Dział: PRASA

Dodano: Maj 21, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Lokalne Agory

Nowoczesna siedziba „Wiadomości Wrzesińskich” to koszt ok. 4 mln zł (fot. Damian Idzikowski)

Lokalna prasa nie umiera – uważają dwaj wielkopolscy wydawcy Waldemar Śliwczyński i Piotr Piotrowicz. Obaj zainwestowali w nowe siedziby redakcji.

Dla tej kostki warto żyć – mówi Waldemar Śliwczyński, redaktor naczelny i właściciel „Wiadomości Wrzesińskich”, pokazując na monitorze komputera mikrofon z projektem logo tygodnika. Wydawnictwo Kropka uruchomiło w br. własną telewizję internetową w nowym budynku redakcji we Wrześni. Poznańska, nagradzana na ogólnopolskich konkursach, pracownia Ultra Architects zaprojektowała go specjalnie na potrzeby wydawnictwa – jest nowoczesną, tarasowo ukształtowaną bryłą z przeszklonym parterem i fasadą z perforowanych płyt, nawiązującą do wyglądu szpalt gazety. Na tle prowincjonalnej wrzesińskiej architektury to prawdziwa perełka. – Wzbudza duże zainteresowanie mieszkańców. Do Wrześni przyjeżdżają z Poznania studenci architektury, żeby go obejrzeć – nie ukrywa dumy Śliwczyński.
Siedziba „Wiadomości Wrzesińskich” jest też ewenementem wśród innych budynków lokalnej prasy. Nie było chyba dotąd żadnego lokalnego wydawcy, który zainwestowałby w nową piękną architekturę spełniającą w dodatku wszystkie funkcje wydawnictwa.

Budynek ma 527 m kw. powierzchni i trzy kondygnacje. Na parterze jest dział reklamy, biuro ogłoszeń, serwerownia i duża kawiarnia. Większość powierzchni pierwszego piętra (ok. 150 mkw.) zajmuje otwarty newsroom dla dziennikarzy „Wiadomości Wrzesińskich”. Zaplanowano tu też pokoje dla redaktora naczelnego i jego zastępczyni (żony Jolanty) oraz salę konferencyjną. Drugie piętro mieści nową inwestycję wydawnictwa – studio telewizyjne z reżyserką. Z tarasu studia widać panoramę miasta. Jest też pokój gościnny z osobną łazienką. Sprawną komunikację między piętrami zapewnia winda. Na dole jest niewielki parking i miejsce dla rowerów. Wnętrze jest oszczędne i minimalistyczne w formie. Wśród ścian z modnego szlifowanego betonu stoją nowoczesne meble, lecz tylko najbardziej niezbędne.

Będzie nas widać

W zamyśle architektów i właściciela budynek ma komunikować otwartość. Według szacunków wystawna siedziba „Wiadomości Wrzesińskich” razem z działką będzie kosztować ok. 4 mln zł. – Jeszcze trzy lata temu sądziliśmy, że na budowę wystarczy nam milion złotych. Projekt budynku okazał się jednak wymagający, co znacznie zwiększyło koszty. Musieliśmy wziąć 2,5 miliona złotych kredytu na 10 lat. Pod jego zastaw poszedł cały nasz majątek, a nawet mieszkania naszych córek – mówi Śliwczyński. Ale jest dobrej myśli: – Września jest teraz jednym wielkim placem budowy. Powstają zakłady Volkswagena i jego kooperantów. Specjaliści przewidują, że 30-tysięczna Września za 10 lat będzie liczyć 50 tys. mieszkańców. To dobra prognoza dla gazety – więcej czytelników i reklamodawców.

Na razie Wydawnictwo Kropka zatrudnia 25 osób, w tym 11 etatowych dziennikarzy. Pozostali pracują w dziale reklamy i drukarni. „Wiadomości Wrzesińskie” drukowane są jednak w drukarni Agory w Pile, bo niewielki zakład Wydawnictwa Kropka nie jest przystosowany do drukowania gazet, tylko raczej druków akcydensowych i albumów.

