Temat: fotografia prasowa

Dział: PRASA

Dodano: Luty 13, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Burhan Ozbilici wygrał World Press Photo 2017

Fotoreporter Burhan Ozbilici wygrał tegoroczną edycję konkursu World Press Photo

Jury World Press Photo wybrało Zdjęciem Roku fotografię wykonaną przez Burhana Ozbilici (Associated Press) podczas zamachu na rosyjskiego ambasadora Andrieja Karłow dokonanego w galerii w Ankarze 19 grudnia 2016r. Wśród tegorocznych laureatów konkursu nie ma Polaków.

Do tegorocznej edycji konkursu World Press Photo ponad 5 tys. fotoreporterów ze 125 krajów zgłosiło ok. 80 tys. zdjęć. Jury przyznało nagrody w ośmiu kategoriach 45 fotoreporterom z 25 krajów ze wszystkich kontynentów

59-letni Burhan Ozbilici pochodzi ze wschodniej Turcji, studiował w Ankarze i we Francji. Zanim w 1996 roku zaczął pracować dla Associated Press był fotoreporterem anglojęzycznych gazet wychodzących w Turcji. Relacjonował m.in. pierwszą wojnę w Zatoce Perskiej na granicy turecko-irackiej, exodus Kurdów do Turcji, a także ich powrót do Iraku po wojnie w 1991 roku. Fotografował nieudany zamachu stanu w Turcji w lipcu 2016 roku, sytuację na północy Iraku, w Syrii, trzęsienia ziemi w Iranie i Pakistanie. Był także w Katarze, Omanie, Egipcie, Libii, Cypru, Francji i byłych republikach radzieckich.

Jurorzy o zwycięskiej fotografii

Mary F. Calvert: "To była bardzo trudna decyzja, ale poczuliśmy, że Zdjęcie Roku to wręcz wybuchowe zdjęcie, które pokazuje nienawiść. Za każdym razem, kiedy pojawiało się na ekranie niemalże musieliśmy się cofnąć  i naprawdę czuliśmy, że uosabia ono definicję tego czym Zdjęcie Roku World Press Photo powinno być i co znaczyć. "

João Silva: "Świat jest na krawędzi przepaści. To zdjęcie pokazuje człowieka, który najwyraźniej osiągnął punkt krytyczny i postanawia zabić kogoś, kogo naprawdę obwinia, kraj, który obwinia za to, co dzieje się gdzie indziej w regionie. Patrząc na nie czuje się to, co dzieje się w Europie, w Ameryce, co dzieje się na Dalekim Wschodzie i na Bliskim Wschodzie, w Syrii, i ten obraz o tym mówi. To jest twarz nienawiść. "

(13.02.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

Temat: wolność słowa

Dział: PRASA

Dodano: Luty 14, 2017

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Projekt nowelizacji prawa prasowego wprowadza terminy na autoryzację

(fot. za pixabay.com)

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego skierowało do konsultacji projekt nowelizacji prawa prasowego - zmiany dotyczą autoryzacji. Usuwają karę ograniczenia wolności za jej brak, ale wprowadzają ramy czasowe na wykonanie autoryzacji, co może utrudnić pracę dziennikarzom.

Nowelizacja spowodowana jest wyrokiem Europejskiego Trybunału w Strasburgu z 2011 roku. Wtedy Trybunał, w sprawie Wizerkaniuk kontra Polska (dotyczącej skazania Jerzego Wizerkaniuka, redaktora naczelnego "Gazety Kościańskiej" za opublikowanie wywiadu bez autoryzacji) uznał, że nie można karać dziennikarza za publikację wywiadu bez autoryzacji.

Nowelizacja proponowana przez ministerstwo zakłada rezygnację z ograniczenia wolności za brak autoryzacji - ale pozostawia karę grzywny. Wprowadza terminy na autoryzację: 24 godziny dla dzienników i 3 dni dla czasopism. Precyzuje, co jest autoryzacją - nie stanowi jej m.in. "zaproponowanie nowych pytań" i "zmiana kolejności wypowiedzi".

