Temat: internet

Dział:

Dodano: Listopad 30, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Podcasty niewiele kosztują, ale mało zarabiają

"Wydawcy muszą poszerzać sposoby dotarcia do czytelnika, aby miał on dostęp do treści w takiej formie, jaka mu odpowiada" - twierdzą eksperci (fot. Melanie Pongratz/ Unsplash)

W Polsce działa obecnie około 500 podcastów, jednak niewielu jest dużych wydawców, którzy postawili na ten format.

Radio Tok FM w swoim serwisie internetowym oraz aplikacji mobilnej od dawna udostępnia własne audycje antenowe w formie podcastów. Od marca nadawca zaczął tworzyć specjalne podcasty, które nie trafiają na antenę, tylko od razu na stronę i do aplikacji. We wrześniu odświeżono ofertę tytułów i obecnie w każdy dzień powszedni po południu premierę ma nowy odcinek jednej z audycji internetowych dotyczących m.in. historii, ekonomii, nowych technologii oraz psychologii. 

- W Radiu Tok FM mamy ponad 50 regularnych audycji, a dodatkowych podcastów jest obecnie sześć. Są one dodatkową atrakcją dla użytkowników internetowych, którzy potrzebują jeszcze więcej treści. Stale testujemy różne formaty pod kątem budowania zasięgu albo wsparcia oferty płatnej. Pierwsze wnioski będziemy mogli wyciągnąć po trzech-sześciu miesiącach - mówi Jarosław Śliżewski, szef digitalu Grupy Radiowej Agory.

„Puls Biznesu” od czerwca 2017 roku w każdy piątek publikuje na swojej stronie internetowej oraz w aplikacjach podcastowych „Puls Biznesu do słuchania”. Od września na zmianę prowadzi go czworo dziennikarzy „PB”, w tym Paweł Sołtys, który jest szefem projektów audiowizualnych w tym dzienniku.

- Współcześnie wydawcy muszą poszerzać sposoby dotarcia do czytelnika, aby miał on dostęp do treści w takiej formie, jaka mu odpowiada - wyjaśnia Sołtys i dodaje: - Nie chcemy tworzyć radia w internecie, lecz treści do słuchania, które będą kojarzone z szerokim ujęciem tematu, aktualnością i ciekawymi rozmówcami. Dlatego postanowiliśmy przenieść atrybuty tekstów „PB” na podcasty i zaproponować je w ciekawej formie.

Tort jest do podziału

Wśród pozostałych ogólnopolskich wydawców próżno szukać naśladowców Tok FM i „Pulsu Biznesu”. Wprawdzie duże stacje radiowe udostępniają na swoich stronach internetowych audycje do odsłuchania, brak jednak treści tworzonych z myślą o użytkownikach w internecie. Tygodnik „Polityka” umożliwia odsłuchanie kilku wybranych tekstów z każdego wydania. Radio Weszło FM nadaje tylko w internecie, więc tworzone przez nie audycje można nazwać podcastami. „Gazeta Wyborcza” regularnie publikuje książkowy podcast Michała Nogasia, który podobnie jak Paweł Sołtys, ma wieloletnie doświadczenie radiowe.

- Rynek nie jest podzielony, można powalczyć o słuchaczy i wyrobić sobie markę. Wygrają ci, którzy znajdą własny patent na podcast i nie będą kopiować jeden do jednego swoich treści, np. publikowanych w gazecie. Użytkownik, który poczuje się związany z danym podcastem, będzie chętnie też sięgał po inne materiały danego wydawcy - analizuje Sołtys.

Tworzenie podcastów jest o wiele tańsze niż np. popularnych w ostatnich latach materiałów wideo. Redakcje zainwestowały mnóstwo pieniędzy w sprzęt, budowę studia i szkolenia dla dziennikarzy. Tymczasem podcasty można nagrywać zwykłym smartfonem i zmontować je darmowymi programami dostępnymi w internecie.

- Czym podcasty różnią się od audycji radiowych? W radiu każda sekunda jest droga, bo nadajemy na żywo. W przypadku podcastów nie ma presji czasu. Dodatkowo, dziennikarz radiowy może liczyć na większe wsparcie redakcyjne. Od podcastera wymaga się jego własnej inwencji i talentu w uwodzeniu słuchacza - wylicza Jarosław Śliżewski.

