Tomasz Lis: Dyskutujemy o digitalizacji mediów, a one ulegają debilizacji
"Rynek mediów sformatował sobie widza tworząc bohatera z chama, prostaka i ekshibicjonisty i teraz do takich widzów kieruje ofertę. Za to odpowiadamy wszyscy, także ja" – stwierdził Tomasz Lis, podczas debaty o ewolucji mediów na konferencji Media 2.013>>.
W Sopocie odbyła się konferencja poświęcona przyszłości mediów w Polsce. Jej organizatorem jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Uniwersytet Gdański. Na początku minister Michał Boni przedstawił założenia programu ”Polska 2030”. Potem urzędnicy wiele mówili o cyfrowej konwersji mediów (m.in. tworzeniu multipleksów i digitalizacji archiwów) i o tym, co w tym kierunku robią (m.in. Ministerstwo Infrastruktury, Urząd Komunikacji Elektronicznej, Narodowy Instytut Audiowizulany). Jednak bardzo źle przyszłość polskich mediów widzą ich przedstawiciele: twórcy, dziennikarze, producenci, co zaznaczyli podczas panelu: ”Ewolucja zawartości mediów – cele społeczne i kulturalne”. - Serwisy informacyjne głównych kanałów telewizyjnych pełnią rolę rozrywkową, a nie informacyjną – mówił Maciej Wierzyński, dziennikarz, prowadzi magazyn ”Horyzont” w TVN 24. - Nawet jak dziennikarze zajmują się polityką, to nie interesuje ich meritum sprawy tylko awantura. Media nie prowadzą debaty na przykład o ustroju państwa, bo to trudne i nudne, a do tego drogie. Dyktatowi ratingów uległa w Polsce niestety także telewizja publiczna. Do tego robi się to co jest tanie. Zamiast wysłać dziennikarza do Afganistanu wysyła się go na Wiejską. Zamiast informacji są komentarze. Mówimy, że do ewolucji mediów konieczna jest wolność. Ale mamy wolność do wygadywania głupot. Reżyserka Agnieszka Holland zwróciła uwagę, że co z tego, iż przybywa kanałów telewizyjnych i sposobów ich dystrybucji, skoro wszystkie oferują to samo, co nazwała ”alternatywę całościową”. Zwróciła uwagę, że trudno mówić dobrze o przyszłości mediów w Polsce, gdy w mediach publicznych od lat nie ma strategii programowej. – Nie rządzą nimi ludzie, którzy kierują się misją i uczciwością moralną, ale politykierzy i dyspozytorzy politycznych informacji – mówiła Holland. Jej zdaniem w Polsce nie ma ewolucji mediów, ale nadchodzi czas analfabetyzmu audiowizualnego. Jeszcze bardziej krytyczny był dziennikarz Tomasz Lis (prowadzi swój program w TVP 2). – Słyszeliśmy o konieczności digitalizacji mediów, ale w tej chwili w Polsce toczy się ich debilizacja. Za co odpowiadamy wszyscy. Także ja – mówił Lis. I dalej: - Rynek sobie sformatował widza. Przed laty sformatował go program ”Big Brother. Wtedy pracowałem w TVN-ie i też się cieszyłem z sukcesu tego programu. Ale on wykreował na bohatera chama, prostaka i ekshibicjonistę. I od tego czasu media nadążają za takimi upodobaniami widzów. Lis przeczytał kilka tytułów z dzisiejszej ”Gazety Wyborczej”, aby pokazać jak traktuje czytelników nie tylko telewizja, ale także prasa. – Gdyby je porównać z ”Corriere Della Sera” czy ”El Pais” okazałoby się, że żyjemy na pustyni intelektualnej – kontynuował Lis. Wrzucił też kamyk do TVN 24, że na czerwonym pasku puszcza on głównie brednie. Do dyskusji włączył się Krzysztof Kłopotowski, dziennikarz i krytyk filmowy i pytał: - TVN kreuje Szymona Majewskiego i Kubę Wojewódzkiego na wychowawcę młodzieży, jak więc będą wyglądały media w 2030 roku, gdy ta młodzież dojdzie do władzy? Jak będzie wtedy wyglądała polska racja stanu? Może jej nie będzie? Dlatego dla równowagi telewizja publiczna powinna być bardziej anachroniczna, dla równowagi. Mediów komercyjnych i ich odbiorców bronił Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN-u: - Nie zgadzam się, że polski widz to imbecyl. Nie zgadzam się też, że tylko telewizja publiczna powinna robić programy misyjne. Jej chodzi tylko, aby zapłacić producentowi 120 tys. zł na dokument – mówił Miszczak. Przypomniał, że jego stacja przygotowuje nagradzane dokumenty. Zaznaczył, że struktura oglądalności w Polsce bardzo się zmieniła. – Widzowie mają około 140 kanałów nadających po polsku, dlatego główne kanały tracą udziały w rynku. Antidotum na to, aby wszędzie nie było to samo, jest polski kontent, czyli polskie programy, seriale, filmy. Ale to jest drogi kontent. W ostatnim panelu dyskutowali szefowie nadawców. Głównym tematem miały być wizje rozwoju rynku mediów, ale już na początku zdominował ją temat platformy cyfrowej, którą uruchomiła telewizja publiczna. Zdaniem p.o. prezesa TVP Piotra Farfała wprowadza ona nową jakość na rynku, bo jest to platforma darmowa. Z tym nie zgadzali się przedstawiciele konkurencji – m.in. Dominik Libicki, prezes Polsatu Cyfrowego. Zaznaczał, że podobne oferty na rynku istnieją. Libicki zwrócił uwagę, że podczas konferencji po raz kolejny dowiedział się jak źle jest w mediach, ale nie usłyszał jak z tego wyjść. – Poznałem strategię rządu, ale nie usłyszałem jak ona będzie realizowana. Padł jeden konkret, że media otrzymają 200 mln zł rocznie na cyfryzację. Myślimy o tym jak będzie działał rynek cyfrowy w 2030 roku, a jak na razie rozwija on się w zupełnej dziurze prawnej, bo parlament się tym nie zajął – podsumował Libicki. – Mam wrażenie, że stoję po kolana w chaosie i mam nadzieję, że za cztery lata będzie on choć trochę mniejszy – wtórował mu Piotr Walter, wiceprezes TVN SA. - Przestrzegam przed nadmiernym dążeniem do pełnej regulacji rynku - mówił Bogdan Zdrojewski, minister kultury. - Czasami lepiej poruszać się w przestrzeni nie do końca prawnie zdefiniowanej. Politykom nie należy do końca ufać - dodał Zdrojewski. Zapewnił, że zrobi wszystko, aby pokolenie, które teraz chodzi do szkoły, nauczyło się sztuki wyboru. - Aby umieli w tej szerokiej ofercie wyszukać programy i tytuły wartościowe, kosztem tych popularnych - powiedział na koniec konferencji Zdrojewski.(GK, 18.09.2009)










