Temat: internet

Dział: INTERNET

Dodano: Marzec 28, 2026

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Łowcy i pogromcy. Youtuberzy przejmują rolę strażników prawa, którą pełniły redakcje

O ile na Samochodozie Wojciecha Galeńskiego pojawiają się głównie filmy i zdjęcia, o tyle Konfitura bywa bardziej bezpośredni – wchodzi w interakcję z kierowcami. Takich profili w mediach społecznościowych jest więcej (screen: magazyn „Press”, nr 01-02/2026)

Robią to, co dawniej robiły media. Pilnują porządku nie tylko na drogach.

Wojciech Galeński został zaatakowany na ulicy Zgoda w Piasecznie. Ktoś usiłował mu wyrwać telefon, którym nagrywał kolejny źle zaparkowany samochód. Galeński codziennie dojeżdża do zajezdni autobusowej w Piasecznie. Kiedy nie kręci filmów, jest kierowcą w komunikacji publicznej. – Dojeżdżałbym do pracy rowerem, ale pewnie musiałbym wstawać o wpół do trzeciej, żeby zdążyć na poranną zmianę – mówi. Nawet do ślubu pojechał na rowerze.

Na YouTubie i Facebooku jest znany jako Samochodoza. Jego kanał na YouTubie i profil na Facebooku funkcjonuje od 2018 roku. „Samochodozę” zdefiniował jako „chorobę przenoszoną drogą”. – Wcześniej tworzyłem ten kanał pod własnym nazwiskiem, chyba od 2012. Ale tak jest trochę bezpieczniej, bo zdarzało się, że mi grożono – mówi.

SZERYF Z MARKEREM

Akcję kręcenia filmów i robienia zdjęć nieprawidłowo zaparkowanych aut, głównie w Warszawie, podjął z frustracji. – Wściekły byłem na kierowców, którzy mi rozjeżdżają trawnik pod blokiem, na drodze z mieszkania do Dworca Zachodniego, w Alejach Jerozolimskich, gdzie kierowcy z chodnika zrobili drogę dojazdową do trawnika, który z kolei zamienili w parking. Rok wystarczył, żeby trawnik stał się bagnem. – Wkurzyłem się, robiłem jakieś zdjęcia, wzywałem służby, ale nikt sobie z tego nic nie robił – opowiada. – Okazało się, że trawnik jest prywatny. Chodnik, owszem, miejski, ale samochody zaparkowane na prywatnym trawniku nikogo nie obchodzą, a dorwać ich kierowców w czasie jazdy po chodniku było ciężko.

Galeński zna Maksyma Szewczuka – to kolejny szeryf parkingowy, który w sieci występuje jako Konfitura. O ile na Samochodozie pojawiają się głównie filmy i zdjęcia, o tyle Konfitura bywa bardziej bezpośredni – wchodzi w interakcję z kierowcami aut zaparkowanych na chodnikach, przy przejściach dla pieszych, na trawnikach. Kredowym markerem – zmywalnym, żeby nie uszkodzić auta – wypisuje na szybach przewinienia. Nie boi się agresywnych osobników, którzy usiłują udowadniać, że mogą bezkarnie jeździć po chodnikach. Swoją krucjatę rozpoczął stosunkowo niedawno – w 2023 roku. W przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że zaczął, ponieważ jego żona została potrącona na przejściu dla pieszych. – To nieprawda. Miała wtedy 19 lat i wtedy jeszcze jej nie znałem – wyjaśnia.

Takich profili w mediach społecznościowych jest więcej. Zwykle, jak Galeński i Szewczuk, się znają. I kibicują sobie wzajemnie. Dobrze radzą sobie profile Stop Cham Warszawa i Stop Cham Szczecin. Jest jeszcze m.in. profil ogólnopolski Stop Cham publikujący filmy z kamer samochodowych, dokumentujące wyczyny Polaków na drogach. Nierzadko zakończone fatalnie – poślizgiem i zderzeniem z barierkami czy drzewem, wpadnięciem do rowu i tym podobnymi zdarzeniami.

