Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Listopad 08, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

W szponach hazardu

Etoto ma na swojej liście kilka innych nazwisk dziennkarzy, o których się starano, ale Roman Kołtoń, Mateusz Borek, Tomasz Smokowski i Michał Pol byli na samym jej szczycie (fot. https://vimeo.com/325192106)

Zakłady bukmacherskie kuszą dziennikarzy sportowych coraz atrakcyjniejszymi ofertami współpracy. Tych, którzy odmawiają, ubywa.

Film z making of tegorocznej sesji zdjęciowej ambasadorów zakładów bukmacherskich Etoto. Udział biorą: Tomasz Smokowski, Mateusz Borek, Roman Kołtoń, Michał Pol. Ubrani w eleganckie garnitury świetnie się bawią, pozując do zdjęć. Na sygnał reżysera jednocześnie podnoszą do ust mikrofony z nałożoną kostką z logo Etoto.

– Byłem dinozaurem w promowaniu zakładów bukmacherskich. Wieszano na mnie psy, a dziś robią to wszyscy dziennikarze sportowi, którzy są rozpoznawalni i prezentują odpowiedni poziom merytoryczny – mówi nie bez satysfakcji Mateusz Borek, komentator sportowy Polsatu.

Sęk w tym, że nie wszyscy. Kwestia współpracy i promowania zakładów bukmacherskich dzieli środowisko dziennikarzy sportowych.

„Ci, którzy powinni ostrzegać przed niebezpieczeństwem, bo doskonale zdają sobie z niego sprawę, zostali wynajęci, by obłaskawiać zło. Gdy oni zachęcają, łatwiej ulec pokusie, dać się zwieść złudzeniu, że hazard nikomu nie szkodzi” – napisał w maju br. w „Rzeczpospolitej” Mirosław Żukowski, szef sportu „Rzeczpospolitej”.

„Zaraza oblazła całą piłkę nożną i w ogóle cały sport. Jest na koszulkach najsłynniejszych drużyn, przy logo najsłynniejszych zawodów, u nas roznoszą ją masowo nawet dziennikarze, którzy coraz częściej robią – rzecz jeszcze niedawno nie do przyjęcia – za reklamowe słupy” – wtórował Żukowskiemu na łamach „Gazety Wyborczej” Rafał Stec w tekście „Bukmacheroza”. Argumentował, że na rynkach sportowych lepiej rozwiniętych od polskiego już dostrzeżono, że zarabianie na typowaniu wyników stało się poważnym problemem społecznym. Na Wyspach Brytyjskich pod wpływem polityków i aktywistów bukmacherzy zaczęli wprowadzać ograniczenia reklamowe.

U nas lista dziennikarzy, którzy pracują dla bukmacherów, jest coraz dłuższa.

REWIZJA POGLĄDÓW

Gdyby kliknąć „unfollow” przy każdym dziennikarzu sportowym współpracującym z bukmacherem, to dziś na polskim Twitterze do śledzenia pozostałaby garstka.

Prekursorem był Mateusz Borek – najpopularniejszy komentator meczów piłkarskich pokazywanych w Polsacie. Przez 10 lat (2007–2017) był ambasadorem firmy Betclic. W Polsce promował ją jeszcze Zbigniew Boniek – prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Borek był ewenementem na skalę europejską. Betclic miał ambasadorów w każdym kraju, gdzie promował swoją ofertę, ale nigdzie nie był nim dziennikarz.

W ślady Borka poszli jego koledzy. Bożydar Iwanow z Polsat Sport został wideoblogerem Betfair.

Ich redakcyjny kolega Roman Kołtoń zaczął promować firmę Expekt (należy do Betclic Everest SAS Group), dla tej samej firmy cykl rozmów wideo ze Zbigniewem Bońkiem poprowadził Krzysztof Stanowski – założyciel serwisu Weszło.com. Z kolei Michał Pol, dyrektor kontentu sportowego w Ringier Axel Springer Polska, podjął współpracę z Fortuną. Podobnie jak Przemysław Iwańczyk z Polsat Sport (prowadzi też audycję w Tok FM).

