Dziennikarze ulegają emocjom i sprzedają je w mediach w czasie kampanii
Okładki "Newsweeka" i "W Sieci" po pierwszej turze wyborów prezydenckich
Piotr Gursztyn w bieżącym wydaniu tygodnika "Do Rzeczy" pisze, że "największymi przegranymi kampanii prezydenckiej są media i dziennikarze". Jednak nawet ci redaktorzy, którzy podczas kampanii nie opowiedzieli się jawnie po stronie wybranych kandydatów, uważają, że aż tak źle w tej kampanii nie było.
Zdaniem Piotra Gursztyna "każdy dziennikarz, publicysta i komentator ma nawet prawo być kibicem w wyborach, ale nie kibolem", a ostatnie wybory odsłoniły zbyt daleko posuniętą sympatię mediów dla konkretnych sił politycznych.
- Irytują mnie takie głosy - mówi Bogusław Chrabota, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". - To jest coś pomiędzy samobiczowaniem się a poczuciem winy i histerią. Zalecam wszystkim, którzy mają z tym problem, żeby zachowali bezstronność i dystans do rzeczywistości - mówi Chrabota. Jego dziennik nie opowiedział się za żadnym z kandydatów na prezydenta.
O ile wyraźnie po stronie swoich kandydatów opowiedziały się tygodniki "Polityka", "Newswek Polska" i "W Sieci", to neutralny starał się być też "Wprost". - Po obu stronach barykady są dziennikarze osobiście zaangażowani. Podchodzą do tego rzeczywiście emocjonalnie. Mnie to specjalnie nie razi. Mamy pluralizm. Nie widzę, by była to strata dla mediów - ocenia Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny "Wprost". - Na przykład poparcie dla Bronisława Komorowskiego ze strony dziennikarzy "Gazety Wyborczej" jest szczere, a nie intencjonalne. Oni w "GW" tak naprawdę czują. To wynika z ich osobistych emocji - mówi Wróblewski.
Ostrzejszy w ocenie kolegów dziennikarzy jest Jarosław Gugała, szef "Wydarzeń" Polsatu. - Teraz całe redakcje stają się politycznymi fanklubami. Nie mają ambicji, tylko zarabiają na umizgiwaniu się do tych, którzy mają takie same poglądy - mówi Gugała. - Przyzwyczailiśmy ludzi, że sprzedajemy im emocje. Że cnotą jest umiejętne wywoływanie emocji i polaryzowanie opinii, bo gdzie nie ma emocji, nie ma sprzedaży. To wynik kryzysu w mediach. Emocje może wywołać każdy głupi. Dobry, analityczny artykuł jest dużo trudniej napisać - dodaje Gugała.
Medioznawca prof. Jacek Dąbała z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego również zauważa wzrost emocjonalności polskich mediów, szczególnie w czasie kampanii wyborczych. - Dziennikarze gubią kompetencyjność, przez co uwidacznia się dziennikarstwo emocjonalne. Wprowadzają odbiorców w pewien emocjonalny trans, co widzimy w przypadku kandydatury pana Kukiza - mówi Dąbała. - Zbyt mocny nacisk dziennikarzy na swoje poglądy może być zgubny. Z drugiej strony dziennikarstwo musi odreagowywać równolegle z odbiorcą, a upodobania dziennikarza mogą skanalizować społeczne emocje. Sądzę, że w pewnym momencie nastąpi przełamanie krytyczne, bo społeczeństwo, jeśli popełni błędy wyborcze, to pod wpływem dziennikarzy będzie też je naprawiać - analizuje Dąbała.
(JJ, 12.05.2015)