Gwiazdy niczego nie gwarantują

Jego zdaniem znane nazwisko prowadzącego wcale nie jest gwarancją sukcesu danego podcastu.

- Jest wiele przykładów gwiazd telewizji, które poległy na YouTube. Jeżeli ktoś nie jest w stanie zainteresować słuchaczy swoją osobowością lub zgromadzić grupy lojalnych fanów w mediach społecznościowych, to nie da sobie rady z podcastem. Niezbędny jest talent do skupiania ludzi wokół siebie. Chodzi przecież o to, aby zainteresować słuchacza przez 30, a czasem nawet jeszcze więcej minut. W dzisiejszym świecie, żyjącym w szalonym tempie, to bardzo trudne - podkreśla Śliżewski.

Paweł Sołtys uważa podobnie. - Podcasty są niskokosztowe, ale przydatne jest radiowe know-how. Wprawdzie nie trzeba trzymać się radiowych technik i kanonów oraz nienagannej polszczyzny, ale warto wiedzieć, co dobrze brzmi i co „się słucha”. W „PB” mamy tę przewagę, że nie musimy uczyć się tego wszystkiego od zera. Sam spędziłem za radiowym mikrofonem 10 lat - mówi Sołtys.

Trudno dotrzeć i zarobić

Jego zdaniem problemem dla podcasterów jest sposób dystrybucji treści. - Nie ma wspólnego systemu podcastowego. Część wydawców publikuje swoje treści w Spotify czy iTunes, niektórzy wybierają tylko apki podcastowe. Takie rozdrobnienie utrudnia zdobycie zasięgów, a to jest jedną z barier do zarabiania na podcastach - podkreśla.

Radio Tok FM udostępnia swoje podcasty za paywallem. „Puls Biznesu do słuchania” jest dostępny za darmo, a ostatnio wydawcy udało się pozyskać mBank jako partnera podcastu.

- Barierą dla rozwoju podcastów w Polsce z pewnością jest problem z ich monetyzacją. Oprócz USA jedynie w Wielkiej Brytanii udaje się pozyskać z reklam konkretne środki na rozwój podcastów. Potrzeba wiary wydawcy w projekt oraz świetnego prowadzącego, który będzie w stanie przyciągnąć i zatrzymać na dłużej inteligentnego, wymagającego słuchacza. Wtedy projekt może się udać - zauważa Śliżewski.

(PAZ, 30.11.2018)

Pozostałe tematy weekendowe

Malwina Dziedzic - Czytam, słucham, oglądam
Eurozet raczej nie dla PMPG, chyba że państwo pomoże
Piotr Żytnicki - Czytam, słucham, oglądam
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Listopad 30, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Malwina Dziedzic - Czytam, słucham, oglądam

W codziennej prasówce Malwiny Dziedzic są: „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita” oraz tabloidy (screen: Youtube.com/Onet Rano)

Malwina Dziedzic, dziennikarka polityczna i redaktorka tygodnika "Polityka", podkreśla, że dla niej szczególną wartość ma to, co wydrukowane. Przyznaje jednak, że nie uległa modzie na wyrzucenie z domu telewizora.

Przy całym moim liberalizmie jestem medialną konserwą. Nie przedkładam nowych mediów nad te tradycyjne. To, co wydrukowane, ma dla mnie wartość szczególną. Wiem, że czuwał nad tym jakiś redaktor, korekta, łamacze. Przede wszystkim zaś tekst przeszedł selekcję. Inaczej niż w internecie, gdzie rzeczy wartościowe giną w zalewie głupoty i infantylizmu. Chyba najlepiej widać to na przykładzie „Gazety Wyborczej” i portalu Gazeta.pl. W tym ostatnim panuje redakcyjne bezhołowie, ukazują się rzeczy osobliwe, publicystyka naiwna albo doktrynerska.

I tylko względami biznesowymi mogę sobie wytłumaczyć fakt, że Agora piórem dziennikarzy „GW” obnaża hipokryzję rządzących i bije na alarm, kiedy PiS wykręca kolejne demokratyczne bezpieczniki, a z drugiej strony poprzez swój najpopularniejszy portal puszcza oko do czytelników, demonizuje III RP i nachalnie promuje domorosłych publicystów oceniających politykę w kategoriach: plusik za socjal, minusik za demontaż praworządności, czyli w sumie nic takiego. Może to syndrom sztokholmski? Mnie to w każdym razie potwornie mierzi, dlatego symetrystów pokroju Grzegorza Sroczyńskiego i Rafała Wosia czytam wyłącznie z obowiązku.

