Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Marzec 08, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

„Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii”

Press

Małgorzata Rejmer

Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2018

Po opowieści o Rumunii w czasach komunizmu Małgorzata Rejmer postanowiła przypomnieć nam, jak wyglądał komunizm w Albanii. A właściwie: nie przypomnieć, tylko uświadomić. Mało który z czytelników po odłożeniu tej książki będzie mógł powiedzieć, że wszystko to wiedział.

Jedna z ofiar ustroju stworzonego przez Envera Hoxhę mówi reporterce: „Ludzie mówią czasem, że nasz komunizm to był mały Holokaust”. Tak to się rzeczywiście rysuje w opowieściach jego ofiar, którym Rejmer dała głos. Gdy ktoś pojedzie do Albanii i będzie robił sobie pamiątkowe zdjęcie przy ruinach jednego z bunkrów powstałych tam w latach 70., niech potraktuje go raczej jako mogiłę. I niech się nie uśmiecha. Szaleństwo Hoxhy przeniosło się na cały kraj, produkując kolejnych szaleńców. W takim kraju „szłaś ulicą i nie mogłaś być pewna, że ziemia jest ziemią”. PRL-owska propaganda o 90-procentowej frekwencji przy urnach podczas wyborów była rozrywką wobec faktu, że w albańskim okręgu głosowanie kończyło się już o ósmej rano, bo frekwencja wynosiła sto procent. I bynajmniej nie był to jeden z absurdów, z którego się można było śmiać – jak u nas – bo tam, kto partię haniebnie rozczarował, przestawał istnieć.

Tak, w komunistycznej Albanii się istniało, nie żyło. Ci, którzy przeżyli to istnienie, opowiedzieli to polskiej reporterce, nie kryjąc, jak wielkie mieli nadzieje związane z nową Albanią. Że jak już się to skończy, nowy ustrój potępi zbrodnie i wreszcie zatriumfuje prawda. Tak się nie stało. Oprawcy żyją obok ofiar, ofiary przestały wierzyć w demokrację.

Autorka w mistrzowski sposób ubiera te opowieści w różne formy, dzięki czemu w każdym rozdziale czujemy, że spotykamy nowego człowieka. Te historyczne reportaże trzeba sobie jednak dawkować z umiarem, by nie zwątpić w człowieczeństwo.

(RG, 08.03.2019)

Pozostałe tematy weekendowe

Dziennikarze obywatelscy 2.0
Ósmy sezon „Gry o tron” w ośmiu punktach
„Strzały w Kopenhadze”
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Temat: na weekend

Dział:

Dodano: Marzec 08, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Dziennikarze obywatelscy 2.0

Od góry, od lewej: Włodek Ciejka, Adam Wiśniewski, Katarzyna Pierzchała i Max Wudecki (fot. Wojciech Artyniew/"Press")

W czerwcu 2018 roku Towarzystwo Dziennikarskie przyznało mu tytuł "Obywatela Dziennikarza". Na Facebooku tak uzasadniono owo wyróżnienie: „Relacjom Ciejki towarzyszą jego inteligentne i ekspresyjne, ale też często emocjonalne, komentarze. Podkreślić należy mobilność i osobistą odwagę”. Włodek Ciejka: – Gdy dostałem tę nagrodę od Towarzystwa Dziennikarskiego, poczułem się, jakby związek zawodowy taksiarzy przyznał nagrodę kierowcy Ubera. Przypominamy tekst, który ukazał się w magazynie "Press" (nr 11-12/2018)

19 października 2017 roku Włodek Ciejka jechał na debatę organizowaną w Pałacu Kultury. Pod budynkiem na placu Defilad zobaczył policję, straż pożarną i grupkę ludzi. Akurat odjeżdżała karetka. 15 minut wcześniej jakiś człowiek oblał się płynem i podpalił. Potem okazało się, że nazywał się Piotr Szczęsny. Ciejka jako pierwszy zrobił relację wideo z tego wydarzenia. Gdy filmował, z leżącego megafonu otoczonego pianą gaśniczą nadal leciała piosenka „Kocham wolność” Chłopców z Placu Broni, a wcześniej – nagrana deklaracja samobójcy.

„Ktoś próbował się spalić w obronie wolności. Jeśli komukolwiek z was przychodzą do głowy takie myśli, błagam was, nie róbcie tego. To nie ma sensu” – spokojnie i rzeczowo Ciejka opisywał, co widzi, a potem apelował do odbiorców. Film na YouTube po roku ma 123 tys. wyświetleń.

– Dziękuję losowi, że nie przyjechałem tam piętnaście minut wcześniej. Bo długo się zastanawiałem, co bym wtedy zrobił. Czy filmowałbym, gdy polewa się z kanistra i podpala? – do dziś pyta się Ciejka.

Press

Włodek Ciejka: Widywałem swoje nagrania w Telewizji Polskiej. W Jedynce podali raz źródło, a w TVP Info zasłonili mój znak (fot. Wojciech Artyniew/"Press")

OBYWATELE OGLĄDAJĄ

Film z akcji wieszania bucików dziecięcych na ogrodzeniach kościołów w Warszawie, zrobiony w ramach Baby Shoes Remember Day 26 sierpnia br., obejrzało na Facebooku Ciejki ponad 120 tys. osób. Krótki filmik spod Sądu Najwyższego, na którym prof. Adam Strzembosz zapytany, dlaczego protestuje, odpowiada: „Bo jestem Polakiem”, ma na liczniku prawie 190 tys. wyświetleń. Włodek Ciejka (prosi, by go przedstawiać pseudonimem artystycznym) – warszawiak, z wykształcenia ekonomista, z zawodu handlowiec – na swoim Facebooku nadaje minimum dwa–trzy razy w tygodniu. Jego relacje live na Facebooku ogląda zwykle 30–60 tys. osób.

Adam Wiśniewski – księgowy z zawodu, fotograf pasjonat – nie spodziewał się, że filmowane przez niego 1 września br. obchody Dnia Weterana na placu Piłsudskiego w Warszawie zaowocują rekordowo popularnym materiałem. Spoliczkowanie przez urzędniczkę wojewody dolnośląskiego Magdy Klim (pseudonim Ruda) za to, że skandowała „Konstytucja!”, obejrzano na profilu facebookowym Wolnych Mediów 580 tys. razy. Film był wielokrotnie kopiowany i emitowany na innych profilach, witrynach, blogach, portalach. Przez kilka dni września pokazywały go główne telewizje, relacjonowały radia, opisywała prasa.

Zdjęcia Katarzyny Pierzchały – warszawianki, na co dzień zarządzającej nieruchomościami – publikowały m.in. „Polityka”, „Gazeta Wyborcza”, „The New York Magazine”, portale niemieckich telewizji. W raportach wykorzystywały je organizacje walczące o prawa obywatelskie i kobiet, m.in. Amnesty International. Najsłynniejsza fotografia Pierzchały to ta przedstawiająca morze parasolek na placu Zamkowym podczas czarnego marszu kobiet 3 października 2016 roku. Na Facebooku udostępniona 12 tys. razy.

Polityczni dziennikarze obywatelscy nie pojawili się wraz z protestami przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości – lecz od trzech lat coraz częściej wyręczają dziennikarzy i fotoreporterów, a ich materiały stają się popularniejsze niż niektóre relacje w mediach.

Nie ukrywają jednak, że interesuje ich tylko jedna strona sporu politycznego.

LUKA MIĘDZY MEDIAMI

Włodek Ciejka pierwszy raz włączył nagrywanie na smartfonie 16 grudnia 2016 pod sejmem, podczas tzw. puczu kanapkowego. Kilka tysięcy demonstrantów otaczało sejm, gdy policja zaczęła torować drogę dla wyjeżdżających stamtąd polityków PiS. Ciejka usiadł wraz z innymi, blokując wyjazd. Gdy pojawili się mundurowi z długą bronią, wyjął telefon i zaczął nadawać. Spontanicznie. Ale też trochę ze strachu. Dwa kilkuminutowe wejścia Ciejki na żywo oglądało tego wieczoru na Facebooku po kilkanaście–kilkadziesiąt osób. Marnie.

Pół roku później, w nocy z 9 na 10 lipca 2017 roku, tuż przed miesięcznicą smoleńską, na Krakowskim Przedmieściu Ciejka zobaczył, że policja z cywilami ustawia stalowe płoty. – Wyciągnąłem smartfona i po prostu opowiadałem, co widzę – wspomina. Dwie godziny nadawał relację na FB. Ponieważ Obywatele RP byli ścigani za zakłócanie miesięcznic jako uroczystości religijnych, Ciejka w swojej relacji płot nazywał „przenośnymi konfesjonałami”, a mundurowych – „ministrantami”.

Spodobało się. Rano, gdy się obudził, jego live na Facebooku miał na liczniku 250 tys. wyświetleń (dziś już 360 tys.). Ciejka: – To było dla mnie coś nieprawdopodobnego. Pomyślałem: „Może to jest to, co trzeba robić?”.

Początkowo wrzucał filmy z wydarzeń także na swój kanał na YouTube: Włodek Ciejka TV, ale od czasu gdy Facebook wprowadził udogodnienia do prowadzenia relacji live, publikuje głównie tam.

Szczególnie pilnuje marszów neonazistów i ich blokowania. – Staram się być na wszystkich. To trzeba pokazywać: faszyści cieszą się poparciem władz, co jest bardzo niebezpieczne – tłumaczy.

To Ciejka sfilmował i upowszechnił, że Patryk Jaki korzysta ze służbowej limuzyny podczas spotkań z wyborcami w ramach kampanii samorządowej. Relacja na żywo Ciejki przyczyniła się do zatrzymania pijanego strażnika sejmu w trakcie demonstracji w ub.r. – temat trafił do głównych dzienników. – Widywałem też inne swoje nagrania w Telewizji Polskiej. W Jedynce podali raz źródło, a w TVP Info zasłonili mój znak – twierdzi.

200 tys. osób obejrzało na jego Facebooku scenę, gdy na spotkaniu z Patrykiem Jakim 9 lipca w Ursusie zwolennicy polityka siłą wyrzucili z sali kobietę i próbowali wypchnąć niewidomego mężczyznę z laską. Tym duże media się jednak już nie zainteresowały. – Bo dwa światy, mediów tradycyjnych i social mediów, mogą się uzupełniać. My wchodzimy w pewne luki niezapełnione przez profesjonalnych dziennikarzy – tłumaczy Włodek Ciejka. Dla niego ważniejsze niż licznik odsłon jest to, ile osób ogląda go na bieżąco.

Press

Max Wudecki otwarcie przyznaje się do uprawiania propagandy: – PiS wygrał nią wybory, a myśmy się bali jej używać. Uważam, że tę lukę trzeba zapełnić (fot. Wojciech Artyniew/"Press")

Z OPOZYCJI OBYWATELSKIEJ

Adam Wiśniewski też pamięta, że pierwszy raz włączył usługę Facebook Live w lipcu 2017 roku, gdy brał udział w demonstracjach w obronie sądów. Którejś nocy demonstranci próbowali blokować drogi wyjazdowe z sejmu. – Grubo po północy zobaczyłem rzecznika rządu Rafała Bochenka. Chyłkiem wskakiwał do radiowozu w okolicy ulicy Wiejskiej. Policja miała go wywieźć z otoczonego kampusu – opowiada Wiśniewski. – Zacząłem biec w jego stronę i chyba wtedy włączyłem live – dodaje.

Kilkuset młodych siadało na ulicy, blokując ją. Policja ich znosiła i spisywała. W końcu demonstranci wypchnęli kontener z gruzem na środek drogi. Weszli nań i wiwatowali. – Wtedy poczułem, że trzeba robić relacje na żywo. Bo media tradycyjne nie pokażą tego tak, jak jest, w czasie rzeczywistym – mówi Wiśniewski. Wówczas od roku zarządzał grupą KOD MAZ Foto, a gdy KOD zaczął się dzielić na mniejsze organizacje, pod szyldem Wolne Media zaczął kręcić materiały wideo z opozycyjnych wydarzeń. Poczuł się „dziennikarzem z powołania”.

Także w zespole prasowym KOD swoje pierwsze relacje robił Mariusz Malinowski – reżyser filmowy i członek Nowoczesnej. Gdy przed marszem 11 listopada 2016 roku nagrał na telefonie zapowiedź Włodzimierza Frasyniuka, wzywającego do udziału w marszu, filmik szybko osiągnął na Facebooku 150 tys. wyświetleń. – To było dla mnie oszałamiające – przyznaje. Za to jego autorski, długometrażowy dokument „Dzieci Wehrmachtu” miał w kinach raptem 6 tys. widzów. Więc Malinowski na początku 2017 roku zarejestrował Video-KOD, sieciową telewizję obywatelską. I zaczął budować zespół.

KOD zaproponował też robienie relacji live z demonstracji Maksowi Wudeckiemu. Ten młody prawnik z Warszawy od 2013 roku na Facebooku prowadził fanpage Prawicowa Rzeczpospolita Ludowa. Po dojściu PiS do władzy Wudecki wraz z kolegą zaczął montować „T Dziennik telewizyjny” – satyryczny program czerpiący garściami z „Dziennika telewizyjnego” PRL-u. Na YouTube odcinki miały 5–50 tys. wyświetleń, na Facebooku dodatkowe 30–40 tys. Za swój największy sukces Wudecki uważa filmik, który zrobił 11 listopada 2016 roku – reportaż ze wszystkich demonstracji tego dnia: nacjonalistów, KOD-u i lewicy. Nagrał m.in. przewodniczącego pomorskiej Młodzieży Wszechpolskiej skandującego: „uderz, uderz liberała, imigranta i pedała”. Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie propagowania rasizmu.

Na profilu Prawicowa Rzeczpospolita Ludowa na Facebooku Max Wudecki publikował relacje z większości kontrmiesięcznic smoleńskich, dużych demonstracji, pikiet pod sejmem, blokad. W lipcu 2017 roku, gdy trwały masowe protesty w obronie sądów, na ulicach był od rana do nocy. Te materiały na jego profilu miewały do 260 tys. wyświetleń. Strona osiągnęła w lipcu ub.r. zasięg 6 mln odbiorców. Gdy demonstracje są znacznie rzadsze, Wudecki kilka razy w miesiącu robi wywiady z politykami na żywo dla Racjonalnej Polski – fanpage’a zaprzyjaźnionej organizacji. Jego filmy mają do 300 tys. odsłon.

Katarzyna Pierzchała najpierw foty z demonstracji wrzucała na własne konto na Facebooku, a gdy trafiła do zespołu prasowego KOD, jej zdjęcia zaczęły wypełniać billboardy, ulotki, banery. Zgłaszały się do niej redakcje po zgodę na publikację. – Zobaczyłam, że to ma sens – mówi.

Robi fotorelacje z większości wydarzeń opozycji ulicznej w stolicy. Zdarza się, że po kilka w ciągu dnia. Chętnie jeździ na kongresy i spotkania opozycji. Na jej profilu na Facebooku – Obywatel KP Fotograf – często publikuje zdjęcia z blokad i akcji Obywateli RP.

