Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Maj 24, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Jakub Wątor z Wirtualnej Polski poleca ulubione apki

Podglądanie gwiazd, kreator tagów na Instagrama, wygodny planner, rozbudowany notatnik - swoje ulubione aplikacje poleca Jakub Wątor, szef działu Technologie w Wirtualnej Polsce.

Press

FIINOTE

(Flyable, darmowa)

FiiNote jest notatnikiem o dużo bardziej rozbudowanych opcjach niż te standardowe, instalowane w smartfonach. W notatce można pisać zarówno ręcznie, jak i na klawiaturze smartfona, nanosić poprawki, uwagi i łączyć je z dźwiękiem (wbudowany dyktafon w aplikacji) oraz grafiką. Bardziej zaawansowani użytkownicy potrafią tworzyć tu nawet całe prezentacje. Przydatna jest opcja ustawiania przypomnień i notatek w kalendarzach. Trzeba pamiętać, że z tego typu aplikacją lepiej będzie się pracowało, gdy smartfon ustawimy poziomo.

Press

PHOTO METADATA REMOVER

(Syrupy, darmowa)

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że wysyłając przez internet zdjęcie, razem z nim wysyła pakiet metadanych EXIF. Znajdują się w nim m.in. informacje o urządzeniu, którym zrobiono zdjęcie, ustawieniach aparatu, rozdzielczości oraz – co szczególnie istotne dla naszej prywatności – współrzędne GPS. W pakiecie EXIF jest też miniaturka oryginalnego zdjęcia. Jeśli więc nawet wykadrujemy zdjęcie, to jego pełna wersja i tak zostanie w danych. I można je odczytać. Przekonała się o tym pewna niemiecka dziennikarka technologiczna (sic!), która wrzuciła do sieci wykadrowane zdjęcie swoich oczu. Niestety w miniaturce wyciągniętej z EXIF okazało się, że w oryginale było to jej ujęcie w stroju Ewy. Dlatego warto korzystać z tej aplikacji, która usuwa metadane.

Press

SKYVIEW

(Terminal Eleven, wersja darmowa)

Świetne narzędzie dla tych, którzy lubią czasem spojrzeć w niebo lub interesują się astronomią. W SkyView wystarczy nakierować aparat smartfona na niebo, by dowiedzieć się o widocznych właśnie gwiazdach czy ich konstelacjach. Ale aplikacja to także bogaty zbiór wiedzy z tej dziedziny.

Press

UNFOLD

(Unfold Creative LLC, wersja darmowa i płatna – 4,49 zł – 9,29 zł za element)

Bardzo lubię oglądać InstaStories moich znajomych, choć sam robię je rzadko – za bardzo cenię prywatność. Gdy jednak to już się zdarzy, korzystam z Unfold. Można w nim tworzyć rozmaite układy okienek, napisów, animacji i wszelkich innego rodzaju dobrodziejstw InstaStories – część jest niestety płatna. Mimo wszystko przyjemnie jest pobawić się tym narzędziem, a jeszcze przyjemniej oglądać tego efekty na kontach bardziej wyspecjalizowanych użytkowników.

Press

AUTOHASH

(Uri Eliabayev, wersja darmowa i płatna – 6,49 zł za element)

Będąc przy Instagramie, nie można zapomnieć o ważnym elemencie promocyjnym w tym serwisie, czyli o tagach. AutoHash zaoszczędzi wielu osobom dużo czasu. Nie trzeba zastanawiać się nad najpopularniejszymi tagami na dany temat, aplikacja w sekundę sama je zaproponuje. Rozpozna przy tym elementy na zdjęciu, jego klimat, sytuację. Wszystko trwa chwilę, a skuteczność podpowiedzi jest wysoka – tylko ok. 10 proc. jest błędnych. Oczywiście wszystko można od razu przenieść i opublikować na Instagramie.

Press

FEEDLY

(Feedly Team, wersja darmowa i płatna – 334,99 zł za element)

Aplikacja wydawałoby się dość znana, jednak gdy przeprowadziłem szybki wywiad w redakcji, okazało się, że na 10 zapytanych osób tylko dwie ją znają i używają. Feedly to estetyczny agregator newsów z serwisów, które można sobie pogrupować w najrozmaitsze kategorie. Tego typu narzędzie powinien mieć każdy człowiek mediów. Feedly jest najlepszym wyborem, a próbowałem kilku takich aplikacji.

Press

WUNDERLIST: TO-DO LIST & TASKS

(6 Wunderkinder GmbH, wersja darmowa i płatna – 2,99 zł – 223 zł za element)

Przy tak wielu urządzeniach i aplikacjach, z których na co dzień korzystamy, łatwo pogubić się we własnym kalendarzu. Kilka miesięcy temu zauważyłem, że korzystam z trzech plannerów naraz. W poszukiwaniu alternatywy dla nich trafiłem na Wunderlist i szybko zastąpił on moje porozrzucane po wielu chmurach kalendarze. Mamy tu bardzo intuicyjny interfejs i prosty podział na dziedziny życia (praca, rodzina, przyjaciele – wpisać można sobie cokolwiek) oraz zadania do zrealizowania. Można je rozbudowywać i oczywiście ustawiać przypomnienia.

(24.05.2019)

Pozostałe tematy weekendowe

Pod dyktat Kremla
Milion dolarów dla streamera
Wideorelacja z gali Grand Press Photo 2019
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Maj 24, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Milion dolarów dla streamera

Streamerzy mogą zarobić 25-50 tys. dol. za godzinę grania (fot. materiały prasowe)

Najwięksi światowi wydawcy gier, jak Electronic Arts, Activision Blizzard czy Ubisoft, coraz chętniej płacą najpopularniejszym streamerom, by promowali ich gry, grając w nie na platformie streamingowej Twitch - wynika z raportu „Wall Street Journal”. Gaże sięgają 50 tys. dol. Eksperci wskazują, zdarza się to też w Polsce, jednak dość rzadko i nie za takie pieniądze. 

Z raportu „Wall Street Journal” wynika, że streamerzy, którzy przyciągają ponad 15 tys. widzów przy jednej transmisji, mogą zarobić 25-50 tys. dol. za godzinę grania w promowaną produkcję na żywo. Dziennik przypomina, że Electronic Arts zapłaciło jednemu z najpopularniejszych streamerów na świecie, Tylerowi „Ninja” Blevinsowi, 1 mln dol. za granie przez kilka godzin w Apex Legends.

„WSJ” wskazuje, że dla wydawców taka forma promocji własnych gier jest tańsza i bardziej efektywna niż reklamy wykupywane w tradycyjnych mediach, które w większości docierają do osób, które nie są graczami.

Piot Bombol, prezes agencji marketingu gamingowego Gameset, mówi „Presserwisowi”, że podobny sposób promowania gier przez popularnych streamerów występuje też w Polsce, ale na znacznie mniejszą skalę. Bombol zwraca przy tym uwagę, że korzystają z niego głównie najwięksi zagraniczni wydawcy. - Polski rynek jest mały i stanowi ok. dwóch-trzech procent przychodów z gier na świecie. Bardziej prawdopodobne jest to, że polski CD Projekt zgłosi się do Blevinsa, żeby ten zagrał w Cyberpunk 2077 – twierdzi Bombol. Dodaje, że w Polsce influencer marketing dominuje przede wszystkim na YouTube – materiały typu wideorecenzje czy filmiki z zapisem rozgrywek (tzw. let's play) z danej gry przyciągają znacznie większą widownię niż transmisje na Twitchu.

Maciej „Sawik” Sawicki, gracz i komentator rozgrywek e-sportowych, potwierdza, że w Polsce promowanie gier poprzez streamerów jest zjawiskiem sporadycznym. Głównie ze względu na mniejszy rynek streamingowy i mniejszą popularność Twitcha w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi. - W Polsce w mniejszym stopniu wykorzystuje się streamerów, głównie ze względu na to, że polscy streamerzy nie mają tak dużego przełożenia na decyzje zakupowe – tłumaczy.

Stawki dla polskich streamerów przy tego typu działaniach są trudne do oszacowania. Zdaniem Bombola w przypadku najpopularniejszych graczy można mówić o kwotach rzędu kilku tysięcy złotych za pojedyncze streamy. - Wydawcy bardziej są skłonni zapłacić za pakiet kilku streamów, wtedy można mówić o kwotach na poziomie kilkunastu tysięcy złotych. Mało który streamer w Polsce osiąga takie wyniki, żeby zapłacić mu kilkanaście tysięcy dolarów za godzinę – mówi Bombol.

Maciej „Sawik” Sawicki twierdzi, że w Polsce nie ma jednolitego modelu rozliczania z pieniędzy za streaming gry na żywo. - Trudno mówić o jakimkolwiek standardzie, bo on się u nas dopiero tworzy – zauważa Sawicki.

(24.05.2019)

Pozostałe tematy weekendowe

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.