Przed piłkarskim Euro 2016 do współpracy z firmą Betsafe przekonał się wieloletni wicenaczelny tygodnika „Piłka Nożna” Adam Godlewski. Przyznaje, że miał dylemat, bo wcześniej wielokrotnie krytykował Zbigniewa Bońka za reklamowanie firmy bukmacherskiej działającej na zagranicznej licencji. Gdy więc zaczął promować Betsafe, natychmiast wypomniano mu tę krytykę na Weszło.com: „Gratulujemy ci, że zrewidowałeś poglądy na temat rynku bukmacherskiego. Oczywiście nie wiążemy tego w żaden sposób z obiecanymi ci pieniędzmi, bo to by cię przecież obrażało. Po prostu zmądrzałeś, na co nigdy nie jest za późno”.

Dziś Godlewski mówi: – Skoro na rynku sportowym są pieniądze na marketing, nie widzę powodu, dla którego nie mogliby z tego korzystać dziennikarze, którzy są elementem tego rynku. Czy udział w reklamie jest zarezerwowany tylko dla aktorów? Nie bądźmy hipokrytami.

Mirosław Żukowski: - Bukmacherzy potrzebują dziennikarzy do uwiarygodnienia swojej działalności w internecie. Mają oni tworzyć wokół tego biznesu atmosferę przyjemnej zabawy

OKNO TRANSFEROWE

Pieniędzy na rynku jest coraz więcej od nowelizacji ustawy hazardowej w kwietniu 2017 roku. Według szacunków Stowarzyszenia „Graj Legalnie” obroty legalnej branży bukmacherskiej w 2018 osiągnęły 5,1 mld zł, co oznacza wzrost o 55 proc. w porównaniu z 2017 rokiem. W 2019 roku spodziewany jest przyrost o kolejne 15 proc. Branża coraz więcej inwestuje w sponsoring sportowy – według szacunków stowarzyszenia aktualnie ok. 35 mln zł rocznie. Przybywa podmiotów z licencją Ministerstwa Finansów, a nowe marki muszą się wypromować. Liderzy rynku, czyli STS (47 proc. udziału) i Fortuna (34 proc.) zaklepali sobie długoletnią współpracę m.in. z reprezentacją Polski w piłce nożnej, najlepszymi klubami, a nawet z całą klasą rozgrywkową (Fortuna I Liga). Mniejsze brandy próbują coś ugrać, sponsorując drużyny z niższych klas rozgrywkowych i mniej popularne od piłki nożnej dyscypliny (żużel, boks, koszykówka, siatkówka). Wszystko pod słusznym hasłem „Wspieramy polski sport”.

To dzięki pojawieniu się nowych marek bukmacherskich szeroko otworzyło się okno transferowe dla dziennikarzy, a stawki za ich udział w reklamie wzrosły. Drużynę dziennikarskich gwiazd skompletowała firma Etoto. Zainwestowali w nią bracia Andrzej i Piotr Rogowscy (Andrzej Rogowski jest założycielem operatora kablowego Multimedia Polska). Za jej marketing odpowiada Tomasz Mazur, który wcześniej pracował dla Betclica. Dlatego przekonał do współpracy znanych mu dobrze z poprzedniego miejsca pracy Mateusza Borka i Romana Kołtonia. Dołączył do nich Michał Pol (przeszedł z Fortuny) i debiutant – Tomasz Smokowski, który przez wiele lat komentował mecze w Canal+, a od 2018 roku pracuje dla kanałów sportowych Polsatu. Do tego grona dołączył były piłkarz i stały gość Polsat Sport Tomasz Hajto. Na banerach internetowych ekipa elegancko ubranych ekspertów przekonuje: „Zamienimy 100 zł na 300 zł” i zachęca do obstawiania „bez ryzyka”.

Zakłady bukmacherskie Totalbet uruchomiła Grupa ZPR Zbigniewa Benbenka (należy do niej m.in. „Super Express” i sieć Radio Eska). Ich ambasadorem został Andrzej Twarowski – ceniony specjalista od ligi angielskiej w Canal+. A Michała Pola w Fortunie zastąpili: Tomasz Ćwiąkała (wschodząca gwiazda wśród komentatorów piłkarskich – obecnie Canal+, wcześniej Eleven Sports), Marcin Feddek (ekspert Polsat Sport), Żelisław Żyżyński (Canal+), Piotr Kędzierski (radiowiec, dawniej Radio Roxy, dziś Newonce.radio) i youtuber Maciej „DissBlaster” Krawczyk (kanał Footroll).

