3… 2… 1… Zero. Wchodzimy do redakcji portalu Zero.pl i sprawdzamy, jak wystartował
Skrzynka mailowa Patryka Słowika puchnie błyskawicznie, 600 maili dziennie to średni wynik. – Na wszystkie nie odpowiem, wiadomo, ale wnioski wyciągam – mówi (fot. Ryszard Parka, screen: magazyn „Press”, nr 03-04/2026)
Start Zero.pl poza samym startem nie przyniósł nic więcej. Zero nie miało własnego mocnego materiału, który byłby szeroko cytowany przez inne media.
O godz. 15.38 w piątek 30 stycznia Krzysztof Stanowski publikuje na X.com informację o wstrzymaniu startu: „W niedzielę o 20:00 chcieliśmy jednocześnie wystartować telewizję oraz portal Zero.pl, oba projekty w pewien sposób się łączą. Z uwagi na to, że telewizji nie możemy wystartować i ten termin nie jest już dla nas wiążący, damy sobie kilka dni więcej na dodatkowe prace nad portalem” – stwierdził.
Czytaj też: Zero.pl z mniej niż milionem użytkowników. Serwis działa od 9 lutego
Pierwsze informacje o utworzeniu portalu związanego z Kanałem Zero, dotąd istniejącego wyłącznie na YouTubie, pojawiły się już w momencie powstania samego kanału. 6 kwietnia 2024 roku, niecałe dwa miesiące od pierwszych youtube’owych emisji, Stanowski ogłosił zakup domeny Zero.pl za 60 tys. zł. Po czym temat ucichł. Domena Zero.pl została jeszcze wykorzystana na początku 2025 roku jako informator o Kongresie Zero, który w połowie lutego zeszłego roku odbywał się w łódzkiej Atlas Arenie. Tam też zamieszczono transmisję z „Roastu Stanowskiego” w systemie pay per view. Jednak strona znów zamilkła. W końcu pojawiła się na niej plansza zapowiadająca start serwisu. W międzyczasie ogłaszano nazwiska nowo zrekrutowanych dziennikarzy: w październiku 2025 roku Patryka Słowika i Pawła Figurskiego z WP, w grudniu Anny Wittenberg, Jakuba Styczyńskiego i Bartłomieja Bajerskiego, którzy ostatnio pracowali w PTWP, Tymona Grabowskiego, czyli „Złomnika”, Aleksandry Cieślik i Bartosza Michalskiego z Wprost.pl, Marka Mikołajczyka z „DGP” oraz Krzysztofa Jabłonowskiego z TVP.info. Pojawia się również data startu: 1 lutego 2026 roku, potem przełożona i w końcu Krzysztof Stanowski 7 lutego na portalu X ogłasza, że Zero.pl wystartuje za dwa dni.
– I tyle wiem – mówił wtedy Bartosz Bajerski, wydawca portalu. – Siedzę w Gliwicach i czekam.
Bajerski pracuje zdalnie. Do biura na Wołoskiej w Warszawie – między siedzibą TVP a Mordorem na Domaniewskiej – ma 300 km.
NIE MA CZASU NA SEN
Jadę na Wołoską 22. Redakcja portalu mieści się na trzecim piętrze jednego z segmentów kompleksu Mokotów Nova. W innym segmencie, obok, rezyduje redakcja Kanału Zero. Kompleks to czyste ucieleśnienie korpo. Za drzwiami elektroniczne bramki i ochroniarka za designerskim biurkiem. Żeby się dostać do środka, trzeba podać bramce elektronicznej nie tylko swoje dane i cel wizyty, ale też numer telefonu. System wysyła kod QR jednorazowej przepustki. Potem już windą na trzecie piętro i… dwie bliźniacze pary drzwi, a właściwie wrót, przez które swobodnie przejechałby średniej wielkości SUV. Tylko jakoś tabliczek brak. Pomaga Robert Mazurek, który przed chwilą wyszedł z redakcji portalu.
Patryk Słowik jest na miejscu. Chciałem tu być dwa dni wcześniej, ale Słowik w poniedziałek po nerwowej nocy przed startem mówi, że to nie jest dobry pomysł. Obcy dziennikarz kręcący się po newsroomie w ciągu tych pierwszych kilkudziesięciu godzin byłby równie pomocny, jak wycieczka szkolna w centrum NASA w czasie startu rakiety kosmicznej.
