Miszalski musiał opuścić fotel prezydenta Krakowa m.in. przez błędy w komunikacji
Aleksander Miszalski musiał opuścić fotel prezydenta Krakowa (fot. Art Service/PAP)
Przegraną byłego prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego w zeszłotygodniowym referendum poprzedziła seria wizerunkowych wpadek. Rozmówcy "Presserwisu" zwracają uwagę na zachowania, które mogłyby być odebrane jako urągające powadze urzędu i działania pod hasłem "Wielka Korekta", w których krakowski ratusz próbował się wycofać z niepopularnych decyzji.
Według oficjalnych wyników w referendum dotyczącym odwołania Aleksandra Miszalskiego wzięło udział 176 228 osób, co przełożyło się na frekwencję 29,99 proc. Liczba głosów ważnych wyniosła 175 212. Za odwołaniem prezydenta Krakowa głos oddało 171 581 mieszkańców (97,93 proc. głosujących).
Miszalski radykalnie zmienił styl komunikacji
– Poprzednik Aleksandra Miszalskiego w fotelu prezydenta Krakowa Jacek Majchrowski komunikował się z miejską społecznością, organizując konferencje prasowe i umieszczając oświadczenia na miejskiej stronie internetowej. To był bardzo klasyczny styl, charakterystyczny dla pierwszych lat obecnego wieku, ale Krakowianie byli do niego przyzwyczajeni – zauważa Patryk Salamon, redaktor naczelny portalu LoveKrakow.pl.
Salamon zaznacza, że Aleksander Miszalski radykalnie zmienił styl komunikacji krakowskiego Ratusza. – W sierpniu ubiegłego roku opublikował w mediach społecznościowych film, w którym tańczy na dachu budynku Urzędu Miasta. Film nagrany na dachu Aleksander Miszalski umieścił na Facebooku, chyba nie całkiem zdając sobie sprawę, że na tej platformie nie ma już dużej liczby osób młodych. Dominują ludzie w średnim wieku i emeryci. Tej grupie odbiorców występ na dachu ratusza nie mógł przypaść do gustu – mówi.
– Na początku tego roku pojawiło się też nagranie, na którym prezydent Miszalski zmywa podłogę mopem po imprezie w jednej z restauracji. Chciał ocieplić wizerunek, trafić z przekazem do młodych. Nie udało się, bo funkcja prezydenta Krakowa nie jest postrzegana jako zwyczajny urząd. Wymienia się ją jednym tchem z takimi godnościami jak urząd metropolity krakowskiego. Prezydent Krakowa, w opinii wielu osób, powinien sprawować władzę w sposób niemalże monarszy – dodaje Patryk Salamon.
– Zarzut, jakoby komunikacja Aleksandra Miszalskiego była prowadzona źle, jest nieuzasadniony – ocenia natomiast Przemysław Taranek, krakowski reporter Radia Zet. – Jego poprzednik Jacek Majchrowski palił w urzędzie cygara, przysypiał w pierwszych rzędach podczas konferencji. Nikt wtedy nie mówił o podważaniu powagi pełnionego przez niego urzędu. W tym kontekście na pewno godności krakowskiego magistratu nie naruszył Aleksander Miszalski, publikując filmik z dachu ratusza. Natomiast nie można nie zauważyć, że pod jego rządami komunikacja jako taka uległa znacznej poprawie. Zaczęły się regularnie pojawiać rolki na Facebooku. Prezydent zaczął rozmawiać bezpośrednio z mieszkańcami. W formule Ławeczka Dialogu odbyły się łącznie 53 spotkania – zaznacza Przemysław Taranek.
Taranek: "»Wielka Korekta« była błędem"
Patryk Salamon zauważa, że w lutym tego roku, gdy stało się jasne, że dojdzie do referendum, komunikacja Aleksandra Miszalskiego uległa radykalnej zmianie. – Zostało ogłoszone hasło "Wielka Korekta". W jego ramach miano dokonać zmiany w strefie czystego transportu. Zapowiedziano też obniżkę (wcześniej podniesionych – przyp. red.) cen biletów komunikacji. Mimo że zajmujemy się tymi sprawami codziennie, nie potrafię jasno powiedzieć, czy ceny biletów ostatecznie się zmniejszyły, bo zmiany nie były jasno komunikowane. Wprowadzono korekty do strefy czystego transportu, ale marginalne. Komunikacja prezydenta Karkowa stała się bardziej konserwatywna, ale zarazem niewiarygodna – zaznacza Patryk Salamon.
