Dział: PRASA

Dodano: Wrzesień 26, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Białoruski dziennikarz twierdzi, że był szantażowany przez śledczych

Dziennikarz białoruskiego niezależnego portalu TUT.by twierdzi, że w czasie przesłuchania w związku z tzw. sprawą BiełTA został groźbami przymuszony do współpracy z organami ścigania.

„Najpierw powiedzieli, że jeśli odmówię współpracy, ujawnią szczegóły mojego życia prywatnego. Skończyło się na groźbach pod adresem krewnych, którzy mogą ucierpieć. (…) Podpisałem dokument o współpracy” – taką informację Dmitry Bobrik, redaktor portalu TUT.by, zamieścił na swoim profilu na Facebooku w środę. 

Bobrik był jedną z osób zatrzymanych i przesłuchiwanych w związku z tzw. sprawą BiełTA, w ramach której śledczy zarzucili m.in. dziennikarzom agencji BiełaPAN i portalu TUT.by nielegalny dostęp do płatnych treści państwowej agencji BiełTA. Obecnie ma status podejrzanego w sprawie. 

Niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ) poinformowało w środę, że w tym tygodniu Komitet Śledczy wezwał na przesłuchania w związku ze sprawą sześcioro dziennikarzy agencji BiełaPAN. Część przesłuchań już się odbyła, kolejne zaplanowano na czwartek i piątek. 

O wszczęciu postępowania karnego w związku z nielegalnym dostępem do płatnych treści agencji BiełTA Komitet Śledczy poinformował 7 sierpnia. Tego samego dnia rozpoczęły się rewizje w redakcjach BiełaPAN, TUT.by i w mieszkaniach niektórych dziennikarzy. W sumie w ciągu trzech dni zatrzymano 18 dziennikarzy, niektórzy z nich zostali na kilka dni osadzeni w areszcie w Mińsku. 

(PAP, 26.09.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Wrzesień 27, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Wydawcy apelują o pomoc państwa w ratowaniu rynku kolportażu prasy

(screen Sejm.gov.pl)

Posłowie z Komisji Kultury i Środków Przekazu zapoznali się we wtorek z sytuacją na rynku dystrybucji i kolportażu prasy. Wydawcy, którym Ruch zalega już 170 mln zł, apelują o państwową pomoc.

Podczas posiedzenia Komisji Kultury i Środków Przekazu posłowie zapoznali się z informacją resortu kultury, w której zaznaczono, że ministerstwo "nie dostrzega znaczących nieprawidłowości w funkcjonowaniu rynku kolportażu prasy w Polsce", choć wie o przyspieszonym postępowaniu układowym w spółce Ruch SA. Ministerstwo zaznacza jednak, że nie ma prawa do ingerowania w prowadzone postępowanie, jak i nie ma wpływu na problemy pojawiające się na rynku.

Obecni na posiedzeniu wydawcy apelowali jednak do posłów o pomoc. "Kolportaż prasy to jeden z ważnych elementów komunikacji społecznej i kulturowej w Polsce. Musimy sobie powiedzieć wprost, że jest zagrożony i to w najsłabszych miejscach, bo w tych punktach, które już dzisiaj można uznać za wykluczone cyfrowo. Jeżeli dotknie je wykluczenie prasowe, to będziemy mieli poważny problem z komunikacją" - ostrzegał Bogusław Chrabota, prezes Izby Wydawców Prasy.

Tomasz Sakiewicz, prezes Niezależnego Wydawnictwa Polskiego, przekonywał, że to państwo polskie doprowadziło do katastrofy na rynku dystrybucji prasy i państwo powinno po niej posprzątać. "Przynajmniej powinno ustalić jasne reguły obowiązujące w kolportażu. Tu nie obowiązują żadne zasady wolnego rynku, tylko jest dziki rynek. W miejscu, które wydawałoby się, że jest dokładnie prześwietlone przez dziennikarzy, bo przecież dotyczy przyszłości ich gazet, jest najciemniej. Wydawcy byli szantażowani wyrzuceniem ich tytułów z sieci sprzedaży, bali się nagłaśniać problem. Możecie sobie pisać ustawy dekoncentracyjne, ale one nie uratują polskich tytułów, jeżeli nie będzie przejrzystego systemu dystrybucji prasy i zdrowej sieci sprzedaży" - mówił Sakiewicz.

Wśród wydawców nie ma zgody, czy uda się uratować Ruch. Złudzeń co do przyszłości tego kolportera nie ma Zbigniew Benbenek, przewodniczący rady nadzorczej Grupy ZPR. Choć jest on wiceprezesem zarządu IWP, to tylko w swoim imieniu przedstawił projekt powołania Funduszu Promocji Prasy, o którym informowaliśmy w "Presserwisie". Zakłada on państwowe dofinansowanie najmniejszych punktów sprzedaży prasy, aby nie zostały one zlikwidowane ze względu na brak rentowności. "Miliardami złotych jest dotowany szerokopasmowy internet, wydaje mi się więc, że stać nasze państwo na 60 mln zł rocznie, aby wspomóc kioskarzy, którzy w małych miejscowościach pełnią rolę ośrodków kultury, bo sprzedają też przecież książki czy płyty" - argumentował Benbenek. Pomysł nazwany roboczo "500+ dla kioskarza" wzbudził zainteresowanie przewodniczącej Komisji Kultury Elżbiety Kruk (PiS), która dopytywała o szczegóły.

Wydawców krytykował obecny na posiedzeniu Jerzy Szmid, prezes i właściciel Garmond Press. Był on jedynym przedstawicielem kolporterów na posiedzeniu komisji. "Wydawcy sami są sobie winni, bo wobec Ruchu nie zachowywali się jak przedsiębiorcy. Dlaczego pan Benbenek dopiero teraz złożył wniosek o upadłość, skoro Ruch nie płaci od dwóch lat?" - pytał Szmid. "Teraz dzielimy skórę na niedźwiedziu, ale nawet jak on jeszcze żyje, to pod skórą jest już tylko szkielet" - konkludował właściciel Garmondu. Zwrócił też uwagę, że na spotkanie z posłami nie przyszli przedstawiciele trzech największych wydawców, które należą do niemieckich koncernów: Bauera, Ringier Axel Springer Polska i Polska Press.

Po prawie dwugodzinnej debacie przewodnicząca Komisji Kultury zakończyła posiedzenie i zapowiedziała, że dyskusja będzie kontynuowana w innym terminie. Wystąpi też do Prokuratury Krajowej z prośbą o informację na temat postępowania ws. prywatyzacji Ruchu (zawiadomienie złożył w 2016 roku minister skarbu państwa Dawid Jackiewicz).

(GK, 27.09.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo