Temat: na weekend

Dział: PRASA

Dodano: Listopad 05, 2021

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Politycy i dziennikarze na wojnie z karalnymi groźbami

Dziennikarze przyznają, że ostatnio częściej dostają e-maile z groźbami karalnymi (fot. Pexels.com)

Po 1 listopada wielu dziennikarzy i polityków informowało, że dostają e-maile z groźbami śmierci. Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski zaapelował, by ich nie upubliczniać. Inni dziennikarze wolą o tym informować, a wszyscy zachęcają, by pogróżki zgłaszać policji.

"Paweł Adamowicz miałby dziś 56 lat. Właśnie w dniu jego urodzin dostałem, tak jak wielu ludzi Platformy Obywatelskiej ten list. Zacytuję fragmenty, które nadają się do zacytowania" - zaczął swoje oświadczenie Donald Tusk, po czym przytoczył list, w którym grożono mu śmiercią.

Odnosząc się do tej sytuacji, Dominika Długosz z "Newsweek Polska" przyznała na Twitterze, że podobne e-maile dostało wielu dziennikarzy. - W tym przypadku, o którym mówimy, mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją – mówi Długosz. Sylwia Czubkowska, redaktor prowadząca Spider's Web+, kiedy 1 listopada opublikowała wiadomość, w której grożono jej śmiercią, nie wiedziała jeszcze, że inni, m.in. Rafał Mrowicki, Michał Wróblewski i Paweł Kapusta, związani z Wirtualną Polską, także dostali taki e-mail.

Mówić głośno o groźbach?

O niepublikowanie tych wiadomości, ale zgłaszanie ich policji, zaapelował do polityków i dziennikarzy Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski. "Bo o to chodzi grożącym. W ten sposób zyskują rozgłos i budzą strach. Nie dawajmy im tej satysfakcji" - napisał na Twitterze. W rozmowie z "Pressem" dziennikarz stwierdza, że zarówno on sam, jak i wielu jego znajomych z branży również dostają takie wiadomości. - Nie są to realne groźby. Dziennikarze śledczy dostają takich gróźb po kilka w tygodniu. Gdybyśmy chcieli o tym mówić całemu światu, to o niczym innym byśmy nie pisali. Może to dobrze działa na podbudowanie czyjegoś ego, ale nie powinno się publikować takich maili – komentuje.

Z tego właśnie powodu jedna z dziennikarek, która ostatnio zaczęła dostawać pogróżki, woli zachować anonimowość. - Nie chcę o tym mówić i kogoś tym nakręcać, dawać mu satysfakcji. Takim osobom tylko na tym zależy, żeby to nagłaśniać i żeby ludzie się bali – mówi.

Dominika Długosz uważa, że nie ma powodu, żeby o tym nie mówić głośno. - Jeśli ośmiela to osoby, które chciałyby także komuś grozić, to te osoby muszą mieć świadomość, że zostawiają w internecie ślady, które są do namierzenia i że policja działa skutecznie w tych sprawach – stwierdza dziennikarka "Newsweek Polska".

Do podejmowania zdecydowanych kroków namawia Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu. - Trzeba zgłaszać to na policję, bez dwóch zdań. I być może gdybyśmy mieli solidną organizację dziennikarską w Polsce, to ona mogłaby zbierać dane, jak wyglądają śledztwa w tej sprawie, czy policja jest w stanie cokolwiek ustalić – mówi. I dodaje: - Takie wiadomości przychodzą do Onetu regularnie co kilka dni. Mamy procedurę firmową, kierujemy to do odpowiednich miejsc w firmie i na zewnątrz. Politycy to publikują, bo ich zdaniem ich wrogowie świadczą o nich. Polityk, który wywołuje emocje w ludziach na tyle, żeby mu grozili, to polityk, który coś robi - dodaje Węglarczyk.

Bartosz Wieliński, wicenaczelny "Gazety Wyborczej", nie tylko namawia, żeby zgłaszać otrzymane groźby na policję, ale i przekonuje, że należy je nagłaśniać. - Odgórny nakaz milczenia tylko potęguje poczucie zastraszenia i bezradności – uważa Wieliński i zwraca uwagę także na kwestię bezpieczeństwa. - Upublicznianie tego typu sytuacji jest szalenie ważne, bo poinformowane o tym otoczenie dziennikarza może zareagować, kiedy dzieje się coś podejrzanego wokół niego.

Atak kaskadowy

Szymon Jadczak w artykule "Metoda na groźbę albo alarm. Jak przestępcy próbują nami manipulować", opublikowanym w środę w Wirtualnej Polsce, przekonuje, że za mailami, które dostali ostatnio politycy i dziennikarze, stoją hakerzy. "Ludzie zajmujący się cyberprzestępczością nazywają zjawisko, z którym właśnie mamy do czynienia, kaskadą lub atakiem kaskadowym. W jednym czasie z tego samego adresu lub kilku powiązanych adresów mailowych wysyłanych jest znaczna ilość takich samych lub podobnie sprofilowanych maili" - pisze dziennikarz. Twierdzi, że działanie takie ma zająć śledczych zajmujących się cyberprzestrzenią, by hakerzy mieli czas zatrzeć ślady innych przestępstw.

- Kierowanie gróźb karalnych jest przestępstwem - informuje Konrad Siemaszko, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Zawiadomienie można złożyć na policji lub w prokuraturze, pisemnie lub przychodząc osobiście. Zgłoszenie pisemnie może być wysłane listem. Nie ma określonej formy, w jakiej musi zostać sporządzone, ale dobrze, by zamieścić jak najwięcej szczegółów. Ponieważ to przestępstwo ścigane na wniosek, z takiego zgłoszenia musi też wynikać żądanie ścigania sprawcy.

Prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zaznacza, że dziennikarze są dodatkowo chronieni. - Groźby kierowane wobec dziennikarza w celu zmuszenia go do opublikowania materiału prasowego lub jego zaniechania są ścigane z urzędu i zagrożone wyższym wymiarem kary: do trzech lat pozbawienia wolności, podczas gdy w przypadku innych gróźb - do lat dwóch. Konrad Siemaszko przypomina, że o pomoc prawną można zwrócić się również do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

(KRY, 05.11.2021)

Pozostałe tematy weekendowe

Znów głupi wpis na Twitterze. Komunikowanie się...
Iwona Piwek: Za YouTube tęsknilibyśmy bardziej niż za...
Modlitwa do łasic. O warsztacie publicystki...
* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.