– "Wielka Korekta" była błędem – ocenia Przemysław Taranek. – Aleksander Miszalski tłumaczył, że jeśli coś zrobi się źle, należy wycofać się ze swoich racji. Ale w polityce trzeba być wyrazistym, bronić swoich racji – stwierdza reporter Radia Zet.
Patryk Salamon podkreśla, że wycofując się z wcześniej podjętych decyzji, dotyczących na przykład strefy czystego transportu, Aleksander Miszalski zraził do siebie aktywistów i środowiska lewicowe.
– A wyborców po prawej stronie nie przekonał. Tuż przed referendum podjął decyzję o zleceniu prac geologicznych pod budowę metra, zapowiedział budowę linii tramwajowej, która była w planach od 30 lat. Ludzie na platformach społecznościowych odebrali to przeważnie jako grę pod publikę. Pisali, że mu nie ufają. "Wielka Korekta" okazała się wielką, wizerunkową katastrofą – uważa Salamon.
Bereś: "To był pojedynek mrówki ze słoniem"
W ocenie Tomasza Borejzy, socjologa i dziennikarza naukowego, współtwórcy kanału na YouTubie Rynek Krowoderski, Aleksandrowi Miszalskiemu podczas kampanii referendalnej zaszkodziło wsparcie go przez profil na platformach społecznościowych Sok z Buraka, nieformalny kanał propagandowy Koalicji Obywatelskiej, znany z publikowania agresywnych treści.
– Sok z Buraka opublikował około 100 postów z reguły wymierzonych w przeciwników politycznych Aleksandra Miszalskiego. Wiele z nich zawierało informacje niezgodne z rzeczywistością. Krakowianom próbowano wmówić, że za organizatorami referendum stoją osoby powiązane z mafią, że to przede wszystkim destrukcyjna akcja PiS i Konfederacji. To była tępa propaganda. Krakowianie zorientowali się, że ktoś chce z nich zrobić idiotów. Wiedzieli, że kłopoty Miszalskiego wynikają z jego błędnych decyzji, lekceważenia mieszkańców podczas konsultacji przed ustanowieniem strefy czystego transportu, wprowadzeniu opłat za parkowanie w niedzielę – zaznacza Tomasz Borejza.
W ocenie Witolda Beresia, pisarza, dziennikarza, redaktora naczelnego magazynu "Kraków i Świat", o wyniku referendum przesądził rozmach kampanii przeciwników Aleksandra Miszalskiego. – Przeciwnicy byłego już prezydenta Krakowa zgromadzili ogromne pieniądze, które wydali na propagandę nawołującą do odwołania Aleksandra Miszalskiego. Pochodzenie tych pieniędzy nie jest znane. Nie wiemy, jakie to były sumy, ale na pewno wysokie, bo lokalne media dzień w dzień były pełne płatnych reklam nawołujących do odwołania Aleksandra Miszalskiego – zaznacza Witold Bereś.
Naczelny magazynu "Kraków i Świat" zauważa, że w obecnej kadencji samorządu w Małopolsce odbyło się 37 referendów w sprawie odwołania lokalnych władz, a tylko jedno – w Krakowie – skończyło się odwołaniem prezydenta. – Stało się tak, bo tylko w Krakowie w kampanię referendalną wpompowano ogromne pieniądze. Tysiącami reklam można wprasować w głowy niemal wszystko. Nie wierzę, że osoby głosujące za odwołaniem Miszalskiego zrobiły to z powodów podnoszonych przez jego przeciwników, m.in. zbytniemu zadłużeniu miasta. Finansami miasta prawie nikt się nie przejmuje, prawie nikt na nich się nie zna. Kampanię negatywną można oprzeć na prostych hasłach, które przy wsparciu finansowym stają się chwytliwe. To był pojedynek mrówki ze słoniem. Jego wynik był przesądzony. Błędy, które zawsze popełniają rządzący, nie odegrały decydującego znaczenia – uważa Bereś.
(JF, 31.05.2026)










