Dział: INTERNET

Dodano: Maj 09, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Google i Facebook zbierają ponad połowę przychodów z reklamy cyfrowej w Polsce

(fot. Pixabay.com)

Ponad połowa wydatków na reklamę cyfrową w Polsce w 2018 roku trafiła do Google'a i Facebooka. Eksperci twierdzą, że jest to kolejny argument za wprowadzeniem podatku cyfrowego dla technologicznych gigantów.

Jak wynika z opublikowanego przez "Rzeczpospolitą" badania przeprowadzonego przez IAB i PwC, Facebook i Google odpowiadają za ponad 50 proc. wartości całego rynku reklamy internetowej w Polsce, szacowanego na 4,5 mld zł. "Polska, podobnie jak inne kraje Unii Europejskiej, chce nałożyć na platformy internetowe tzw. podatek cyfrowy, naliczany od przychodów uzyskiwanych w naszym kraju. Brakuje jednak precyzyjnych danych mówiących, ile tak naprawdę wypracowują dzięki umowom zawieranym w Polsce tacy giganci, jak Facebook czy Google" - pisała "Rz". Ale z jej wyliczeń wynika, że w 2018 roku mogło to być 2,2 mld zł.

Wiele krajów uważa, że dużym problemem jest kwestia rozliczania się z uzyskanych przychodów przez największe cyfrowe korporacje. Nie płacą z tego tytułu podatków w kraju objętym działalnością, tylko tam, gdzie są zarejestrowane. 

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", zwraca uwagę, że takie działanie gigantów cyfrowych osłabia europejskie gospodarki. - Zawsze uważałem i uważam, że świat wirtualny powinien być poddany podobnym regulacjom jak świat realny. Bo przecież Google czy Facebook, mimo iż żyje z internetu, istnieje faktycznie. Dlaczego więc mają, jako dzieło rąk ludzkich, być wyrwane z regulacji, jakie dotyczą dóbr materialnych? Popieram zarówno dyrektywę o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym, penalizację przestępstw w internecie, jak i opodatkowanie e-handlu czy operacji reklamowych Google’a i Facebooka - argumentuje Chrabota.

- Rozumiem intencje zwolenników wprowadzenia podatku cyfrowego w Polsce. Uważam jednak, że aby jakiekolwiek ewentualne regulacje w tym zakresie miały przynieść pożądany efekt, niezbędna jest międzynarodowa współpraca na szczeblu unijnym, a przede wszystkim OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). To zwiększyłoby szanse na wprowadzenie jasnych przepisów, których nikt nie mógłby podważyć na podstawie wyszczególniania konkretnego typu firm z konkretnego kraju pochodzenia, czym dzisiaj są zagrożone dyskutowane projekty - powiedział "Presserwisowi" Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Ministerstwo Finansów także przewiduje opodatkowanie przedsiębiorstw cyfrowych świadczących usługi w Polsce. Szacuje, iż dochody z tego podatku w Polsce mogłyby wynieść w 2020 roku ok. 217,5 mln zł. W marcu, po posiedzeniu unijnej Rady ds. Gospodarczych i Finansowych poinformowano, że kwestia możliwości wprowadzenia podatku od usług cyfrowych zostaje odłożona do końca 2020 roku. Niektóre kraje działają jednak w tej sprawie na własną rękę. We Włoszech podatek od działalności w internecie obowiązuje od 1 stycznia 2019 roku, jego stawka to 3 proc. (podstawą opodatkowania jest przychód z reklam). Do wprowadzenia 3-proc. podatku cyfrowego szykuje się także Hiszpania, a 5-proc. podatek cyfrowy zamierza wprowadzić Austria. We wszystkich wymienionych krajach podatek będzie nakładany na korporacje generujące przychody na poziomie minimum 750 mln euro rocznie.

W kwestii wprowadzenia podatku cyfrowego w Polsce krytycznie wypowiedział się we wtorek Kevin Hasset, przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych prezydenta USA. Stwierdził on, że już sama dyskusja o podatku cyfrowym może odstraszać bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które są siłą napędową kraju.

Bogusław Chrabota uważa jednak, że słowa przedstawicieli administracji USA to "egoizm gospodarczy". - Donald Trump nie chce się dzielić pieniędzmi płynącymi z tej nowej formy "kolonializmu". Trzeba się temu skutecznie przeciwstawić - komentuje redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".

(BIG, 09.05.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

Dział: INTERNET

Dodano: Maj 10, 2019

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Ruszyła polska wersja serwisu fact-checkingowego agencji AFP

Pierwszy tekst w serwisie AFP dotyczy krążącego w sieci zdjęcia kotów w laboratorium (screen: Sprawdzam.afp.com)

Francuska agencja prasowa AFP uruchomiła serwis Sprawdzam.afp.com.

Obecnie na stronie znaleźć można na razie jedną publikację autorstwa Natalii Sawki (byłej dziennikarki redakcji Sonar.wyborcza.pl). Sprawdziła ona krążące w sieci zdjęcie kotów w laboratorium. Fotografię zrobiono w 2011 roku podczas zbiorowej akcji sterylizacji bezdomnych kotów na Florydzie. W internecie zostało ono przedstawione jako wykonane podczas przeprowadzania testów kosmetyków na kotach.

Od kwietnia AFP posiada certyfikat International Fact-Checking Network, ocenia w Polsce treści na Facebooku pod kątem rzetelności i prawdziwości. W programie weryfikacji informacji Facebooka uczestniczy ponad 40 firm i organizacji na całym świecie.

- Zawsze jest dobrze, kiedy powstają nowe media. Tym bardziej w czasie, gdy media społecznościowe i - niestety - coraz częściej także media tradycyjne zalewa fala kłamstw i fake newsów. Im więcej pewnych źródeł informacji, tym lepiej - twierdzi Bianka Mikołajewska z OKO.press. Jednocześnie nie uważa, że powstanie nowego serwisu fact-checkingowego sprawi, że dojdzie do przesytu na rynku. - Serwisy, które obecnie istnieją, mają wystarczająco dużo pracy. Nie nadążają z prostowaniem kłamstw i manipulacji, które funkcjonują w przestrzeni publicznej.

W Polsce działają już m.in. serwisy Konkret 24 (przy Tvn24.pl) i Trudat (Natemat.pl).

Więcej o serwisach fact-checkingowych piszemy w najnowszym numerze magazynu "Press".

Sprawdź, o czym piszemy
w najnowszym numerze

Okładka

(PD, 10.05.2019)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.