Telewizje wsparły dezinformację, że dron na plaży w Rusinowie był polski, a nie rosyjski
W Polsat News zaproszony ekspert zastanawiał się, skąd na rosyjskim dronie wzięły się łacińskie litery (screen: Polsat News)
W mediach pojawiły się zdjęcia wygenerowane przez AI, mające świadczyć o tym, że odnaleziony w poniedziałek rosyjski dron na plaży w Rusinowie to polski bezzałogowiec. W ten sposób wsparły one propagandowe narracje służące Rosji, że polskie władze, informując o rosyjskim dronie, dopuściły się antyrosyjskiej prowokacji i wpychają Polskę w wojnę z Rosją.
W poniedziałek 14 września o godz. 13.25 kanał TVN 24, informując, że na plaży w Rusinowie koło Jarosławca wojsko wyłowiło drona, pokazało jego zdjęcie. Był to czarny bezzałogowiec, na którym były widoczne żółte napisy, w tym prefiks napisany cyrylicą "ЫЫ". Stacja podała, że do zdjęcia dotarł reporter Artur Molęda. TVN 24 powołał się też na wpis ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza na X: "Wstępne oględziny wskazują, że to bezzałogowiec wojskowy pochodzący z Rosji".
Po kilku minutach w mediach społecznościowych zaczęło krążyć zdjęcie drona na plaży, na pierwszy rzut oka podobne do tego zaprezentowanego przez TVN 24. Fotografia różniła się m.in. tym, że napis na bezzałogowcu był biały, a nie żółty, natomiast widoczny prefiks, zapisany łacińskimi literami, wskazywał, że dron należy do Wojska Polskiego. Kolejną różnicą było to, że część podłoża, na której leżał bezzałogowiec, bardziej przypominała łąkę w zimie, lekko pokrytą śniegiem, a nie plażę w połowie września.
Zdjęcie drona z mediów społecznościowych z polskimi oznaczeniami o godz. 13.33 pokazał kanał TVP Info z informacją na tzw. belce: "Dron Rosji blisko plaży k. Ustki". O godz. 14 to samo zdjęcie zaprezentował Polsat News, gdzie zaproszony ekspert zastanawiał się, skąd na rosyjskim dronie wzięły się łacińskie litery.
O godz. 17.35 Kancelaria Premiera ostrzegła na X: "Uwaga na fałszywe zdjęcia dotyczące drona znalezionego nad Bałtykiem. W sieci zaczęło krążyć zdjęcie bezzałogowca, które ma przedstawiać maszynę znalezioną na polskim wybrzeżu. Fotografia jest jednak wygenerowana przez AI".
Główne informacyjne stacje telewizyjne pokazujące fałszywe zdjęcie sugerujące, że na plaży w Rusinowie znaleziono polskiego drona, uwiarygodniły szerzoną w interesie Rosji dezinformację, że Polska prowokuje Rosję i dąży do wojny. "Podstawowym efektem stało się podważenie faktów nt. odnalezionego aparatu (jego rosyjskiego pochodzenia). Obecnie nie ma już znaczenia, ile dementi wyprodukujemy, wersja promowana przez dezinformatorów będzie przyjęta przez zmanipulowaną część społeczeństwa jako »prawda« utwierdzająca w przekonaniu, że państwo polskie (instytucje państwa) »oszukują obywateli«, a politycy chcą nas »popchnąć w wojnę« z Rosją" – skomentował w serwisie X Michał Marek, kierownik zespołu analiz zagrożeń zewnętrznych NASK.
Biuro prasowe Telewizji Polskiej nie odpowiedziało "Presserwisowi" na pytania, jak doszło do pokazania na antenie fałszywego zdjęcia, wygenerowanego przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji, i czy wdrożone zostaną procedury zabezpieczające przed szerzeniem dezinformacji. "Wyjaśnimy to dzisiaj dokładnie w programie »Wykrywacz kłamstw« o 17.45 w TVP Info" – poinformowało nas wczoraj TVP. Jednak w programie "Wykrywacz kłamstw" zamiast "dokładnych wyjaśnień" były tylko przeprosiny "za tę pomyłkę".
Piotr Witwicki, dyrektor pionu informacji i publicystyki Telewizji Polsat, też nie chciał wczoraj odnieść się do tego, jak doszło do pokazania fałszywego zdjęcia w Polsat News, zasłaniając się tym, że nie zapoznał się jeszcze dokładnie ze sprawą i będzie ona dopiero analizowana przez kierownictwo.
– Program idzie na żywo, ktoś musiał szybko znaleźć zdjęcie i je znalazł, tylko że nieprawdziwe. Jednak my nie grzaliśmy tematu, że to był polski dron – mówi w rozmowie z "Presserwisem" pracownik Polsat News, proszący o anonimowość.
Tomasz Safuł, dyrektor portalu Polskiego Radia, który spółka wydziela ze struktury Informacyjnej Agencji Radiowej, zapewnia, że w publicznym radiu materiały, w tym zdjęcia, przed publikacją podlegają weryfikacji redakcyjnej. – Korzystamy przede wszystkim ze źródeł oficjalnych i agencyjnych oraz z materiałów własnych reporterów – tłumaczy Safuł. – Nie korzystamy z kont niewiarygodnych. Treści pochodzące z mediów społecznościowych publikujemy dopiero po potwierdzeniu ich autentyczności i pochodzenia, a w razie wątpliwości wstrzymujemy publikację. Rozwój narzędzi generatywnej AI wymaga dodatkowych zabezpieczeń. Dlatego rozważamy rozwiązania wspierające weryfikację materiałów wizualnych oraz szkolenia dla zespołów. Skuteczne procedury są możliwe, ale nie istnieje rozwiązanie w pełni automatyczne. Narzędzia do wykrywania treści generowanych przez AI mają ograniczoną skuteczność, dlatego kluczowe pozostają standardy dziennikarskie: potwierdzanie źródła, porównanie z materiałami oficjalnymi i gotowość do rezygnacji z pierwszeństwa publikacji na rzecz rzetelności – dodaje Safuł.
Michał Marek z NASK we wpisie na X zaznaczył, że "publikacja fałszywego zdjęcia przez media (nieintencjonalnie) to błąd, który nie powinien mieć miejsca. Wykorzystanie sytuacji do promowania narracji/przekazów szkodzących społeczeństwu to dezinformacja".
(MAK, 20.09.2026)