– Nie mieliśmy przygotowanych tekstów evergreenów, ale musieliśmy z czymś wystartować. A tu kicha – przyznaje Patryk Słowik, opisując pierwsze przygotowania do startu, tego przełożonego. Jednak tydzień później wszystko wskazuje na to, że zespół intensywnie myśli logiką portali i evergreeny nadal nie są potrzebne.
Na miejscu jest też większość dziennikarzy i redaktorów, którzy odpowiadają za poniedziałkowy start. Strona rusza o 4 rano. Krzysztof Stanowski w dniu startu mówi, że położył się o 3.50. Gdyby dano mu znać, że Zero.pl ruszy dziesięć minut później, poczekałby.
– Nie spałem, koledzy się tu poukładali, gdzie kto mógł, przynajmniej część z nich, a ja nie mogłem zasnąć – opowiada cztery dni później Patryk Słowik.
I liczy – od poniedziałku, czyli od startu, przespał siedem godzin.
Jakub Styczyński, dziennikarz portalu, w poniedziałek rano przyznaje, że przespał przy starcie może godzinę.
– Zamówiliśmy bardzo wygodne kanapy. Przetestowane – żartuje Anna Wittenberg, wicenaczelna portalu.
SKRZYNKA PUCHNIE
– Cudów nie ma – komentuje krótko Krzysztof Ignatowicz, wieloletni nagradzany grafik prasowy, autor graficznej strony portalu i tygodnika „Zawsze Pomorze”. – Odsłona mobilna jest może trochę ciekawsza, ale w przeglądarce nie wygląda to za dobrze.
– Cały czas nad tym pracujemy – przyznaje Patryk Słowik. Od poniedziałku do czwartku wygląd strony głównej zmienił się kilka razy. Dlaczego? – Słuchamy naszych użytkowników. To oni sygnalizują, że coś nie działa albo źle wygląda – tłumaczy.
Użytkownicy sygnalizowali na przykład, że podczas otwierania strony w przeglądarce na starszych laptopach, z włączonym powiększeniem podglądu stron, automatycznie włącza się im widok mobilny – dostosowany do pionowego wyświetlacza telefonu. Podobnie responsywna strona reaguje na zmniejszenie okna przeglądarki. Wtedy zaczyna się pikseloza – zdjęcia, które jako tako wyglądają na ekranie telefonu, stają się po prostu niewyraźne.
– No i musimy coś z tym zrobić. Nie odpowiemy czytelnikowi (Słowik nie lubi określenia „użytkownik”), że ma sobie zmienić komputer.
Skrzynka mailowa Słowika puchnie błyskawicznie, 600 maili dziennie to średni wynik. – Na wszystkie nie odpowiem, wiadomo, ale wnioski wyciągam.
To przyzwyczajenie zostało mu z Wirtualnej Polski. Tam również działał w podobny sposób, choć wtedy tematyka maili była inna – składała się głównie z sugestii tematów kolejnych materiałów albo wprost z donosów.
Start Zero.pl poza samym startem nie przyniósł nic więcej. Zero nie miało własnego śledczego materiału, który byłby szeroko cytowany przez inne media. Z takim materiałem wystartował horyzontalny portal Polska Press – I.pl, który podał na starcie przeciekową informację z kół rządowych. Choć trzeba przyznać, że inne duże starty ostatnich lat – XYZ czy Biznes Enter – też nie stawiały na duże, własne newsy.
Co prawda film z Krzysztofem Stanowskim oprowadzającym po redakcji Zero.pl w kilka dni osiąga dwa miliony wyświetleń, ale sam start przykrywa inna produkcja Kanału Zero.
Kilka dni wcześniej kanał Zero wypuszcza pierwszy odcinek reporterskiego serialu Marii Wiernikowskiej, która podróżowała po Rosji. Pierwszy odcinek – z niedalekiego od Polski Kaliningradu. Widzowie oglądają zadowolonych z siebie Rosjan, którzy na miejscowym bazarze mogą kupić południowe owoce, a w centrum handlowym galanterię znanej polskiej marki. Wojna w Ukrainie jest gdzieś daleko, ale kaliningradzkie rakiety mogą dolecieć do Warszawy w ciągu trzech minut – co uśmiechnięta Wiernikowska komunikuje, stojąc na pokładzie okrętu podwodnego-muzeum.
Polski komentariat wybucha. „Szkodliwe”, „bezmyślne”, „nieprawdziwe” – to najłagodniejsze przymiotniki łączone z filmem reporterki. Komentują wszyscy i większość źle. W sieci pojawiają się materiały, według których reportaż Wiernikowskiej został ciepło przyjęty na Kremlu.
– To chyba nie był najlepszy ruch – przyznaje trzy dni później Słowik. – Może zamiast tego jednego odcinka należało pokazać od razu wszystkie, bo w następnych widać już tę Rosję brudną, zimną i mięsistą.
Jednak na starcie Zero.pl w materiale Kanału Zero widać tylko przyjazny Kaliningrad. Natomiast w komentarzowym szumie ginie pierwsza czołówka Zero.pl o utytułowanych polskich lekarzach działających na rzecz przemysłu tytoniowego. Temat bliski redaktorowi naczelnemu, który za teksty o służbie zdrowia zdobywał Grand Press jeszcze w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.
Zginie też kolejny dobry materiał – dociekliwa rozmowa z ministrą kultury Martą Cienkowską, z którą Marek Mikołajczyk rozmawiał nie tylko o zamiatanej pod dywan ustawie medialnej, ale też o jej słowniku wyrazów brzydkich, jakich użyła na zamkniętej grupie partyjnej Polski 2050. I kolejny – rozmowa Pawła Figurskiego z Danielem Obajtkiem, o której sam dziennikarz mówi, że umówili się na szczerość. To ta, gdzie były prezes Orlenu twierdzi, że powinien być żywcem wzięty do nieba. Zero.pl jest, ale jakby go nie było.
Bo go nie ma. – Nie ma nas w Google’u – przyznaje Patryk Słowik. – To normalne. Włączyliśmy treści w poniedziałek o świcie i żeby Google nas zauważyły, potrzebujemy dwóch–trzech dni. Standardowa procedura.
W Google’u nie ma i faktycznie ruch na portalu z Google’a to zero procent. Ale ruch bezpośredni sięga 100 tys. użytkowników dziennie. Przynajmniej pierwszego dnia. Drugiego efekt nowości nieco opada, ale nadal – bez szczególnej promocji w mediach społecznościowych, bez widoczności w wyszukiwarce – to niemal 90 tys.
– I bez clickbaitowych tytułów – podkreśla Patryk Słowik. To jego idee fix.
Użytkownicy dostrzegają jednak clickbaitowe tytuły. Choćby taki: „Trzy miliony Polaków wpadnie w drugi próg podatkowy. Polska 2050 wzywa do reform” – bo nie wiadomo, dlaczego niby mają wpaść w ten drugi próg. Albo ten: „Tragedia na Pomorzu. Mężczyzna wyciągnął nóż, nie żyje 4-letnia dziewczynka” – bo niby informacyjnie jest, ale Pomorze to jednak ponad pół tysiąca kilometrów w poprzek Polski. I jeszcze jeden, pogodowy: „Przed nami najzimniejszy dzień tego roku. Mróz będzie naprawdę dotkliwy” – obywa się co prawda bez „Armagedonu”, ale i tak jest wystarczająco alarmistycznie, żeby kliknąć.
Redakcja Zero.pl to dziennikarze i redaktorzy, którzy do tej pory pracowali w mediach wykorzystujących clickbait. Przyzwyczajenia czasem zwyciężają w starciu z linią programową – nawet tak prostą, jak „nie używamy clickbaitów”.
W statystykach Słowika cieszy jeszcze jedno. Czas przebywania użytkowników na stronie. – Nie mamy tu krótkich tekstów. Czytanie niektórych wymaga 15–17 minut. Czytelnik przebywa na stronie średnio ponad siedem minut. Czyli te teksty go interesują – mówi. Przyznaje, że przy tak obszernych materiałach przydałaby się funkcja automatycznego czytania – nie każdy chce poświęcić tyle czasu na patrzenie w monitor. – Wszystko w swoim czasie. W końcu dopiero wystartowaliśmy.
CHŁODNO
Środowisko dziennikarskie przyjmuje Zero.pl dość chłodno i z rezerwą. Jednak w ostatnich latach trudno znaleźć internetowy start, który wywołałby euforię. Tak było może w przypadku Kanału Zero, tu jednak sporą rolę odegrał sam Krzysztof Stanowski, umiejętnie podkręcając atmosferę oczekiwania. Opóźnione Zero.pl nie ma już tej mocy.
