Dział: PRASA

Dodano: Luty 17, 2012

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Dorota Kania i Stanisław Janecki skazani na grzywnę za zniesławienie

Na kary grzywny i nawiązki na cel społeczny skazał sąd rejonowy w Warszawie byłą dziennikarkę "Wprost" Dorotę Kanię i byłego naczelnego tego tygodnika Stanisława Janeckiego. Sprawa dotyczyła artykułu pt. "Agenci w gronostajach".

Sąd uznał, że Kania i Janecki zniesławili w 2007 roku rektora Uniwersytetu Gdańskiego prof. Andrzeja Ceynowę zarzucając mu, że w czasach PRL był agentem SB i współpracował z wojskowymi służbami specjalnymi. IPN zarzucał mu tzw. kłamstwo lustracyjne, ale w ub.r. sąd w Gdańsku prawomocnie uznał, że choć został zarejestrowany jako tajny współpracownik, to odbyło się to bez jego zgody i wiedzy.
Ceynowa w prywatnym procesie oskarżył Kanię i Janeckiego o zniesławienie. Dorota Kania ma zapłacić 3 tys. zł grzywny i 2,5 tys. zł nawiązki na Dom Dziecka w Sopocie. Stanisław Janecki został skazany na grzywnę 5 tys. zł i nawiązkę w wysokości 2,5 tys. zł. Sąd podkreślił, że orzeczona kara jest najłagodniejszą z przewidzianych za zniesławienie (grozi za nie do roku pozbawienia wolności). "Dziennikarz nie jest ani lepszy, ani gorszy od innych obywateli i powinien się liczyć z odpowiedzialnością za słowo" - podał sąd w uzasadnieniu. Zdaniem sądu materiały jakimi dysponowała redakcja, nie wystarczały do formułowania tezy o współpracy prof. Ceynowy.
Sąd nie uwierzył Stanisławowi Janeckiemu, że jako redaktor naczelny, nie znał treści artykułów Doroty Kani.
Wyrok nie jest prawomocny. Skazani zapowiadają apelację. Dla Janeckiego orzeczenie sądu oznacza cenzurę.
Dorota Kania zauważa, że tego samego dnia (15 lutego) wraz z Tomaszem Sakiewiczem i Maciejem Maroszem wygrała proces w sądzie okręgowym dotyczący publikacji w "Gazeie Polskiej" materiałów IPN na temat Andrzeja Skąpskiego. (PAP)

(17.02.2012)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Luty 19, 2012

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Tomasz Lis opowiada dlaczego wyrzucono go z "Wprost"

(fot. Piotr Król)

Tomasz Lis ujawnia dlaczego został wyrzucony z tygodnika "Wprost". Zapewnia, że właściciel Platformy Mediowej Point Group SA domagał się 25 proc. udziałów w jego projekcie internetowym.

Lis w wywiadzie jaki ukaże się w poniedziałkowym dzienniku "Polska", a szczegóły, którego ujawnia Gazeta.pl, opowiada o kulisach pozbawienia go funkcji redaktora naczelnego "Wprost". Jego zdaniem fakt, że pracując dla tygodnika opinii jednocześnie angażował się w swój projekt internetowy naTemat.pl nie oznacza, że zachodził konflikt interesów. "Konflikt powstał w zupełnie innym punkcie. Kiedy właściciel w sposób natarczywy zaczął się domagać 25 proc. udziałów w tym projekcie. Domagał się również przejęcia kontroli nad sprzedażą reklam w tym projekcie" - opowiada Lis. Zaznacza, że ma na to dowody w postaci maili.
Lis proponował wcześniej Lisieckiemu zaangażowanie się w serwis, ale ten odmawiał. "Na spotkaniach, przy świadkach, dwukrotnie proponowałem wydawcy »Wprost«, żebyśmy wspólnie pracowali nad nowym portalem internetowym. Nie był zainteresowany. Postanowiłem zrobić to sam. Kiedy projekt dojrzewał, okazało się, że udziały są w nim cenniejsze, niż wcześniej można było oszacować, i nagle człowiek wcześniej niezainteresowany zaczął wywierać na mnie presję" - opowiada Lis.
Podaje, że AWR "Wprost" zalegał mu też z wypłatą wynagrodzenia. "Na dłuższą metę nie jestem w stanie tolerować sytuacji, w której muszę zatrudniać kancelarię prawną po to, żeby ktoś mi wypłacił to, co jest zapisane w kontrakcie. Co w końcu następuje, ale z wielomiesięcznym poślizgiem, gdy grożę procesem" - mówi.
Zaznacza, że i tak wytrzymał w Point Group bardzo długo.  "Nie byłem zaskoczony, że zostałem wyrzucony, bo jeśli idę gdzieś do pracy, to robię solidny research swojego pracodawcy i miejsca pracy. Z researchu wynikało, że praca powyżej roku z tym wydawcą okazać się może nie cudem, ale czymś w tych okolicach. Ja podjechałem prawie pod dwa lata".
Lis zapewnia, że nie było konfliktu z wydawcą, kto ma zostać Człowiekiem Roku "Wprost" za 2011 rok
Początkowo Platforma Mediowa Point Group SA nie chciała komentować wypowiedzi Lisa. Ale ostatecznie prezes tej spółki i AWR "Wprost" wydał oświadczenie, w którym zarzuca Lisowi, że z niezależnego dziennikarza i redaktora naczelnego stał się przedsiębiorcą konkurującym z wydawnictwem, w którym był zatrudniony.

(19.02.2012)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo