Dział: PRASA

Dodano: Luty 04, 2014

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Wojciech Surmacz - autor „Kadisz za milion dolarów” - odchodzi z "Forbes"

Tekst autorstwa Wojciecha Surmacza i Nissana Tzura „Kadisz za milion dolarów” był opublikowany w nr 9/2013 „Forbesa”. Materiał ujawnia kulisy obrotu żydowskim majątkiem komunalnym.

Dziennikarz śledczy Wojciech Surmacz odchodzi z miesięcznika "Forbes" (Ringier Axel Springer Polska). Ma to najprawdopodobniej związek z jego głośnym tekstem „Kadisz za milion dolarów” i jego reperkusjami.

O tym, że Surmacz odchodzi, poinformował podczas zebrania zespołu pisma jego redaktor naczelny Kazimierz Krupa. Jak informuje, dziennikarz będzie pracował w magazynie do końca lutego, a odchodzi za porozumieniem stron. – Nasze drogi się rozeszły. Rozstajemy się w pokojowej atmosferze. Mam nadzieję, że Wojtek będzie nadal z nami współpracował – mówi Krupa „Presserwisowi”. Wojciech Surmacz odmawia komentarza w tej sprawie.
We wrześniu w miesięczniku ukazał się tekst Surmacza (przygotowany we współpracy z Nissanem Tzurem) o tym, jak kilka osób „reprywatyzuje” nieruchomości przedwojennych wspólnot żydowskich zwracane im przez państwo. W listopadzie na stronie WWW pisma, a potem w wydaniu drukowanym ukazały się sprostowanie i przeprosiny, choć autor tekstu i naczelny „Forbesa” się z nimi nie zgadzali. „Przyznaję się do jednego błędu: Piotr Kadlčik nie jest prezesem Fundacji Chrońmy Cmentarze Żydowskie w Lublinie. Reszta to semantyka”, mówił „Press” Wojciech Surmacz, odnosząc się do treści sprostowania (sprawę szeroko opisujemy w najnowszym wydaniu „Press”). Zarówno on, jak i Kazimierz Krupa przyznawali, że zostali zmuszeni do opublikowania sprostowania i przeprosin przez wydawcę; naciskała na to centrala koncernu Axel Springer.
Wojciech Surmacz (autor tekstu) i Nissan Tzur (współpracownik) otrzymali za tekst "Kadisz za milion dolarów" Nagrodę Watergate Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a w grudniu ub.r. byli nominowani do nagrody Grand Press. SDP przyznało jednocześnie Hienę Roku Ralphowi Buechi, przewodniczącemu rady nadzorczej Ringier Axel Springer Polska i szefowi działu międzynarodowego Axel Springer AG, za "przykład niedopuszczalnego i kreującego mechanizm autocenzury ingerowania wydawcy w niezależność redakcji i dziennikarza towarzyszący publikacji artykułu pt. „Kadisz za milion dolarów”". Po tym Surmacz udzielił wywiadu na stronę SDP, w którym na pytanie, jak rozpętał awanturę o zabijaniu wolności słowa w Polsce, odpowiedział: „Myślę, że tę awanturę wywołał tak naprawdę tylko jeden człowiek. Jest nim Ralph Buechi”. Niewykluczone, że ten wywiad przelał czarę goryczy wydawcy.
Anna Marucha, rzeczniczka Ringier ASP, pytana o to, czy rozstanie z Wojciechem Surmaczem ma związek z tekstem „Kadisz...” i udzielonym przez niego wywiadem, kieruje do naczelnego Kazimierza Krupy, mówiąc tylko: - Niewykluczone, że miały wpływ, skoro działy się w ostatnim czasie, ale to nie oznacza, że to, że napisał ten artykuł, czy że udzielił wywiadu spowodowało, że postanowili się rozstać.
- Trudno nie połączyć faktu odejścia Wojciecha Surmacza z „Forbesa” z tym, co działo się i dzieje wokół jego tekstu – mówi Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy SDP. Natomiast dziennikarz śledczy Bertold Kittel zauważa: - Jeżeli dziennikarz udziela wywiadu i mówi o tym, jak beznadziejna jest redakcja, w której pracuje, to naturalnym jest, że odchodzi z tej redakcji. Nie wyobrażam sobie za bardzo, że dziennikarz może potem oddawać jakiś tekst do redakcji i dawać gwarancje, że ten tekst jest OK, będzie puszczony w należyty sposób i redakcja się za nim potem wstawi - tłumaczy.
- To, że zakończyła się współpraca „Forbesa” z tak dobrym dziennikarzem śledczym jak Wojciech Surmacz, jednym z ostatnich tej klasy, musi niepokoić – dodaje Robert Zieliński, dziennikarz śledczy „Dziennika Gazety Prawnej”. – Cała ta historia pokazuje, w jak wrażliwej materii pracują dziennikarze śledczy – dodaje. I przypomina, że „Kadisz...” był pierwszym tekstem o restytucji mienia żydowskiego po tym, który opublikował Piotr Pytlakowski w „Polityce” na początku poprzedniej dekady.
- Myślę, że kiedy redakcja przeprasza za własnego dziennikarza wbrew jego intencjom, stawia go to w niekomfortowej sytuacji – zauważa Cezary Łazarewicz, dziennikarz „Wprost”. - To jest sytuacja absurdalna. Wotum nieufności dla dziennikarza. Sygnał, że powinien sobie szukać nowego miejsca.
– Nigdy nie byłem zwolennikiem nagrody Hieny, ale tym razem została ona przyznana wyjątkowo trafnie. Wydawnictwo zaczęło niszczyć dziennikarza z przyczyn innych niż merytoryczne – dodaje Świetlik.
Nasi rozmówcy nie wykluczają, że także Kazimierz Krupa pożegna się z redakcją „Forbesa” – zwłaszcza że o jego odejściu ze stanowiska mówiło się jeszcze przed publikacją tekstu Surmacza. - Wydaje mi się, że to jest sytuacja, która bardzo osłabia jego pozycję w strukturze wydawnictwa – mówi Bertold Kittel. - Czy Krupa podzieli los Surmacza? Myślę, że może się tak zdarzyć – dodaje Cezary Łazarewicz.
Zdaniem naszych rozmówców odejście Wojciecha Surmacza uderza w wizerunek i podważa wiarygodność „Forbesa” i Ringier Axel Springer Polska. Ale jak zauważa Cezary Łazarewicz: - Kiedyś najważniejsza była wiarygodność, a teraz są najważniejsze pieniądze. 

