Dział: PRASA

Dodano: Maj 07, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Jarosław Kaczyński pozwał Agorę za teksty o Srebrnej

"GW" ujawniła w styczniu nagranie, na którym prezes PiS opowiada za zamkniętymi drzwiami o wartej 1,3 mld zł inwestycji spółki Srebrna

Prezes PiS Jarosław Kaczyński domaga się od "Wyborczej" przeprosin i 30 tys. zł za ujawnienie zakulisowych negocjacji lidera PiS z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem. Zdaniem szefa rządzącej partii gazeta godzi w jego dobra osobiste - pisze we wtorek "Gazeta Wyborcza".

"Nagranie rozmów z powodem [Jarosławem Kaczyńskim] bez zgody powoda należy uznać za działanie godzące w dobra osobiste powoda, jakimi jest swoboda wypowiedzi i wolność oraz tajemnica komunikowania się. Z okoliczności niezbicie wynika, że dziennikarze wiedzieli o w/w okolicznościach, tj. braku zgody powoda na nagrania" – czytamy w pozwie mecenasa Bogusława Kosmusa, pełnomocnika prezesa PiS, przytoczonym przez "Wyborczą".

Pozew liczy 31 stron i dotyczy publikacji na temat "taśm Kaczyńskiego", które ukazały się od 29 do 31 stycznia 2019 r. w wydaniu papierowym, w serwisie Wyborcza.pl i na portalu Gazeta.pl. Pozwanym jest oficjalnie Agora jako wydawca tych mediów. Lider PiS chce przeprosin, bo jego zdaniem w naszych tekstach zostały "zaprezentowane bezprawne stwierdzenia", że "popełnił, względnie mógł popełnić przestępstwa: płatnej protekcji, przekroczenia uprawnień posła, oszustwa". Domaga się też, by "GW" oświadczyła, iż "brak było podstaw do sformułowania takich twierdzeń i sugestii" oraz że "ubolewa", że "w wyniku nielegalnych działań naruszono dobre imię Pana Jarosława Kaczyńskiego".

Jak pisze "GW", drugie przeprosiny mają dotyczyć samego "upublicznienia w szeregu materiałów prasowych przebiegu rozmów z udziałem Jarosława Kaczyńskiego utrwalonych bez Jego wiedzy i zgody". Redakcja ma również wyrazić ubolewanie za to, że "dziennikarze dopuścili się nielegalnego pogwałcenia dobra osobistego Pana Jarosława Kaczyńskiego w postaci swobody komunikowania się". Oprócz przeprosin szef rządzącej partii chce 30 tys. zł na rzecz schroniska dla zwierząt w Celestynowie. "Co ciekawe, jako adres zamieszkania Kaczyńskiego w pozwie jest wymieniona centrala PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie" - pisze gazeta.

Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "GW", napisał na Twitterze: "Odbieramy to jako dowód uznania dla całej redakcji na 30-lecie "Wyborczej". Z trudem przychodzi nam opanować wzruszenie. Obiecujemy, że dołożymy starań, by zasłużyć na kolejne pozwy".

Sprawdź, o czym piszemy
w najnowszym numerze

Okładka

(PAP, PAZ, 07.05.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

Dział: PRASA

Dodano: Maj 07, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Dziennikarze agencji Reutera wyszli z więzienia w Birmie

Wa Lone po wyjściu na wolność (screen: Reuters TV)

Dwaj reporterzy agencji Reutera: 33-letni Wa Lone i 29-letni Kyaw Soe Oo, których skazano we wrześniu na 7 lat więzienia za rozpowszechnianie tajemnic państwowych, opuścili we wtorek zakład karny na przedmieściach stolicy kraju.

Dziennikarzy objęły kwietniowe amnestie, w ramach których - jak podało biuro prasowe prezydenta Birmy i szefa rządu prezydenta oraz szefa rządu Wina Myinta - na wolność wypuszczono we wtorek 6520 osób z więzień w całym kraju. Zostały one zwolnione z odbywania kary w związku z Nowym Rokiem obchodzonym tam od 17 kwietnia.

Wa Lone i Kyaw Soe Oo, którzy zostali skazani na 7 lat więzienia, spędzili w za kratkami 500 dni. Zostali oni zatrzymani w grudniu 2017 roku, gdy badali sprawę masakry 10 członków muzułmańskiej grupy etnicznej Rohingja w stanie Arakan (Rakhine) na zachodzie Birmy. Za ujawnienie tej masakry zostali uhonorowani nagrodą Pulitzera – jednym z najważniejszych wyróżnień dziennikarskich na świecie.

PRZECZYTAJ ROZMOWĘ Z ANTONIM SŁODKOWSKIM, SZEFEM BIRMAŃSKIEJ REDAKCJI REUTERA

Jednocześnie, niezależnie od międzynarodowego uznania, reporterzy ci zostali skazani przez sąd w Rangunie na siedem lat więzienia za posiadanie utajnionych dokumentów związanych z operacjami sił zbrojnych Birmy w czasie brutalnej kampanii przeciwko Rohingjom, która zmusiła ok. 740 tys. członków tej mniejszości do ucieczki przez granicę do Bangladeszu.

23 kwietnia Sąd Najwyższy Birmy odrzucił ich apelację. Skazani dziennikarze nigdy nie przyznawali się do winy i twierdzili, że ich sprawa została ukartowana przez birmańskie władze. W czasie procesu jeden z policjantów wezwany w charakterze świadka przyznał, że jego przełożony nakazał mu, aby podrzucił reporterom tajne dokumenty.

Sprawdź, o czym piszemy
w najnowszym numerze

Okładka

(PAP, PAZ, 07.05.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.