Wydanie: PRESS 06/2005

Interranking

Tak to już jest: otwieram Internet i nie mogę się nadziwić, ileż to ciekawych rzeczy wydarzyło się w ciągu ostatniej doby. Internet to dla mnie nieustanne źródło zadumy nad tym, jak bardzo zainteresowania ludzi rozmijają się z zainteresowaniami tradycyjnych mediów. Gdyby zerknąć za 50 lat na czołówki programów informacyjnych i gazet, można by pomyśleć, że wszyscy żyli kolejną aferą czy sprawą przywództwa w jakiejś partii. Wejście do Internetu przywraca właściwe proporcje. Można zacząć od 50.lycos.com, czyli 50 najczęściej szukanych i omawianych tematów w sieci. W czołówce Paris Hilton, szalona milionerka znana z seksualnych ekscesów, które wyciekły do sieci. Ale w górę pnie się Lindsay Lohan i to aż prowokuje do kliknięcia. Kto to, u licha, jest? Okazuje się, że aktorka. Doskonałe cotygodniowe omówienia rankingu za każdym razem skupiają się na czym innym: choćby najpopularniejszych stronach muzealnych. Nie, nie chodzi o Luwr, ale o Muzeum Złej Sztuki w Massachusetts albo Muzeum Musztardy. Jaki stąd wniosek dla reportera? Modne robią się dziwne muzea niemające nic wspólnego z klasycznymi przybytkami sztuki i trend pewnie dojdzie wkrótce do Polski. Internet to zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych potęga opiniotwórcza. W doskonałym amerykańskim www.slate.com można spędzić tygodnie, błądząc po zakamarkach. Ja trafiłem całkiem prywatnie, szukając golarki. Na stronie http://slate.msn.com/ebooks/eBc/eBc-July-2002.htm znalazłem test, a właściwie połączenie reportażu uczestniczącego z tekstem konsumenckim i gospodarczym, czyli coś zupełnie nieistniejącego w Polsce. Autor sprawdza na sobie i innych osobach skuteczność golenia różnymi nożykami i golarkami i opisuje to w sposób nie tylko śmieszny, ale i praktyczny - całkowicie dezawuujący przydatność niektórych modeli. Rosnąca popularność takich miejsc w sieci to trend godny zauważenia. Warto zerknąć choćby na www.epinions.com. Tam użytkownicy radzą, co kupić, a czego nie kupować i coraz częściej się okazuje, że człowiek, który chce coś kupić, słucha raczej innych zadowolonych (albo nie) klientów, a wątpi w recenzje w prasie. To dotyczy nie tylko nowej pralki, samochodu czy aparatu, ale również książek i filmów. Recenzje tych ostatnich czytam przed zakupem na www.amazon.com i www.imdb.com. Ten trend dociera już do Polski i coraz częściej portale, również www.merlin.com.pl i www.gazeta.pl umożliwiają nie tylko komentowanie, ale recenzowanie i przyznawanie gwiazdek. Na razie książkom i filmom, wkrótce zapewne też telewizorom i samochodom. To początek odwrotu od recenzji w tradycyjnych mediach. Ja też wielokrotnie zawiodłem się na polecanej w recenzji płycie czy filmie, ale nigdy na zbiorowej mądrości internautów. Na razie w Polsce wszystko to jest w powijakach, ale sprawne oko wyłowi z polskich recenzji internautów kolejny trend - duża liczba recenzji niby to konsumenckich jest pisana według pewnego klucza i głowę dam, że stoją za tym PR-owcy zainteresowanych firm. Ale czyż to nie fascynujące? Podszywanie się specjalistów od marketingu pod anonimowego internautę? Właśnie reklama to kolejna rzecz, która zaczęła żyć własnym życiem. Tysiące polskich internautów zaczęło szukać starych nagrań Amandy Lear, kiedy w telewizji pokazała się reklama czekoladek z jej piosenką. Na świecie reklama to część popkultury. Wszystkim, których dręczy jakiś motyw muzyczny, radzę sprawdzić go na www.reklamy.tv. Dzięki temu wiem, kto tak pięknie śpiewa w reklamie tygodnika „Ozon”. Kiedy pisałem tekst o Airbusie A380, zajrzałem na travel.howstuffworks.com i już zostałem. To nieocenione źródło wiedzy o wszystkim. Jak lata samolot i jak powstaje espresso, a również, czy warto sobie kupić turystyczny skaner linii papilarnych. Po co? Choćby po to, żeby zabezpieczyć laptop. Skanery właśnie staniały i są tylko trochę droższe od kłódki. Na www.drudgereport.com mam wszystkiego po trochu, a swoje ulubione informacje mogę sam wybrać na my.yahoo.com. Tam ja decyduję, co jest dla mnie ważne, i wyświetlam sobie przygotowaną tylko dla mnie wersję wydarzeń ze świata. Z łezką w oku czytam www.aiw.cad.pl i www.polskaludowa.com. To strony nie o PRL-u, ale o dzieciństwie. Czarna wołga, resorowce i co to było robienie bonanzy (zapalanie gazety). Ale i pierwsza reklama w radiowej Trójce: „Ludzie, ja was proszę - jedzcie mekintosze”. Dobrze, że ktoś to ocalił od zapomnienia, choć przewrotne hasło strony głosi: „Lepiej ciotkę mieć w burdelu niż wspomnienia z Peerelu”. Nieocenionym źródłem wiedzy o świecie są blogi. Warto wspomnieć o tych opiniotwórczych: kumple.blog.pl - czyli cudownie zarozumiałe towarzystwo wzajemnej adoracji literackiej i kataryna.blox.pl - dla niej robię wyjątek i zagłębiam się w politykę, bo to o niej pisze tajemnicza Kataryna. Zna się na niej świetnie i można się z nią nie zgadzać, ale czyta się z wypiekami na twarzy - I liga. Na koniec warto zajrzeć na www.deathclock.com. Po wprowadzeniu paru danych wyświetla datę śmierci pytającego. Dla biorących kredyt mieszkaniowy to ważna wiadomość. Dla innych - mimo wszystko optymistyczna: że to jeszcze tyle lat. [email protected] Autor jest dziennikarzem „Gazety Wyborczej”

Aby przeczytać cały artykuł:

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.