Hala odlotów

W nową siedzibę nie bał się też zainwestować Piotr Piotrowicz, prezes Południowej Oficyny Wydawniczej i wydawca pięciu tygodników lokalnych wychodzących w południowej Wielkopolsce, bezpłatnego miesięcznika „Wieści Rolnicze” i bezpłatnej gazety z przedrukami „Usąsiada24.pl”. Na potrzeby wydawnictwa w Jarocinie rok temu został zaadaptowany dawny budynek Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Wymagał kosztownych przeróbek – całkowitej wymiany instalacji wodnej, elektrycznej, centralnego ogrzewania i kanalizacyjnej. – Przez mury przeciągnęliśmy 18 kilometrów kabli – mówi Piotrowicz. Siedziba Południowej Oficyny Wydawniczej nie jest tak piękna jak budynek Wydawnictwa Kropka, ale zajmuje imponującą przestrzeń. Wydawnictwo, które wcześniej cisnęło się na powierzchni 250 mkw. w ciasnej willi, zyskało powierzchnię 800 mkw., prawdopodobnie największą, jaką dysponuje lokalne wydawnictwo w Polsce. Na parterze na 200 mkw. mieści się „hala odlotów”, czyli przyszłe studio telewizyjne, które będzie wykorzystywane do produkcji reklam oraz nagrywania debat i imprez organizowanych przez wydawnictwo. Choć studio nie ma jeszcze podłogi, już teraz się przydaje. To tu odbył się benefis 25-lecia „Gazety Jarocińskiej” i debata z kandydatami na burmistrza Jarocina. Już teraz w studiu produkowane są filmy reklamowe na zlecenie klientów. – Mamy pomysł na telewizję internetową, ale na razie wydawnictwa na nią nie stać – mówi Piotrowicz.

Pozostałą część parteru zajmuje sala konferencyjna, biuro fundacji Ogród Marzeń, hol z sekretariatem, dział reklamy, dział kolportażu i redakcja „Wieści Rolniczych” z odnowionym na początku grudnia br. portalem Wiescirolnicze.pl.
Portal po relaunchu to nowe dziecko wydawnictwa, z którym wiąże wielkie nadzieje. Wrażenie robi też ogromny, choć dość pusty gabinet prezesa, niewiele mniejszy od dziennikarskiego newsroomu. Na ścianie między parterem a pierwszym piętrem rozpościera się komiks Jacka Kowalskiego dowcipnie opowiadający historię „Gazety Jarocińskiej” od czasów, kiedy artykuły pisało się długopisem, do epoki komputerów, smartfonów i komórek. Na pierwszym piętrze mieści się duży newsroom flagowego tygodnika POW „Gazety Jarocińskiej”, redakcja gazety „Usąsiada24.pl”, działy internetowy i graficzny oraz małe studio telewizyjne z reżyserką. Przez budynek przebiega gąszcz wąskich korytarzy (mimo adaptacji nie można było się ich pozbyć) ozdobionych zdjęciami osobistości, które odwiedziły „Gazetę Jarocińską”, m.in. Bronisława Geremka, Jacka Kuronia, ks. Józefa Tischnera i Adama Hanuszkiewicza. Ale są też dzieła sztuki – na jednym z korytarzy zawisła grafika Franciszka Starowieyskiego, a w gabinecie prezesa instalacja poznańskiego artysty Piotra C. Kowalskiego. – Przestrzeń jest tak duża, że w niektóre dni wielu pracowników nawet nie widuję – przyznaje Piotrowicz.

Pomogła JESSICA

Wykonane w budynku w Jarocinie roboty budowlane i instalacje kosztowały 3 mln zł, a wyposażenie dodatkowe 800 tys. zł. Aby sfinansować adaptację, Piotrowicz wziął kredyt na 20 lat z unijnego programu JESSICA przeznaczonego na ekonomiczną i społeczną rewitalizację obszarów miejskich.

Kredyt był preferencyjny, więc Piotrowicz nie boi się, że wydawnictwo boleśnie odczuje spłaty. – 70 tysięcy rocznie kredytu w skali roku to suma dla firmy nieodczuwalna – mówi.

Południowa Oficyna Wydawnicza to jedno z największych wydawnictw lokalnych w kraju. Zatrudnia 75 osób, w samym Jarocinie – 36. Jednak sprzedaż jej tygodników („Gazety Jarocińskiej”, „Życia Pleszewa”, „Gazety Krotoszyńskiej”, „Życia Rawicza” i „Życia Gostynia”), tak jak wszystkim wydawcom, nieubłaganie spada. – W latach 90. średnia sprzedaż „Gazety Jarocińskiej” wynosiła około 12 tysięcy egzemplarzy. Teraz sprzedajemy od 7,5 do 8 tysięcy – mówi Piotrowicz. Mimo to postanowił zaryzykować pieniądze na nową inwestycję: – Mam jasno wytyczone cele. Bez inwestycji zaczęlibyśmy się cofać.

