Dziennikarze komentują współpracę Dobskiego i Jastrzębowskiego z szefem Zondacrypto
Według ustaleń dziennikarzy TVN i WP Sławomir Jastrzębowski miał być w internetowej grupie dotyczącej PR giełdy kryptowalut (fot. Tytus Żmijewski/PAP)
Dziennikarze TVN 24 i Wirtualnej Polski ujawnili, że Sławomir Jastrzębowski i Marcin Dobski z telewizji Republika mieli współpracować z szefem upadłej giełdy kryptowalut Zondacrypto Przemysławem Kralem. – Pracownicy Republiki, udając dziennikarzy, brali udział w korupcyjnym procederze, szczując na tych, którzy są dziennikarzami w pełnym tego słowa znaczeniu – uważa komentator "Polityki" Wiesław Władyka.
Artykuł "W służbie Krala. Szef Zondacrypto i dziennikarze Republiki", dotyczący Sławomira Jastrzębowskiego i Marcina Dobskiego, napisali Michał Fuja z TVN 24 i Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski. Ukazał się w piątek w Wp.pl i Tvn24.pl. Według ustaleń dziennikarzy Sławomir Jastrzębowski miał być w internetowej grupie dotyczącej PR giełdy kryptowalut, a Dobski atakował dziennikarzy. "Okazuje się, że obaj ci panowie bardzo chętnie wyciągali również rękę po pieniądze do Przemysława Krala" – powiedział w piątek w TVN 24 współautor artykułu Michał Fuja.
Grupę "zondacrypto Public Relations" na WhatsAppie we wrześniu 2025 roku miała założyć pracownica Zondacrypto. Zaproszono do niej Przemysława Krala i m.in. Sławomira Jastrzębowskiego z Republiki. "Grupa działa przez dwa tygodnie. Na pierwszym planie jest oferta sponsorska Zondacrypto dla PZPN: Kral ma ją przedstawić prezesowi związku Cezaremu Kuleszy i sekretarzowi generalnemu Łukaszowi Wachowskiemu 30 września w Bergamo, przy okazji meczu Ligi Mistrzów Atalanta – Club Brugge" – można przeczytać w tekście Jadczaka z WP i Fui z "Superwizjera" TVN 24.
Bilety na mecz Przemysław Kral miał wysłać do grupy w plikach PDF nazwanych nazwiskami, w tym Jastrzębowskiego. "Tej samej grupie na WhatsAppie Kral przesyła jeszcze coś: dokumenty ze swoich sporów prawnych z TVN" – podano w artykule. "Czy Jastrzębowski zrobił z tych dokumentów użytek, nie ustaliliśmy" – dodano.
W tekście znalazła się jednak informacja: "Według tego, co szef Zondy opowiadał potem współpracownikom (...) miała paść jednak także propozycja (...): jeśli Kral przekaże budżet reklamowy rzędu 5 mln euro do ulokowania w różnych mediach, jego rozmówcy »załatwią w TVN uciszenie« Michała Fui. Poradzą sobie również z większością redakcji, które chciałyby publikować negatywny przekaz o Zondacrypto. Jako autora propozycji Kral miał wskazywać Sławomira Jastrzębowskiego".
Jastrzębowski odpowiedział na zarzuty w serwisie X: "Panie Fuja, z Przemysławem Kralem nigdy nie łączyły mnie żadne relacje biznesowe. Żadne, nigdy. Żadnej umowy, żadnej faktury, żadnych pieniędzy. Nic. Pisanie »w służbie« to oczywiście obrzydliwe pomówienie. Cały ten tekst, to pomówienie. Procesik".
Jastrzębowski zapowiada pozew przeciwko redakcjom i autorom tekstów. – Dziś wystąpimy do sądu o zobowiązanie wydawców do opublikowania wzmianki o toczącym się postępowaniu – Jastrzębowski przekazał "Presserwisowi" w piątek.
Według WP i TVN 24 kontakt z Przemysławem Kralem miał mieć też Marcin Dobski z Republiki. "15 lipca 2025 roku, gdy decyduje się kształt regulacji kryptowalutowych, które wkrótce trafią do Sejmu, Expofer Servis House Przemysława Krala podpisuje umowę z agencją Fiverand Krzymowski S.K.A. (...) Za usługi (Michała – przyp. red.) Krzymowskiego Kral płacił 10 tys. euro miesięcznie (choć pierwsza faktura opiewała na 5 tys. euro). Z relacji osób z jego otoczenia wynika jednak, że w listopadzie 2025 roku kwota wzrosła o 5 tys. euro z przeznaczeniem »za Dobskiego«. Nie wiemy, jakie usługi Marcina Dobskiego miałaby oferować agencja Fiverand. Wiemy natomiast, że to jest moment, w którym współautor magazynu śledczego w Telewizji Republika zaczyna interesować się kryptowalutami, a precyzyjnie mówiąc: dziennikarzami innych mediów, którzy analizują nieprawidłowości na rynku kryptowalut" – czytamy w artykule.