SKUTY W BIERUNIU

Autor Audytu obywatelskiego zamieszcza swoje filmy na YouTubie i uczy walczyć z systemowym łamaniem prawa. Tak było w przypadku jednej z jego głośniejszych spraw, kiedy został zatrzymany podczas filmowania sokoła namalowanego na kominie toruńskiej elektrociepłowni. Sprawa działa się w marcu 2023 roku. W całym kraju obowiązywały stopnie alarmowe Charlie i Bravo, a toruński zakład energetyczny należy do tzw. infrastruktury krytycznej. Skończyło się zatrzymaniem, sprawa trafiła do toruńskiego sądu, a ten w dwóch instancjach potwierdził, że „w orzecznictwie Sądu Najwyższego utrwalony jest pogląd, według którego, gdy funkcjonariusz żąda w ramach legitymowania podania danych osobowych, kiedy nie ma do tego podstawy prawnej, obywatel może odmówić podania tych danych bez poniesienia konsekwencji prawnych”. To sformułowanie znalazło się w uzasadnieniu do wyroku, które udostępnił youtuber. Podobne wyroki w jego sprawach zapadły już w sumie sześć razy.

Nie znaczy, że jego problemy z policją się skończyły. W Bieruniu (woj. śląskie), gdzie we wrześniu pojechał robić zdjęcia kopalni Ziemowit, został zatrzymany, skuty kajdankami i przez godzinę był przetrzymywany w radiowozie. Poszło znów o fotografowanie. Kopalnia miała być obiektem strategicznym. Nie jest. – Gdy funkcjonariusze dowiedzieli się, że nie mają racji, próbowali szukać na mnie innych paragrafów, wymyślali nowe przepisy i mówili o konieczności uzyskiwania zgód – wspomina. Ostatecznie został wypuszczony, a godzinny materiał z Bierunia pojawił się w sieci.

Jednak nie zawsze jest różowo. W sierpniu ubiegłego roku w Rzeszowie doszło do przepychanek z ochroniarzami tamtejszej spalarni odpadów, która jednocześnie produkuje ciepło. Youtuber szarpany przez ochroniarzy użył gazu. Ci w zamian skuli go kajdankami. Skończyło się interwencją policji. Tłumaczył, że tylko fotografował ciekawie wyglądający budynek, ale PGE, podobnie jak rok wcześniej w Toruniu, stwierdziło, że spalarnia jest obiektem strategicznym i fotografować jej nie wolno, a działanie youtubera było prowokacją.

Jedna z ostatnich interwencji Audytu obywatelskiego zainteresowała nawet dziennikarzy programu „Reporterzy” TVP. Chodziło o Wojskowe Zakłady Uzbrojenia w Grudziądzu – w listopadzie tego roku nadal obwieszone tablicami z zakazem fotografowania, mimo że od połowy sierpnia taki zakaz obowiązuje jedynie w przypadku jednostek wojskowych i obiektów zajmowanych przez służby specjalne.

Podobne braki w wiedzy i wyszkoleniu policji pokazuje profil Obywatelska AVTV. Autor pisze o sobie: „to projekt obywatelski, a jego celem jest uświadomienie ludziom, jakie prawa mają w przestrzeni publicznej”. Jego zdaniem przeciętni ludzie nie wiedzą i często nie chcą wiedzieć, jakie prawa przysługują im względem działań policji czy firm ochroniarskich i innych służb.

„Nie jesteśmy inicjatorami interakcji, nie jesteśmy agresywni, wulgarni i działamy zgodnie z obowiązującym prawem, i przepisami oraz w jego granicach” – zapewnia Obywatelska AVTV w opisie swojego kanału, na którym pojawiają się głównie filmy z Opolszczyzny.

WYMIATANIE WARSZAWY

Mniej ostre są interwencje Pogromców Reklamozy. To dość długo działająca grupa aktywistów, skupiona na walce z zalewem reklam. Pierwsze zdjęcia na Facebooku zostały zamieszczone w 2019 roku i dotyczyły głównie Warszawy. Na samym Bemowie zidentyfikowali w 2025 roku 123 nielegalne billboardy na 125 w obrębie dzielnicy. Zajęło to kilka miesięcy, a w niektórych lokalizacjach takich nielegalnych reklam stało nawet po kilkanaście. W ciągu kilku lat działalności zlikwidowanych nielegalnych reklam uzbierało się kilka tysięcy.

