Dział: PRASA

Dodano: Luty 28, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Ostatni, nieukończony tekst zamordowanego słowackiego dziennikarza

Niedokończony tekst Jána Kuciaka opublikował serwis Aktuality.sk, w którym pracował dziennikarz (skan z Aktuality.sk)

Publikujemy tłumaczenie ostatniego tekstu zamordowanego słowackiego dziennikarza Jána Kuciaka. Ujawniał w nim działalność włoskiej mafii na Słowacji - m.in. powiązania z nią najsilniejszej słowackiej partii politycznej Smer; osoby związane z mafią w kręgu premiera Roberta Fico oraz biznesy włoskich mafiozów na Słowacji. Tekst powstawał we współpracy z Czeskim Centrum Dziennikarstwa Śledczego Inwestigative.cz, włoską organizacją dziennikarską Investigative Project of Italy i międzynarodową organizacją Organized Crime and Corruption Reporting Project. Artykuł nie jest ukończony, bo Ján Kuciak został zastrzelony razem ze swoją partnerką w ich domu (ich ciała znaleziono w niedzielę 25 lutego). Publikujemy go za zgodą redakcji serwisu Aktuality.sk, gdzie pracował Ján Kuciak. Ringier Axel Springer, wydawca Aktuality.sk oświadczył: „Mimo że okoliczności zbrodni nie zostały jeszcze w pełni wyjaśnione, jest uzasadnione podejrzenie, że jest ona związana z bieżącą pracą dziennikarską naszego kolegi”. Szef słowackiej policji Tobor Gaspar przyznał też: „Wygląda na to, że najbardziej prawdopodobną wersją jest motyw związany z pracą śledczą dziennikarza”. Ján Kuciak miał 27 lat.

Włoska mafia na Słowacji. Jej macki sięgają nawet polityki

Czternaście lat temu do powiatu Michalovce przyjechał Włoch Carmine Cinnante. Pewnego ranka wyjechał swoimi fiatem z oddalonej o 40 km wioski Novosad, gdzie mieszkał u swojej przyjaciółki Lýdii. Jechał do Włoch wraz ze Słowakiem Jánem, któremu obiecał załatwić tam pracę (w powiecie Michalovce co czwarty mieszkaniec w wieku produkcyjnym był wówczas bezrobotny).
Kiedy wjeżdżali z polnej drogi na główną, między wioskami Porostov i Ostrov natrafili na patrol policji. Ich biały fiat punto z włoską rejestracją zaczął nagle cofać.
Policjantom zachowanie to wydało się podejrzane. Zatrzymali pojazd i zaczęli kontrolę. Na tylnym siedzeniu znaleźli czarną drewnianą skrzynkę, a w niej broń, 50 nabojów i magazynek. Był to pistolet maszynowy ČZ z celownikiem laserowym, ale ze spiłowanym numerem seryjnym.
Skrzynkę - według biegłych - wyprodukowano specjalnie do przechowywania pistoletu maszynowego. Włocha oskarżono o nielegalne posiadanie broni, a sędzia sądu rejonowego w Michalovcach skazał go na dwa lata w zawieszeniu.
Prokurator przed sądem przedstawiał Włocha jako przedsiębiorcę działającego na Słowacji w obszarze rolnictwa.

Macki sięgające rządu

Kilka miesięcy później po Cinnante przyjechali włoscy policjanci. Powód: przemyt broni do Włoch dla bossa mafii Guirina Ionu. Był on bossem klanu Belvedere Spinello, który jest jednym z klanów najsilniejszej obecnie ekonomicznie włoskiej mafii: 'Ndranghety. Według dokumentów śledztwa jej członkiem jest również Carmine Cinnante - którego słowackie urzędy znały wyłącznie jako „przedsiębiorcę w obszarze produkcji rolnej”.
Cinnante nie jest jedynym Włochem powiązanym z mafią, który na Słowacji znalazł drugi dom. Prowadzili tu przedsiębiorstwa, pobierali dotacje, korzystali z funduszy europejskich, a zwłaszcza budowali kontakty ze wpływowymi ludźmi z polityki - włącznie z rządem Republiki Słowackiej.
W rodzinnych Włoszech każdy miał już konflikt z prawem.

Zaufanie mafii

W spółdzielni rolniczej między wsiami Dvorianky i Parchovany w powiecie Trebišov biznes mafioso Carmino Cinnante połączył go z Antonino Vadala – który również miał we Włoszech problemy z policją.
W poniedziałek 3 lutego 2003 roku sąd w Reggio Calabria na południu Włoch wydawał wyrok wobec dziewięciu oskarżonych w sprawie związanej z innym klanem mafijnym: Libri. Klan Libri jest jednym z najsilniejszych w 'Ndranghete. Wśród oskarżonych był Antonino Vadala pochodzący z wioski Bova Marina na południu Kalabrii.
Według włoskich śledczych to właśnie Vadala na wniosek klanu pomagał w ukrywaniu mafioso Domenica Ventury - skazanego za brutalne zabicie członka konkurencyjnego gangu - i pomagał mu unikać odpowiedzialności prawnej. Włoska policja nagrała rozmowy telefoniczne między Antonino Vadalą a bossem klanu Francesco Zindato, gdy omawiali szczegóły akcji. W roku 2003 Vadala został jednak zwolniony z uwagi na brak dowodów. (...)
Gdy toczył się proces Vadali, nie pojawił się on na sali sądowej - schronienie i nowy dom znalazł bowiem na wschodniej Słowacji.
Vadala zaczął tam odnosić sukcesy w rolnictwie, handlu nieruchomościami i w energetyce. Stał się jedną z najbardziej znaczących postaci włoskiej społeczności na Słowacji.

Przedsiębiorca z branży energetycznej

W roku 2009 pojawiła się informacja, że nieznany włoski przedsiębiorca Antonino Vadala planuje w słowackim parku przemysłowym w Lučenci wybudować dwie fabryki za prawie 70 mln euro. Chociaż z projektu nic nie wyszło, Vadala stał się na Słowacji znany jako „przedsiębiorca z branży energetycznej”. Tak przynajmniej określał go były minister gospodarki Pavol Rusko, dzisiaj oskarżony za zlecanie zabójstw. Paradoksalnie o Vadali wspomniał, nawiązując do członkini Rady Stanu Márii Troškovej, która blisko współpracuje z premierem Robertem Fico: „Kiedyś pracowała u nas przez pewien czas, około trzech miesięcy. Było to już dawno, chyba cztery lata temu. Potem jednak poznała pewnego przedsiębiorcę włoskiego pochodzenia, który zajmował się między innymi elektrowniami słonecznymi i przeszła do niego”.
To, że kariera Márii Troškovej wiązała się z Robertem Fico i rządem, nie zdziwiło go zbytnio: „Myślałem, że to nie nastąpi tak szybko, ale w zasadzie mnie to nie zdziwiło, bo bardzo szybko zrozumiała, jak należy postępować w życiu.”

Trošková i Jasaň

W sierpniu 2011 roku Vadala z Márią Troškovą założyli spółkę FIA MANAGEMENT. Trošková odeszła z niej po roku i została asystentką posła Smeru Viliama Jasaňa.
Jasaň nie chciał powiedzieć, gdzie znalazł tę kobietę, byłą modelkę, która występowała również w finale Miss Universe 2007. Powiedział, że zna ją z polecenia kolegi. „Odeszła moja poprzednia asystentka, a przyjaciel polecił mi tę kobietę” - stwierdził w rozmowie dla gazety „Nový Čas”. Odmówił odpowiedzi na pytanie, czy tym przyjacielem był Antonio Vadala.
Od Jasaňa Trošková przeszła po niecałym roku (w marcu 2015) do rządu Fico. Rok później dołączył do niej Jasaň. Premier powołał go na dyrektora kancelarii i sekretarza Rady Bezpieczeństwa Państwa. Jasaň otrzymał również kontrolę bezpieczeństwa najwyższego stopnia. Jako sekretarz Rady odpowiedzialny jest bezpośrednio przed Fico. Przychodzi na posiedzenia Rady Bezpieczeństwa, opracowuje stanowiska dla Fico, zabezpiecza dokumentację z działalności Rady.
Ma więc dostęp do wszystkich dokumentów i informacji Rady, której zadaniem jest zabezpieczanie funkcjonalności systemu bezpieczeństwa państwa, a w czasie wojny przejmuje uprawnienia rządu.
Tymczasem Jasaň ma dające się wykazać powiązania z człowiekiem współpracującym bezpośrednio z mafią włoską.
Stosunki pomiędzy Jasaňem a Vadalą można wykazać zwłaszcza w sferze biznesu. Polityk Smeru w przeszłości miał własną firmę w branży bezpieczeństwa: Prodest. Niedawno przejął ją właśnie Vadala z kolegami. Oprócz tego syn Jasaňa, Slavomír, ma do spółki z Włochami firmę AVJ Real.
Gdy niedawno jedna z firm Vadali ogłosiła upadłość, okazało się, że Vadala ma wierzytelności również w stosunku do prywatnej agencji bezpieczeństwa, w której w przeszłości jako współwłaściciel występowali Jasaň i jego syn Slavomír.
To oznacza, że dwóch ludzi z kręgu człowieka, który przyjechał na Słowację jako oskarżony w sprawie mafijnej we Włoszech, ma codzienny dostęp do premiera kraju Robert Fico.

Vadala głosuje na Smer

Oprócz Jasaňa i Troškovej można znaleźć więcej powiązań Antonino Vadali z polityką i partią Smer. Na przykład wieloletnia ekonomistka pracująca w firmach Vadali, Monika Čorejová, kandydowała ze Smeru w wyborach samorządowych.
Sam Vadala wspiera Smer podczas kampanii i w portalach społecznościowych. Chwalił premiera Fico wśród Włochów, Kaliňáka bronił przed intrygantami z opozycji, a wspólnie z Rašim kibicowali zwycięstwu w wyborach.
W dniu wyborów Vadala mówił, że „dzisiaj głosujemy wszyscy na 16 Smer i jutro mamy pewność, że Słowacja jest w dobrych rękach”. W okresie przedwyborczym wybierał się na konferencję Smeru w Koszycach. Publicznie mówił do Rašiego, że „zobaczą” się tam.  Partię Smer określał mianem „naszej partii”.
Kiedy więc powstała obecna koalicja rządząca, dla Vadali był to powód do świętowania.

Naboje i wieniec pogrzebowy

Vadala i jego włoscy znajomi mieli problemy z prawem również na Słowacji. Jednak pomimo kilku postępowań karnych i aktom oskarżenia na razie uniknęli konsekwencji.
Doszło do co najmniej kilku przypadków, w których wystąpiło podejrzenie o szantaż i oszustwa podatkowe. Aktuality.sk wraz z partnerami zrekonstruowały je na podstawie dokumentów sądowych i policyjnych uzyskanych na podstawie Ustawy o prawie do informacji.
Przypadek numer jeden zdarzył się na wschodniej Słowacji w roku 2013. W pewien jesienny poranek pracownicy firmy z Trebišova znaleźli pod bramą wjazdową nietypową przesyłkę. Na płocie wisiała torba, w której znajdowały się spłonki, dziesięć nabojów i wieniec pogrzebowy. Zapakowano go w papier z napisem „Jerard”, co miało być zniekształconą wersją imienia ich szefa Gerharda. Miało być to ostrzeżenie od konkurenta, z aluzji do groźby zabójstwa. Za pośrednictwem zniekształconego słowa „Jerard” Włoch pozdrowił dyrektora zarządzającego firmy, z którym spierał się o prawie 40 ha gruntów ornych. „Jerad” początkowo zignorował ostrzeżenie. Sprawę zgłosił policji dopiero wtedy, gdy pogróżki otrzymał również jego pracownik - traktorzysta.
Przed sądem w Trebišovie po dwóch latach stanął Sebastiano Vadala, krewny Antonino. Oskarżenie brzmiało: szantaż. Według prokuratora Petra Prokopoviča Vadala dyrektorowi zarządzającemu firmy z Trebišova „groził zastrzeleniem i rękami pokazywał mu, że poderżnie mu gardło”.
Traktorzyście powiedział natomiast, że „ma broń, więc jeśli ktoś będzie pracował na jego polu, podpali traktor, a kierowcę zastrzeli”. Wszystko dlatego, że firma zagospodarowała pole, na które chrapkę miał również Włoch. Organy nie ustaliły, kto faktycznie miał do niego prawo.