Michał Kołodziejczyk: - Nie wszyscy dziennikarze zdają sobie sprawę z tego, jak wielki wpływ mają na ludzi i podejmowane przez nich decyzje

MURY RUNĘŁY

– Branża bukmacherska zassała dziennikarzy do swojego interesu. Najpierw kupowała od nich informacje o kontuzjach zawodników, ich samopoczuciu czy planowanych zmianach w składzie zespołów, aby to wszystko uwzględniać w ustalaniu kursów – mówi Mirosław Żukowski. – Teraz bukmacherzy potrzebują dziennikarzy do uwiarygodnienia swojej działalności w internecie. Mają oni tworzyć wokół tego biznesu atmosferę przyjemnej zabawy, tworzyć iluzję, że to do niczego złego nie prowadzi, przysłonić ciemną stronę hazardu – komentuje.

Na łamach „Rzeczpospolitej” z nazwiska wymienił tych, którzy przyczyniają się do „banalizacji hazardu”: Stanowskiego, Borka, Pola, Kołtonia, Twarowskiego, Smokowskiego. – To są tuzy dziennikarstwa futbolowego, dla wielu młodych ludzi wzór do naśladowania. Akurat oni na brak pieniędzy nie narzekają, więc nie muszą sprzeniewierzać się zasadom naszego zawodu – mówi Żukowski.

Mateusz Borek: – Jeżeli ktoś mnie w gazecie w ten sposób obsmaruje, niech potem nie dziwi się, że na meczu nie podam mu ręki. Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, skąd są pieniądze w profesjonalnym sporcie. Bez bukmacherów nie byłoby na takim poziomie Premier League i innych lig europejskich. Naszą I ligę ratuje tylko Fortuna, dziesiątki polskich drużyn z tego się utrzymują – argumentuje. Zwraca uwagę, że pod felietonem Żukowskiego na Rp.pl, a pewnie także gdzieś w pobliżu publikacji Steca wyświetlały się banery bukmacherów, są one też obecne na koszulkach prawie wszystkich drużyn piłkarskich, na bandach stadionów.

Na zarzut o udział w reklamie odpowiada: – Czym mój udział w reklamie różni się od występu Macieja Kurzajewskiego z TVP w reklamie loterii państwowego Orlenu? Publiczna telewizja transmituje gale, których sponsorem jest platforma do handlowania kryptowalutami, i nikt w mediach z tego powodu szat nie rozdziera.

Zaś zdaniem Krzysztofa Stanowskiego pieniądze są elementem niezależności dziennikarskiej. – Gdy redakcja lub dziennikarz je mają, to są niezależne – argumentuje właściciel Weszło.com. Michał Pol tłumaczy, że uzależnić się można od wszystkiego. – Jedni uzależniają się od seksu, inni od gier komputerowych, jeszcze inni od pracy, a na przykład ja od mediów społecznościowych. Przecież nie reklamujemy nielegalnych zakładów u bukmacherów azjatyckich. Nie namawiamy do obstawiania konkretnych kwot. Jako ambasadorzy opowiadamy jedynie o sporcie i mówimy to samo, co mówimy w naszych mediach – argumentuje.

Żukowskiego tego typu argumenty nie przekonują: – Dziennikarz to nie jest zawód, który polega na przyciąganiu pieniędzy do czegokolwiek.

Jego stronę trzymają Stec i inni dziennikarze sportowi o uznanych nazwiskach, choć otwarcie nie chcą krytykować kolegów. Szef Sport.pl Paweł Wilkowicz pytany, dlaczego nie reklamuje żadnego bukmachera, odpowiada, że nie chce mierzyć się z poczuciem odpowiedzialności za kogoś, kto za sprawą jego udziału w reklamie zdecydowałby się na zakład u buka. – Da się fajnie żyć bez reklamowania bukmacherów – przekonuje Wilkowicz.

