Dział: INTERNET

Dodano: Sierpień 27, 2012

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Ponad połowa użytkowników Facebooka nie pamięta, co ostatnio polubiła

Aż 52 proc. badanych przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych nie potrafiło powiedzieć, jaką markę na Facebooku ostatnio polubili.

Nazwę profilu, który posiadacze konta na Facebooku w ostatnim czasie polubili, wskazało jedynie 18 proc. badanych, po 15 proc. przyznało zaś, że nigdy nie polubiło marki oraz że nigdy nie klika w "Lubię to".
Autorzy badania tłumaczą, że w dobie coraz większej popularności Facebooka obecność firm w serwisie już nie dziwi, a kliknięcie w przycisk "Lubię to" to często wpływ krótkotrwałego i niewiele znaczącego impulsu.
- Te 18 proc. to świadomi konsumenci klikający w "Lubię to". Jedynie nieznaczna część społeczeństwa świadomie funkcjonuje w sieciach społecznościowych, resztę można nazwać leniwymi konsumentami - zauważa Natalia Hatalska, autorka bloga o marketingu. - Wciąż nie rozumiem, dlaczego marketerzy cały czas stawiają na zasięg w działaniach w społecznościach, a nie na zaangażowanie. Użytkownicy social media zostawiają ogromną ilość danych o sobie, a to stanowi bazę dla naprawdę wielu branż - dodaje.
Wyniki badań podają w wątpliwość przeświadczenie specjalistów od reklamy internetowej, którzy pytani przez IIBR w ub.r. o oddziaływanie fan page wskazywali, że dzięki nim odbiorcy są w kontakcie z daną marką lub firmą (78 proc.) oraz lepiej o niej myślą (68 proc.).
- Trzeba pamiętać, że 50 proc. kampanii prowadzonych na Facebooku jest niezauważanych przez odbiorców - mówi Hatalska. - Z badania można wyciągnąć wnioski, że to trend generacji "L", która klika na potęgę i bardzo często nie potrafi odpowiedzieć, w co klika i właściwie dlaczego - stwierdza. (AT)

(27.08.2012)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

Dział: INTERNET

Dodano: Sierpień 28, 2012

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Zalecenia TVN dla dziennikarzy piszących prywatnie w Internecie nie dziwią

Dziennikarze TVN i TVN 24 nie mogą zapominać, że w mediach społecznościowych reprezentują firmę – wynika z zasad dotyczących aktywności w Internecie, jakie przesłał dziennikarzom informacyjnym obu stacji Adam Pieczyński, dyrektor TVN 24. Zasady wywołały dyskusję o cenzurze w TVN.

W e-mailu przesłanym dziennikarzom Pieczyński zawarł 10 zasad, które zobowiązują ich do przestrzegania standardów dziennikarskich oraz do niepublikowania informacji i opinii, których reporterzy nie podzieliliby na antenie, a także tych, które mogłyby podważyć wiarygodność stacji. E-mail nie spodobał się reporterowi TVN 24 Leszkowi Kabłakowi. Na swoim profilu na Facebooku pod infografiką "Cenzura" napisał "Szanuję moją prace i pracodawcę, ale chciałbym, by i oni szanowali moją prywatność, bo Facebook nie jest w domenie TVN24.pl czy TVN.pl, a ja mam swoje zdanie na wiele kwestii i lubię je wypowiadać bez ogródek. Gdy widzę jakieś absurdy czy głupotę". Oświadczył też, że rozważa zamknięcie profili na FB, by nikt nie mógł go monitorować.
Kiedy wypowiedź Kabłaka zacytowały portale Natemat.pl i Wirtualne Media, reporter zaczął się z niej wycofywać. I zamieścił na FB kolejny wpis "(…) gdy tylko człowiek podda coś pod dyskusję, a do tego podwiesi przykuwająca fotkę, to już budzą się demony. Od razu pojawiają się obrońcy słowa i Polski bez TVN". – W TVN nie ma cenzury, tylko dyskusja na temat zasad, jakich powinni przestrzegać dziennikarze. Zamierzam podporządkować się zaleceniom dyrektora stacji – zapewnia Kabłak.
Piotr Świerczek, dziennikarz TVN 24, nie ma zastrzeżeń do dyrektyw Pieczyńskiego. – Nie jesteśmy osobami prywatnymi, tylko dziennikarzami TVN. Nasze nazwiska łączą się z firmą – mówi. Przyznaje, że nie ma kont na Facebooku i Twitterze, żeby nie kusić losu. – Unikam sytuacji, w których moje prywatne opinie w mediach społecznościowych mogłyby być brane za opinie reportera TVN 24 – wyjaśnia.
Inny dziennikarz TVN 24 (chce zachować anonimowość) jest tego samego zdania: – Obecność dziennikarzy TVN i TVN 24 w mediach społecznościowych wymaga uregulowania. Zasady przyjęte przez naszego pracodawcę nie zamykają ust dziennikarzom, to standard w każdej korporacji.
Jarosław Gugała, szef „Wydarzeń” w Polsacie, nie widzi problemu w tym, że pracodawca przypomina swoim dziennikarzom, iż pozostają nimi również w Internecie. - Nie można wygłaszać innych poglądów na antenie, a innych na swoim blogu, bo oznaczałoby to, że nadawca cenzuruje wypowiedzi dziennikarzy. Wyrażane przez nich w sieci opinie i informacje nie mogą być sprzeczne z zasadami dziennikarstwa oraz linią stacji - mówi.
Także Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", nie zgadza się z zarzutem cenzury ze strony TVN. - Dziennikarz to zawód zaufania publicznego i nie przestaje się nim być po wyjściu z pracy, na ulicy, na blogu czy Facebooku. Czy zalecenie zachowania standardów dziennikarskich, a zwłaszcza bezstronności może naruszać czyjąkolwiek wolność wypowiedzi? Albo etyczny wymóg nieogłaszania w Internecie poufnych informacji uzyskanych dzięki pracy w stacji? Tu chodzi o elementarną lojalność wobec medium, które się reprezentuje. Jeśli ktoś nazywa to cenzurą, sam powinien odejść i uprawiać swój zawód niezależnie – uważa. (MW)

(28.08.2012)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.