Temat: programy telewizyjne

Dział: TELEWIZJA

Dodano: Grudzień 09, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Przestrzeń pracy dziennikarzy w parlamencie jest stale ograniczana

W ub.r. przedstawiciele dziennikarzy ustalili z marszałkami obu izb, że zasady pracy reporterów pozostaną niezmienione (fot. Paweł Kula/Sejm.gov.pl)

Przestrzeń pracy dziennikarzy w budynku parlamentu jest stale ograniczana - alarmuje Press Club Polska. "Dzieje się to metodą małych kroków". Reporterzy skarżą się, że nie mogą przebywać w holu przy głównym wejściu. A tam najłatwiej dotrzeć do posłów PiS.

Press Club Polska zaapelował w czwartek (7 grudnia br.) do marszałków Sejmu RP i Senatu RP o dotrzymanie ustaleń w sprawie swobody pracy dziennikarzy w parlamencie. Przypomina, że niemal rok temu przedstawiciele kilkudziesięciu redakcji oraz organizacji dziennikarskich ustalili z marszałkami obu izb parlamentu, że zasady obecności i pracy dziennikarzy w sejmie i senacie pozostaną niezmienione.

Organizacja zwraca uwagę, że przestrzeń, w której mogą pracować dziennikarze w sejmie, jest stopniowo ograniczana. "Dzieje się to metodą małych kroków": najpierw Straż Marszałkowska zablokowała dostęp do drzwi prowadzących do kuluarów, ograniczając możliwość kontaktu z posłami. A "od kilku tygodni w czasie posiedzenia Sejmu blokowana jest także część holu przy wejściu głównym, w pobliżu szatni". W efekcie czego dziennikarze nie mają możliwości nagrywania parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, w tym ministrów, w kluczowych momentach. To właśnie tą drogą politycy PiS wchodzą do sali plenarnej.

- Zdecydowanie blokowanie części holu przy wejściu głównym, w pobliżu szatni, to jest poważny problem, o którym dyskutowaliśmy wielokrotnie z kolegami dziennikarzami pracującymi w sejmie - mówi Patryk Michalski, reporter RMF FM. - Jest to znaczące utrudnienie pracy, bo nie tylko nie można tam swobodnie nagrywać wypowiedzi polityków, ale nie można też weryfikować informacji chociażby podchodząc do polityków i dopytując - a to też jest bardzo potrzebne - uważa Michalski.
W listopadzie br. Centrum Informacyjne Sejmu zaapelowało do dziennikarzy zajmujących miejsca na parterze w holu głównym, aby "podczas dni w których odbywają się posiedzenia Sejmu, korzystali z przestrzeni po lewej stronie (od strony Sali Kolumnowej), pozostawiając prawą wolną". "Umożliwi to sprawniejsze i mniej kłopotliwe korzystanie z szatni, jednego z podstawowych miejsc, do którego w sezonie jesienno-zimowym kierują się osoby odwiedzające kompleks sejmowy" - głosi komunikat. "W praktyce Straż Marszałkowska ma rozkaz, by nikogo do tej części budynku nie wpuszczać" - uważa Press Club Polska. Patryk Michalski z RMF FM dodaje: – Moim zdaniem jest to jednak sprytny wytrych, który ma służyć temu, żeby dziennikarze nie stali w miejscu, w którym najczęściej chodzą politycy partii rządzącej, ministrowie i wiceministrowie.

- Przez PiS stale jesteśmy w sejmie i senacie odcinani po plasterku. Niby nic, zrobi się mała awantura, to się to przywraca, ale kolejne obszary sejmowe są przed nami niedostępne - komentuje Katarzyna Kolenda-Zaleska, reporterka "Faktów" TVN. Była oburzona, kiedy kilka dni temu, podczas posiedzenia sejmowych komisji dotyczącego ordynacji wyborczej, teren był dla dziennikarzy niedostępny z powodu wygłaszanego przez prezydenta orędzia. - Obsługiwałam obrady parlamentu, kiedy przemawiał papież i kiedy przemawiała królowa angielska i nie było wówczas ani takiego blokowania sejmu, który stał się obecnie twierdzą, ani nie było takich restrykcji. Były oczywiście wówczas specjalne akredytacje i przepustki, ale to normalne - mówi Kolenda-Zaleska.

(PM, KOZ, 09.12.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Temat: etyka mediów

Dział: TELEWIZJA

Dodano: Grudzień 10, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Karczewski informuje policję o słowach użytych przez Stasińskiego

Piotr Stasiński, wicenaczelny "GW", cytował w "Loży prasowej" hasła z Marszu Niepodległości (screen TVN24.pl)

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, powiadomił policję, że w programie "Loża prasowa" TVN 24 używano nieprzyzwoitych słów. Miały one paść z ust Piotra Stasińskiego, jednego z redaktorów naczelnych "Gazety Wyborczej", który doniesienie ocenia jako "niemądre represje wobec dziennikarza".

Piotr Stasiński 12 listopada br. cytował w "Loży prasowej" hasła skandowane na Marszu Niepodległości, który odbył się w Warszawie 11 listopada br. Padły w nich słowa "k...a i wyp....ć". Po programie marszałek Karczewski zapowiedział na Twitterze, że złoży na redaktora "GW" doniesienie do prokuratury, bo "wypowiadał wulgarne opinie". 27 listopada br. podczas wywiadu z Dominiką Wielowieyską w Radiu Tok FM Karczewski nieco złagodził swoje stanowisko. Poinformował, że zamierza zawiadomić policję, a nie prokuraturę. Jednak przez tydzień nie podejmował kroków w tej sprawie.

"Pan marszałek, jako osoba prywatna, 4 grudnia br. do Komisariatu Policji Warszawa-Wilanów wysłał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia wykroczenia polegającego na publicznym używaniu słów nieprzyzwoitych w programie publicystycznym »Loża prasowa«, który został wyemitowany 12 listopada br." - taki komunikat przesłała do nas Aleksandra Leicht z zespołu prasowego Senatu.

- Marszałek stosuje niemądre próby represji wobec dziennikarza, który cytował, powtarzam: cytował hasła z marszu. Dziennikarza, który starał się uzmysłowić wzbieranie w Polsce brunatnej fali - mówi Piotr Stasiński. - Na marszu działy się rzeczy barbarzyńskie, o których marszałek nie chce zawiadamiać policji. Nie chciał  na przykład słyszeć okrzyków "Sieg Heil" w mieście zburzonym przez hitlerowców. To człowiek, który nie ma pojęcia o polityce i o historii - dodaje Stasiński.


(Mackuch, 10.12.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo