Dziennikarze wspominają Andrzeja Morozowskiego. "Kawał historii polskiego dziennikarstwa"
– Miał wielką wiedzę o polityce i wielki do niej dystans – mówi Paulina Stolarek-Marat o Andrzeju Morozowskim (fot. TVN)
W redakcji TVN 24 wierzono, że Andrzej Morozowski mimo ciężkiej choroby wróci na antenę i będzie mógł pożegnać się z widzami. Niestety zmarł. Miał 69 lat. – Świetny dziennikarz: uważny, bystry, błyskotliwy, elokwentny – wylicza Tomasz Lis, twórca "Faktów" TVN.
We wtorek o godz. 16.30 stacja TVN 24 przerwała emisję programu i przez co najmniej minutę w ciszy pokazywała czarno-białe zdjęcie Andrzej Morozowskiego. W ten sposób poinformowała o śmierci zasłużonego dla tego kanału dziennikarza. Komunikat o jego odejściu przekazał widzom Tomasz Sianecki. Potem stacja nadała specjalny program wspomnieniowy. "Andrzej był naszym przyjacielem. Był osobą bardzo dla nas bliską i głęboko wierzę, że był też przyjacielem naszych widzów" – mówiła dziennikarka "Faktów" TVN Arleta Zalewska. "Zostawił znaczący ślad w historii polskiego dziennikarstwa. Był kreatorem najważniejszych wydarzeń we współczesnej Polsce" – dodała Dominika Wielowieyska z "Gazety Wyborczej".
Adam Pieczyński, wieloletni redaktor naczelny TVN 24, napisał w serwisie LinkedIn: "Andrzej czuł, rozumiał, znał naszą politykę jak nikt inny. I nigdy nie przestała go pasjonować, nawet wtedy, gdy coraz częściej musiał zadawać pytania, które wynikały z jego wiedzy i obnażały głupotę rozmówców. Ale nie stracił do końca tej niesamowitej dziennikarskiej, a może przede wszystkim ludzkiej cechy – ciekawości. Ta ciekawość na pewno stała też za decyzją szaloną, gdy 25 lat temu z okładem postanowił – uwaga! – PIERWSZY wejść do drużyny TVN 24".
Andrzej Morozowski z TVN 24 był związany od startu tej telewizji w 2001 roku. Zaczynał jako reporter sejmowy. Później prowadził programy "Skaner polityczny", "Bohater tygodnia", "Rozmowa bardzo polityczna". Razem z Tomaszem Sekielskim był autorem "Prześwietlenia". W latach 2006-2010 wspólnie tworzyli program "Teraz my" w TVN.
Od 2010 roku w TVN 24 miał program "Tak jest". Kiedy w marcu 2026 roku po kilkumiesięcznej przerwie wrócił na antenę, powiedział: "Witam i na początek wyjaśnienie. Przez ponad pół roku nie było mnie na antenie TVN 24, ponieważ walczyłem z nowotworem". Poprowadził wówczas program kilkukrotnie. Z anteny zniknął ponownie w kwietniu 2026 roku.
"Czekaliśmy na ciąg dalszy. Bez względu na to, w jakiej Andrzej był kondycji, czy byliśmy przed chemią, czy po. I w lepszych, i gorszych momentach rozmawiałam z Andrzejem o tym, kiedy wraca" – mówiła w TVN 24 zastępczyni redaktora naczelnego stacji Brygida Grysiak.
Morozowski, zanim został dziennikarzem TVN 24, w latach 1990-2000 był reporterem Radia Zet.
Paulina Stolarek-Marat, była szefowa informacji i redaktorka naczelna Radia Zet, a dziś dyrektorka radiowej Jedynki: – Andrzej był samym życiem. Energią, śmiechem, dowcipem. Miał wielką wiedzę o polityce i wielki do niej dystans. Współtworzył TVN 24, a wcześniej Radio Zet i dla nas wszystkich w tamtych czasach był naturalnym autorytetem. Był fajnym, mądrym i odważnym człowiekiem.
Monika Olejnik, autorka "Kropki nad i" w TVN 24, mówi: – Znaliśmy się bardzo długo, jeszcze z czasów radiowych, kiedy biegaliśmy po sejmowych korytarzach z mikrofonami. Fantastyczny dziennikarz, prawy człowiek, świetny kolega, z dużym poczuciem humoru. Pozostawił ślad po tym, co robił – pamiętamy jego programy, np. "Teraz my" z Tomaszem Sekielskim czy jego ostatnie dziecko, czyli "Tak jest". Strasznie przykro i smutno. Będzie go brakować.
– Świetny dziennikarz: uważny, bystry, błyskotliwy, elokwentny – wylicza Tomasz Lis, twórca "Faktów" TVN. – Andrzej był człowiekiem uśmiechniętym i śmiejącym się. Gdziekolwiek był, rozbrzmiewał jego charakterystyczny śmiech. Zawsze prawiliśmy sobie złośliwości i fundowaliśmy uszczypliwości. Taka konwencja, która nam obu odpowiadała. Wszystko podszyte życzliwością i wzajemną sympatią. Jego dziennikarstwo też było takie – otwarte, jasne, uśmiechnięte – wspomina Lis.
Pierwszy szef TVN 24 Maciej Sojka poznał Andrzeja Morozowskiego, kiedy sam pracował w Telewizji Polskiej, a Morozowski był już czołowym reporterem Radia Zet. – Spotkałem Andrzeja w tłumie demonstrantów z wielkim telefonem komórkowym na plecach, tzw. kaloryferem. Dawał relację na żywo. Potrafił opowiedzieć to, co widzi, w taki sposób, jakby się tam było. Nie wiem dlaczego, ale polubił mnie, dawał mi dobre rady. Pamiętam go też jako opiekuńczego człowieka. Miał rozklekotanego czerwonego Datsuna. Kiedy pracowaliśmy na mrozie, to pakowaliśmy się do jego samochodu, żeby się rozgrzać – opowiada Sojka. I dalej wspomina: – Jak tylko przyszła mi szansa budować TVN 24, Andrzej był osobą, do której się zwróciłem, zanim jeszcze ten projekt został formalnie stworzony. Uważam, że duża część sukcesu tego projektu to jego zasługa.
Andrzej Morozowski ściągnął do pracy w TVN 24 Pawła Płuskę, który dziś jest szefem redakcji "19.30" w TVP 1. – Wspaniały facet o niesamowitym poczuciu humoru. Był świetnym dziennikarzem, który potrafił słuchać innych – polityków, ale nie tylko. Znał się na tej pracy, obserwował świat polityczny od przełomu zmian w Polsce. I cały czas go opisywał, jak on rzeczywiście wygląda. Kawał historii polskiego dziennikarstwa – mówi Płuska. Wczoraj w wieczornym wydaniu "19.30" poinformowano o śmierci dziennikarza konkurencyjnej stacji.
W 2006 roku Andrzej Morozowski razem z Tomaszem Sekielskim głosami redakcji został uznany za Dziennikarza Roku. Obaj otrzymali nagrodę Grand Press w kategorii News za tzw. taśmy prawdy. Autorzy pokazali nagrane ukrytą kamerą polityczne targi posłów PiS próbujących nakłonić posłankę Renatę Beger do przejścia do ich partii w zamian za obietnicę stanowisk i uregulowanie jej długu z pieniędzy Sejmu. Zostali również laureatami Nagrody Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego.
(KOZ, MNIE, 05.08.2026)










