Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Marzec 08, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Strzały w Kopenhadze”

Press

Niklas Orrenius

Wydawnictwo Poznańskie
Poznań 2018

Szwedzki dziennikarz Niklas Orrenius napisał książkę, która potwierdza coraz popularniejszą tezę, że dziś „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego nie wydałby prawdopodobnie żaden wydawca.

Orrenius przez rok towarzyszył kontrowersyjnemu szwedzkiemu artyście Larsowi Vilksowi, który zyskał rozgłos w 2007 roku, gdy narysował opublikowaną w lokalnym szwedzkim dzienniku „Nerikes Allehanda” karykaturę Mahometa jako psa na rondzie. Al-Kaida wydała na Vilksa wyrok śmierci. Terroryści islamscy próbowali go kilkakrotnie zabić. Po pierwszym zamachu artyście przyznano stałą ochronę policji. Gdziekolwiek chce jechać i cokolwiek zrobić, musi to ustalać z ochroną, żyje w izolacji. Jest niczym więzień we własnym kraju. Jedną z prób zamachu terroryści przeprowadzili w Kopenhadze, gdzie Vilks był gościem debaty. Artysta wyszedł z ataku cało, lecz dwie osoby zginęły, kilka zostało rannych.

Dziennikarz „Dagens Nyheter” specjalizuje się w tematyce ruchów radykalnych. Towarzysząc Vilksowi – oczywiście po każdorazowym ustaleniu tego z ochroniarzami – może obserwować jego zachowania i motywacje, jak też jego wielbicieli i przeciwników. Bo Vilks wciąż tworzy, bywa zapraszany na publiczne dyskusje. Powoduje nim potrzeba zaistnienia, jest artystą prowokatorem, który częścią swojej sztuki konceptualnej uczynił prawdziwy rasizm. Są momenty, gdy zaczynamy mieć wątpliwości, czy on rozumie granicę odpowiedzialności artysty za dzieło. Orrenius świetnie pokazuje, na czym polega „radioaktywność” Vilksa, czyli dlaczego Szwedzi coraz bardziej się od niego odsuwają.

Ciekawy jest wątek zachowań mediów wobec czynu Vilksa, a także opis postawy Szwedów i Duńczyków wobec granic wolności słowa. Przeraża analiza, skąd wziął się radykalizm islamski w Szwecji i jak łatwo zbiera żniwo. Ta książka jest dziś pozycją obowiązkową w dziennikarskiej biblioteczce.

(RG, 08.03.2019)

Pozostałe tematy weekendowe

Dziennikarze obywatelscy 2.0
TVP może zostać bez danych Nielsena, ale rynek także
Ósmy sezon „Gry o tron” w ośmiu punktach
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Marzec 08, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii”

Press

Małgorzata Rejmer

Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2018

Po opowieści o Rumunii w czasach komunizmu Małgorzata Rejmer postanowiła przypomnieć nam, jak wyglądał komunizm w Albanii. A właściwie: nie przypomnieć, tylko uświadomić. Mało który z czytelników po odłożeniu tej książki będzie mógł powiedzieć, że wszystko to wiedział.

Jedna z ofiar ustroju stworzonego przez Envera Hoxhę mówi reporterce: „Ludzie mówią czasem, że nasz komunizm to był mały Holokaust”. Tak to się rzeczywiście rysuje w opowieściach jego ofiar, którym Rejmer dała głos. Gdy ktoś pojedzie do Albanii i będzie robił sobie pamiątkowe zdjęcie przy ruinach jednego z bunkrów powstałych tam w latach 70., niech potraktuje go raczej jako mogiłę. I niech się nie uśmiecha. Szaleństwo Hoxhy przeniosło się na cały kraj, produkując kolejnych szaleńców. W takim kraju „szłaś ulicą i nie mogłaś być pewna, że ziemia jest ziemią”. PRL-owska propaganda o 90-procentowej frekwencji przy urnach podczas wyborów była rozrywką wobec faktu, że w albańskim okręgu głosowanie kończyło się już o ósmej rano, bo frekwencja wynosiła sto procent. I bynajmniej nie był to jeden z absurdów, z którego się można było śmiać – jak u nas – bo tam, kto partię haniebnie rozczarował, przestawał istnieć.

Tak, w komunistycznej Albanii się istniało, nie żyło. Ci, którzy przeżyli to istnienie, opowiedzieli to polskiej reporterce, nie kryjąc, jak wielkie mieli nadzieje związane z nową Albanią. Że jak już się to skończy, nowy ustrój potępi zbrodnie i wreszcie zatriumfuje prawda. Tak się nie stało. Oprawcy żyją obok ofiar, ofiary przestały wierzyć w demokrację.

Autorka w mistrzowski sposób ubiera te opowieści w różne formy, dzięki czemu w każdym rozdziale czujemy, że spotykamy nowego człowieka. Te historyczne reportaże trzeba sobie jednak dawkować z umiarem, by nie zwątpić w człowieczeństwo.

(RG, 08.03.2019)

Pozostałe tematy weekendowe

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.