To oczywiście nie praca jednego człowieka. Pogromcy Reklamozy są grupą nie tylko namierzającą nielegalne billboardy, siatki reklamowe, tablice, citylighty, a nawet banery na ogrodzeniach i folie reklamowe w oknach tak lubiane przez banki i sieci sklepów. Uczą również swoich fanów, jak z reklamozą walczyć.

– Namierzamy reklamy, ustalamy adres mailowy i wysyłamy wiadomość ze zdjęciem do zarządcy drogi czy wydziału architektury i budownictwa urzędu gminy, czekamy na odpowiedź i monitorujemy, kiedy nielegalna reklama zostanie usunięta – instruują, podając potrzebne linki.

I choć Warszawa to główny teren ich działania, ostatnio na profilu pojawiają się też zdjęcia ze Śląska czy z Wybrzeża. Podobne grupy pojawiają się w innych miastach, głównie tych z historyczną zabudową.

Nieco mniejsze osiągnięcia ma inny kolektyw – Sprzątamy Reklamy działający głównie między Pragą-Północ a Strugą i między Brzezinami a Ząbkami. Do walki z nielegalnymi reklamami podszedł jednak dość systemowo, tworząc mapę zgłoszonych i zlikwidowanych obiektów. Tych pierwszych jest ponad 250, drugich – na razie 15.

HOBBY NA PÓŁ ETATU

Walka z systemem nie jest tylko działalnością hobbystyczną. – Mam taki film z tego klepiska przy Jerozolimskich, gdzie pokazuję kierowcy, że dalej jest normalny parking. „Ale jak, tam jest, k..., płatne” – odpowiada kierowca. Wrzuciłem to na YouTube’a i się wiral zrobił – mówi Wojciech „Samochodoza” Galeński. – Później wrzucałem parę innych filmików, które też się spodobały. No i nagle jakiś tam kolega dzwoni. Pamiętam, bo jechałem po rower do ślubu. Taki tandem kupiłem gdzieś w Polsce, jechałem po niego i w środku nocy kolega do mnie dzwoni, i mówi: „Słuchaj, ten twój film ma 100 tysięcy wyświetleń. Patrz, rany boskie, faktycznie to się dzieje”. I zacząłem te filmy bardziej regularnie zamieszczać. A teraz traktuję to jak pracę.

Galeński nie ukrywa, że filmy z nielegalnymi parkującymi przynoszą mu konkretne pieniądze. Ile? Kwoty nie poda. – Spędzam na kanale na tyle dużo czasu, że pieniądze, które z tego uzyskuję, pokrywają to, że praktycznie pracuję w sieci na pół etatu.

Na swoją działalność na Suppi zbierają Pogromcy Reklamozy. Kokosów raczej z tego nie ma – ostatnie wpłaty to głównie 20–50 zł. I jedna setka. Akurat by pokryć koszty paliwa. Małe kwoty pozyskują też z BuyCoffee.

Audyt obywatelski zbiera pieniądze na Patronite – ma 185 patronów i do tej pory zebrał prawie 126 tys. zł. Zbiórka przynosi miesięcznie 3,8 tys. zł. Ale zarabia też na samym YouTubie. Według platformy analitycznej YouTubers.me jego miesięczne zarobki z YT mogły wynieść od ok. 2 do 2,5 tys. euro.

Patronite, Suppi i BuyCoffee wybrał też Maksym „Konfitura” Szewczuk. YouTubers.me ocenia jego zarobki na 1–3 tys. euro miesięcznie w 2024 roku. W 2025 roku pojawiają się już kwoty sięgające niemal 5 tys. euro. Wartość kanału oceniana jest na 45 tys. euro.

Liczba odbiorców? Konfitura – 67 tys. na Facebooku, 131 tys. na YouTubie, 38 tys. na TikToku i 25 tys. na Instagramie. Samochodoza – 22 tys. na Facebooku i 121 tys. na YouTubie. Audyt obywatelski – 23 tys. na Facebooku, 326 tys. na YouTubie, prawie 11 tys. na X i skromne 3261 osób na Instagramie. Pogromców Reklamozy obserwuje 14 tys. osób na Fecebooku.