(MW, DR, 04.02.2014)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: PRASA

Dodano: Luty 04, 2014

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Wojewódzki kontra Lis to była ustawka - uważa Paweł Lisicki

Zgodnie z prawem redakcje nie mają obowiązku autoryzacji zdjęć i okładek, a tego w gruncie rzeczy domagał się Kuba Wojewódzki od redakcji "Newsweek Polska" pisząc do Tomasza Lisa na Facebooku: "Pogwałciłeś standardy nie tylko dziennikarskie, ale po prostu koleżeńskie".

Na okładce ostatniego numeru tygodnika "Newsweek Polska" znalazła się podobizna Wojewódzkiego z tytułem "Moja bardzo wielka wina". Wojewódzki ma do redakcji "Newsweeka" pretensje, bo na okładkowe zdjęcie nie wyraził zgody. "Newsweek" twierdzi, że Kuba Wojewódzki mija się z prawdą.
- Redakcja nie ma obowiązku autoryzacji zdjęć wykorzystanych na okładce. Chyba że umówi się z bohaterem zdjęcia na autoryzację. Jeśli redakcja "Newsweeka" złamała umowę zawartą z Kubą Wojewódzkim, to nic jej nie usprawiedliwia – mówi Jacek Kowalczyk, redaktor tygodnika "Polityka" i były redaktor naczelny tygodnika "Przekrój". Zaznacza jednak, że autoryzacja zdjęć jest obyczajem celebrytów, którzy naciskają w tej sprawie na media. Szczególnie w magazynach people takie zachowania są normą. - W "Przekroju" nigdy nie pytaliśmy "Czy chce Pan/Pani zobaczyć swoją okładkę?" Także w "Polityce" nie prowadzi się takich rozmów z bohaterami okładek – mówi Kowalczyk.
Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Tygodnika do Rzeczy", sądzi, że Wojewódzki i Lis umówili się, że wywołają awanturę w sprawie okładki, by wypromować program Wojewódzkiego i Lizuta w Rock Radiu. - Skandal jest najlepszym nośnikiem reklamowym produktu. Dowód: informacja o okładce "Newsweeka" obiegła wszystkie media. Redakcja nie musi autoryzować zdjęć. Jako redaktor naczelny nigdy nie zgadzałem się na naciski w tej sprawie – mówi Lisicki.

 

(MW, 04.02.2014)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter
Pressletter
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.