Telewizja wspomoże papier

Nowe siedziby lokalnych redakcji we Wrześni i w Jarocinie powstały w czasach, gdy prasie dawno już postawiono nagrobek. Ale Śliwczyński i Piotrowicz nie wierzą w jej koniec. I choć każdy z nich ma własny pomysł na rozwój swoich firm, to zgadzają się w jednym – wydawnictwa lokalne mogą nadal się rozwijać i przynosić zyski.

Waldemar Śliwczyński jest przekonany, że prasa papierowa przetrwa. Inwestycja w nową siedzibę ma też przede wszystkim służyć rozwojowi „Wiadomości Wrzesińskich” w ich papierowej wersji. Jednak jej redakcja będzie multimedialna. – Będziemy funkcjonować w nowy sposób zgodny z zasadą, że sprzedajemy informacje, a nie papier – zapowiada Śliwczyński. Czytelnicy otrzymają więc aplikacje mobilne na smartfony, nowy portal i telewizję internetową, a w przyszłości być może także radio internetowe. Dziennikarze tygodnika już od kilku lat przygotowują filmy dla własnego portalu Wrzesnia.info.pl, ale redakcja telewizyjna ma swój zespół. Jednym z jego pracowników jest Mirosław Jędryszak, współtwórca nieistniejącej już dziś wrzesińskiej telewizji osiedlowej WTO. Zespołem kieruje Tomasz Małecki, zastępca redaktora naczelnego „Wiadomości Wrzesińskich”. Wyposażenie uruchomionego w tym roku studia telewizyjnego kosztowało 130 tys. zł. – Dziennikarze z telewizji internetowej też muszą pisać do gazety. Każdy dziennikarz wydawnictwa powinien czuć się współtwórcą we wszystkich kanałach informacyjnych. Tworzymy przecież jedną redakcję – wyjaśnia Śliwczyński. Szacuje, że telewizja będzie musiała zarabiać 21 tys. zł miesięcznie, żeby poniesione na nią wydatki się zbilansowały.

Mobilną aplikację na smartfony uważa za konieczną. – Dziś ludzie oczekują aplikacji, pozwalających im czytać bieżące informacje, nie tylko od wielkich dzienników, ale też od lokalnych gazet. Gdyby na przykład zaczął się palić dworzec, czytelnik od razu dostanie informację na smartfona, ale będzie też wiedział, że więcej dowie się na naszym portalu, a szczegółowe informacje znajdzie w najbliższej gazecie – mówi prezes Wydawnictwa Kropka.

Sercem wydawnictwa mają jednak pozostać drukowane „Wiadomości Wrzesińskie”. – Nie wierzę w śmierć prasy. Na całym świecie powstaje więcej tytułów prasowych, niż upada. Kluczem do sukcesu jest właściwy obieg treści między poszczególnymi kanałami dystrybucji. Nasz portal będzie kierować czytelników do tygodnika, w którym znajdą szczegółowe informacje. Szkopuł w tym, żeby portal potrafił zachęcić ich do sięgnięcia po gazetę. Wierzę jednak, że sobie poradzimy – sądzi Śliwczyński.

Jeszcze trzy, cztery lata temu sprzedaż „Wiadomości Wrzesińskich” wynosiła średnio 10 tys. egz., teraz ok. 8 tys. (dane wydawcy, tytuł nie jest monitorowany przez ZKDP). Wydawnictwo nie odczuło jednak spadku przychodów z reklam. A to właśnie reklamy generują 70 proc. przychodów firmy, resztę sprzedaż egzemplarzowa „Wiadomości Wrzesińskich” i portal Wrzesnia.info.pl, który na razie daje tylko 5 proc. przychodów.