Sądowi nie wystarczyły dowody

Oprócz zeznań, firma przedstawiła oficerowi śledczemu również intrygującą przesyłkę o nazwie „Jerard”. Ekspertyza wykazała, że wszystkie 10 naboi jest zdolnych do wystrzału i może je mieć jedynie posiadacz licencji, zezwolenia na posiadanie lub eksport broni.
Kamera na podwórzu firmy miała uchwycić wizytę Vadali, podczas której miał grozić dyrektorowi zarządzającemu Gerhardowi osobiście. Vadala jednak zaprzeczył.
W sądzie ze swoim prawnikiem Markiem Švingálem stwierdził, że podczas ostatnich pogróżek nie przebywał nawet w  Trebišove, tylko w Michalovcach. Potwierdził to Švingál, księgowa Vadali i inny Włoch. Dla Sądu Rejonowego w Trebišovie, a później Sądu Okręgowego w Koszycach dowody były zbyt słabe i w ub.r. wypuszczono Sebastiana Vadalę. (…) Torba z nabojami i wieńcem pogrzebowym, jak również zapis wideo nie zostały w ogóle wspomniane w decyzji sądu.
Prokurator odwołał się od jego decyzji. Stwierdził, że sędzia „niewłaściwie ocenił materiał dowodowy, a właściwie jednoznaczne dowody, które dowodzą, iż oskarżony popełnił przestępstwo szantażu, zanegował a swoją decyzję oparł o nieobiektywne i z jego punktu widzenia jednostronne, subiektywne wnioski”. Adwokat dyrektora zarządzającego firmy, który miał być ofiarą szantażu, zarzucił sądowi, że bierze pod uwagę zeznania Marka Švingála występującego w charakterze świadka, chociaż w postępowaniu przygotowawczym występował jako adwokat oskarżonego. Oznacza to, że miał wiedzę o wszystkim, co policjanci zabezpieczyli podczas postępowania karnego.
Nawet samo przesłuchanie Švingála miało być niezgodne z prawem. Vadala powiedział oficerowi śledczemu, że nie mówi w języku słowackim, ani go nie rozumie, nie mógł więc nikomu grozić. Zaprzeczyli temu jednak liczni świadkowie.
Sam Sebastiano Vadala w protokole notarialnym w innej sprawie - dwa lata później - wskazał, że „jako obywatel Republiki Włoskiej, od wielu lat mieszkający na terytorium Republiki Słowackiej, rozumie język słowacki”.
Skład sędziowski Sądu Okręgowego w Koszycach z przewodniczącym Markiem Dudíkiem oddalił jednak odwołanie i potwierdził, że Vadala ma zostać wypuszczony na wolność.

