Prawicowi dziennikarze: nie chodzi o nas, lecz o debatę
Przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów demonstrowano w środę wieczorem w obronie wolności słowa i kojarzonych z prawicą dziennikarzy, którzy stracili programy w telewizji publicznej.
Manifestację zorganizowało Stowarzyszenie Solidarni 2010, przy współpracy Stowarzyszenia Twórców dla Rzeczpospolitej oraz Stowarzyszenia Koliber i Polskiej Racji Stanu. W Alejach Ujazdowskich, mimo nie najlepszej pogody (deszcz ze śniegiem), zgromadziło się około stu osób. Demonstranci mieli transparenty ”Precz z cenzurą”, ”Stop represjonowaniu niezależnych dziennikarzy”, a także ”Medialna PO-licja” z podobizną premiera Donalda Tuska. Organizatorzy demonstracji przypomnieli nazwiska dziennikarzy, którzy ostatnio stracili programy w Telewizji Polskiej – są to m.in. Anita Gargas, Joanna Lichocka, Bronisław Wildstein i Jan Pospieszalski (jego ”Warto rozmawiać” ma spaść z ramówki TVP 1 w marcu). "Nie chodzi o osoby, które utraciły program, ale o wolność słowa. O to, żeby media bezstronnie obserwowały rzeczywistość i patrzyły na ręce rządzącym" – mówił Bronisław Wildstein. Tłum bił brawo i skandował ”Precz z cenzurą!”. Podobnie zaczął Jan Pospieszalski. "Chodzi nie o nas, lecz o to, by audytorium mogło się skonfrontować z różnymi punktami widzenia" – podkreślał. Organizatorzy demonstracji namawiali do wysyłania do TVP maili w sprawie ”Warto rozmawiać”. "Niezgoda na usunięcie tego programu została przez władze telewizji zauważona" – powiedział Pospieszalski. Dodał, że we wtorek w TVP zapadła decyzja o likwidacji TVP Historia (kanał ma być przekształcony w TVP Dokument – przyp. red.). Słuchacze przyjęli to głosami oburzenia. Potem wznoszono okrzyki ”Wolne media!” "Popierajcie wyrzucanych dziennikarzy. Są naszym sumieniem" – apelował obecny na wiecu satyryk Jan Pietrzak. Tłum odśpiewał refren jego piosenki ”Żeby Polska”. Potem demonstracja przerodziła się w happening dotyczący wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Odczytano m.in. apel odrzucający raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w tej sprawie. Skandowano też "Dymisja!” pod adresem premiera.(RUT, 19.01.2011)