Paweł Wilkowicz: – Da się fajnie żyć bez reklamowania bukmacherów

Michał Kołodziejczyk, szef WP Sportowe Fakty, wręcz zakazał podległym dziennikarzom promowania swoim nazwiskiem hazardu. – Znam zbyt wiele przypadków kolegów z mediów, sportowców czy zwykłych kibiców, którym zniszczył on życie. Nie wszyscy dziennikarze zdają sobie sprawę z tego, jak wielki wpływ mają na ludzi i podejmowane przez nich decyzje – mówi Kołodziejczyk.

Zauważa, że reklamowanie bukmacherów przez dziennikarzy to polska specjalność. – To efekt tego, że na Zachodzie dziennikarze sportowi nie mają takiej pozycji jak w Polsce. W Hiszpanii, dzwoniąc do Leo Messiego, odbiją się od jego agenta, a ja mogę po rozmowie z panem wybrać numer Roberta Lewandowskiego i on odbierze – tłumaczy Kołodziejczyk. – Kibice to dostrzegają i cenią. Stąd tak duża popularność w Polsce programów o sporcie z udziałem samych dziennikarzy. Mateusz Borek nie tylko kojarzy się z emocjami i okrzykiem „gol”, ale jest prawdziwym ekspertem, ma trafne uwagi, stawia ciekawe tezy, nie boi się krytykować. Będąc na miejscu reklamodawcy, też bym wolał Borka od naszych piłkarzy – dodaje.

Mur oddzielający redakcje sportowe od reklamodawców zaczął pękać już wiele lat temu. Kiedy szefem redakcji sportowej (2005–2009) TVP był Robert Korzeniowski, jednocześnie był on twarzą reklam ubezpieczyciela Amplico AIG. Udział komentatora Przemysława Babiarza w reklamie zegarka Timex dziewięć lat temu tłumaczono współpracą TVP Sport z marką, która zapłaciła za start dziennikarza w nowojorskim maratonie. Jeszcze sześć lat temu Maciej Kurzajewski z TVP za występ w spotach PKO BP został zawieszony w obowiązkach, a działająca w telewizji publicznej komisja etyki stwierdziła jednogłośnie, że dziennikarzowi nie wolno występować w reklamie. Dziś bez problemów występuje on w reklamie loterii Orlenu. Tomasz Zimoch po rozstaniu z redakcją sportową Polskiego Radia (trzy lata temu) zdążył wystąpić w reklamach Biedronki, Lidla, napojów 4Move, szybkich pożyczek Bociana i zakładów bukmacherskich STS. Godził to ze współpracą z TVN 24 i Radiem Zet.

– Dzisiaj w naszym dziennikarstwie nie ma już właściwie żadnych zasad. Najbardziej brakuje ich wśród dziennikarzy sportowych i politycznych, ale też ekonomicznych, a nawet kulturalnych – komentuje Rafał Stec.

– Zdarzają się jeszcze dziennikarze odporni na propozycje współpracy marketingowej, ale najczęściej to tylko kwestia pieniędzy. Pracuję w tym środowisku od wielu lat, więc wiem, z kim można rozmawiać o współpracy, a z kim nie – stwierdza Adrian Furmańczyk, dyrektor marketingu w Totalbet Zakłady Bukmacherskie.

Michał Pol: - Nie namawiamy do obstawiania konkretnych kwot. Jako ambasadorzy opowiadamy jedynie o sporcie i mówimy to samo, co mówimy w naszych mediach

ZACHWYCAJĄCA SYMBIOZA

Współpraca dziennikarzy z firmami bukmacherskimi już dawno wykroczyła poza zwykłe wykorzystanie ich wizerunku w reklamach brandów.

Etoto wspiera finansowo gale bokserskie organizowane przez Mateusza Borka. Daje też pieniądze na prowadzony przez niego program „W ringu”, który co tydzień nagrywany jest w studiu Weszło.com, a potem zamieszczany na kanale Etoto TV na YouTube. – Jeżeli ktoś chce mi pomóc w spełnianiu moich ambicji zawodowych, to z jakich powodów mam tę ofertę odrzucić? Nawet w Polsacie Sport nie ma miejsca na tak pogłębioną publicystykę na temat boksu, czyli ponad godzinę rozmowy z ekspertami – mówi Borek. Stałymi gośćmi „W ringu” są dziennikarze Janusz Pindera i Andrzej Kostyra.

Etoto produkuje jeszcze dwa inne programy do internetu: „Piłkarski quiz pod napięciem” i „Futbolowy head to head”. Oba powstają w studiu Onetu. Ten pierwszy bez wstydu mógłby być emitowany w tradycyjnej telewizji, ma formę dynamicznego teleturnieju, przeplatanego piłkarskimi anegdotami. Na pytania dotyczące piłki nożnej odpowiadają ambasadorowie bukmachera, którzy mierzą się z zapraszanymi drużynami ekspertów. Jedną z nich była reprezentacja Radia Maryja, dzięki czemu Etoto zaistniał w Telewizji Trwam. – Jestem zachwycony tą współpracą, bo całe życie marzyłem o prowadzeniu takiego teleturnieju. Nie ma drugiego takiego formatu w polskich mediach – mówi Michał Pol, który prowadzi „Piłkarski quiz pod napięciem” na zmianę z Jolantą Zasępą, byłą dziennikarką Polsat Sport i Sport.pl. Z kolei w programie „Futbolowy head to head” Borek, Smokowski, Kołtoń i Hajto porównują umiejętności piłkarskie dwóch przeciwstawianych sobie zawodników.

– Nie mamy ambicji konkurować z mediami sportowymi o widza, nie tworzymy treści czysto informacyjnych. Naszym celem jest rozrywka osadzona w kontekście sportu – tłumaczy Tomasz Mazur, dyrektor programowy Etoto TV. – Cieszymy się, że kierunek ten się sprawdza, a nasz flagowy produkt „Piłkarski quiz pod napięciem” stał się kultową pozycją w internecie. Mamy ponad 50 tysięcy subskrypcji i dziesiątki milionów wyświetleń po niespełna dziesięciu miesiącach działalności – zaznacza.

Tomasz Mazur nie kryje: – Naszą strategią marketingową jest głównie korzystanie z dziennikarzy sportowych i komentatorów, bo nasza konkurencja stawia na sponsoring drużyn i nie ma już za bardzo miejsca, by się tam rozpychać. Chcieliśmy mieć wokół siebie profesjonalistów najlepszych w swoim fachu. Mamy na liście jeszcze klika innych nazwisk, których nie udało nam się z różnych względów pozyskać, ale czwórka, z którą współpracujemy, była na szczycie listy.

Adrian Furmańczyk, który obecnie pracuje z Andrzejem Twarowskim w Totalbet, rok temu przekonał Bożydara Iwanowa, by pisał felietony i komentarze dla klientów forBet. – Liczy się wiarygodność, rozpoznawalność, ale też fachowość. Iwanow to specjalista od komentowania w Polsacie Sport meczów I ligi, a forBet ma rozbudowaną ofertę na jej mecze. Twarowski to ekspert od ligi angielskiej i ekstraklasy, w których Totalbet chce proponować najwyższe kursy – tłumaczy dobór dziennikarzy jako ambasadorów Adrian Furmańczyk.

Grzegorz Kita, prezes agencji Sport Management Polska, ocenia, że umiejętności dziennikarskie ambasadorów nie są jednak najważniejsze. – Zakładom bukmacherskim chodzi nie tylko o wejście na boisko dziennikarzy, ale o sięgnięcie daleko poza nie. To mają być przede wszystkim celebryci i influencerzy, którzy gwarantują zainteresowanie, popularność i olbrzymie zasięgi, zwłaszcza w mediach społecznościowych oraz dotarcie do uniwersalnych grup. Sportowców śledzą w dużej mierze ich fani i fani danej dyscypliny. Dziennikarze są lepsi, bo docierają szerzej, łatwiej i sprawniej komunikują się – mówi Kita. – Borek i Pol mają po około pół miliona obserwujących na Twitterze – podkreśla.

Mateusz Borek: – Jeżeli ktoś chce mi pomóc w spełnianiu moich ambicji zawodowych, to z jakich powodów mam tę ofertę odrzucić?

CIĘŻAR PRZEGRANYCH

Zdaniem Grzegorza Kity rośnie jednak świadomość niebezpieczeństw związanych z obstawianiem wyników meczów. – W sieci przybywa dyskusji na temat uzależnień, więc nie da się już powiedzieć, że to tylko zabawa. Pod wpisami promującymi ofertę bukmachera internauci wstawiają linki do wpisów tych, którzy przegrali z hazardem. To zaczyna bukmacherom ciążyć wizerunkowo – mówi Kita.

Wśród tych, którzy padli ofiarą hazardu u bukmacherów, są... dziennikarze sportowi.

– Kilka razy stałem na moście, z którego chciałem się rzucić. Kilkakrotnie chciałem wejść na ulicę na czerwonym świetle pod nadjeżdżające samochody. Za każdym razem zabrakło mi odwagi. Tak jak i do tego, aby się przyznać, że wszystko przegrałem – opowiada Szymon Bartnicki. Latami łączył pracę dziennikarza sportowego (zaczynał w „Piłce Nożnej”) z grą w zakładach bukmacherskich. Najpierw przegrywał swoje pieniądze. Potem pożyczał od kolegów, właścicieli punktów bukmacherskich, brał tzw. chwilówki. Też przegrał. Kiedy zaczął pożyczać od piłkarzy z Ekstraklasy, stracił robotę. Pracował wtedy w oficjalnym serwisie Polskiego Związku Piłki Nożnej Łączy Nas Piłka. Jego szef Janusz Basałaj nie mógł tolerować, że pracownik PZPN wyłudza pieniądze od piłkarzy.

Bartnicki doszedł do ściany. Na szczęście jego problem zrozumieli narzeczona i rodzice. Zamiast wesela i podróży poślubnej były 52 dni zamkniętego ośrodka leczenia uzależnień w Starych Juchach na Mazurach. Na terapię namówił go kolega, też dziennikarz sportowy. Do końca nie mógł uwierzyć, że jest chory na hazard. „Ja, »wielki pan redaktor«, który moment wcześniej był na zgrupowaniu kadry i zbijał piątki z Milikiem czy Zielińskim, ma jechać w miejsce dla patologii?” – wspominał Bartnicki w rozmowie z WP.pl.

Łukasz Cielemęcki obstawiał u bukmacherów przez 15 lat. Dziennikarz kiedyś „Piłki Nożnej”, a dziś „Przeglądu Sportowego” obliczył, że przegrał w swoim życiu około pół miliona złotych. Ogłosił bankructwo konsumenckie i nauczył się żyć za małe pieniądze.

Szymon Bartnicki dziś prowadzi bloga o swoim uzależnieniu. Nadał mu tytuł: „Postaw na siebie”. Udziela mediom wywiadów, chce ostrzec tych, którym wydaje się, że zakłady wzajemne to niewinna zabawa kibiców. Po wyjściu z zamkniętego ośrodka chciał wrócić do dziennikarstwa. Nie mógł znieść, że kumple jeżdżą na emocjonujące mecze, robią wywiady z najlepszymi piłkarzami, a on notuje w swoim dzienniku takie prozaiczne czynności jak zmywanie naczyń czy odkurzanie. – Do dziś zastanawiam się, czy redakcje mnie nie chciały, bo byłem słaby, czy dlatego, że wiedziały o moich problemach z bukmacherką – mówi Bartnicki. Na pewno problemem nie był wiek, bo dopiero kończy 30 lat, ani brak doświadczenia – do „Piłki Nożnej” zaczął pisać jeszcze przed dwudziestką. Teraz pracuje w marketingu jednej z fundacji. – Moja terapeutka odradzała mi pracę przy piłce. Muszę unikać tak zwanych wyzwalaczy. Czasem jest to mecz mojej Legii w telewizji, czasem wpis cenionego dziennikarza na Twitterze promujący bukmachera. Zdarza się, że z tego powodu przestaję go obserwować przez jakiś czas – przyznaje Szymon Bartnicki.

(GK, 08.11.2019)

Pozostałe tematy weekendowe

„Borderline. Dwanaście podróży do Birmy”
Krzysztof Sobieszek poleca apki
Dla kogo jest Apple TV Plus
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.