Według ustaleń dziennikarzy 23 marca na Telegramie Kral miał dostać wiadomość od Marcina Dobskiego. "To jak z tą współpracą? Bo się znamy korespondencyjnie, że tak to nazwę" – miał napisać Dobski. "Kral proponuje »burzę mózgów« i wskazuje pierwszy temat do wspólnego »rozegrania«: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kral obawiał się, że funkcjonariusze ABW próbują werbować jego pracowników" – czytamy. Dobski miał też zaproponować Kralowi stworzenie funduszu wsparcia dla utalentowanych dziennikarzy.
"Marcin Dobski oferował zwyczajnie usługę obsmarowywania innych dziennikarzy. Obsmarowywania nas, pisania paszkwili na nasz temat (...). Po prostu brał pieniądze za to, żeby pisać negatywnie o innych dziennikarzach" – powiedział Michał Fuja w TVN 24.
Dobski napisał w serwisie X: "Branża dziennikarska powołuje się na artykuł, w którym nie ma żadnych przesądzających dowodów na zawarte głośne tezy. Nic nielegalnego, nic czego sami nie robią". Odpisała mu Beata Biel, szefowa działu digital premium w TVN 24: "hahaha, »nic nielegalnego«. Dzięki za potwierdzenie info z tekstu. Marcinie, Ty naprawdę nic nie rozumiesz, czym jest dziennikarstwo i przyzwoitość".
Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny i prezes Republiki, nie odpowiedział na prośbę o komentarz do ustaleń TVN 24 i WP w sprawie Dobskiego i Jastrzębowskiego.
W tekście opublikowanym w Tvn24.pl i WP zaznaczono: "Kral współpracuje z prokuraturą i ma w tej sprawie własny interes. Jest podejrzanym, więc nie grozi mu odpowiedzialność karna za mówienie nieprawdy, ale żeby zostać tak zwanym małym świadkiem koronnym, nie może kłamać".
"Kogoś dziwi, że facet, który dla pieniędzy ocieplał wizerunek morderczyni dziecka, dbał – za wielką kasę – o wizerunek kryptoprzekręciarza?" – pytał na platformie X Bartosz T. Wieliński, wicenaczelny "Gazety Wyborczej". Wojciech Wybranowski, redaktor naczelny serwisu Holistic News, komentował: "Jeśli (!) choć 10 proc. tego, co przeczytałem o relacjach dziennikarzy i z Zonda, jest prawdą (z naciskiem na jeśli – bo znam tylko relacje prasowe) – to dla dziennikarzy jest to kompromitujące. Spotykamy się z różnymi ludźmi, przy różnych okazjach, budujemy relacje z informatorami. Ale od spraw finansowych są działy marketingu, reklamy, administr".
Bianka Mikołajewska, szefowa "Raportu specjalnego" TVP Info, napisała na X: "Przestańmy wreszcie nazywać dziennikarzami ludzi, o których wiadomo, że brali pieniądze albo inne świadczenia od rozmaitych skompromitowanych biznesmenów i wykonywali ich zlecenia, publikując rozmaite »wrzutki«".
W rozmowie z "Presserwisem" Mikołajewska przyznaje, że to refleksja po lekturze tekstu WP i TVN 24. – Ale łącząca się także z ujawnianymi wcześniej informacjami o współpracy ludzi zatrudnionych w mediach z politykami, prezesami dużych państwowych firm, szemranymi biznesmenami i pracującymi dla nich PR-owcami – wskazuje Mikołajewska.
"To jest chyba ten moment, kiedy część osób powinniśmy po prostu przestać nazywać dziennikarzami. Bo albo są PR-owcami, zajmującymi się czarnym PR-em, utrudnianiem życia innym dziennikarzom, wybielaniem pewnych brudnych interesów, albo są dziennikarzami. Nie da się tego połączyć" – powiedział w piątek w TVN 24 współautor tekstu Michał Fuja.