Włoski „Bašternák”

W drugim przypadku, dotyczącym spekulacji podatkowych, figuruje osoba samego Antonino Vadali. W sprawie chodziło najprawdopodobniej o spekulowanie przy transakcjach trzech nieruchomości w bratysławskiej dzielnicy Petržalka.
Pierwotnym właścicielem trzech mieszkań był Włoch Antonio Palombi, a dokładnie jego firma ALTO. W roku 2011 doszło do przeniesienia prawa własności do mieszkań - w ciągu kilku miesięcy zostały najpierw przeniesione na spółkę GENNA, a potem na firmę AV-REAL. W pierwszej Vadala działał w przeszłości, drugą kierował też w czasie transferów. Po trzech latach od tej transakcji Palombi zwrócił się do policji, twierdząc, że Vadala nie zapłacił mu za mieszkania.
Według uchwały policji, uzyskanej na podstawie prawa do informacji, Palombi twierdził początkowo, że Vadala go oszukał. Tak o tej sprawie poinformował również tygodnik „Plus 7 dní” w roku 2016.
Prawda była jednak trochę inna. W rzeczywistości Palombi i Vadala uzgodnili pomiędzy sobą, że przeniesienie mieszkań odbędzie się bez faktycznych płatności, a mieszkania trafią do wspólnej firmy KANNONE. Celem transakcji było, by firma Vadali AV-REAL, która była trzecia w tym łańcuchu, uzyskała nadmierne odliczenia VAT w wysokości ok. 80 tys. euro.
Podczas zeznań na policji w charakterze świadka-pokrzywdzonego powiedział to sam Palombi. „Wskazał, że Antonino Vadala poradził mu, żeby przepisali mieszkania na spółkę AV-REAL przez spółkę GENNA s.r.o., ponieważ ta spółka zajmowała się sprzedażą nieruchomości, a spółka ALTO s.r.o. nie była płatnikiem VAT. Spółka GENNA miała je później przenieść za o wiele wyższą sumę. W ten sposób, ponieważ AV-REAL jest płatnikiem VAT, odliczyłby go sobie przy zakupie” - ujął zeznania Palombiego oficer śledczy.

Zwroty VAT

Palombi wielokrotnie mówił policjantom, że cena 360 tys. euro była fikcyjna. W rzeczywistości mieszkania miały wrócić do niego. „Podejrzany powiedział, że jeśli dostanie 80 tysięcy euro za to VAT, przepisze niniejsze mieszkania na spółkę KANNONE s.r.o. W ten sposób wszystkie mieszkania wróciłyby z powrotem do spółki pokrzywdzonego”.
Jeszcze w zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa Palombi napisał, że miał również mieć udział w zwrocie VAT. „Podejrzany wskazał, że mieszkania zostaną sprzedane spółce prawa handlowego GENNA, co uzasadnił tym, że spółka GENNA skorzysta z prawa do odliczenia VAT, z którego połowę przekaże zgłaszającemu przestępstwo” - napisano. Vadala, zeznając przed oficerem śledczym, zaprzeczył wszystkiemu; rzekomo nic nie wiedział o porozumieniu, a mieszkania kupił w normalny sposób. Oficer śledczy ostatecznie zawiesił postępowanie karne, twierdząc, że nie chodziło o oszustwo w stosunku do Włocha Palombiego, ponieważ mogli wspólnie brać udział w oszustwie. Podkreślił, że jeśli doszło do popełnienia przestępstwa, chodzi o oszustwo związane ze zwrotem VAT. Sprawa toczy się w ramach innego postępowania jako przestępstwo uchylania się od podatków i składek ubezpieczeniowych. Napisał: „Faktyczny zamiar poszczególnych osób biorących udział w kolejnym przenoszeniu własności nie umożliwia obiektywnego ustalenia ich świadomego lub nieświadomego współdziałania zmierzającego do insynuowanego czerpania korzyści podatkowych, kiedy od osób tych spodziewać można się w sposób celowy składanych zeznań w celu obrony przed podejrzeniem o inną działalność przestępczą”.
Palombi pierwotnie domagał się zwrotu mieszkań również przed sądem - w sporze handlowym prowadzonym od grudnia 2014 roku. Jako wynika z decyzji sądu, swój wniosek wycofał w lutym ub.r.
Sąd Rejonowy Bratysława V. w marcu zawiesił postępowanie. W decyzji nie wyjaśnił jednak, dlaczego Palombi po ponad dwóch latach wycofał wniosek. Do organów państwa zwrócił się dopiero po dwóch latach - kiedy okazało się, że Vadala nie da mu ani pieniędzy ze zwrotu VAT, ani nie zwróci mu mieszkań.
Również w tym przypadku śledztwo nie zakończyło się oskarżeniem w stosunku do Antonino Vadali. Dwie firmy z jego portfolio ogłosiły niedawno upadłość z długami podatkowymi przekraczającymi 100 tys. euro.

Wielka włoska rodzina

Antonino Vadala czy Carmine Cinnante na Słowacji nie są bynajmniej odosobnieni.
Na wschodzie Słowacji - w ramach koordynacji i współpracy - działają przedstawiciele czterech rodzin ze środowiska włoskiej Kalabrii, matecznika 'Ndranghety. Oprócz rodzin Vadala i Cinnante, są to również rodziny Roda i Catroppo. Ich głównym biznesem na Słowacji stało się rolnictwo.
Posiadali lub posiadają od dzisiaj kilkadziesiąt firm. Ich majątek szacuje się na dziesiątki milionów euro. Mają setki do tysięcy hektarów ziemi, na którą pobierają miliony euro dotacji.
Jedynie w latach 2015 i 2016 firmom powiązanym z tymi rodzinami udało się uzyskać od Rolniczej Agencji Płac (PPA) w bezpośrednich wypłatach ponad 8 mln euro. Kolejne setki tysięcy euro otrzymali z dotacji w ramach projektów.
Zakwalifikowanie tych płatności jest również wątpliwa. Aktuality.sk z partnerami udokumentował szereg przypadków naruszenia przepisów.     
W jednym przypadku firma zażądała płatności nawet ośmiokrotnie większej od faktycznie uprawianego obszaru. W innym, wnioskowała o płatności za tereny, za które nie płaciła czynszu i nie miała prawa do korzystania z nich. Ponadto członek organu statutowego jednej z firm - należącej do tych Włochów - sfałszował decyzję PPA, by przekonać bank, że wkrótce otrzyma pieniądze.     
Kolejne pieniądze publiczne firmy Włochów zainkasowały również na elektrownie biogazowe. Na przykład trzy firmy z rodziny Diego Roda otrzymały w latach 2012-2017 aż 8,3 mln euro w ramach tych płatności.
Również w tym wypadku dopuścili się uchybień. Urząd ds. Regulatorów Sieci (ÚRSO) nałożył na nich grzywnę w 2015 roku, ponieważ w obowiązkowych raportach przeszacowywali ilość energii wyprodukowanej przez elektrownię biogazową. A to od ilości wyprodukowanej energii uzależniona jest kwota dofinansowania.

Skąd pochodzą pieniądze

Pranie pieniędzy jest podstawową działalnością 'Ndranghety również za granicą. Celem jest oczyszczenie pieniędzy i prowadzenie działalności gospodarczej w sposób, który wydaje się być legalny. Może to być wykorzystanie stron trzecich jako fikcyjnych właścicieli firm, handel zagraniczny towarami o sztucznie zawyżonych cenach lub wywieranie nacisku na konkurentów.     
Klan Libri, z którym współpracował Vadala, jako jeden z najbardziej wpływowych w okręgu Reggio Calabria przoduje również w działalności zagranicznej. Jej form jest wiele, ponieważ klan ten jest szczególnie zaangażowany w finansowy biznes o znaczeniu ponadnarodowym.    
Jednak nie ma dowodów na to, by którakolwiek ze wskazanych osób prała na Słowacji brudne pieniądze. Istnieją jednak wątpliwości co do pochodzenia pieniędzy używanych przez wspomniane włoskie rodziny. Z zebranych dokumentów wynika, że znaczna ich część pochodziła z rodzimych Włoch.    
Na przykład Antonino Vadala figuruje na Słowacji w kilku orzeczeniach sądowych, z których wynika, że otrzymał pieniądze od ludzi z Włoch. Uzgodnili, by pieniądze zostały przekazane Vadali w gotówce, ponieważ sam tego chciał.

Przemyt kokainy

Miał za nie na przykład kupić spółdzielnię rolniczą na Słowacji. Nic nie zyskali na transakcji, więc domagali się od Vadali pieniędzy. Ten w sądzie stwierdził, że nie jest Włochom nic dłużny, a oświadczenie, w którym twierdził inaczej, podpisał pod naciskiem.
Firmy braci Roda, które na Słowacji powstały już w latach 90., miały natomiast zasadniczy udział w kapitale zakładowym spółek, których nazwy są takie same jak tych prowadzonych w rodzinnej gminie Condofuri we Włoszech. Chodzi o firmy CO.BE.R. (Diego Roda) i TRA.CE.R. . W sprawozdaniach rocznych z przełomu tysiąclecia słowackie firmy zgłaszają zobowiązania finansowe i pomoc dla firm we Włoszech, a nawet to, że cała ich produkcja wraca do ich kraju pochodzenia.  

Firma CO.BE.R stwierdza nawet w sprawozdaniu finansowym, że została założona jako inwestycja zagraniczna ze stuprocentowym udziałem kapitału z Włoch.
We Włoszech w imieniu rodzinnej firmy TRA.CE.R występuje brat Antonio i Diego Pietro Roda.   Pietro Roda figuruje przy tym w sprawie prania brudnych pieniędzy włoskiej 'Ndranghety, nazywanej El Dorado. Policja aresztowała go w 2013 roku w trakcie zorganizowanej akcji przeciwko mafijnemu klanowi Gallicianò.  Usłyszał zarzuty o przynależność do związku mafijnego (przestępstwo szczególne według włoskiego prawa) i pranie brudnych pieniędzy. W 2014 roku Sąd Najwyższy oczyścił go z zarzutów z uwagi na brak dowodów.     
Natomiast w 2017 roku imiona członków rodziny Antonino Vadali pojawiły się w nakazie aresztowania 18 członków gangu, który miał dla 'Ndranghety przemycać setki kilogramów kokainy do Europy. Członkowie rodziny Vadalo są jednak w nakazie aresztowania jedynie wymienieni.

Uwaga: Brakuje zakończenia artykułu, autor nie zdążył go dokończyć.

*Skróty pochodzą od redakcji Press.pl. Tłumaczenie: Dawid Leszczak

(28.02.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

Dział: PRASA

Dodano: Luty 28, 2018

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Kanada przeznaczy 50 mln dol. na wsparcie lokalnych mediów

fot. Pixabay

Kanadyjski rząd zamierza wspierać lokalne media. W ciągu pięciu lat lokalni wydawcy mają otrzymać łącznie 50 mln dol. – donosi największy dziennik w Kanadzie „The Star”.

Opublikowany w 2017 r. raport „The Shattered Mirror” („Rozbite lustro”) dowodzi, że w ciągu zaledwie siedmiu lat, 225 kanadyjskich tygodników i 27 dzienników zniknęło z rynku lub połączyło się z innymi tytułami.

Rząd federalny zamierza przekazywać pieniądze jednej lub kilku organizacjom pozarządowym, które będą zarządzać funduszem. Działanie zostało podjęte, aby zapewnić lokalnym społecznościom dostęp do wiarygodnych źródeł informacji. Wsparcie wydawców ma im też pokazać inne modeli biznesowe, dzięki którym mogliby funkcjonować - prywatne dotacje i charytatywne wsparcie dla „wiarygodnego, profesjonalnego, lokalnego dziennikarstwa non-profit, będącego odbiciem interesu publicznego, któremu służy” – donosi „The Star”.

Pomysł rządowego wsparcia dla wydawców w Kanadzie wzbudził falę krytyki wśród tych, którzy boją się, że subwencje mogą wpłynąć na niezależność dziennikarską. Zdaniem krytyków to prawa rynkowe powinny decydować, którzy z wydawców przetrwają kryzys.

(MM, 28.02.2018)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo