Dział: PRASA

Dodano: Luty 13, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Organizacje i dziennikarze krytykują skazanie Wojciecha Biedronia z art. 212 kk

Kasacja wyroku skazującego Wojciecha Biedrona przysługuje jedynie Rzecznikowi Praw Obywatelskich oraz Prokuratorowi Generalnemu (screen Youtube.com/Telewizja wPolsce)

Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Wojciecha Biedronia, dziennikarza tygodnika „Sieci” i serwisu wPolityce.pl na 3 tys. zł grzywny za pomówienie sędziego Wojciecha Łączewskiego. Dziennikarze i organizacje krytykują skorzystanie z art. 212 kk wobec pracownika mediów.

Jak poinformowało „Presserwis” biuro rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Łodzi, Wojciech Biedroń został skazany za to, że w tekstach w opublikowanych w serwisie wPolityce.pl pomówił i naraził Wojciecha Łączewskiego „na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu sędziego”. Zdaniem sądu Biedroń pomówił sędziego, pisząc, że „wobec pokrzywdzonego toczy się postępowanie dyscyplinarne” i sugerując, że „w związku z medialnymi doniesieniami na temat kontaktów pokrzywdzonego z dziennikarzem został przeniesiony z wydziału karnego do wydziału cywilnego sądu”.

W 2016 roku Wojciech Biedroń opisywał sprawę prywatnych wiadomości, jakie Wojciech Łączewski miał wysłać na fałszywy profil twitterowy Tomasza Lisa. Sędzia, pisząc z konta założonego na inne nazwisko, chciał umówić się z redaktorem naczelnym „Newsweek Polska”, aby omówić z nim strategię walki z rządem PiS. W drugiej wysłanej wiadomości zdradził swoją prawdziwą tożsamość.

Biedroń w tekstach dotyczących tej sprawy dwukrotnie podał błędną informację, że wobec Łączewskiego toczy się postępowanie dyscyplinarnie, a tymczasem prowadzone było postępowanie wyjaśniające. Łączewski oskarżył dziennikarza o zniesławienie (art. 212 kodeksu karnego). Sąd Rejonowy w Łodzi skazał Biedronia na 25 tys. zł grzywny. Dziennikarz złożył apelację. We wtorek Sąd Okręgowy podtrzymał wyrok, ale zmniejszył karę do 3 tys. zł.

„Chętnie spojrzę na akta sprawy i zastanowię się nad kasacją. Bo jak rozumiem, wyrok jest już prawomocny. W takiej sytuacji kasacja przysługuje tylko RPO i ProkGen” - napisał na Twitterze Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

W rozmowie z Telewizją wPolsce Wojciech Biedroń powiedział, że zastosowanie wobec niego art. 212 to „kaganiec”. „Dla mnie nie ulega wątpliwości, że tak naprawdę sądowi okręgowemu, a wcześniej rejonowemu chodzi o to, żeby zamknąć usta nam dziennikarzom” - twierdzi Biedroń.

Wykorzystanie w tej sprawie art. 212 kk skrytykowali dziennikarze. Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” napisał na Twitterze: „Stosowanie art. 212 kk wobec dziennikarzy to skandal. Bat na media politykom ponad podziałami jest na rękę. I od lat nic się nie zmienia”. Michał Szułdrzyński, także dziennikarz „Rz”, podkreślił, że jego zdaniem w tej sprawie wystarczyłoby sprostowanie. Bianka Mikołajewska z OKO.press i Łukasz Warzecha z „Tygodnika do Rzeczy” przypomnieli, że PiS obiecywał zniesienie kontrowersyjnego przepisu.

Przeciwko skazaniu dziennikarza zaprotestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. W oświadczeniu podkreślono, że wyrok „ma na celu zniechęcanie dziennikarzy do przedstawiania w postaci publikacji istotnego, wymagającego publicznego wyjaśnienia problemu, jakim jest zawsze próba wywierania nieformalnego wpływu na wydarzenia polityczne przez osoby do tego nieuprawnione”.

Swoje stanowisko w tej sprawie wyraził też Instytut Staszica, który podkreślił, że „samo skazanie dziennikarza i wymierzenie mu kary grzywny w niemałej wysokości jest zupełnie nieadekwatne do popełnionego czynu”.

W związku ze sprawą korespondencji sędziego z osobą podającą się za Tomasza Lisa krakowska prokuratura regionalna chce postawić Łączewskiemu zarzut zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie i składania fałszywych zeznań. Sędzia w lutym 2016 r. zawiadomił prokuraturę, że ktoś włamał się do jego komputera i posłużył się jego zdjęciem w internecie do potwierdzenia tożsamości. Krakowska prokuratura powołuje się na opinię biegłego informatyka, według której nikt poza sędzią nie miał dostępu do jego sprzętu i kont na Twitterze.

Jednak w poniedziałek sąd apelacyjny w Krakowie nie podjął decyzji w sprawie uchylenia sędziemu immunitetu. Obrońcy Łączewskiego chcą, aby sąd zapytał najpierw Trybunał Sprawiedliwości UE o zgodność postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów z prawem europejskim.

Wojciech Łączewski zasłynął skazaniem na 3 lata więzienia byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego za nadużycia władzy podczas prowokacji wymierzonej w Andrzeja Leppera.

(PAZ, 13.02.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Luty 14, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Kto reprezentuje środowisko, czyli SDP uderza w REM

Prezes Krzysztof Skowroński podkreślił, że SDP to największa i najstarsza organizacja dziennikarska w Polsce, która nie uczestniczy w pracach REM (screen Youtube/Telewizja Republika)

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zarzuciło Radzie Etyki Mediów, że "nie reprezentuje środowiska dziennikarskiego w Polsce". Lecz zdaniem dziennikarzy - również ono takim reprezentantem nie jest. 

Zarząd główny SDP wydał w środę stanowisko na temat Rady Etyki Mediów w związku z tym, że REM krytycznie oceniła materiały TVP na temat zamordowanego w styczniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Rada zrobiła to na prośbę Związku Miast Polskich. Skupiła się na materiałach z 2018 roku i stwierdziła, że "w żadnej z analizowanych przez REM publikacji nie dano Pawłowi Adamowiczowi szansy odparcia zarzutów, przedstawienia argumentów zaprzeczających oskarżeniom formułowanym wprost, między wierszami, lub w tytułach zniekształcających rzeczywisty przebieg opisywanych wydarzeń lub naginających fakty tak, by przemawiały przeciwko prezydentowi Gdańska".

Na to odpowiedziało SDP. "Rada ta nie reprezentuje środowiska dziennikarskiego w Polsce, a głoszone przez nią »stanowisko« jest prezentacją subiektywnych ocen wąskiej grupy osób związanych z Stowarzyszeniem Dziennikarzy RP" – napisano w oświadczeniu podpisanym m.in. przez prezesa SDP Krzysztofa Skowrońskiego. Dodano, że po opuszczeniu Konferencji Mediów Polskich (która powołuje REM) przez m.in. Polskie Radio, TVP i SDP "w niczym nie przypomina Rady, która była tworzona przez całe środowisko dziennikarskie".

Z takim stanowiskiem szybko "w pełni zgodziła się" TVP - także wydając w środę oświadczenie krytykujące REM. "Oświadczenie Rady Etyki Mediów ma charakter manifestu politycznego, a nie rzetelnej i merytorycznej oceny konkretnych materiałów" – napisała TVP w komunikacie.

"Nie mogę odpędzić nurtującego mnie pytania kogo reprezentuje SDP?" – zapytał na Twitterze Krzysztof Luft, były członek KRRiT.

- Przypominam, że także SDP nie reprezentuje wszystkich środowisk dziennikarskich - tłumaczy Jan Ordyński, reprezentujący Towarzystwo Dziennikarskie. - Istnieją przykładowo Stowarzyszenie Dziennikarzy Katolickich, Towarzystwo Dziennikarskie, Stowarzyszenie Dziennikarzy RP. Nie bardzo rozumiem, dlaczego SDP nie odnosi się rzeczowo do zarzutów REM. Podejrzewam, że to prostu reakcja na krytykę kolegów – ocenia.

- Po ostatniej zmianie rządu z Konferencji Mediów Polskich wyszły takie podmioty, jak TVP czy Polskie Radio. Zatem oczywiste, że będzie miał rację ten, kto powie, iż Konferencja jest ciałem mniej reprezentatywnym niż kiedyś. Ale Rada Etyki Mediów funkcjonuje i wciąż staramy się, by nasze oświadczenia służyły podnoszeniu etyki dziennikarskiej – mówi Ryszard Bańkowicz, szef REM. A odnosząc się do zarzutu TVP, że Rada wydała "manifest polityczny", dodaje: - Gdzie jest polityka w stwierdzeniu: "w sytuacji konfliktowej daj głos drugiej stronie"? To po prostu zasada uczciwego dziennikarstwa.

- REM nie ma autorytetu w środowisku, SDP jest stowarzyszeniem zaangażowanym politycznie. Mogę powiedzieć, że to "godni siebie" rywale. Mamy przewidywalną wymianę ciosów, z której absolutnie nic nie wynika – stwierdza Andrzej Stankiewicz z Onet.pl.

- Dla mnie orzeczenie REM jest rzetelne i oddaje uczciwie sytuację, z jaką mieliśmy do czynienia. Samo stowarzyszenie SDP jest mocno kojarzone z PiS, więc nie przyjmuje do wiadomości stanowisk niekorzystnych zarówno dla swojego zaplecza politycznego, jak i zawodowego – dodaje Jan Ordyński.

(SK, 14.02.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.