– Widać duże doświadczenie zespołu, bo udało się uniknąć wielu błędów debiutantów. Jednak wbrew zapowiedziom są clickbaity. Kilka ciekawych tematów napisanych dobrym językiem. Jednak „najnowsze” to nie do końca najnowsze – zauważa Piotr Witwicki, redaktor naczelny portalu Interia.
Marek Twaróg, redaktor naczelny Polska Press Grupa: – W poniedziałek rano byłem pozytywnie zaskoczony mechaniką działania serwisu, choć trzeba przyznać, że dobrze wygląda i działa tylko na mobilu, a nie na desktopie. Ale to żaden problem, bo wiadomo, że urządzenia mobilne odpowiadają dziś niemal za 80 proc. ruchu. Podoba mi się przejrzystość architektury i dość łatwa nawigacja. Jestem jednak zaskoczony, że nie stawiają na ekspozycję autorów, choć przecież na nich budują całą narrację o swoim dziennikarstwie – stwierdza.
Rafał Madajczak, były naczelny Gazeta.pl, komentuje na X.com: „Myślę, że dziś to skrzyżowanie papierowego DGP ze starą Gazeta.pl, która jeszcze nie odkryła tytułów pod Discover”. I dalej: „Biorąc pod uwagę ambitne zapowiedzi o nowej jakości dziennikarstwa, odwadze i najlepszych dziennikarzach w kraju, Zero jest zadziwiająco standardowe. Siatka reklamowa jak na portalach, układ jak na portalach, reklamy między akapitami jak na portalach. Tytuły też jak na portalach. Może jeszcze nie na poziomie serwisów sportowych, ale już mamy «drugie dno», «tak oszukiwali». To typowe chwyty portali i nic w tym złego, ale Zero miało być lepsze” – napisał Madajczak.
– Odniosłem wrażenie, że otworzyłem serwis tradycyjnego tygodnika opinii, gdzie jest wyeksponowany własny tekst okładkowy. Widać tu zapowiadany już wcześniej nacisk na dziennikarstwo śledcze. Natomiast rozwiązanie polegające na tym, że użytkownik musi scrollować kolejne materiały, jest nawiązaniem do mediów społecznościowych – ocenia Jacek Amsterdamski, były członek zarządu i chief operating officer w spółce Wirtualna Polska Media. – Zdziwiło mnie natomiast to, że w dziale Sport, który przekierowuje do Weszło, nie znalazłem nic o trwających właśnie zimowych igrzyskach olimpijskich. Zaskoczyło mnie też, że w serwisie powiązanym z Kanałem Zero nie ma treści wideo, tylko jest ikona przekierowująca do Kanału Zero na YouTubie.
To akurat zmienia się dość szybko. Treści wideo z Kanału Zero pojawiają się na Zero.pl. – My też będziemy produkowali treści wideo, które wejdą do Kanału Zero – zapowiada Patryk Słowik.
POPARCIE 16 PROCENT
W dniu startu Zero.pl fundacja Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura, kolejne dziecko analityka Michała Fedorowicza, który zakładał m.in. Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, publikuje raport „Start Portal Zero”. Według niego w pierwszym dniu temat Zero.pl został poruszony w mediach społecznościowych przez 3 mln użytkowników. Opinie pozytywne to 16 proc. wszystkich opublikowanych, krytyka – 68 proc.
Skąd dane? Nie wiadomo – autorzy nie podają, z czego korzystali. Ale biorąc pod uwagę doświadczenie Fedorowicza, musieli się opierać przynajmniej na dostępnych narzędziach do analizy zawartości mediów społecznościowych.
W stosunkowo niewielkiej grupie pozytywnych komentarzy podkreślono estetykę strony, brak clickbaitów, czytelność oraz potrzebę nowych mediów na rynku informacyjnym. Część użytkowników deklarowała „ostrożny optymizm” i chęć dalszego śledzenia rozwoju portalu.
Res Futura zwraca uwagę, że zdecydowana większość użytkowników mediów społecznościowych oceniła serwis krytycznie, koncentrując się na kwestiach technicznych (przesyt reklam, błędne przekierowania, brak ciemnego trybu, problemy z responsywnością) oraz zawartości merytorycznej (płytkie treści, brak unikalnych informacji, struktura przypominająca inne portale). Komentarze wskazywały, że użytkownicy nie dostrzegają żadnej wyraźnej przewagi Zero.pl nad innymi dominującymi w polskim internecie serwisami (WP, Interia, Onet).
