Powrót do korzeni. Rozmowa z nową prezeską Kino Świat
Dorota Eberhardt prezeską Kino Świat została 1 grudnia 2025 roku (fot. Iza Grzybowska)
- Myślę, że mamy dwie zupełnie różne propozycje. Z jednej strony klasyczną, epicką historię kinową, a z drugiej - współczesną reinterpretację „Lalki” Pawła Maślony dla Netflixa - mówi w rozmowie z Press.pl Dorota Eberhardt, prezeska Kino Świat - dystrybutora filmu „Lalka”. Eberhardt przeszła z TVN Warner Bros. Discovery, w którym ostatnio pełniła funkcję wiceprezeski ds. programingu, streamingu i kanałów nowej generacji.
Dlaczego odeszła Pani z Warner Bros. Discovery?
Od dzieciństwa marzyłam o pracy w branży filmowej. Mam tyle lat, że w dzieciństwie chciałam być jak Lew Rywin, choć to akurat szybko się zdezaktualizowało. Skończyłam szkołę filmową i z rozsądku SGH, co okazało się najlepszym połączeniem. Razem ze Sławomirem Salamonem otwieraliśmy w 2003 roku biuro Forum Film, które w tamtych czasach dystrybuowało filmy Disneya. Wtedy nabrałam przekonania, że świat filmowy i opowiadanie historii to właśnie to, co chcę robić w życiu. Później pracowałam w CD Projekt, Discovery i TVN. Odpowiadałam za strategię programową i produkcję dla HBO i Playera.
Dołączenie do Kino Świat to dla mnie powrót do korzeni. To była propozycja nie do odrzucenia. Jednym z powodów, dla których zostałam zaproszona do tej współpracy, jest moje doświadczenie w produkcji filmów i seriali. To obszar, na który chce postawić nie tylko Kino Świat, ale i grupa Studiocanal, do której należy Kino Świat.
Propozycja przyszła chyba w dobrym momencie. Warner Bros. Discovery niedługo znowu może zmienić właściciela, co oznacza kolejne zmiany.
Gdy rozmawiałam o przyjściu do Kino Świat, a te negocjacje trwały wiele miesięcy, to był jeszcze czas przed ogłoszeniem sprzedaży Warner Bros. Discovery. Zresztą nie ukrywam, że takich zmian się nie boję, mam za sobą kilka łączeń. Jestem specjalistką od transformacji i integrowania zespołów i zarządzania zmianą.
Dołączyła Pani do Kino Świat pod koniec 2025 roku. Jaki to był rok dla Kino Świat i dla kina? W 2024 roku Kino Świat zmniejszyło przychody o 20 proc. w porównaniu z 2023 rokiem.
W 2025 roku, podobnie jak w 2024 roku, sprzedano w Polsce 49 mln biletów do kin, z czego 13 mln na polskie filmy, podczas gdy w 2024 roku było to 11 mln, a w 2023 roku - 9 mln.
Kino Świat miało w zeszłym roku 7 proc. udziału w rynku kinowym przy 3,4 mln widzów, co daje nam miejsce w pierwszej piątce dystrybutorów kinowych i drugą pozycję wśród dystrybutorów niezależnych.
Same wyniki finansowe w 2025 roku były na porównywalnym poziomie, jak w 2024 roku. Z kolei w tym roku przed nami 30 filmów, w tym 10 polskich.
Jednym z nich będzie ekranizacja „Lalki” Bolesława Prusa. To z tym tytułem wiąże Pani największe nadzieje?
To będzie film, który przyciągnie widzów ze wszystkich grup wiekowych. Zarówno młodych, w średnim wieku, którzy najrzadziej odwiedzają kina, jak i pokolenie silver generation, czyli grupę, która wychowała się na kinie i chodzenie do kin ma we krwi.
Marzy nam się razem z Radkiem Drabikiem, producentem i wizjonerem, ustanowienie rekordu kinowego. To klasyczna „Lalka”, epickie wydarzenie, które trzeba zobaczyć w kinach. Sceny z „Lalki”, które już oglądałam, kojarzą mi się z malarstwem impresjonistów.