Press

Katarzyna Pierzchała robi fotorelacje z większości wydarzeń opozycji ulicznej w stolicy. Zgłaszały się do niej redakcje po zgodę na publikację (fot. Wojciech Artyniew/"Press")

OGLĄDAJĄ I UCZESTNICZĄ

Wolne Media i Video-KOD to już rozbudowane przedsięwzięcia. Pierwsze tworzy 10 osób. Mają domenę na Facebooku Wolne-media.pl i zarejestrowany w sądzie tytuł – formalnie dziennik. Filmują, fotografują, robią relacje na żywo. Jeśli coś się dzieje istotnego, publikują kilka materiałów dziennie. – Dużą oglądalność mają relacje na żywo z przepychanek, gonitw, kotłów i szykan stosowanych przez policję wobec protestujących – mówi Wiśniewski z Wolnych Mediów.

– Video-KOD ma pokazywać wszystkie wydarzenia istotne dla opozycji – informuje Mariusz Malinowski. Faktycznie, można odnieść wrażenie, że pokazują wszystko. Jednego tylko dnia 22 września br. Video-KOD na Facebooku publikuje: relację z demonstracji OPZZ w Warszawie; pikietę przed konwencją PiS w stolicy; Literiadę w Dąbrowie Górniczej; Rebeliadę w Koszalinie, pikietę w obronie sądów w Krakowie. – Są dni, gdy równolegle nadajemy siedem–osiem transmisji – mówi Malinowski. Po półtora roku działalności Video-KOD ma 1800 własnych materiałów.

To możliwe, ponieważ zespół składa się już z ponad 50 wolontariuszy, głównie reporterów i redaktorów. Podzielono ich na cztery poziomy: realizatorzy, redaktorzy, ochrona i internet. Tylko kilku z nich to zawodowi dziennikarze, pracujący w stacjach telewizyjnych. Wszystkim zarządza Malinowski. Nie mają przychodów, więc każdy z własnej kieszeni pokrywa koszty dojazdów, internetu, zakupu sprzętu itp. Video-KOD ma 10 stałych korespondentów. Relacje nadaje nawet z Australii – gdy we wrześniu br. był tam prezydent Andrzej Duda, właśnie Video-KOD pokazywał Polonię skandującą „Konstytucja!” w koszulkach z takim napisem.

Słynne były nagrania Video-KOD pokazujące wynoszonego z kontrmiesięcznicy smoleńskiej Władysława Frasyniuka latem 2017 roku. – Ten live pokazywały: TVN, Polsat, Superstacja, CNN, Reuters. Ujęcia w formie stopklatki były widoczne prawie wszędzie – stwierdza Mariusz Malinowski. Tydzień później, na demonstracji KOD w Radomiu, jego ekipa sfilmowała, a za nią pokazały to inne stacje, jak nacjonaliści kopią leżącego demonstranta Andrzeja Majdana.

Bywają dni, gdy ich relacje mają łącznie ponad 1 mln odtworzeń. Na przykład nagranie Marty Bogdanowicz opublikowane na stronie Video-KOD, przedstawiające aktywistkę Obywateli RP Iwonę Wyszogrodzką przemawiającą do posłanki Pawłowicz już w ciągu 24 godzin miało na Facebooku 1 mln odtworzeń.

Telewizje, chociaż chętnie korzystają z materiałów dziennikarzy obywatelskich, nie chcą za nie płacić. – Od czasu do czasu zgłaszali się z TVN i innych telewizji z pytaniem, czy mogą użyć mojego materiału. Gdy pytałem o honorarium, rozmowa się kończyła – mówi Włodek Ciejka.

Zapytaliśmy naczelnych i wydawców kilku stacji oraz programów informacyjnych, na ile takie relacje live z wydarzeń stanowią konkurencję dla programów informacyjnych – nikt nie zgodził się na rozmowę. Na pytania wysłane e-mailem nie dostaliśmy odpowiedzi.

