Dział: OPINIE

Dodano: Lipiec 17, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Radwańskiej bardziej zaszkodziły wcześniejsze działania wizerunkowe niż sesja w „The Body Issue”

Wizerunek Agnieszki Radwańskiej przez ostatnie lata nie jest budowany szczególnie konsekwentnie. Sesja w magazynie „The Body Issue”, pomimo braku jakiejkolwiek wulgarności kłóci się w pewien sposób z promowaną wcześniej przez Radwańską akcją „Nie wstydzę się Jezusa".

Pamiętajmy jednak, że Agnieszka Radwańska dopiero od niedawna znajduje się pod skrzydłami dużej agencji menedżerskiej Lagardere Unlimited, ale od tego czasu nastąpił wyraźny krok naprzód, jeśli chodzi o to, co dzieje się z Radwańską poza kortem: nowe umowy sponsorskie, nowa strona internetowa i prowadzony w dwóch językach fanpage na Facebooku. Ostatnio wizerunek Radwańskiej niewątpliwie się ocieplił, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze działania, ciężko mówić o konsekwencji. Na początku swojej wielkiej kariery Agnieszka Radwańska nie była mistrzynią budowania pozytywnego wizerunku. Wiecznie niezadowolona i smutna, marudząca na korcie, kłócąca się z obecnym na trybunach ojcem i niespecjalnie wesoła w wywiadach telewizyjnych sprawiała wrażenie osoby mało sympatycznej, zamkniętej w sobie. Można powiedzieć „ciężkiej do polubienia". Przez ostatnie dwa lata sporo się zmieniło. Częściej się uśmiecha, otworzyła się na media zwłaszcza światowe - w Polsce znamy jej konflikt z TVN - i kibiców. To bardzo pozytywna zmiana.

Radwańska staje się gwiazdą sportu już nie tylko polskiego, ale i światowego. Bardziej życzliwy wizerunek jej w tym pomaga. Jeśli chodzi o udział w reklamach, sądzę, że tutaj również można powiedzieć, że idzie ku lepszemu. Pewnie niewiele osób pamięta zupełnie nietrafioną kampanię marki Ariel z Agnieszką Radwańską. Nasza tenisistka była wówczas bodajże jeszcze nastolatką, wschodzącą gwiazdą sportu i naprawdę ciężko było uwierzyć w jej rekomendację proszku do prania. Niedawna kampania marki Amica również mogły wydawać się zaskakujące, ale w tym przypadku mam wrażenie, że unikalny styl gry Agnieszki Radwańskiej bardzo umiejętnie został zestawiony z technologiami produktów Amica. Sam spot reklamowy był dobrze przygotowany i tę kampanię należy ocenić lepiej. Tylko krótka wypowiedź Agnieszki Radwańskiej na końcu spotu wypadła raczej blado i sztucznie.Natomiast zupełnie nie rozumiem zamieszania związanego z sesją dla magazynu „The Body Issue”. Jedyny problem to pewna niekonsekwencja w poczynaniach Radwańskiej, ale jestem przekonany, że na jej wizerunku bardziej ciążą wcześniejsze działania niż ta sesja.
Sprawa została bardzo rozdmuchana przez nasze media i komentarze osób, które niekoniecznie powinny zabierać w tej sprawie głos. Po pierwsze, decyzja o udziale w takiej sesji należy tylko i wyłącznie do samej zainteresowanej. Po drugie, nie jest to rozbierana sesja w magazynie dla panów, a artystyczne zdjęcie opublikowane w poważanym magazynie telewizyjnego giganta - ESPN. Całe przedsięwzięcie ma na celu pokazanie piękna wysportowanego ciała i promocję aktywności fizycznej. Rację ma także liczne grono internautów twierdzących, że o wiele więcej niż na tych zdjęciach można czasem zobaczyć na plaży podczas urlopu. Wreszcie, wydaje mi się, że Agnieszkę Radwańską i jej działania wizerunkowe powinniśmy oceniać już w skali globalnej, a nie lokalnej. I z tego punktu widzenia, sesja w „The Body Issue” może mieć dla tenisistki efekt tylko pozytywny - stawia ją w jednym rzędzie z wieloma gwiazdami sportu amerykańskiego i światowego, stanowi kolejny krok w budowaniu bardziej otwartego wizerunku. Wydaje się, że przyjmując taką perspektywę, fakt wyrzucenia Radwańskiej z grona ambasadorów lokalnej akcji i kilka nieprzychylnych komentarzy z rodzimego podwórka, staje się sprawą marginalną.
 

(17.07.2013)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo

PODOBNE ARTYKUŁY

Dział: OPINIE

Dodano: Lipiec 23, 2013

Narzędzia:

Drukuj

Drukuj

Spór Brainshake - Porsche Polska, to coś więcej niż konflikt agencji z marketerem

Publiczny spór pomiędzy agencją Brainshake a firmą Porsche Polska, to jest coś więcej niż konflikt jednego marketera i agencji. To pytanie o zasadność startowania w przetargach w niektórych sytuacjach.

 

Przetargi są pozostałością z czasów, kiedy rentowność na projektach i czas współpracy z klientem po przetargu pozostawały na zupełnie innym poziomie, niż są dzisiaj.
Traktowanie przez firmy przetargów jak zlotu naiwniaków, którzy dla nas coś robią za darmo jest niestety bardzo częste.
Jaki jest sens ekonomiczny udziału w przetargach, w których koszt dla agencji wynosi 20-30 tys. zł, a wygrywalność pozostaje na poziomie 20-30 proc.? Zdobycie zlecenia kosztuje w takim przypadku od 100 do 150 tys. zł. I dotyczy to tylko kosztów przetargu. A do tego dochodzą później koszty obsługi klienta i niska rentowność projektów. Ewidentnie w tej sytuacji agencji Brainshake nerwy puściły,
Rozgoryczenie mogło połączyć się z rozczarowaniem. Generalnie jednak sytuacja wymaga naprawy w interesie zarówno klientów jak i agencji. Ale w atmosferze konfliktu może być trudno wypracować sensowny kompromis.

(23.07.2013)

* Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.