W "Lalce" w rolach głównych wystąpią Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska (fot. materiały prasowe)
Film „Lalka” trafi do kin 30 września, a na drugą połowę roku Netflix zapowiada serial „Lalka”.
Myślę, że mamy dwie zupełnie różne propozycje. Z jednej strony klasyczną, epicką historię kinową, a z drugiej - współczesną reinterpretację „Lalki” Pawła Maślony dla Netflixa.
Pamiętam, jak tworzyli Andrzej Wajda i Andrzej Munk. Ich filmy ze sobą dyskutowały. Jeden zrobił „Popiół i diament”, swoje spojrzenie na wojenny heroizm. Drugi stworzył „Zezowate szczęście”. Przez wiele lat pokazywali dwa różne spojrzenia. Jestem przekonana, że taka twórcza dyskusja i tym razem będzie dla widzów interesująca.
Co poza „Lalką” Kino Świat zaproponuje w tym roku?
Line-up Kino Świat stoi na trzech filarach. Pierwszy to polskie filmy, drugi - tytuły ze Studiocanal, a trzeci - zakupy. To jest w tym roku mniej więcej po 10 tytułów.
Jesienią wprowadzimy do kin film o Violetcie Villas z Sandrą Drzymalską czy „Przepis na święta” z Zosią Jastrzębską. Chcemy też wspierać młodych twórców i ich wspaniałe, autentyczne mówiące językiem młodego pokolenia kino, dlatego w tym roku odpowiadamy między innymi za dystrybucję „Powiedz mi, co czujesz” Łukasza Rondudy i „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” Emi Buchwald. Kolejny raz mamy zaszczyt współpracować z nominowanym do Oscara za „Boże Ciało” Janem Komasą. Wprowadzamy do kin jego najnowszy międzynarodowy projekt „Dobry chłopiec” z mistrzowską rolą nagrodzonego Złotym Globem Stephena Grahama.
Z zagranicznych tytułów będziemy mieć na przykład brytyjski dramat wojenny „Pressure”, w którym główne role grają Andrew Scott i Brendan Fraser. To film ze świetną obsadą, a jednocześnie wpisujący się w nurt opowiadania klasycznych historii na nowo.
Szykujemy wspólne filmy ze Studiocanal, ale nie mogę jeszcze mówić o szczegółach. Z ich biblioteki pokażemy również kolejną ekranizację „Nędzników”, ale dopiero w 2027 roku.
Mam w planach również wprowadzanie do kin klasyki filmowej. Dziś na rynku działają dwie firmy dystrybucyjne, które przypominają takie filmy jak „Wielki Błękit” czy „Amadeusz”. To są filmy, które potrafią zrobić 20-40 tysięcy widzów, czyli więcej niż niejedna premiera. Części z tych tytułów nie ma w streamingu.
Studiocanal, którego jesteśmy częścią, ma wspaniały katalog ponad 9 tysięcy filmów w tym takich kultowych tytulów jak „Terminator" czy „Rambo”. Miło nam już tego lata zaprosić widzów kinowych na kultowy film „Tańczący z Wilkami”, a to dopiero początek naszego projektu klasyków Kino Świata.
Kino Świat wprowadzi do kin nowy film Jana Komasy (fot. materiały prasowe)
Sprzedajecie też jako Kino Świat polskie filmy za granicę.
Do 30 krajów sprzedaliśmy film „Pies, który jeździł koleją”. Rozmawiamy o sprzedaży filmu „Psoty”. Dubbing niweluje kinową barierę językową. To działa też w drugą stronę. Wprowadzamy filmy ze Studiocanal z Niemiec czy Australii.
Prezes Heliosa Tomasz Jagiełło w styczniu mówił „Rzeczpospolitej", że na polskich filmach spodziewa się w 2026 roku widowni o 25 proc. niższej niż w 2025 roku.
Był taki moment w zeszłym roku, kiedy kina i dystrybutorzy martwili się, że na razie nie widać polskich hitów, skończyliśmy rok ze świetnymi wynikami filmów „Dom dobry” czy „Teściowie 3”. Na szczęście to branża pełna zaskoczeń.
Pytanie, ile polskich filmów w 2026 roku będzie w stanie przekroczyć poziom 1 mln widzów. Liczę, że dystrybutorzy szykują jeszcze niespodzianki i w połączeniu ze zmieniającymi się trendami wśród widzów, polskie kino będzie oglądane nie gorzej niż w zeszłym roku.
Mówiła Pani o 49 mln sprzedanych biletów do kin w 2025 roku, Helios podaje 51 mln widzów. W 2019 roku było ich prawie 62 mln. Frekwencja kinowa nie wróci już do poziomu sprzed pandemii?
Jak sądzę różnica może wynikać z uwzględnienia w liczbie 51 mln również wydarzeń specjalnych: meczów, koncertów i spektakli.
Do ponad 60 mln widzów w kinach raczej już nie wrócimy, choć obserwujemy trend bycia offline. Trend szukania rozrywnki poza ekranem telefonów jest coraz popularniejszy zwłaszcza wśród młodych osób, a kolejne kraje wprowadzają zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci. Kino staje się też jakościowym sposobem spędzania czasu i wydarzeniem towarzyskim.
Dziś 60 proc. biletów do kin kupowanych jest online, co oznacza, że widzowie podejmują decyzję o tym, co chcą obejrzeć świadomie, jeszcze w domu.
Rozwój platform streamingowych bezpowrotnie wpłynął na branżę kinową?
Streaming jest dzisiaj dużo groźniejszą konkurencją dla telewizji niż dla kin. Platformy długo rywalizowały o czas widzów filmami i serialami. Przez lata ich oferta to była rozrywka typowo wieczorna.
Obok seriali premium ze świetną amerykańską obsadą w streamingu zaczęły pojawiać się seriale codzienne czy telenowele, czyli formy, które do tej pory były domeną telewizji. Pozycje te wypełniają dużą część telewizyjnej ramówki w ciągu dnia. Ambicją platform streamingowych stało się rywalizowanie również o tzw. daytime.
Dziś coraz częściej też proponują reality, sport i wydarzenia na żywo, czyli pozycje zarezerwowane do tej pory dla telewizji.
Jak ocenia Pani poziom nasycenia rynku streamingowego?
Przeciętny Amerykanin ma pięć, sześć subskrypcji wideo, a Polak - dwie, trzy. Oczywiście powodem jest też inna struktura cenowa, bo płatna telewizja w Stanach Zjednoczonych jest znacznie droższa niż w Polsce. To pokazuje jednak, że jest jeszcze przestrzeń - można mieć więcej subskrypcji.
A jest miejsce na kolejnych graczy czy raczej powinniśmy spodziewać się łączenia platform lub zamknięcia części z nich?
Zmierzamy w kierunku konsolidacji. Na końcu wygra model agregacyjny, choć oczywiście mogą powstawać jeszcze niszowe projekty dla pasjonatów.
Myślę też, że będą powstawały nowe modele koprodukcyjne. Spodziewam się współpracy pomiędzy streamingiem, kinem i telewizją.
Jaki będzie finał sprzedaży Warner Bros. Discovery? Netflix przejmie Warner Bros.? Paramount Skydance nie odpuszcza walki.
Liczę, że wygra rozsądek biznesowy i zapadnie decyzja, która będzie chronić kino, streaming i telewizję, a w konsekwencji widzów.
Co czeka rynek kinowy, jeśli Netflix przejmie Warner Bros.?
Prezes Netflixa Ted Sarandos mówi, że kocha kino i zachowanie okna kinowego będzie jednym z priorytetów. Wierzę, że tak się stanie. Przypomnę, że tyle razy ogłaszano już śmierć kina, wieszczono koniec telewizji, a kino, podobnie jak telewizja, ma się wciąż dobrze.
Rozmawiał: Maciej Kozielski
(KOZ, 13.02.2026)