– Telewizje informacyjne zapewne twierdzą, że nie jest to dla nich konkurencja, a tylko pewna alternatywa. Lecz ona jest znacząca. Bo uwaga użytkownika mediów przenosi się do internetu: tam szukają informacji i tego, co się dzieje na żywo. Zwłaszcza młodzi odbiorcy – uważa prof. Krystyna Doktorowicz, medioznawca z Uniwersytetu Śląskiego. Jej zdaniem relacje internetowe mediów alternatywnych będą więc coraz więcej znaczyły na rynku przekazów medialnych. – Sprzyja temu pewien rodzaj kotła politycznego, jaki mamy w Polsce, i wyrażanie skrajnych poglądów. Gdyby nie było tego klimatu, może nie oglądalibyśmy tego tak chętnie – stwierdza prof. Doktorowicz.

Mariusz Malinowski przewagę swojej internetowej telewizji nad tymi tradycyjnymi tłumaczy jednym słowem: stabilność. – Czemu Polacy mają wchodzić na nasz kanał, zamiast oglądać TVN? By uczestniczyć w dramatycznych wydarzeniach w kraju. Relacje na żywo dają ludziom poczucie bycia w środku zdarzeń. Sami nam o tym piszą – wyjaśnia Malinowski. Uważa, że Video-KOD to najnowocześniejsza w Polsce telewizja, bo w pełni interaktywna. – Mamy od razu widoczne komentarze i rozmawiamy z widzami na żywo. Odpowiadamy na ich pytania, komentujemy, pokazujemy to, co akurat chcieliby zobaczyć – opisuje.

I podkreśla, że dziś Video-KOD to nie telewizja Stowarzyszenia KOD, tylko całego środowiska tych, którzy brali udział w wielkich marszach i demonstracjach. Relatywnie długie i skomplikowane materiały, jak wykład prof. Andrzeja Friszkego, obejrzało 200 tys. osób.

Press

Adam Wiśniewski: Poczułem, że trzeba robić relacje na żywo. Bo media tradycyjne nie pokażą tego tak, jak jest, w czasie rzeczywistym (fot. Wojciech Artyniew/"Press")

DYSTANS TAK, OBIEKTYWNOŚĆ NIE

Dziennikarze obywatelscy swoją misję widzą nie tylko w przekazywaniu tego, co się dzieje. Wiosną br. członkowie Wolnych Mediów, filmując spotkania polityków PiS z wyborcami, zadawali im też pytania oraz rozwijali transparenty o antypisowskiej treści. Zadawali również pytania Patrykowi Jakiemu na jego spotkaniach z mieszkańcami Warszawy. – Pokazujemy jego kłamstwa, wielokrotnie dokumentowaliśmy porozwieszane bezprawnie plakaty Jakiego – opowiada Adam Wiśniewski. Sami tworzą też happeningi. Na spotkaniu z Krystyną Pawłowicz zajadali sałatki, parodiując zachowanie posłanki na obradach Sejmu. Zrobili live sprzed domu Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu we wrześniu br., podczas uroczystego odsłonięcia prześmiewczej tablicy dla prezesa. Nagranie obejrzało ponad 253 tys. osób. – Takimi materiałami i akcjami pokazujemy brak zgody na to, co robi PiS. Chcę, by ludzie wreszcie otworzyli oczy – tłumaczy Wiśniewski.

Gdy pytam, czym się to różni od tego, co robił na swoim kanale na YouTube Ziemowit Kossakowski (który np. na Paradzie Równości pytał przebranego mężczyznę, gdzie ma naszyjnik z „różowymi pedałami”) czy Dariusz Matecki (który na vlogu Prawicowy Internet, wspierając Patryka Jakiego, publikował filmy szkalujące Rafała Trzaskowskiego) – Adam Wiśniewski odpowiada: – Oni pokażą każde potknięcie, ja tego nie zrobię.