Część pozytywnych opinii dotyczyła estetyki interfejsu, prostoty oraz pierwszych materiałów informacyjnych. Jednak dominowało poczucie zawodu oraz obawa, że serwis jest jedynie nową formą starego układu medialnego. Użytkownicy zwracali uwagę na brak spójnej strategii redakcyjnej oraz niewykorzystany potencjał startu.
Propozycje zmian dotyczyły m.in. lepszej segmentacji treści, większego nacisku na autorskie materiały, poprawy UX i struktury działów. Wyzwaniem dla Zero.pl ma być też zbudowanie tożsamości portalu jako medium jakościowego i odrębnego wobec konkurencji.
– To nasze podstawowe zadanie – przyznaje Patryk Słowik.
Zero.pl nie ściga się z innymi portalami na liczbę treści. O ile WP czy Onet mogą zrobić po kilkaset materiałów dziennie, o tyle Zero.pl ma ich wypuszczać kilkadziesiąt. – Przecież lepiej, jeżeli dziennikarz może poświęcić się tylko jednemu, ale za to rozbudowanemu i pogłębionemu tekstowi, zamiast pracować jednocześnie na trzech – mówi Słowik. – Gdybyśmy chcieli się ścigać, to zamiast trzydziestoosobowej redakcji mielibyśmy tu pięć osób, które tworzyłyby materiały „pod SEO”. A nie o to nam chodzi.
NOWY
Słowik nie był do tej pory naczelnym ani nawet zastępcą redaktora naczelnego. To dla niego zupełnie nowa rola. W filmie, który na start Zero.pl nagrał Krzysztof Stanowski, żartuje, że przychodzi do pracy, przejrzy „iksa” i Facebooka i może wracać do domu. Prawda jest zdecydowanie mniej różowa.
– Przecież muszę mieć nad wszystkim kontrolę. To, co się ukazuje na portalu, to efekt rozmów i ustaleń. Kłótni też, choć mam świetny zespół i bardzo dobrze się rozumiemy – mówi. – Lubię się spierać – przyznaje Słowik. – My tu spieramy się cały czas i nie jest tak, że mam zawsze rację.
Przyznaje, że nie ma tego bagażu, który cechuje wielu naczelnych. Nie czuje się nieomylny ani nie jest wyrocznią. Chwilę wcześniej w newsroomie podnosi głos. Technika sprawia kłopoty, aktualizowane materiały mają nowe linki. To źle, bo kiedy Google w końcu zacznie dostrzegać Zero.pl, takie zmiany mogą się algorytmom nie spodobać. A to oznacza, że cała praca nad pozycjonowaniem tekstów w wynikach wyszukiwania może wziąć w łeb. I robi się nerwowo.
Ale jak na newsroom, w redakcji Zero.pl i tak jest dość spokojnie. I prawdę mówiąc, nieco bezosobowo. Nie ma nawet logo portalu, nie mówiąc o tabliczce na drzwiach wejściowych. Obrandowane – ale logo jednego ze sponsorów – są jedynie kubki dziennikarzy. Redakcja wciąż jeszcze działa w organizacji, ale za chwilę atmosfera i przestrzeń się zagęszczą. Do kolejnych pomieszczeń za newsroomem wprowadzi się Kanał Zero ze swoim studiem. Na razie działa w sąsiednim budynku.
Patryk Słowik nie pozwala sobie zrobić zdjęcia przy tablicy. Tablica – taka do pisania zmazywalnymi flamastrami – to coś pośredniego między makietą a ramówką. To tu planuje się cały tydzień pracy.
– A za to najbardziej lubię Anię Wittenberg – stuka w środek, nieco powyżej dolnej krawędzi, gdzie jego zastępczyni zapisała na niebiesko: kupić pączki. Jest 12 lutego 2026 roku, tłusty czwartek.
Czyli ma być miło, a czy będzie ciekawie, to się zobaczy.
***
Ten tekst Ryszarda Parki pochodzi z najnowszego magazynu „Press” – wydanie nr 03-04/2026. Teraz udostępniliśmy go do przeczytania w całości dla najaktywniejszych Czytelników.
„Press” do nabycia w salonach prasowych, App Store, Google Play, e-Kiosku lub online na E-sklep.press.pl.
Czytaj też: Numer na 30-lecie "Press": rozmowa z Miszczakiem, sylwetka Wysockiej-Schnepf i plemiona
Ryszard Parka