– Brak mi słów – komentuje Jacek Czarnecki, zastępca dyrektorki Programu I Polskiego Radia. – To, co robią panowie z Republiki, nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. Branie pieniędzy i pisanie do szefa kryptogiełdy z pytaniem, czy ma fundusz dla utalentowanych dziennikarzy? Nie wyobrażam sobie, żebym, uprawiając zawód dziennikarza, starając się być człowiekiem niezależnym, brał pieniądze od kogoś, by tłumić krytykę w innych mediach. To nie jest dziennikarstwo, to jakaś bandyterka – uważa Czarnecki.
Wiesław Władyka, komentator "Polityki", zwraca uwagę, że wśród dziennikarzy zawsze można było odnaleźć osoby bez kręgosłupa lub nieuczciwe. – Ale chyba po raz pierwszy dowiedziałem się o sytuacji, w której złamano wszelkie zasady. Pracownicy Republiki, udając dziennikarzy, brali udział w korupcyjnym procederze, szczując na tych, którzy są dziennikarzami w pełnym tego słowa znaczeniu. Gdy słyszę o tego typu zachowaniach, w pierwszej chwili przychodzi mi na myśl, że powinien powstać dekalog ze zbiorem zasad etycznych dla świata dziennikarskiego, który byłby adekwatny do współczesnych realiów. Jednak natychmiast pojawia się refleksja, że to nierealne – mówi Władyka. I dodaje: – Środowisko dziennikarskie jest wewnętrznie podzielone, korporacje dziennikarskie upolitycznione lub słabe. Niestety, haniebne zachowania pracowników Republiki są skutkiem m.in. upadku ładu demokracji liberalnej. Rządy Donalda Trumpa, rosnąca popularność partii prawicowo-populistycznych w Europie pokazują, że normy cywilizacji ludzi oświeconych i myślących przestają obowiązywać. To stwarza przyzwolenie na takie działania, których dopuścili się Jastrzębowski i Dobski. Uznali, że wszystko można. Zwyrodniałe i haniebne.
Publicysta "Rzeczpospolitej" Bogusław Chrabota: – Gdyby Sławek Jastrzębowski współpracował z Przemysławem Kralem, będąc szefem "Super Expressu", rzutowałoby to na jego pracę jako redaktora naczelnego tabloidu, ale jednak ogólnopolskiego dziennika. Potem związał się ze środowiskiem "Gazety Polskiej" i nie dziwi mnie, że współpracował z protektorem i współpracownikiem tej ekipy. Sławek Jastrzębowski w momencie, kiedy zrezygnował ze stanowiska naczelnego "Super Expressu", definitywnie rozstał się z klasycznym dziennikarstwem.
Informacjami o działalności pracowników Republiki na rzecz Zondacrypto nie jest zdziwiony Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu. – Przez osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy różne grupy zawodowe były poddawane testom na pazerność. Również dziennikarze dostawali propozycje wysokich wynagrodzeń za działania wbrew fundamentalnym zasadom etyki zawodowej. Wielu z nich wykazało się chciwością i testu na pazerność nie zdało. Pod rządami PiS powstała pokaźna grupa milionerów, którzy wzbogacili się w sposób nieuczciwy dzięki politycznym koneksjom. Są wśród niej nie tylko politycy. Należą do niej również osoby pracujące na rzecz ludzi władzy i koncesjonowanych przez nią firm, m.in. dziennikarze, pracownicy mediów, PR-owcy. Wiemy, że jest to bardzo duża grupa, w bardzo wielu przypadkach brakuje dowodów, aby o tym napisać. Dlatego jestem pełen podziwu dla dziennikarzy, którzy ujawnili podwójną rolę, w której występowali pracownicy Republiki – mówi Węglarczyk.
Janusz Schwertner, redaktor naczelny Goniec.pl, komentuje: – Jadczak i Fuja odkryli, że dziennikarze Republiki byli gotowi ich niszczyć, nawet nie tyle na polecenie przestępców, co z własnej woli, za kasę albo inne frukta. A więc wychodzi na to, że Republika za ich sprawą stanęła nie po stronie dziennikarzy śledczych i poszkodowanych klientów, lecz u boku typów spod ciemnej gwiazdy. Brakuje już słów, by to komentować. Bo co tu można powiedzieć? Na takie sytuacje już nie ma komentarza. To są historie jak z filmów. Szacunek dla WP i TVN 24, bo jedno, domyślać się, a drugie – poznać dowody.
(MNIE, JF, KOZ, 21.09.2026)