Z internetowych aktywności Agory lubię natomiast Wyborcza.pl, którą traktuję jako dopełnienie wydania drukowanego. Cieszy, że miejsce znalazła tam Justyna Dobrosz-Oracz, którą cenię za polityczne zorientowanie i dziennikarski pazur.

W moim rodzinnym domu w Krakowie, oprócz pokaźnej kolekcji archiwalnych numerów „Polityki”, pozostawiłam również kilka pudeł z „Dużym Formatem”. Żałuję, że w Warszawie musiałam zrezygnować z gazetowego zbieractwa, niemniej sentyment pozostał i nie potrafię sobie wyobrazić, abym mogła przeoczyć którykolwiek z numerów „DF”, bo reportaż to gatunek szczególny. Zresztą po „DF” warto sięgać choćby dla samego Vargi!

Oprócz „GW” w mojej codziennej prasówce jest oczywiście „Rzeczpospolita” (choć brakuje mi w niej Andrzeja Stankiewicza), są też tabloidy, bo wiem, że sporo polityków to od nich właśnie zaczyna poranny przegląd prasy.

„Gazetę Polską” i „Sieci” traktuję jako lekturę humorystyczną (te odjechane teksty Krzysztofa Feusette’a!), podobnie zresztą jak materiały publikowane w portalu braci Karnowskich. Może na skutek symetrystycznego wzmożenia w mediach liberalno-lewicowych prawicowi komentatorzy częściej mnie już tylko bawią, niż irytują: są do bólu przewidywalni, a jeśli już czymś z rzadka zaskakują, to retorycznymi szpagatami – jak choćby ostatnio w obronie posła Pięty.

Rzecz jasna, sięgam też po „Newsweek Polska”: czasem mam jednak problem ze wstępniakami Tomasza Lisa – taka emocjonalność trochę nie pasuje do stanowiska redaktora naczelnego, ale z ochotą czytam reportaże Pawła Reszki. I nawet zaczyna mi brakować Michała Krzymowskiego, który bawił się w sejmowego Wołoszańskiego: beletryzował reportaż polityczny, cytował rozmowy w cztery oczy, dodawał praktycznie nieweryfikowalne didaskalia. Niemniej zawsze znajdowałam u niego zdanie, od którego mogłam się odbić w moich rozmowach z politykami.

Jeśli już jesteśmy przy rozmowach, to te najczęściej odsłuchuję albo sczytuję w internecie, ponieważ radia właściwie nie słucham – najciekawsze programy, jak wywiady Konrada Piaseckiego czy „Poranek Tok FM” Piotra Kraśki, i tak przesypiam.

Z rzeczy zagranicznych cenię „Der Spiegel”, „Die Zeit”, „The Economist”.

Z internetowych – analizy serwisu Polityka W Sieci oraz newsy 300polityki.

Nie uległam też modzie na wyrzucanie telewizora z domu, choć przez większą część dnia leci w nim TVN 24. Poza wieczorem, kiedy górę biorą stare przyzwyczajenia, oglądam więc ciurkiem pierwszą część „Wydarzeń”, „Fakty”, „Wiadomości”, „Kropkę nad i” i „Czarno na białym” – najwartościowszą rzecz w polskiej telewizji. Śledzenie „Wiadomości” i TVP Info ma coś z masochizmu, sznytuję jednak sobie mózg, bo chcę zapamiętać te nazwiska. Liczę, że kiedyś zapłacą za manipulacje, których się dopuszczają.

"Czytam, słucham, oglądam" - to stały cykl w magazynie "Press", w którym ludzie mediów opowiadają o swoich ulubionych autorach, tytułach, audycjach i programach. Główna zasada - nie mówimy o koleżankach i kolegach ze swojej redakcji.

Tekst ukazał się w magazynie "Press" (numer 01-02/2018). Zachęcamy do lektury najnowszego wydania.

(30.11.2018)

Pozostałe tematy weekendowe

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.