JAZDA NA MASCE

Aktywiści z Pogromców Reklamozy nie mają zwykle kontaktu z osobami odpowiedzialnymi za reklamy, z którymi walczą. Walka odbywa się na zdjęcia i pisma. Czasem trafiają na moment rozbiórki czy zdzieranie formy reklamowej. Ale liczy się przywrócenie oczyszczonej z reklam fasady, przywrócenie miastu przestrzeni. Już się przyzwyczaili, że firmy wystawiające billboardy czy reklamy wielkopowierzchniowe potrafią licznymi odwołaniami przeciągać czas ich likwidacji. Ale wiadomo – liczy się pieniądz, a każdy dzień utrzymania billboardu to zarobek dla firmy reklamowej.

Maksym Szewczuk ma gorzej. Zwykle sam staje oko w oko z kierowcami. Musi też się liczyć z hejtem na swoich kanałach. Nie tylko na swoich. Ukraińsko brzmiące nazwisko sprawia, że staje się celem internetowych ataków patriotów, zarzucających mu, że nie zna się na przepisach ruchu drogowego ani na prawie i tylko sieje ferment. Jest Polakiem, urodzonym w Warszawie, co, jak podkreśla, nie ma wpływu na to, czy orientuje się w prawie o ruchu drogowym. – Różnica między zwolennikami a przeciwnikami mojego działania jest tak duża, że nie wpływają na mnie te wszystkie negatywne komentarze – mówi Konfitura.

Od pewnego czasu jest rozpoznawalny – pojawił się w reportażu „Uwagi” TVN. – Ludzie podchodzą, podają mi rękę, mówią, że robię dobrą robotę – opowiada.

Zdarzają się jednak również groźby, najczęściej na TikToku. No i zatrzymania przez policję.

Samochodoza, który czasem kręci filmy z Konfiturą, dokładnie wie, ile osób go na ulicy zaczepia. Zaznacza w kalendarzu. W 2025 roku było ich około 140, co znaczy, że niemal co drugi dzień ktoś go rozpoznawał. – I to są tylko pozytywne reakcje, negatywnych nie mam – podkreśla. Chyba że akurat kręci film. – Wtedy łatwiej mnie rozpoznać, ale takie negatywne kontakty mógłbym policzyć na palcach jednej ręki.

I wspomina kierowcę, który rozpoznał go właśnie podczas kręcenia nieprawidłowego parkowania. Zagroził, że zadzwoni po policję. I zadzwonił, ale już nie czekał na przyjazd radiowozu. Agresji fizycznej nie doświadczył. Słownej w zasadzie też nie, ale przypomina, że ludzie, którzy potrafią wyzywać w internecie, zwykle nie potrafią tego robić w życiu.

Założyciel profilu Stop Cham Szczecin Szymon Nieradka sam o sobie mówi, że jest kaskaderem. W marcu próbował zatrzymać kierowcę, który chciał wjechać na podwórze jednej ze szczecińskich kamienic. Był zakaz wjazdu i informacja o zakazie parkowania, samochód nie mieścił się w wąskiej bramie, przystosowanej raczej dla wozów konnych. Kierowca nie odpuścił, a Nieradka przejechał kilkanaście metrów na masce samochodu. Nie pierwszy raz.

Innym „szeryfom” jest znany również dzięki aplikacji Uprzejmie donoszę, która pozwala na przekazanie zdjęć łamiącego przepisy samochodu bezpośrednio na najbliższy posterunek policji. Identyfikuje dane z tablicy rejestracyjnej i dane geolokalizacyjne z cyfrowego opisu zdjęcia. Podobną stronę ZglosParkowanie.pl przygotowali też aktywiści z kolektywu Stop Cham Warszawa.

ŚCIEŻKA BEZ POWROTU

Choć Szymon Nieradka bywa nazywany największym donosicielem Szczecina, twierdzi, że to nie on. Widzi to dzięki statystykom swojej aplikacji. – Inni donoszą znacznie częściej – żartuje, rozmawiając z mediami.

Twórca Audytu obywatelskiego sam siebie nie nazywa aktywistą. Twierdzi, że realizuje swoją pasję, związaną z legalnym nagrywaniem, i pokazuje, jak bronić swoich praw.

Maksym Szewczuk w grudniu 2024 roku zorganizował świąteczne czuwanie przy Bazarku na Dołku na Ursynowie. Akcja miała służyć zajęciu chodnika przez pieszych – czyli tak, jak powinno być. Przyszło kilkanaście osób. Ale trudno od niego usłyszeć, żeby mówił o sobie „aktywista”. Natomiast chętnie przekazuje innym zasady swojego działania. To unikanie przemocy, również słownej, i próba jak najłagodniejszego nawiązania kontaktu z kierowcą, którego filmuje. Nie zawsze się udaje. – Ale ludzie zwykle nie bronią tego, że źle zaparkowali. Gwałtownie reagują na samo zwrócenie uwagi – wyjaśnia.

Wojciech Galeński uważa, że jest aktywistą. – Bycie aktywistą nie jest dla każdego. To nie jest jak bycie piekarzem czy kierowcą, chociaż ja akurat jestem i piekarzem, i kierowcą. Bycie aktywistą wymaga innego spojrzenia na świat, na siebie również – mówi.

Co jest najważniejsze? Wcale nie samo działanie. – Przede wszystkim trzeba umieć wytrzymać hejt, który się leje ze wszystkich stron strumieniami, hektolitrami, szambiarami po prostu. Nie wstydzę się tego, że sam bywałem kontrowersyjny. Ale paru rzeczy, które upubliczniłem czy które w ogóle zrobiłem, żałuję.

Kiedy ma oceniać innych miejsko-internetowych aktywistów, przyznaje, że niektórzy przesadzają. Ale, jak sam przyznaje, do aktywizmu trzeba mieć specyficzny charakter.

„Aktywizm ma punkty styczne z dziennikarstwem: wskazuje nieprawidłowości, broni słabszych, jest strażnikiem praw obywatelskich” – pisze w swojej niedawno wydanej książce „Bez znieczulenia” Marcin Kącki. Książka opowiada o widzianej przez niego rzeczywistości polskich mediów, które w części postanowiły być aktywistyczne lub aktywizmom ulegać. „I jeżeli raz wejdzie się na ścieżkę aktywizmu, to okazuje się, że nie ma z niej powrotu” – pisze dalej, przytaczając przykłady.

BEZSILNOŚĆ I GNIEW

Szewczuk, który jeszcze nie był Konfiturą, przyszedł do Galeńskiego do autobusu. Pojeździli razem, porozmawiali. Teraz zdarza im się robić wspólne materiały, choć Galeński podkreśla, że Szewczuk jest w tych działaniach bardziej systematyczny i skrupulatny.

Kącki pisze o gniewie i poczuciu bezsilności, które są paliwem aktywizmu.

– Owszem, czuję taką bezsilność, jak wychodzę na miasto, ale na to, co widzę, reaguję w sposób, w jaki reaguję – mówi Galeński. – Z tej bezsilności wobec takiego polskiego „niedasizmu” mnie ponosi. Mam po prostu porywczy charakter i nie rozumiem, że nie da się zaparkować prawidłowo.

Pogromcy Reklamozy i Sprzątamy Reklamy wskazywać problemy mogą jeszcze długo. Chcą zakazu billboardów przy autostradach i drogach szybkiego ruchu. W miastach też zostało sporo do uprzątnięcia.

Najmniej obaw budzi przyszłość kanałów poświęconych dzikiemu parkowaniu. Polak jak to Polak – przepis drogowy uważa często zaledwie za sugestię. Samochodoza istnieje w sumie od 13 lat. – I powiem panu, że ostatnio taka mi przyszła refleksja do głowy, że kiedyś wystarczyło wyjść 200 metrów od domu czy może 500 i zawsze coś nagrałem. A teraz muszę szukać. Jasne, że znam sporo takich miejsc, gdzie o każdej porze dnia i wieczoru zawsze coś nagram, ale jest ich coraz mniej. Już sobie wymyśliłem inny kontent. Jak nie będzie czego nagrywać, to uznam, że bardzo dobrze, to znaczy, że świat się naprawił. I nikt nie będzie mi telefonu wyrywał.

***

Ten tekst Ryszarda Parki pochodzi z magazynu Press  wydanie nr 01-02/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości dla najaktywniejszych Czytelników.

„Press” do nabycia w salonach prasowych, App StoreGoogle Playe-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.

Czytaj też: Numer na 30-lecie "Press": rozmowa z Miszczakiem, sylwetka Wysockiej-Schnepf i plemiona

Press

Ryszard Parka

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.