Tymczasem krótko po tej deklaracji na profilu Wolnych Mediów znalazł się post „Znajomość ulic Patryk Jaki, to totalna #hatakumba dla #Warszawa”. Na filmie Jaki niewyraźnie wypowiada nazwę znanej w stolicy ulicy Połczyńskiej, a autor filmu kilka razy powtarza złośliwie tę wypowiedź, pytając: „Połczyńskom czy Wołczyńskom?”.

– Jeśli mamy walczyć z pisowską opresją o normalną Polskę, nie możemy tego robić tymi samymi metodami jak oni – obrusza się Włodek Ciejka. Ale ma świadomość, że na pewno jest postrzegany tak jak prawicowi blogerzy – tyle że po liberalnej stronie. Choć nie zawsze. Będąc na spotkaniu Trzaskowskiego z mieszkańcami, zadał mu pytanie, chcąc sprawdzić wiedzę kandydata na temat historycznych miejsc stolicy (i oczywiście to nagrywał). Kandydat PO na prezydenta zareagował nerwowo i nie odpowiedział na pytanie. Sytuację od razu wychwycili w necie zwolennicy PiS. – Przez krótki czas byłem nawet gwiazdą prawicowego internetu – śmieje się Ciejka.

Na wizji krytykuje, gdy coś mu się nie podoba; czasami chwali, bywa, że nawet posłów PiS. – Staram się zachować dystans, ale nie będę na siłę obiektywny ani nie będę symetrystą – deklaruje. Dystans stracił np. 10 lutego br., gdy podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej w czasie śpiewania hymnu policja zaczęła wynosić liderów Obywateli RP stojących pod kolumną Zygmunta. „Czy wyście zwariowali?! Macie czelność w czasie hymnu napadać na ludzi?! Czy wie pan, co to jest za piosenka? To nie jest disco polo!” – perorował Ciejka podniesionym głosem do policjantów. Mundurowi przerwali interwencję. Ciejka biegł za nimi, krzycząc: „Napadliście na ludzi! (...) Napluliście mi w duszę!”.

Relacja stała się hitem internetu – po liberalnej stronie.

Za to Adam Wiśniewski przyznaje, że gdyby nakręcił coś tak mocno kompromitującego przeciwników PiS, aby miało to zaszkodzić „ratowaniu Polski”, to chyba by tego nie pokazał. Przypomina sobie, że raz na prośbę KOD usunął materiał, na którym szef tej organizacji Krzysztof Łoziński zdenerwował się i palnął coś głupiego. – To jedyny film, jaki usunąłem – podkreśla.

Mariusz Malinowski twierdzi, że w Video-KOD nie puszcza ujęć, gdy ktoś dłubie w nosie, a poza tym pokazują wszystko. – Czy to się komuś podoba, czy też nie. Nasze materiały są szczere i wiarygodne. Szczerość jest cechą ludzką, wiarygodność zawodową – tłumaczy Malinowski.

Max Wudecki poszedł kiedyś na smoleńską miesięcznicę z dwoma transparentami ukrytymi pod kurtką. Tym razem to on miał być filmowany przez kolegę. Stanął na donicy i wyjął napisy „Wolność Zgromadzeń”, „Wolność Słowa”. – Ludzie rzucili się na mnie. Szarpali, zerwali biało-czerwoną opaskę, czapkę. Tłum był wściekły. Podnieśli mnie i chcieli mnie bić, ale ostatecznie tylko przerzucili przez barierki – opisuje Wudecki. Kolega kręcił wszystko, dopóki nie wytrącono mu telefonu z ręki i zniszczono go, depcząc. Film jednak się uratował. Miał ponad 200 tys. wyświetleń.

Max Wudecki otwarcie przyznaje się do uprawiania propagandy. – Nie boję się tego słowa. PiS wygrał nią wybory, a myśmy się bali jej używać. Uważam, że tę lukę trzeba zapełnić – deklaruje.

Krzysztof Boczek

Pozostałe tematy weekendowe

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.