Dział: TELEWIZJA

Dodano: Grudzień 26, 2021

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Don’t look up”, czyli cali my. „Nie patrz w górę” do refleksji dla dziennikarzy

Foto: Niko Tavernise, Netflix / Materiały prasowe

„Don’t look up” na Netfliksie sprzedawany jest jako komedia – i rzeczywiście jest kilka komediowych scen – lecz tylko największy matoł potraktuje ten obraz jako sposób na wyłącznie dobrą zabawę - pisze Marek Twaróg o „Nie patrz w górę” - filmie, o którym w święta mówią wszyscy.

„Don’t look up” na Netfliksie sprzedawany jest jako komedia – i rzeczywiście jest kilka komediowych scen – lecz tylko największy matoł potraktuje ten obraz jako sposób na wyłącznie dobrą zabawę. To satyra na polityków, dziennikarzy, wizjonerów z big techów, a właściwie – na nas wszystkich, których politycy, dziennikarze i wizjonerzy z big techów sobie wychowali. „Don’t look up” to w pierwszy dzień świąt najczęściej oglądany film na Netfliksie na całym świecie. Obsada gwiazdorska.

„Nie patrz w górę”, lepiej zabawić się na śmierć

W największym skrócie: w kierunku Ziemi leci niszczycielska kometa, ludzkość ma przed sobą pół roku. Z nieco szerzej perspektywy: w kierunku Ziemi leci niszczycielska kometa, ludzkość ma pół roku na reakcję, ale głupi politycy wolą patrzeć na najbliższe wybory, a głupie media wola omawiać szołbiznesowe ploteczki. Z lotu ptaka: w kierunku Ziemi leci niszczycielska kometa, ale zatruci przez głupich polityków i głupie media ludzie nie są w stanie w żaden sposób mądrze zareagować – jedni nie wierzą w nic, co serwuje im zblatowane środowisko polityczno-medialne, inni wierzą magii, jeszcze inni pokładają nadzieję w wielkim biznesie, który dotąd przedstawiał się jako wszechmogący (co tam więc jakaś kometa). 

Adam McKay, reżyser i twórca scenariusza, nie musiał jakoś szczególnie zgłębiać tematu – i na szczęście nie rozbierał tu mediów na części niczym McLuhan. Ale odniesienia do Huxleya i jego „Nowego, wspaniałego świata”, a najbardziej czytelnie do Neila Postmana i jego słynnego dzieła „Zabawić się na śmierć”, są ewidentne. Autor „Don’t look up” nie analizuje zatem postaw dziennikarzy i polityków, bo wie, że w zupełności wystarczy postawić przed nimi lustro. W erze dziesiątkującej nas pandemii i postępujących zmian klimatycznych katastroficzna wizja nabiera charakteru szczególnej filozoficznej przypowieści. 

Nie patrz w górę – krzyczy Trump

Jeśli ktoś zobaczy nawiązania do prawdziwych wydarzeń z kampanii Trumpa - to dobrze. Do prawdziwych treści w porannych programach telewizji informacyjnych lub śniadaniowych show – to dobrze. Do dyskusji na kolegiach redakcyjnych o temacie, który nie grzeje – znakomicie. Do kreowania gwiazd, aż do zamiany naukowca w AILF (Astronomer I'd Like to Fuck) – dobrze. Do prymatu influencerów, gwiazdek, celebrytów, duperelek, które podają, zachwytów, które wzbudzają – dobrze. Do mediów promujących denialistów i podważających naukę - dobrze. Tak to właśnie teraz wygląda. Ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że to obraz przerysowany.

Lecz sama konstatacja, że jest jak jest, nikogo już pewnie nie rozczula. Wzruszamy ramionami, puentujemy, że kiedyś wszystko było lepiej i lecimy dalej. „Don’t look up” pokazuje nam jednak, że stan „jest jak jest” sparaliżował nas - oduczył nas myślenia, umiejętności działania, zabrał nam autorytety, którym się wierzy w momentach próby.

A najstraszniejsza i zarazem najśmieszniejsza (to możliwe) scena jest po napisach końcowych – bo okazuje się, że technologia naprawdę może przewidzieć wszystko - nawet rodzaj śmierci, jaka nas spotka - ale wiedzę tę wykorzystujemy wcale nie po to, byśmy byli mądrzejsi.

Marek Twaróg, Press.pl

 ***     

„Don’t look up” („Nie patrz w górę"), Netflix, grudzień 2021, scenariusz Adam McKay, produkcja USA, obsada gwiazdorska: m.in. Leonardo DiCaprio, Jennifer Lawrence, Meryl Streep.

(26.12.2021)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.