Rolnicy nie mogą zawieść

Piotr Piotrowicz, prezes jarocińskiej Południowej Oficyny Wydawniczej, ma zupełnie inny pomysł na rozwój firmy. Podstawą ma być poszerzenie oferty reklamowej w Internecie. Przychodów z reklam ma dostarczać przede wszystkim odnowiony portal Wiescirolnicze.pl. Witryna oferuje wszystkie informacje potrzebne rolnikom: o regulacjach prawnych, dopłatach z Unii Europejskiej, przepisach emerytalno-rentowych i aktualnych cenach produktów rolnych. Dodatkowo podawana jest też szczegółowa prognoza pogody, w tym temperatura przy powierzchni ziemi i w glebie w 100 miejscowościach w Polsce. Wydawnictwo stawia zresztą na branżową prasę rolniczą od wielu lat. Bezpłatny miesięcznik „Wieści Rolnicze” wychodzi już w pięciu województwach (wielkopolskim, dolnośląskim, opolskim, kujawsko-pomorskim, łódzkim), a od stycznia 2016 roku będzie się ukazywał także w woj. mazowieckim. Według wydawcy jego przychody reklamowe w porównaniu z ubiegłym rokiem zwiększyły się o 17 proc. Według ZKDP średni jednorazowy nakład pisma wyniósł w październiku br. 47 tys. egz. Portal jest naturalnym jego rozwinięciem. – Badania portali branżowych pokazują, że ich czytelnicy szukają w nich informacji przydatnych do ich pracy. Mają zupełnie inne potrzeby niż odbiorcy serwisów ogólnoinformacyjnych – nie omijają nawet reklam – mówi Piotrowicz.

Na razie w Internecie wydawnictwo właściwie nie zarabia. Piotrowicz nie ukrywa, że do swoich serwisów (Jarocinska.pl, Rawicz24.pl, Gostynska.pl, Krotoszynska.pl i Zpleszewa.pl) musi dokładać. Ale ruch na stronach wyraźnie się zwiększa. Prezes Południowej Oficyny Wydawniczej zapewnia, że obecnie portale notują ok. 5 mln odsłon miesięcznie i korzysta z nich prawie 300 tys. unikalnych użytkowników. W porównaniu z ubiegłym rokiem liczba odsłon wzrosła sześciokrotnie, a liczba unikalnych użytkowników – stukrotnie. – Przekonujemy nowych użytkowników coraz lepszą treścią i większą liczbą materiałów wideo – wyjaśnia Piotrowicz. Te dane trudno jednak zweryfikować, ponieważ Polskie Badania Internetu nie posługują się wskaźnikiem unikalnego użytkownika. Biorą pod uwagę tylko realnych użytkowników, tych zaś serwisy POW mają zbyt mało, by zostały objęte monitoringiem PBI.

Piotrowicz ma nadzieję, że serwisy zaczną przynosić dochody już w drugim półroczu 2016 roku.

Ćwierć wieku w gazecie

Waldemar Śliwczyński i Piotr Piotrowicz nie są nowicjuszami. Obaj szefują swoim wydawnictwom od ponad 20 lat. Śliwczyński, rocznik 1958, jest absolwentem filozofii i kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1990 roku był korespondentem z Wrześni nieistniejącego już poznańskiego dziennika „Dzisiaj”. Zaczął też pisać do „Wiadomości Wrzesińskich”, które należały wówczas do lokalnego komitetu „Solidarności”. Szybko został redaktorem naczelnym tego pisma, a w 1991 roku przejął tytuł.

Śliwczyński jest też fotografem i autorem albumów fotograficznych. Jeszcze niedawno jego Wydawnictwo Kropka wydawało ogólnopolski „Kwartalnik Fotografia” poświęcony fotografii artystycznej. Nieustannie trzeba było do niego dokładać, więc gdy dwa lata temu Ministerstwo Kultury przestało go dotować, Śliwczyński zawiesił wydawanie tytułu. Trochę mu żal, bo „Kwartalnik Fotografia” był jednym z niewielu ogólnopolskich pism o fotografii artystycznej i ukazywał się przez 12 lat. Ale czuje też ulgę: – Mam teraz więcej czasu, żeby samemu robić zdjęcia. Wydając kwartalnik, nie tylko zaniedbałem własną pasję, ale nawet swoich zdjęć w nim nie zamieszczałem, bo przecież wydawcy nie wypada promować samego siebie – mówi Śliwczyński.

