili za zero złotych – rzeczami, które posiadali. Drugie za 1,5 tys. – kupili tylko fotele i płytę na stół. – Chłopaki z zaprzyjaźnionej firmy pomogli nam go wyciąć w zamian za dwa kosze czekolady – mówi Bilecki.
Duży monitor na oszklonej ścianie newsroomu pokazuje jakąś stację biznesową. Paski, na których śmigają notowania giełdowe, newsy, a w oknach gadające głowy w garniturach. – To TVN CNBC? – pytam, paląc głupa, bo biznesowa stacja z Wiertniczej nie działa od 13 lat. Ale obraz jako żywo przypomina mi właśnie nieboszczkę. – To my. Ale komplement nam pan sprezentował – odpowiada zadowolony Bilecki.
Za szybami w newsroomie sporo ludzi przy komputerach, chyba kilkanaście osób. Prawie sami młodzi – na oko 20 lat, maksymalnie trochę ponad 30. W reżyserce jedna osoba – realizator, który obsługuje wszystko. Choć są miejsca dla wydawcy i producenta, to teraz ich nie ma, mimo że praca idzie pełną parą. Za ścianą trzy studia w jednym pomieszczeniu. Ze słynnym słupem-kolumną na środku, na który do dziś pomstują starzy pracownicy Polsatu. Zygmunt Solorz chciał go kiedyś usunąć, ale nie mógł – jest nośną częścią konstrukcji budynku.
Studia są: newsowe, rynkowe i podcastowe. Bilecki oprowadza mnie po nich. Jedne z nich urządzili za zero złotych – rzeczami, które posiadali. Drugie za 1,5 tys. – kupili tylko fotele i płytę na stół. – Chłopaki z zaprzyjaźnionej firmy pomogli nam go wyciąć w zamian za dwa kosze czekolady – wspomina Bilecki.
Najdroższe było studio dla podcastów – ok. 8 tys. zł. Wykładzinę, którą są obłożone ściany, sprowadzali z Chin – tak taniej.
Mimo symbolicznych kosztów – przyznaję – studia wyglądają całkiem dobrze. A na wizji jeszcze lepiej. W sumie Biznes 24 ma około 220 metrów kwadratowych powierzchni biurowej. – Nie mamy tu złotych klamek, ale za to płacimy 15 tys. miesięcznie czynszu zamiast 40 czy 60 tysięcy – podsumowuje Bilecki.
W rozmowie ponownie opisuje sytuacje, w których nakrzyczał na ludzi. – Czasami jestem skurczybykiem – mówi. Przyznaje, że rotacja w firmie jest duża, a na umowę o pracę zatrudnia tylko jedną osobę. Reszta pracuje na umowę o dzieło lub zlecenia. – Jeśli miałbym każdemu dorzucić 40 proc. do etatu, to tej firmy by nie było, a ludzie nie mieliby pracy – tłumaczy. Twierdzi, że teraz dostają 7,5–10 tys. zł na rękę.
– Wydawanie „DoRzeczy” kosztuje 13 mln rocznie, wPolsce24 ok. 30 mln zł, a Republika aż 110 mln. A my za niespełna 3 mln robimy telewizję, którą pomylił pan z TVN CNBC – puentuje. Sprawdzam potem te dane. W przybliżeniu się zgadzają, przy czym wydawca wPolsce24 – Fratria – oprócz stacji telewizyjnej ma wydawnictwo.
WYTRYCH
Dziwi mnie tłum w newsroomie – byli pracownicy mówili o 10 pracownikach, a tutaj jest ich kilkunastu, może nawet 20 – trudno zliczyć, duży ruch.
– Produkujemy osiem i pół godziny dziennie programu live, przez pięć dni w tygodniu. Od dziś. Planujemy programy też w weekend. Do tego godzinę dziennie podcastów – deklaruje Bilecki. To o jedną trzecią więcej programów niż dotychczas.
W lipcu Bilecki podwoił zespół, głównie o młode osoby. Przekonuje, że teraz lepiej wykorzystuje zasoby ludzkie – droższych współpracowników (wymienia z nazwiska) zastąpił tańszymi. Nie wybrzydza przy tym – do Biznes 24 właśnie dołączył Mateusz Walczak, który rok wcześniej stracił pracę w TVN 24. Bo prokuratura postawiła mu zarzut udziału w… zorganizowanej grupie przestępczej. – Nie jestem prokuratorem ani sędzią, więc nie oceniam – mówi Bilecki pytany, czy te fakty mu nie przeszkadzają.
Ma teraz więcej prowadzących. Są programy, w których występują dwie–trzy osoby. – Jeśli o wynikach spółki rozmawiają dwie osoby, to mam więcej programu – ze 30 minut – i to w atrakcyjniejszej formie – tłumaczy Bilecki.
Kilka dni później dowiaduję się, skąd te nagłe zatrudnienia w firmie, która oszczędza na wszystkim – trafiam na obwieszczenie komornika sądowego Jakuba Rumińskiego przy Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Woli. Na 5 sierpnia wyznaczył licytację 189 udziałów BIZNES24 sp. z o.o. – 79,08 proc. kapitału spółki, które posiada Tier Investment. Wartość tego pakietu kontrolnego komornik wycenił na… 1 zł. A wystawił za… 75 groszy. To wiele mówi o sytuacji spółki.
Jednak do licytacji nie doszło, bo według Krajowego Rejestru Postępowań Upadłościowych 28 lipca br. spółka weszła w restrukturyzację. Kilka dni później – dzień, dwa przed licytacją – dostał o tym informację komornik. – Z powodu przepisów w prawie restrukturyzacyjnym licytacja uległa zawieszeniu – informuje mnie pani w biurze komornika Rumińskiego.
Pytam Bileckiego, czy ta nagła restrukturyzacja to nie wytrych, by zatrzymać licytację udziałów. – Tak. Inwestorzy nie byliby zadowoleni ze sprzedaży udziałów za jeden złoty – tłumaczy.
0,0 PROC.
Kamil Bilecki przekonuje mnie, że strata firmy zmniejszyła się w ostatnim roku do 200 tys. zł. Jednak z raportu rocznego, który potem dostaję, wynika co innego – strata 462 tys. zł przy niecałych 2,5 mln przychodów. Sumaryczna strata z lat poprzednich przekroczyła 4,1 mln zł.
– Strata tylko rośnie – stwierdzam.
– Firma wymaga doinwestowania. Muszę tę spółkę rozwinąć. Muszę. Albo ją wprowadzić na giełdę – New Connect albo wykup menedżerski – żeby spłacić zaległości – deklaruje.
– Na giełdę? – dziwię się, bo to kosztowny i długotrwały proces. Bilecki snuje plany o odwrotnym przejęciu – spółka, która jest już na giełdzie, kupuje ich firmę.
– A kto chce was kupić?
– Prowadzimy różne rozmowy – odpowiada enigmatycznie.
Deklaruje, że chciałby sprzedawać więcej reklam. Oprócz jednej osoby do tego wyznaczonej pomaga mu jego asystentka, sprzedaje też on sam.
– Dlaczego nie ma więcej osób na prowizji?
– Paradoks polega na tym, że całe życie sprzedawałem, a tutaj nie potrafię zbudować zespołu działu sprzedaży. Nie trafiłem na ludzi, którzy spełniliby moje oczekiwania – tłumaczy.
Przekonuje, że według Nielsena mają 150 tys. dziennie widzów, a unikalnych w miesiącu – ok. 2 mln. Brzmi niewiarygodnie dużo. Według raportu Nielsen Media z marca br. średnia oglądalność minutowa (AMR) to 608 widzów, czyli bardzo mało. Miesięcznie, in home mieli wówczas 653 tys. widzów, a razem z uwzględnieniem urządzeń mobilnych – 1,6 mln. W pierwszym półroczu br. Biznes 24 miał średnio 0,01 proc. udziału w rynku w grupie ogólnej 4+.
W połowie sierpnia br. dostaję nowe wyniki – po zmianach w ramówce – AMR podskoczył z 608 widzów do 926. Sporo.
Roczne sprawozdanie KRRiT na temat oglądalności stacji telewizyjnych w Polsce mówi, że Biznes 24 jest na ostatnim miejscu wśród telewizji informacyjnych.
Słabo wygląda SHR – wskaźnik średniej wielkość widowni stacji, w stosunku do wszystkich widzów w Polsce – 0,0 proc. Rok wcześniej było to 0,1 proc.
W zestawieniu wszystkich stacji w Polsce Biznes 24 zajmuje 175. pozycję – czwartą od końca.
Na początku 2025 roku Biznes 24 zakończył nadawanie satelitarne, a od połowy ubiegłego roku jest dostępny za darmo na YouTubie. Jest też w sieciach kablowych w całej Polsce.
SZEWC
W grudniu 2025 roku Paweł Blajer przejął w Biznes 24 obowiązki odchodzącego Romana Młodkowskiego – został szefem newsroomu i dyrektorem programowym stacji. W rozmowie z „Press” mówi o planach, jakie wówczas miał: by wyprowadzić stację na prostą i by trafiała do szerszego grona odbiorców. – Miałem dwa założenia. Chciałem mocniej wprowadzić na antenę rynki zagraniczne – od giełd po nieruchomości zagraniczne. Podejmować tematy dotyczące zarządzania finansami osobistymi, podcasty poradnikowe, także dla kobiet, które mają coraz większe znaczenie w gospodarce. Ale także dla konsumentów, seniorów, dłużników, rolników. Moim marzeniem było medium, które będą oglądali prezes spółki giełdowej i osoba, która szuka informacji ekonomicznej – podsumowuje Blajer.
Nie pozwolono mu tego planu dokończyć. W marcu br., czyli po ledwo trzech miesiącach, stacja podziękowała Blajerowi.
Przypomina, że Polska jest już 20. gospodarką świata, więc musi być tutaj miejsce dla stacji poświęconej biznesowi. I to mimo że TVN CNBC zakończył żywot po sześciu latach działania, TV Biznes – przekształcony potem w Polsat Biznes – umarł po 10 latach, a z kolei TVN 24 BiS – Biznes i Świat nadal działa, choć zmienił format na kwestie międzynarodowe.
– Telewizja biznesowa ma w Polsce rację bytu i potencjał. To jest tylko kwestia zróżnicowania tematów i podejścia do nich – przekonuje Blajer. Sam pracuje teraz nad projektem mediowym, który ma wprowadzić nową telewizję biznesową na rynek Polski.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ
– W tej firmie nigdy się nie przelewało, ale Roman to jakoś spinał i szliśmy do przodu – tłumaczy jeden z byłych, wieloletnich pracowników.
Chodzi o Romana Młodkowskiego, jednego ze współzałożycieli stacji i przez lata prezesa. W grudniu 2024 roku przestał pełnić tę funkcję, a rok później zrezygnował z kierowania newsroomem i właściwie rozstał się ze stacją.
„Właściwie”, bo według KRS w lipcu br., gdy z nim rozmawiam, jest mniejszościowym udziałowcem firmy – ma prawie 21 proc. udziałów (50 na 239).
Moi rozmówcy mają żal do Młodkowskiego. – Roman powinien działać w obecnej sytuacji spółki, bo jako udziałowiec może wiele zrobić. Może np. kontrolować sytuację finansową lub zobowiązać zarząd do składania wyjaśnień, przeglądać dokumenty, kontrolować wierzytelności – ma dostęp do rachunków bankowych. On mógłby coś zrobić – twierdzi mój rozmówca.
Kolejna osoba uważa, że współtwórca i udziałowiec spółki ponosi jakąś odpowiedzialność za jej sytuację. – Swoim majątkiem odpowiada za zadłużenie powstałe za jego kadencji jako prezesa – dodaje rozmówca, powołując się na Kodeks spółek handlowych. Sprawdzam – art. 299 w kodeksie: „Jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania”.
Dzwonię do Młodkowskiego z prośbą o komentarz do sytuacji firmy. Redaktor nie chce o tym rozmawiać. Prosi, by napisać, że nie złapałem go pod telefonem. Gdy oponuję, twierdzi, że już nie jest udziałowcem Biznes 24. Nie chce jednak ujawnić od kiedy. – Nie pojawiam się tam już od grudnia ubiegłego roku. Życzę tej firmie jak najlepiej. Wierzę, że się pięknie rozwinie – kończy rozmowę.
Dwaj byli pracownicy: – Na przełomie roku Młodkowski próbował się pozbyć udziałów firmy na rzecz Bileckiego. Bezskutecznie.
W połowie sierpnia dzwoni do mnie Bilecki: – Roman sprzedał mi swoje udziały w firmie. Być może w KRS to jeszcze nie jest widoczne – dodaje.
EPILOG
W połowie sierpnia, po nieudanej licytacji komornika, dzwonię do jednego z obecnych pracowników Biznes 24. – Atmosfera w redakcji jest teraz w porządku. Wszyscy sobie zdają sobie sprawę, że nie jest to firma, która zapewnia świetlaną przyszłość, ale optymizm Kamila jest zaraźliwy. Póki karawana jedzie dalej, to działamy – deklaruje. Twierdzi, że część nowych pracowników jest przydatnych od razu, a część do nauki. I potwierdza, że choć mają umowy śmieciowe, to zarobki oscylują między 7,5 tys. do nawet 10 tys. zł netto. – Ale ile młodzi, co teraz przyszli, dostają, to nie wiem – zaznacza mój rozmówca.
Dzień później dowiaduję się, że prezes Bilecki zwolnił dwie z czterech osób, które były dłużej niż kilka miesięcy w firmie.
Z dnia na dzień zostały bez pracy.
Już nie dzwonię, by powtórnie pytać o atmosferę.
***
Ten tekst Krzysztofa Boczka pochodzi z magazynu „Press” – wydanie nr 09-10/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Nowy "Press": Marek Zając, Grzegorz Jankilewicz, wpadka 30-lecia i losy TVN
Krzysztof Boczek