Zdaniem Dominiki Bychawskiej-Siniarskiej, szefowej Obserwatorium Wolności Prasy przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, taka nowelizacja nie wdraża wyroku Trybunału w Strasburgu. - Po pierwsze, nie znosi odpowiedzialności karnej. Rezygnuje z kary ograniczenia wolności na rzecz grzywny. No i zaznacza, że będzie to postępowanie wykroczeniowe - zwraca uwagę Bychawska-Siniarska. - Zgodnie ze standardami ETPC postępowanie o wykroczenia jest postępowaniem karnym i nie powinno być stosowane w przypadku przestępstw prasowych. Po drugie, nowelizacja pozostawia obowiązek autoryzacji wypowiedzi dosłownie cytowanej. Jest to sprzeczne z wyrokiem w sprawie Wizerkaniuk. Jedyną dobrą zmianą, po części wypełniającą standard wynikający z orzeczenia w sprawie Wizerkaniuka, jest wprowadzenie terminów na autoryzację, co będzie gwarantować, że rozmówca nie będzie jej blokował lub odwlekał w nieskończoność - wylicza Bychawska-Siniarska. Zaznacza jednak, że terminy podane w nowelizacji są długie. 24 godziny dla dzienników i 3 dni dla czasopism w czasach mocno zdigitalizowanych może uniemożliwić wręcz publikację.

Również zdaniem prof. Ewy Nowińskiej, prawniczki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wprowadzenie ram czasowych i sprecyzowanie, co jest, a co nie jest autoryzacją, to główna zmiana w nowelizacji. - Najważniejsze dla dziennikarzy są terminy, one rzeczywiście były newralgiczne, czasami czekali: "odpowie - nie odpowie", zastanawiali się, czy jak opublikują bez autoryzacji, to zagrożą lub naruszą dobra osobiste lub prawa autorskie - mówi Nowińska. - Dziennikarzy zawsze trapiło, czy jak ktoś zmieni całkowicie wypowiedź albo dopisze pytania, to czy jest to w dalszym ciągu autoryzacja. Teraz częściowo jest na to pytanie odpowiedź, ale te terminy odnoszą się do czegoś, czego przeciętny rozmówca nie odróżni: może nie wiedzieć, czy rozmawia z dziennikiem czy czasopismem - zauważa Nowińska. Jej zdaniem nowelizacja pozostawia duże pole do interpretacji.

Magdalena Rigamonti współpracująca z "Dziennikiem Gazetą Prawną" uważa, że nowe zasady mogą być wykorzystane przeciwko dziennikarzom. - 24 godziny dla dziennika to jest bardzo dużo. Kiedy polityk sądzi, że dziennikarz jest mu nieprzychylny, będzie stosować wszystkie możliwości, na jakie pozwala prawo. Politykom jest nie na rękę skasowanie autoryzacji, bo to forma ochrony. Autoryzacja w wielu przypadkach przeszkadza dziennikarzom, idzie na rękę politykom. Teraz mamy często związane ręce, bo gdyby na przykład Andrzej Duda udzielił mi wywiadu takiego, jak udzielił Robertowi Mazurkowi w RMF FM, to jestem przekonana, że on nie ukazałby się w prasie, bo biuro prasowe Kancelarii Prezydenta doprowadziłoby do takiej wersji autoryzacji, która miałaby niewiele wspólnego z wypowiedziami Andrzeja Dudy - mówi Rigamonti.

Opinię do nowelizacji ma zamiar wydać Press Club Polska. - Musimy to przeanalizować z prawnikami, na pewno się do tego odniesiemy. Naszym zdaniem, jak już Ministerstwo Kultury wzięło się za autoryzację, to powinno ją zupełnie znieść, to relikt dawnego ustroju. Tymczasem nowelizacja na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, jakby wprowadzała obowiązek autoryzacji - mówi Jarosław Włodarczyk, prezes Press Club Polska.

(JM, 14.02.2017)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.