Dział: TELEWIZJA

Dodano: Listopad 03, 2021

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Kto odpowiada za emisję serialu Netflixa w "Wiadomościach"? Szukamy winnego

Do KRRiT trafiło 14 skarg na sobotni materiał "Wiadomości" (screen Wiadomosci.tvp.pl)

Według TVP użycie w materiale "Wiadomości" o imigrantach sceny z planu szwedzkiego serialu kryminalnego nie jest błędem, choć telewizja przyznaje, że filmik nie przedstawiał prawdziwych wydarzeń. Zdaniem Grzegorza Sajóra, wieloletniego wydawcy "Wiadomości", odpowiedzialność za błędy w materiale zawsze ponosi wydawca. Tyle że nie wiadomo, kto nim jest, bo TVP już tego nie podaje.

Pokazany w sobotę wieczorem materiał Jakuba Krzyżaka zaczynał się od amatorskiego filmiku, na którym widać, jak dwaj motocykliści przejeżdżają obok pralni i zaczynają strzelać. "To nagranie z jednego ze szwedzkich miast. Napastnicy podjeżdżają na motocyklach i strzelają z broni maszynowej, po czym spokojnie odjeżdżają. Podobne sytuacje w wielu miejscach w całej Europie to już niemal codzienność" - informował Krzyżak.

"Snabba cash" od Netfliksa

Internauci szybko zwrócili uwagę, że filmik wykorzystany przez "Wiadomości", a podpisany jako materiał z Twittera, w rzeczywistości jest amatorskim nagraniem fragmentu sceny z planu szwedzkiego serialu kryminalnego Netflixa "Snabba cash". Scena kręcona była w szwedzkiej miejscowości Sundbyberg, a mieszkańcy wcześniej byli informowani o tym fakcie.

W niedzielę wieczorem do sprawy odniosła się redakcja "Wiadomości". "W materiale o fali przestępczości w Szwecji wykorzystano inscenizowane ujęcie. Autor materiału nie stwierdził, że przedstawia prawdziwe wydarzenie, ale że w podobny sposób wygląda sytuacja w wielu szwedzkich i europejskich miastach oraz państwach. To stwierdzenie jest prawdziwe" - tłumaczy redakcja na Twitterze. Z kolei we wtorek Jarosław Olechowski, szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, napisał: "W związku z zalewem fake newsów informuję, że w materiale »Wiadomości« NIE WYKORZYSTANO zdjęć z serialu". Jak dodał, użyto nagrania anonimowego internauty, które "choć przedstawiało inscenizowane wydarzenie, ilustrowało rzeczywisty problem gwałtownego wzrostu brutalnej przestępczości w Szwecji".

 To nie jest dziennikarstwo

Według redaktora naczelnego Onetu Bartosza Węglarczyka w tej sprawie możliwe są dwa scenariusze. - Jeden, że to była świadoma manipulacja i ci ludzie wiedzieli, że to fałszywka. Możliwe też, że pracownik TVP myślał, że to prawdziwy film ze szwedzkiej ulicy. To jednak potwierdza, że prawda nie jest tu istotna, nikt niczego nie sprawdza i nie kontroluje. Jeśli coś pasuje do tezy, to się to daje - komentuje. I dodaje: - Wydaje mi się, że ta druga możliwość jest bardziej prawdopodobna, patrząc na tłumaczenia TVP. Z ich punktu widzenia to nie jest pomyłka, bo ich zadaniem nie jest robienie dziennikarstwa. Pomyłką będzie to, co nie wpisuje się w linię rządu. A ten filmik się w nią wpisywał. Za ten materiał jego autor może nawet dostać premię.

Z kolei Grzegorz Sajór, który od 2011 do 2016 roku był wydawcą "Wiadomości" TVP 1, wyjaśnia, że ostateczną odpowiedzialność za to, co ukazuje się w każdym programie, zawsze ponosi jego wydawca. - Teoretycznie powinno to więc wyglądać tak, że przygotowując dany materiał, autor najpierw przekazuje wydawcy do przeczytania sam tekst. Następnie już zmontowany materiał powinien trafić do wydawcy i ten musi zaakceptować jego warstwę tekstową i obrazkową - mówi "Pressowi" Sajór. Dodaje, że w uzasadnionych przypadkach, jeśli materiał jest robiony na ostatnią chwilę, zdarza się, że wydawca widzi go dopiero podczas emisji.

Nie wiadomo, kto wydawał

- Reporter do samego końca powinien być na montażu swojego materiału. Przy montażu w pierwszej kolejności należy wykorzystywać zdjęcia, które reporter nakręcił ze swoim operatorem, a także zdjęcia agencyjne i archiwalne. Wszystko, co jest obce w materiale, należy odpowiednio podpisać z podaniem źródła, np. że jest to fragment serialu danego producenta - tłumaczy.

Nie wiadomo, kto wydawał sobotni program, bo takie informacje nie pojawiają się już pod koniec emisji "Wiadomości". - W całej administracji rządowej, której częścią jest TVP, jest nowy zwyczaj, że urzędnicy i pracownicy administracji nie podpisują się pod tym, co piszą - komentuje Bartosz Węglarczyk.

"Nowy zwyczaj, że urzędnicy i pracownicy administracji nie podpisują się pod tym, co piszą" - mówi Bartosz Węglarczyk z Onetu.

Na materiał do KRRiT wpłynęło już 14 skarg. - Dotyczyły wykorzystania w materiale nagrania z planu szwedzkiego serialu "Snabba cash" bez podania źródła tej informacji oraz bez wyjaśnienia, że przedstawiona strzelanina z broni maszynowej była sceną fikcyjną - wyjaśnia rzeczniczka KRRiT Teresa Brykczyńska.

KRRiT wystąpi do nadawcy o materiał i stanowisko w tej sprawie.

(KOZ, MNIE, 03.11.2021)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.