Od dzisiaj treści AI publikowane w sieci mają być oznaczane. Brakuje wytycznych
W życie wchodzi nakaz oznaczania treści stworzonych z udziałem sztucznej inteligencji, ale nie doprecyzowano jaki może być ich udział w tekście dziennikarskim (fot: Nahrizul Kadir/Unsplash)
Dziś, w niedzielę 2 sierpnia, wchodzą w życie przepisy nakazujące oznaczanie materiałów powstałych z użyciem sztucznej inteligencji. Przepisy są jednak niezbyt precyzyjne i zostawiają spore pole do interpretacji.
Nowe przepisy to efekt implementacji w Polsce europejskiego rozporządzenia AI Act. Regulacje będą miały znaczenie dla wydawców, influencerów, twórców internetowych i organizacji wykorzystujących generatywną AI do tworzenia treści. Jeśli AI stworzyła lub znacząco zmieniła zdjęcie, nagranie, film albo tekst dotyczący spraw ważnych społecznie, odbiorcy powinni zostać o tym jasno poinformowani.
Duże kary za najpoważniejsze naruszenia
Dr Damian Flisak, doradca kancelarii Lubasz i Wspólnicy oraz ekspert w dziedzinie prawa najnowszych technologii, cytowany wcześniej w "Presserwisie", zwrócił uwagę, że od obowiązku oznaczania materiałów powstałych z użyciem AI istnieje wyjątek. Wydawcy nie muszą oznaczać treści wygenerowanych przez AI, jeśli zostały one zweryfikowane przez dziennikarza i gdy odpowiedzialność za ich publikację ponosi redakcja.
Czytaj też: Projekt resortu cyfryzacji: 3 proc. podatku cyfrowego od big techów działających w Polsce
– W praktyce wystarczy czytelne oznaczenie, np. "Treść wygenerowana przez sztuczną inteligencję" lub "Obraz wygenerowany przez AI". Nowe regulacje będą miały znaczenie nie tylko dla dostawców systemów AI, ale również dla mediów, wydawców, influencerów, twórców internetowych oraz organizacji wykorzystujących generatywną AI do tworzenia treści – wyjaśnia Olga Zabolewicz, główna specjalistka do spraw legislacji w NASK.
Jak dodaje, najpoważniejsze naruszenia mogą skutkować karami finansowymi liczonymi w milionach euro. Ich wysokość może sięgać nawet 15 mln euro lub 3 proc. globalnego rocznego obrotu firmy.
Według AI Act oznaczania nie wymagają treści przedstawiające nieistniejące rzeczy, jednak Maciej Broniarz, ekspert z Centrum Nauk Sądowych Uniwersytetu Warszawskiego, zwrócił uwagę na antenie Tok FM, że taki zapis pozostawia wiele do interpretacji. O ile wygenerowana przez AI ilustracja ze smokiem nie budzi wątpliwości, bo smoków nie ma, o tyle już ilustracja do tezy o płaskiej ziemi może budzić wątpliwości, bo wielu ludzi w tę teorię wierzy.
"Nie mamy wyznaczonej standardowej granicy"
Jarosław Śliżewski, ekspert rynku mediów ze stowarzyszenia Praktycy.eu, zwraca uwagę na słabe strony regulacji: niedookreślenie w przepisach zakresu ingerencji AI w materiały dziennikarskie.
Czytaj też: Przedstawiciele KRRiT i UKE wejdą w skład komisji do spraw sztucznej inteligencji
– Nie ustalono, czy korekta tekstu przez AI, wykreowany z jej użyciem tytuł i lead, co robi dziś wiele serwisów, to już jest ingerencja AI, czy jeszcze nie – mówi Jarosław Śliżewski. – Jeżeli zrobię ramkę do tekstu z użyciem sztucznej inteligencji, to powinienem cały tekst oznaczać jako powstały z wykorzystaniem AI czy wystarczy tak oznaczyć samą ramkę? Nie mamy wyznaczonej standardowej granicy ani norm, które nakazywałyby oznaczać jako powstałe z użyciem AI teksty, w których np. więcej niż 30 proc. powstało w wyniku wyszukiwania z pomocą sztucznej inteligencji – zauważa ekspert.
Jarosław Śliżewski wskazuje też na strony internetowe, które już są zautomatyzowane. To dotyczy choćby serwisów kulinarnych dużych ogólnopolskich wydawców. Przepisy na potrawy się nie zmieniają, ale AI zmienia ich tytuły i leady i dopasowuje układy stron głównych do przewidywanych wyszukiwań.
– Nie chodzi o to, żeby nie korzystać z AI. Są treści: prezentacja wyników sportowych czy prognozy pogody, z którymi AI nakarmiona danymi sobie poradzi, a dziennikarze będą mieli tym samym czas na poważniejsze tematy. AI to tylko narzędzie. Ale trzeba je umiejętnie wykorzystywać – uważa.
Nowe przepisy problemem dla lokalnych serwisów?
Mateusz Węsierski, wydawca portalu internetowego iBytów.pl wykorzystuje grafiki generowane przez AI w swoim portalu. – Ale wszystkie od samego początku są oznaczane – zastrzega.
Czytaj też: Meta wprowadza weryfikację twarzy na Facebooku. Odpowiedź na lawinę kont AI
– Kiedy pracowałem w "Dzienniku Bałtyckim" jako wydawca tygodnika w Bytowie, czasem prosiłem grafika o przygotowanie okładki pod jakiś tekst – głównie kryminalny, do którego nie mieliśmy zdjęć. Kiedyś dawaliśmy też w serwisie zdjęcie "koguta" policyjnego do materiałów kryminalnych, a teraz moim grafikiem jest sztuczna inteligencja – opowiada. Jego zdaniem sztuczna inteligencja nie jest dla dziennikarzy zagrożeniem. – Materiału interwencyjnego za mnie nie zrobi – dodaje.
Nowe przepisy mogą się okazać problemem dla dziesiątków, głównie lokalnych serwisów internetowych, które z wykorzystaniem AI agregują informacje lokalne, pobierane ze stron urzędów gmin i miast, policji czy straży pożarnej. Serwisy te nie mają często dziennikarzy ani nawet adresu i nazwy wydawcy. Powstają przede wszystkim na potrzeby kampanii wyborczych. Kilka takich serwisów pojawiło się w ostatnich tygodniach w Częstochowie, gdzie część mieszkańców chce odwołania prezydenta.
Czytaj też: Warsztat pisania głosem. Testujemy narzędzia do automatycznej transkrypcji
(PAR, 02.08.2026)