Pracownicy obu wydawnictw doceniają i nowe siedziby, i swoich szefów. Damian Idzikowski, redaktor naczelny portalu Wrzesnia.info.pl i rysownik tygodnika, mówi o Śliwczyńskim: – Jest wymagający i zdarza mu się czasem kogoś obsztorcować, ale w sporach zawsze używa argumentów. W nowej siedzibie będziemy mieć rewelacyjne warunki do pracy. Szef pokazał innym przedsiębiorcom, jak można budować.

Tomasz Małecki, zastępca redaktora naczelnego „Wiadomości Wrzesińskich”: – Waldek ma duszę artysty i bywa roztargniony, ale na szczęście żona Jola czuwa nad jego kalendarzem. Waldek zawsze poświęca dużo uwagi jakości zdjęć i szacie graficznej gazety. Toczymy spory, bo dla mnie najważniejsza jest treść. Jest bardzo dobrym szefem. Od dziennikarzy wymaga rzetelności i dokładnego sprawdzania wszystkich faktów, ale nigdy nie usłyszeliśmy, że o czymś nie wolno nam napisać.
Dziennikarze „Wiadomości Wrzesińskich” nie narzekają na wynagrodzenia. – Jak na Wrześnię zarabiamy dobrze. Moi koledzy z „Głosu Wielkopolskiego” nawet mi zazdroszczą, zwłaszcza że ceny we Wrześni są niższe niż w Poznaniu – przyznaje jeden z nich. Najlepsi dziennikarze „Wiadomości Wrzesińskich” w dobrym miesiącu potrafią zarobić nawet 5 tys. zł. – Ostatnio podwyżek nie było, ale jeśli nie będzie zwolnień, nie będę mieć żalu, że pieniądze poszły na nową siedzibę zamiast na moją podwyżkę – mówi inny dziennikarz.

Starszy o dwa lata od Śliwczyńskiego Piotr Piotrowicz jest z wykształcenia inżynierem elektrykiem. Po studiach na Politechnice Poznańskiej przez kilka lat pracował w zawodzie. W 1990 roku razem z lokalnym biznesmenem Krzysztofem Grodzkim założył „Gazetę Jarocińską”. Kilka lat później ich drogi się rozeszły i połowę udziałów w wydawnictwie przejęła Oficyna Wydawnicza Głos Wielkopolski (obecnie współwłaścicielem jest Polska Press Grupa, m.in. wydawca „Głosu Wielkopolskiego”). O współpracy z obecnym partnerem biznesowym Piotrowicz nie chce się wypowiadać. – To nie jest sytuacja, którą można by opisać za pomocą zero-jedynkowych wyborów – ucina. Piotrowicz nie jest łatwym szefem, jednak pracownicy jego pism rzadko odchodzą. – Z charakteru choleryk, co oznacza, że gdy już wyrzuci z siebie złe emocje, szybko dochodzi do równowagi. Wtedy można mu szczerze powiedzieć to, co się myśli, i dojść do porozumienia. Ma też wyjątkową zdolność przyciągania do siebie ludzi. Przez wiele lat pracujący w „Gazecie Jarocińskiej” byli ze sobą bardzo blisko, przyjaźnili się, i była w tym duża zasługa prezesa. Teraz już tak nie jest, bo firma się rozrosła – mówi Przemysław Szeszuła, dziennikarz sportowy „Gazety Jarocińskiej” z 20-letnim stażem. I dodaje: – Piotrowicz nie ingeruje w treść tekstów. Jeśli materiał jest dobrze udokumentowany, możemy pisać o wszystkim.

Inny z pracowników: – Piotr ma autorytet. Trzyma w garści całe wydawnictwo. Czasem trudno za nim nadążyć, kończy jeden projekt, a już zaczyna następny.

Płace w Południowej Oficynie Wydawniczej są mocno zróżnicowane. – Niektórzy dziennikarze zarabiają 1,5 tysiąca złotych, inni potrafią wyciągnąć nawet 5 tysięcy. Wiele zależy od tego, ile mają obowiązków. Ja na pieniądze nie narzekam, bo wiem, że w Jarocinie więcej bym nie zarobił – mówi dziennikarz, który chce zachować anonimowość. Głosów niezadowolenia, że inwestycja w siedzibę firmy pozbawi ich podwyżek, nie słyszał: – Nie mam pretensji. Dla mnie jest ważne, w jakich warunkach pracuję.

Plan B nie istnieje

Czy Piotrowicz i Śliwczyński boją się ryzyka? – Ostatnio nie sypiam spokojnie – przyznaje Śliwczyński. Mieszka z żoną na działce swoich rodziców w dość skromnym domu przebudowanym z budynku gospodarczego. Tu ma swoją ciemnię fotograficzną i kolekcję albumów fotograficznych z całego świata. Ale nie żałuje, że się zadłużył na nową siedzibę wydawnictwa. – To, co zarobię, wrzucam w firmę. Mógłbym za te pieniądze wybudować nowy dom, ale co bym wtedy robił? Jestem człowiekiem, który cierpi, kiedy nie pracuje. Dla siebie wiele nie potrzebuję. Wystarcza mi książka i dobra płyta. Podróże i drogie restauracje to nie mój świat. Nowy dom? Może na emeryturze – mówi Śliwczyński. Jego żona Jolanta, współwłaścicielka Wydawnictwa Kropka, myśli tak samo: – Zawsze marzyliśmy o ładnej siedzibie wydawnictwa. Żałuję tylko, że tak późno zdecydowaliśmy się na jej budowę. Powinniśmy ją zacząć 10 lat temu. A pieniądze? Ile w końcu można wydawać na podróże i ciuchy?

Śliwczyńscy nie mają planu B, gdyby wydawnictwo z powodu pięknego budynku popadło w kłopoty. – Jak się nie uda, to wynajmiemy jakieś biuro za grosze i nadal będziemy wydawać gazetę – stwierdza redaktor naczelny. Piotr Piotrowicz też zapewnia, że nie przygotował żadnego wyjścia zapasowego na wypadek złej koniunktury. – Nie mam takiego planu. Wierzę, że się uda.

Małgorzata Wyszyńska

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Temat: konkursy i nagrody

Dział: PRASA

Dodano: Maj 21, 2016

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Książka Piotra Pawła Reszki „Diabeł i tabliczka czekolady” z Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego

Zdaniem Kapituły Nagrody Paweł Piotr Reszka „z ogromną wrażliwością i przenikliwością wsłuchuje się w dramatyczne opowieści swoich rozmówców (…), dociera do spraw ukrytych, pisze powściągliwie, niemal przezroczystym stylem, a także z wielkim szacunkiem i taktem łączy poczucie humoru z głęboką empatią”.

Książka „Diabeł i tabliczka czekolady” ukazała się 26 marca 2015 roku. To zbiór reportaży o współczesnej Polsce – historii nietypowych i nieoczywistych.  
"Na każdy reportaż Pawła P. Reszki czekam jak na wydarzenie. I każdy jest dla mnie niespodzianką. Paweł ma zaskakujące tematy i świetnych bohaterów. Ma też talent, ale nie tylko reporterski. Otóż ma talent chirurga – jest chirurgiem mentalności. W tej książce pokroił swoim skalpelem Polskę i wyciągnął z jej wnętrza głupotę, nienawiść, mądrość i miłość." – napisał o książce Mariusz Szczygieł, reporter „Gazety Wyborczej”.
Paweł Piotr Reszka pracuje jako dziennikarz w lubelskim oddziale „Gazety Wyborczej”. Był dwukrotnie nominowany do nagrody Grand Press w kategorii reportaż prasowy.
Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki jest przyznawana co roku za najlepszy reportaż książkowy opublikowany w Polsce i po polsku między 1 stycznia a 31 grudnia poprzedniego roku.

Dotychczasowymi laureatami zostali: Jean Hatzfeld za „Strategię antylop” i tłumacz Jacek Giszczak; Swietłana Aleksijewicz za książkę „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” i tłumacz Jerzy Czech; Liao Yiwu za „Prowadzącego umarłych…” oraz tłumacze Agnieszka Pokojska i Wen Huang; Ed Vulliamy za „Ameksykę…” i Janusz Ochab; Elisabeth Åsbrink za książkę „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” i tłumaczka Irena Kowadło-Przedmojska, a także Swietłana Aleksijewicz za książkę „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”, którą z rosyjskiego przełożył Jerzy Czech; Michał Olszewski za „Najlepsze buty na świecie” oraz tłumacz Mariusz Kalinowski za przekład „Krótkiego przystanku w drodze z Auschwitz” Görana Rosenberga.

(PR, 21.05.2016)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY